Czy warto korzystać z wyrazów i określeń obcojęzycznych?

Kilka dni temu, odpowiadając na pytanie czytelnika, pisałem o tym, czy warto odmieniać wyrazy obcojęzyczne. Uznałem, że przy tej okazji warto omówić kwestię bardziej podstawową: czy w ogóle należy korzystać z tego typu określeń i włączać je do polszczyzny. Robię to dziś – w osobnym artykule.

Młodzi footballiści. / Zdjęcie: Photoxpress

W tekście na stronach Rady Języka Polskiego pochodzącym z 2001 r., czytamy:

Prawie każdy wyraz pospolity (czyli taki, który nie jest nazwą własną), należący do jakiegoś języka, można przetłumaczyć na język obcy. Nawet, jeśli w danym języku nie ma odpowiednika jakiegoś słowa obcego, to na potrzeby tekstu można go stworzyć. Tak więc podane przez Panią (jako przykład) wyrażenie „Didactic Consultant” po polsku brzmi „doradca dydaktyczny”. Nie widzę zatem powodów, dla których autorzy tekstów obcojęzycznych mieliby wymagać, by użyte przez nich słowa obce nie były tłumaczone na język polski.

No cóż, od tej chwili minęło już 18 lat, a procesy zapożyczania (zwłaszcza słownictwa technicznego czy biznesowego) z języka angielskiego zdecydowanie przyspieszyły. Liczę, że ocena językoznawców normatywistów nie jest już tak radykalna, choć zawsze znajdą się językowi puryści, którzy chcieliby ustrzec polszczyznę od obcych wpływów.

Nieco inaczej niż w powyższym cytacie akcenty rozkładają autorzy Nowego słownika poprawnej polszczyzny, którzy piszą:

Jeżeli zapożyczamy z języków obcych tylko słownictwo, zwłaszcza nazwy nowych, nie znanych dotąd desygnatów, nie ma powodów do krytyki tego procesu, typowego dla wielu współczesnych systemów leksykalnych, podobnie jak nasz dalekich od samowystarczalności. Ocenę zjawiska łagodzi jeszcze ograniczanie zasięgu stosowania pożyczek do terminologii naukowo-technicznej oraz przyswajanie polszczyźnie takich wyrazów, które są znane i używane w wielu językach, gdyż internacjonalizacja słownictwa z jednej strony ułatwia (przyspiesza) międzynarodową wymianę myśli, z drugiej umożliwia pracom naszych naukowców swobodne wejście w obieg światowy. Warunkiem akceptacji takich zapożyczeń w tekstach jest tylko dobra znajomość ich znaczeń, a w wypadku cytatów także oryginalnej wymowy i pisowni.

I przyznam, że takie postawienie sprawy bardzo mi się podoba. W artykule sprzed kilku dni podałem przykład wyrazu contentmarketingowy stosowanego w świecie biznesu oraz nowych technologii. Przyznam, że zupełnie nie przekonuje mnie propozycja używania zamiast określenia content marketing określenia marketing treści czy – jak chce autor opinii na RJP – zamiast didactic consultantdoradca dydaktyczny.

A oto moje argumenty:

  1. Te polskie odpowiedniki nic nie znaczą i nie są wcale dla odbiorców języka jaśniejsze niż terminy oryginalne. Weźmy ten nieszczęsny marketing treści… Może raczej treściowy? Co i tak niczego nie rozjaśnia, bo przecież każdy marketing z zasady powinien zawierać jakąś treść.
  2. Polskie tłumaczenia zazwyczaj gubią oryginalną głębię znaczeń, stosowanie specjalistycznych zwrotów obcojęzycznych pozwala sięgnąć do prawdziwego sensu wyrazów na bazie języka, z którego pochodzą, i lepiej je zrozumieć.
  3. Tworzy się fatalna moda na budowanie kalek językowych, którą uważam za dużo gorszą i o wiele bardziej niebezpieczną od stosowania wyrazów cytatów. Kalki językowe nie tylko gubią przekaz języka oryginalnego, ale też powodują przesunięcia znaczeniowe wyrazów znanych polszczyźnie od dawna, za sprawą czego podwójnie tracimy precyzję wyrażenia oraz rozmywamy ostrość wyrażeń w naszym języku.
  4. Teksty z wyrazami cytatami brzmią o wiele bardziej poważnie i są – z wyżej wymienionych względów – bardziej ścisłe, co sprawia, że tekst może być bardziej lakoniczny (przemawia więc za nimi kryterium ekonomiczności języka).

Jak pewnie stałym czytelnikom tekstów na moim blogu wiadomo, jestem kibicem futbolu amerykańskiego. Zdecydowaną większość meczów oglądam z amerykańskim komentarzem i generalnie myślę o tym sporcie anglojęzycznymi terminami. Próby tłumaczenia prostych terminów amerykańskich, oddawanych często w pisowni dwu- lub trzyliterowymi skrótowcami zrozumiałymi dla większości czytelników tekstów specjalistycznych także w języku polskim, byłyby karkołomne i niepomiernie wydłużałyby tekst.

Po stokroć wolę też, gdy jakiś polski spiker mówi po prostu incomplete pass niż nieszczęsne podanie niekompletne lub podanie niepełne. Bo przecież tutaj – nomen omen – kompletnie nie o to chodzi, że ono jest niekompletne (jak podanie może być niekompletne lub niepełne) – tylko że jest zwyczajnie nieudane, ewentualnie niecelne (zwłaszcza że ten sam termin – incomplete pass – stosuje się w hokeju i tam z tłumaczeniem tego właśnie w ten sposób nie ma żadnego problemu), niezłapane czy – to już naprawdę od biedy – niedopełnione. Prawda, że ta ostatnia wersja też brzmi głupio? A i tak o wiele lepiej oddaje sens określenia incomplete pass niż to nieszczęsne podanie niekompletne.

Po prostu każdy język ma swoją logikę i to, co za pomocą danych słów oddamy w jednym języku, przetłumaczone żywcem na inny staje się zupełnym nonsensem.

– Paweł Pomianek

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Czy odmieniać w polszczyźnie wyrazy obcojęzyczne

Jakiś czas temu napisał do nas p. Witold:

Dzień dobry

Uprzejmie proszę o pomoc w rozwiązaniu językowego dylematu dotyczącego prawidłowej odmiany nazw obcojęzycznych. Poniżej przytaczam przykładowe zdania:

  1. Zapakować prowiant do day pack organizera,
  2. On nie jest deep diverem,
  3. Reach stackery (reachstackery) są pojazdami używanymi do obsługi intermodalnych kontenerów,
  4. Do portu wpłynęła (wpłynął) jedna (jeden) tessarakonteres (gr.), wpłynęły dwie (dwa) tessarakonteres (a może: dwa tessarakonteresy)/najprościej: dwie tessarakontery)tu prawdopodobnie nie ma zastosowania odmiana typu: jeden pithos (l.poj.) – dwa pithoi (l.mn.), nie znalazłem w piśmiennictwie słowa tessarakonterai.
  5. W dłoniach trzymał zwój pápyrosu (bliżej nieokreślony materiał piśmienniczy: papirus bądź papier) – czy odmiana jest analogiczna do słowa „kolos” lub „polos”?,
  6. W barze zamówiłem Barbadosa Sunrise’a/Barbados Sunrise; Malibu Sting/Malibu Stinga,
  7. Ona nie lubi Barbados Sunrise/Barbadosu Sunrise/Barbadosu Sunrise’a,
  8. Wypiłem dwie Cuba Libre (a może: dwie Cuby Libre), pięć Bloody Mary (najprościej 5 krwawych marysiek) prawidłowość pisowni drinków (mała vel wielka litera) pozwoliłbym sobie poruszyć w odrębnym mailu,
  9. Złożył pokłon erpatre/erpatrowi, trzem erpatrom („ten, który należy do arystokracji”; tytułu tego używali wszyscy arystokraci egipscy – występuje w „Faraonie” B. Prusa); tu nie docierała władza wszechwładnego erpatre/erpatra.

Byłbym szczerze zobowiązany za komentarz.

Szanowny Panie,
muszę Panu przyznać, że sam mam w takich momentach zagwozdkę, bo z jednej strony nasz język dąży do odmienności wyrazów, a z drugiej – tendencja przy zapożyczeniach z angielskiego i innych języków jest taka, by ich nie odmieniać, także dlatego, że czasem niektóre określenia brzmią wówczas zabawnie (weźmy choćby takiego Barbadosa Sunrise’a).

Polszczyzna lubi odmienianie wyrazów

Tak, na nieco bardziej klasycznych przykładach, odnosi się do tej kwestii w poradni językowej PWN Jan Grzenia (opinia z 2012 r.):

W polszczyźnie obowiązuje zasada odmienności wyrazów, odstępujemy od niej tylko w wyjątkowych wypadkach, a wobec tego powinno być: DB. Johnniego Walkera, C. Johnniemu Walkerowi, N. Johnniem Walkerem, Ms. Johnniem Walkerze. Gdyby jednak chodziło o Johnny’ego Walkera, w zapisie imienia wystąpią drobne różnice: C. Johnny’emu, NMs. Johnnym.

Podobnie z drugą nazwą: DB. Monty’ego Pythona, C. Monty’emu Pythonowi, N. Montym Pythonem, Ms. Montym Pythonie.

Trzeba jednak stwierdzić, że pierwszy składnik obu nazw często bywa nie odmieniany. Można to tłumaczyć tym, iż nazwy te prawie zawsze występują łącznie, traktowane są więc jako złożone. Sprzyja temu bez wątpienia utrwalony i często używany tytuł Latający cyrk Monty Pythona. Taką częściową odmienność trzeba uznać za akceptowalny wariant fleksyjny.

Pewnie więc powiedzenie, że wypiłem dwie cuby libre (pyt. 8), będzie optymalne. Zaproponowałem zapis małą literą właśnie ze względu na liczbę mnogą, która sytuuje to określenie wśród nazw pospolitych. Kwestię zapisu nazw marek i produktów wielką lub małą literą tutaj generalnie pomijam, bo ten wątek był już omawiany na Językowych Dylematach (odsyłam tutaj).

Na stronach Rady Języka Polskiego czytamy:

Istnieje w polszczyźnie nieliczna grupa wyrazów pochodzenia obcego, które nie zostały przyswojone przez nasz system (tzw. wyrazy cytaty, np. jury, menu […]), jednak nie świadczy to o tym, że nieprzyswajalność i nieprzekładalność słów jest regułą. Jeśli chodzi natomiast o odmianę wyrazów cytatów i obcych nazw własnych, to, oczywiście, należy ją stosować.

W przypadku trzech pierwszych zdań (pyt. 1, 2, 3) przytoczonych w Pańskim pytaniu, tam, gdzie tak naprawdę można by każdy wyraz przetłumaczyć na polski, zachowywałbym pisownię rozdzielną i właśnie taką – mamy tutaj bowiem do czynienia z rzeczownikami w przypadkach zależnych. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Odpowiedzi na pytania | Otagowano , , | 2 komentarze

Czy wiesz, że… Ciekawostki językowe (66)

Inspiracją do opracowania większości poniższych ciekawostek była dla mnie, podobnie jak poprzednio, książka Łukasza Mackiewicza, właściciela eKorekta24.pl, pt. 497 błędów (oprac. ciekawostek: Paweł Pomianek).

Dlaczego mówimy Wrocławiem, a nie Wrocławem? Na zdjęciu: Opera Wrocławska / Adam Dziura, Wikipedia, lic. CC BY-SA 3.0

1.
Czy wiesz, że…

liczebniki oznaczające dzień miesiąca odmieniają się na takich zasadach jak każde inne słowo? To dlatego powiemy, że dziś jest trzydziesty października (a nie trzydziestego października – choć forma ta dopuszczalna jest w języku mówionym), ale też że zacznę nową pracę z dniem drugim listopada (a nie z dniem drugiego listopada).

2.
Czy wiesz, dlaczego…

odmieniamy Kraków – Krakowem, ale Wrocław – Wrocławiem (a nie Wrocławem)? W przypadku nazw zakończonych na -w istnieje pewna regularność. Te zakończone w mianowniku na -ów (Kraków, Rzeszów, Tarnów) i -ew (Sochaczew) mają zazwyczaj odmianę twardotematową, a te zakończone na -aw (Wrocław, Przecław) – miękkotematową.

3.
Czy wiesz, że…

we francuskich nazwiskach jak Barthes i Descartes, czytanych jako [Bart] i [Dekart], w przypadkach zależnych musimy postawić apostrof: Barthes’a, Descartes’a; Barthes’em, Descartes’em? W ten sposób trzeba zaznaczyć różnicę pomiędzy wymową a zapisem. Gdyby nie postawić apostrofu, czytelnik przeczytałby naturalnie [Barthesem] i [Descartesem], co byłoby nieuprawnione, gdyż w nazwiskach tych występuje e nieme.

4. PS
Miesiąc temu w naszej ostatniej ciekawostce pisaliśmy, dlaczego środa (dzień o takiej nazwie) przypada właśnie w środę, a nie w czwartek, choć obecnie zazwyczaj tydzień liczymy od poniedziałku i środkowym dniem tygodnia jest właśnie czwartek. Na Facebooku jeden z Czytelników, p. Bartek, zwrócił nam uwagę: „Brakuje jeszcze wyjaśnienia w odniesieniu do dni tygodnia: czwartek jest według tradycyjnego kalendarza piątym dniem tygodnia, a piątek – szóstym. A nazywają się tak dlatego, że czwartek jest czwartym dniem po niedzieli, piątek – piątym, a wtorek – wtórym, czyli drugim”. Niniejszym uzupełniamy, korzystając z tego zwięzłego, konkretnego komentarza.

Zaszufladkowano do kategorii Ciekawostki językowe | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Czy wiesz, że… Ciekawostki językowe (65)

Inspiracją do opracowania pierwszych dwóch spośród poniższych ciekawostek była dla mnie, podobnie jak poprzednio, książka Łukasza Mackiewicza, właściciela eKorekta24.pl, pt. 497 błędów (oprac. ciekawostek: Paweł Pomianek).

Choć dziś większość osób tydzień liczy od poniedziałku i środkowym dniem tygodnia jest czwartek, środą nadal nazywamy dzień przypadający w środku tygodnia liczonego tradycyjnie – od niedzieli.

1.
Czy wiesz, że…

oprócz częściej spotykanych form oczyma oraz rękoma poprawna – choć rzadziej używana – jest też forma uszyma?

2.
Czy wiesz, że…

liczebniki zbiorowe (dwoje, troje, kilkoro) stosujemy tylko w czterech konkretnych przypadkach? Łączą się one z:

  • pluraliami tantum, czyli rzeczownikami, które mają wyłącznie liczbę mnogą, jak np. drzwi, chrzciny, spodnie, widły, fusy, skrzypce;
  • zakończonymi na rzeczownikami rodzaju nijakiego oznaczającymi istoty młode, np. dziewczę, kurczę, oślę, prosię;
  • rzeczownikami lub zaimkami określającymi grupy osób różnych płci, np. sześcioro z nich;
  • rzeczownikami oznaczającymi pary, np. oczy, uszy, ręce, nogi.

3.
Czy wiesz, dlaczego

nazwy odpowiedników września, października, listopada i grudnia w języku angielskim i łacińskim nie są zgodne z numerem (znaczeniem swojej nazwy), któremu odpowiadają w obecnym kalendarzu? September to przecież ‘siódmy’, a nie dziewiąty, october ‘ósmy’ (oktawa), a nie dziesiąty; november ‘dziewiąty’, a nie jedenasty; december ‘dziesiąty’, a nie dwunasty. Otóż jest tak po prostu dlatego, że nazwy miesięcy przeniesiono z kalendarza juliańskiego, w którym rok religijny zaczynał się od naszego marca. Analogiczny proces dokonał się w polszczyźnie z dniami tygodnia. Choć dziś większość osób tydzień liczy od poniedziałku (tak definiują go też słowniki) i środkowym dniem tygodnia jest czwartek, środą nadal nazywamy dzień przypadający w środku tygodnia liczonego tradycyjnie – od niedzieli.

Zaszufladkowano do kategorii Ciekawostki językowe | Otagowano , | 1 komentarz

Czy wiesz, że… Ciekawostki językowe (64)

Inspiracją do opracowania wszystkich poniższych ciekawostek była dla mnie, podobnie jak poprzednio, książka Łukasza Mackiewicza, właściciela eKorekta24.pl, pt. 497 błędów (oprac. ciekawostek: Paweł Pomianek).

Nie powinniśmy pytać: Kogo to kot?, tylko: Czyj to kot?. / Zdjęcie ze zbiorów Magdaleny „Dobryduszek”

1.
Czy wiesz, że…
nietypowe przymiotniki kontent, wart i rad odmieniają się przez rodzaje? Najciekawszą odmianę ma kontent – rodzaj żeński: kontenta; rodzaj nijaki: kontente (np. dziecko jest kontente); rodzaj męskoosobowy: kontenci; rodzaj niemęskoosobowy: kontente (np. dziewczęta czuły się kontente).

2.
Czy wiesz, że…
niewinne i osłuchane dziś formy potrafiący i potrafiąc przez większość słowników są traktowane jako niepoprawne, a przynajmniej niestaranne? Słowo potrafić było czasownikiem dokonanym (po + trafić) i nie stanowiło prostego synonimu dla umieć. Dlatego też piętnowane są również konstrukcje jak będę potrafił, ponieważ czasowników dokonanych nie łączymy w czasie przyszłym z być.

3.
Czy wiesz, że…
rozszerzonych form zaimków osobowych (niego, niej, nim etc.) wolno używać tylko w połączeniach z poprzedzającymi je przyimkami (do niej, spośród nich, po nim)? W każdym innym przypadku ich użycie jest błędne i trzeba korzystać z form podstawowych: jego, jej itd.

4.
Czy wiesz, że…
zaimka czyj w pytaniach nie można zastępować zaimkiem kogo? W pytaniach, w odpowiedzi na które używamy zaimka dzierżawczego (mój, twój, jego, jej), musimy użyć zaimków czyj, czyja. Kogo należy wstawiać tylko tam, gdzie odpowiedzią na pytanie jest zaimek osobowy (mnie, ciebie) lub rzeczownik. Nie powinniśmy więc pytać: Kogo to kot?, tylko: Czyj to kot?.

Zaszufladkowano do kategorii Ciekawostki językowe | Otagowano , , | 1 komentarz

Pisownia nazw stowarzyszeń. Jak pisać, gdy sama nazwa jest niepoprawna?

Napisał do nas pan Filip:

Mam problem z zapisem nazw, np. stowarzyszeń.

Spotkałem się z zasadą, że każdy człon takiej nazwy powinien być pisany dużą literą (z wyjątkiem występujących w nazwie np. spójników i przyimków). Jest jednak stowarzyszenie „Ludzie z Pasją”, które na swojej oficjalnej stronie internetowej podaje zapis „Ludzie z pasją”. Na różnych stronach internetowych, związanych np. z fundacjami, też spotykam podobne zapisy. Chodzi o to, że tylko pierwsze słowo danej nazwy pisane jest od dużej litery.

Wydawać by się mogło, że jest to zapis niepoprawny, jednak taki zapis stosują twórcy stowarzyszenia, dlatego myślę, że używanie go nie powinno być uznawane za błąd. Powinniśmy przecież uszanować to, w jaki sposób ktoś chce zapisywać nazwę np. założonej przez siebie fundacji. Czy dobrze myślę?

Dodam, że gdy zapisywałem tę nazwę niezgodnie ze wzorem podanym na oficjalnej stronie internetowej stowarzyszenia, niejednokrotnie zwracano mi na to uwagę.

Myślę, że zaproponował Pan znakomite, kompromisowe rozwiązanie. Oczywiście nazwy własne zapisane niezgodnie z normami polszczyzny zapisane są błędnie (zresztą te błędy występują na wiele sposobów, ot, innym błędem jest choćby zapisywanie nazw firm czy sklepów wersalikami, które są w polszczyźnie zarezerwowane do skrótowców) i możemy sobie z nich nawet delikatnie i ze smakiem dworować. Niemniej, skoro już tak są one zapisane urzędowo i oficjalnie – wydaje się koniecznością powielanie tego oficjalnego zapisu. Myślę, że po prostu możemy podejść do sprawy tak, że będziemy je w ten sposób zapisywać na prawach cytatu (ktoś w końcu właśnie tak nazwał stowarzyszenie). W ten sposób uniknie się wspomnianego przez Pana zwracania uwagi, że nie oddał Pan właściwie danego zapisu. A błąd w nazwie? No cóż, z pewnością nie jest winą autora artykułu. Może warto te błędne formy oficjalnych nazw brać w cudzysłów – właśnie po to, by pośrednio przy okazji się od tej formy odcinać (w swoisty sposób umywając ręce), jednocześnie podkreślając, że coś z nimi nie tak. Przedstawiciele stowarzyszenia z pewnością nie poczują się urażeni, a równocześnie, gdyby ktoś zwrócił Panu z kolei uwagę, że zapis jest błędny, zawsze może Pan wytłumaczyć, że cytuje Pan, zdając sobie sprawę, że założyciele nazwali to lub inne stowarzyszenie nieszczęśliwie.

– Paweł Pomianek

Zaszufladkowano do kategorii Odpowiedzi na pytania | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Kiedy „w chwili gdy”, kiedy „w chwili, gdy”. Cofanie przecinka

Z wielką przyjemnością podsuwam Państwu wywód na temat cofania przecinka, który przysłał mi nasz stały Czytelnik p. Witold. Mało temu tematowi poświęcaliśmy dotąd miejsca na Językowych Dylematach, a kwestia jest ciekawa i warta zauważenia. Pod refleksją pana Witolda – parę słów ode mnie. Naszą korespondencję publikuję rzecz jasna za zgodą interlokutora.


Dzień dobry,
dzisiaj pozwolę sobie na podzielenie się z Panem moimi wątpliwościami dotyczącymi spójnika zestawionego „w chwili gdy”. Przeglądając zdania w korpusie językowym Poradni PWN zwróciłem uwagę na różną, moim zdaniem, interpretację reguły cofania przecinka w odniesieniu do ww. spójnika.

W poradzie https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/w-chwili-gdy;12656.html czytamy:

Gdyby na słowo chwili padał akcent zdaniowy, to należaloby po nim postawić przecinek, np. „W chwili, gdy rozbrzmiał długo wyczekiwany przez uczniów dzwonek…”. W zdaniu przytoczonym w pytaniu tak jednak nie jest (pod akcentem jest słowo korytarz), dlatego przecinek należy postawić przed wyrażeniem w chwili gdy.

W poradzie udzielonej przez innego eksperta https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Przecinek-w-zdaniu-zlozonym;16279.html czytamy:

Warto może zaznaczyć, że w zdaniu trzecim mamy do czynienia z niepotrzebnie (błędnie) postawionym przecinkiem przed gdy. Rozpoczyna się ono od spójnika zestawionego w chwili gdy i obowiązuje tutaj reguła cofania przecinka (tak samo jak w wypadku spójników zestawionych tam gdzie…; tam skąd…; teraz gdy… czy pod warunkiem że…). Wstawianie tego znaku przestankowania po tam, po teraz, po pod warunkiem bywa powszechne. Z tego względu przywołane zdanie powinno było przybrać postać graficzną: W chwili gdy posiadałaś prawo do zasiłku dla bezrobotnych, to Urząd Pracy ma również obowiązek.

Moim skromnym zdaniem akcent w ostatnim wypowiedzeniu pada na słowie „chwili”, a nie „bezrobotnych”, dlatego postawiłbym tu przecinek. W Korpusie Językowym Poradnia podaje wiele przykładowych zdań z tym spójnikiem zestawionym, a akcent wydaje się być kwestią indywidualną autora i korektora, np.:

1)      Poznaliśmy się w okolicznościach osobliwych. W chwili, gdy przeprowadzałem przez Alpy słonie Hannibala.
Typ tekstu: Książka
Autor: Gomulicki Leon
Tytuł: Odwiedziny Galileusza
Rok: 1986

2)      Jola zrozumiała, że nadszedł czas, by wycofać się z kryjówki. W chwili gdy do stolika podeszła kelnerka, rozgarnęła lekko krzaki i ostrożnie wycofała się nad brzeg jeziora.
Typ tekstu: Książka
Autor: Bahdaj Adam
Tytuł: Wakacje z duchami
Rok wydania: 1996
Rok powstania: 1962

Z góry dziękuję za ewentualny komentarz i rozwianie moich wątpliwości.

Z wyrazami szacunku
Witold


Szanowny Panie,

właściwie trudno byłoby mi rozwiewać Pańskie wątpliwości, bo mogę jedynie potwierdzić, że kwestia akcentu i związanego z nim cofania (bądź nie) przecinka zależy od autora i redaktora/adiustatora (wydaje mi się, że korektor już nie powinien w to ingerować).

Odniosę się jeszcze do tego zdania, o które Pan pyta: W chwili gdy posiadałaś prawo do zasiłku dla bezrobotnych, to Urząd Pracy ma również obowiązek.
Moim zdaniem, podobnie jak Pańskim, mamy tutaj do czynienia z akcentem na „W chwili” i dlatego powinniśmy dostawić przecinek przed „gdy”. To jednak nie zdejmuje z nas obowiązku utrzymania drugiego przecinka, mamy tutaj bowiem do czynienia ze zdaniem złożonym, składającym się z dwóch zdań z orzeczeniami: posiadałaśma. Tak więc fragment gdy posiadałaś prawo do zasiłku dla bezrobotnych staje się zdaniem wtrąconym.

Z wyrazami szacunku
– Paweł Pomianek

Zaszufladkowano do kategorii Językowe dylematy | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Przysucha – z Przysuchy. Czy może być też z Przysuchej?

Herb Przysuchy / źródło: Wikimedia

Napisała do nas pani Aleksandra:

Nurtuje mnie odmiana nazwy pewnej miejscowości. Przysucha to miasto w województwie mazowieckim, w powiecie przysuskim. Mieszkańcy mówią „jestem z Przysuchy”, niektórzy odmieniają jednak „z Przysuchej”. Czy forma „z Przysuchej” jest zatem poprawna?

Szanowna Pani,
tak się składa, że odpowiedź na pytanie dotyczące właściwej odmiany tej miejscowości znajduje się w poradni językowej PWN, tutaj: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Przysucha;5764.html

Tak więc ma Pani jasność, że tylko odmiana: Przysucha, z Przysuchy, w Przysusze – jest poprawna.

Ja dodam jeszcze kilka słów na temat tego, skąd się bierze ta druga próba deklinacji. Otóż mianownik nazwy Przysucha nie sugeruje odpowiedniego typu odmiany, mogą być dwa: rzeczownikowa (z Przysuchy, w Przysusze) albo przymiotnikowa (z Przysuchej, w Przysuchej). Odmiana przymiotnikowa jest częstsza i dlatego dla użytkowników języka bardziej naturalna, dlatego ci, którzy nie wiedzą, że nazwę tej miejscowości trzeba odmieniać rzeczownikowo, stosują intuicyjnie odmianę przymiotnikową.

Ten sam – rzeczownikowy – typ odmiany co Przysucha mają m.in. Częstochowa (z Częstochowy, nie z Częstochwej) czy Włoszczowa.

Więcej na ten temat pisałem w artykule Częstochowa i Kolbuszowa – dlaczego różne odmiany? – do którego odsyłam.

– Paweł Pomianek

Zaszufladkowano do kategorii Odpowiedzi na pytania | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

O polszczyźnie da się pisać porywająco! Recenzja 497 błędów Łukasza Mackiewicza

Już po kilkudziesięciu stronach lektury 497 błędów miałem pewność, że książka Łukasza Mackiewicza, właściciela eKorekta24.pl, trafi do trójki moich ulubionych, najbardziej atrakcyjnie napisanych książek na temat polszczyzny.

okładka "497 błędów"

Zdjęcie okładki ze strony: 497bledow.pl

Niezwykle ambitnego zadania podjął się autor, który na przeszło 450 stronach swojego opracowania próbuje pokazać czytelnikowi niemal całe spektrum błędów językowych. Wprawdzie sam we wstępie zaznacza, że w przypadku podziału błędów da się stosować jeszcze inne kryteria i wydzielać kolejne ich rodzaje, ale książka jest tak obszerna, że bez wielkiego ryzyka można pokusić się o stwierdzenie, że to swoiste kompendium błędów językowych, które warto polecić zarówno osobom zajmującym się językiem profesjonalnie, jak i zwykłym użytkownikom polszczyzny.

Nie pozjadał wszystkich rozumów

A jednym i drugim warto polecić książkę przede wszystkim dlatego, że charakteryzuje ją ogromna przystępność i przejrzystość.

Z Łukaszem na płaszczyźnie zawodowej (choć nie osobiście, bo mieszkamy niemal na dwóch przeciwległych krańcach Polski) znamy się od lat, a autor kilka lat temu (prawie 8? – ależ ten czas leci!) opublikował nawet u nas wartościowy artykuł Norma wzorcowa, norma użytkowa i uzus, czyli różne odcienie poprawności językowej. Z pewnością więc nietrudno było mi mieć od początku przychylne podejście do jego publikacji.

Tak czy siak autor kupił mnie sobie już na początku. Należę do tych, którzy czytają książki dość dokładnie. Nie pomijam nigdy przypisów, a zazwyczaj przeglądam nawet stronę metryczkową. I tam urzekła mnie notatka, którą znalazłem:

Tu powinna się znaleźć informacja, że „wszelkie prawa zastrzeżone” i takie tam. Chciałbym jedynie powiedzieć, że włożyłem bardzo dużo wysiłku w napisanie tej książki. Jeśli zależy Ci na posłużeniu się jej fragmentem – po prostu poinformuj o źródle cytatu. Tyle wystarczy 🙂

Nie straszy sądami. Po prostu zachęca do uczciwości. Zwracam na to uwagę nie bez kozery. To bowiem, co chyba najbardziej odróżnia publikację Mackiewicza od tych pisanych przez profesorów, to przede wszystkim brak nadęcia, świadomość tego, że sam popełnia błędy językowe, i otwarte przyznawanie się do tego; przekonanie, że cały czas może się czegoś nauczyć.

Ów efekt wow!, jak go sobie roboczo nazwałem, był w istocie głównym kryterium wyboru błędów. Skłamałbym, gdybym powiedział, że sam go nie doświadczyłem, szukając – już poza tekstami redagowanymi przeze mnie – błędów wartych opisania. Gdyby nie ta książka, do dziś bym nie wiedział, że brytfanna wcale nie zawiera w (…), nie istnieje słowo pufa (…), planetoida wymaga wymowy przez [j], à propos akcentuje się na ostatniej sylabie (…), a wasabi artykułujemy przez [ł] – [łasabi]. To zaledwie kilka (wstyd się przyznawać…) form i reguł, które mnie zdumiały (s. 19–20).

I masę podobnych przejawów szczerej pokory znajdzie czytelnik na stronach 497 błędów.

Jakie błędy wyróżnia autor

We wstępie autor prezentuje podstawowy podział potknięć językowych na błędy: ortograficzne, interpunkcyjne, leksykalne, fleksyjne, składniowe, fonetyczne. I właśnie ten podział wyznacza tematykę poszczególnych rozdziałów w książce. Jako część siódmą autor dorzuca jeszcze omówienie błędów edytorskich, dotyczących opracowania tekstu pod względem typograficznym. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Czy wiesz, że… Ciekawostki językowe (63)

Inspiracją do opracowania wszystkich poniższych ciekawostek była dla mnie, podobnie jak poprzednio, książka Łukasza Mackiewicza, właściciela eKorekta24.pl, pt. 497 błędów (oprac. ciekawostek: Paweł Pomianek).

Określenia nastolatki możemy użyć zarówno względem dziewcząt od 11 do 19 lat, jak i względem grupy dziewcząt i chłopców będących w tym wieku. Gdy jednak mamy na myśli samych chłopców, użyjemy formy nastolatkowie.

1.
Czy wiesz, że…

podczas gdy remisja oznacza przejściowe wycofanie się choroby, reemisja może oznaczać jej nawrót? Tym samym pomylenie ze sobą tych minimalnie tylko różniących pod względem brzmienia i wyglądu wyrazów może doprowadzić do ogromnego nieporozumienia.

2.
Czy wiesz, że…

określenia nastolatki możemy użyć zarówno względem dziewcząt od 11 do 19 lat, jak i względem grupy dziewcząt i chłopców będących w tym wieku? Gdy jednak mamy na myśli samych chłopców, użyjemy formy nastolatkowie. Mamy tutaj do czynienia z sytuacją wyjątkową, ponieważ zazwyczaj w języku tej samej formy fleksyjnej używamy w odniesieniu do mężczyzn oraz grup międzypłciowych, a innej, gdy mamy do czynienia z samymi kobietami.

3.
Czy wiesz, że…

zwrotu w obliczu możemy użyć tylko względem czegoś negatywnego? Powiemy np. w obliczu klęski czy zagrożenia. Nie możemy jednak powiedzieć: w obliczu pozytywnych zmian. Wówczas musimy użyć innego określenia, np. w świetle.

4.
Czy wiesz, że…

jako że określenie wujostwo ma rodzaj męskoosobowy, w bierniku powiemy, że odwiedzimy naszych wujostwa, a nie nasze wujostwo.

Zaszufladkowano do kategorii Ciekawostki językowe | Otagowano | 2 komentarze