Z historii języka: krewni i powinowaci

Rok temu badałem, jakimi zwrotami i tytułami posługiwali się nasi przodkowie w rozmowie między sobą (zobacz artykuł: Zwroty adresatywne). Ten artykuł może być traktowany jako jego kontynuacja – kontakty pomiędzy członkami rodziny były żywe i nazwy stopni pokrewieństwa i powinowactwa w rozmowie między nimi oraz o nich były bardzo istotne. Miały też znaczenie w aktach prawnych.


Wszystkie zamieszczone poniżej informacje skopiowałem niemal z artykułu prof. Jana Łosia, zamieszczonego w drugim z Zeszytów Literackich (Kraków 1914).


Rodzinę zakładają mąż i żona. Związek, który ich łączy, to swadźba (swaćba, bo pochodzi od ‘swat’, ‘swatać’). Po przyjęciu chrześcijaństwa zaczęto odróżniać żony od małżon, z którymi zawierano śluby kościelne; pierwszą część tego wyrazu wzięto od Niemców: ‘mahl’. Z czasem starą swadźbę zastąpiono przez nowe małżeństwo. Wyrazy: małżona, małżonka, stworzyła potrzeba życia, a małżonek jest tworem późniejszym, kiedy to do wyrazu mąż chciano dorobić taki sam etykietalny synonim, jakim jest małżonka względem żony.

Prasłowianie dla żony stosowali nazwę sneża (w Czechach ostała się forma zdrobniała ‘snežka’), niewiasta, niewiestka. Na żonę syna przeniesiono (z innych znaczeń) nazwy: zełw, złew, zełwica, zołwica, nieściora, świeść, jątrew, choć najczęściej nazywano ją przymiotnikiem: synowa (domyślnie: czyja [żona]). Mąż córki zawsze był zięciem; nazwę tę rozciągano i na męża wnuczki. Żona brata to jętry, jątrew, jątrewka (w starocerkiewnym jętry oznaczała żonę brata męża, ale Polacy na to własnej nazwy nie mieli). Mąż siostry rodzonej i stryjecznej, ciotecznej i wujecznej był zięciem (również w łacinie ‘gener’ oznacza zarówno zięcia, jak i szwagra). W rękopisie z Biblioteki Jagiellońskiej z 1476 r. mąż siostry został nazwany swakiem, przy czym dodano, że po niemiecku mówią ‘swoger’, co dopiero później spolszczono na szwagier. Używa go Rej dla brata żony, ale dla męża siostry zachowuje wyraz zięć. Prócz tej nazwy mężowi siostry nadawano też inne: własny swak, siestrzanek, siestrzeniec, dziewierz; we właściwym jednak dawnym tego słowa znaczeniu dziewierzem nazywano brata męża, podczas gdy brat żony nosił starą nazwę szurza (D.: szurzy lub szurzego). Świeść była to siostra żony, a zołwicasiostra męża, tę jednak częściej nazywano niewiastą lub świeścią, a nazwę zołwica przenoszono na żonę syna. Już jednak w XV i XVI w. nieraz różnych powinowatych nazywano ogólnie swakami, widocznie wyraz swak miał znaczenie ogólniejsze.

Po przyjściu na świat dziecka mąż i żona to jego rodzicy (dzisiejsza forma rodzice jest właściwie biernikiem). W l.p. rodzic, rodzica lub rodziciel, rodzicielka; tych nazw używano tylko w sytuacjach szczególnych, zwykle mówiono: ociec, matka albo mać. W staropolszczyźnie mać odmieniano: D.: macierze, B.: macierz (co dziś uważa się za mianownik). Obok tego (XV w.) znajdujemy dla matek nazwę: maciory.
Czytaj dalej

Opublikowano Teksty publicystyczne | Otagowano , | 1 komentarz

Najstarsze zapisane polskie słowo raz jeszcze

Peter Breughel Młodszy, Płatność dziesięciny

Przed zdaniem z Księgi henrykowskiej AD 1268 i przed powstaniem domniemanej kroniki z opisem bitwy legnickiej (po 1241 r.) istnieje jeszcze starszy (AD 1233) dokument zawierający zapisany wśród łacińskich słów… polski rzeczownik pospolity. Nie zgadniesz, jaki!

To słowo to gonitwa. Tak, nie mylę się:

‘Item precipimus, quod omnes, cuiucque sint condicionis, decimam ex integro solvant in gonythwam, licet sint aratores militium’.

Co gonitwa robi w konstytucjach synodu w Sieradzu, który odbył się za regencji Henryka I Brodatego? Wyjaśnienie wymaga dłuższego wywodu.

W czasach feudalnych chłopi byli zobowiązani świadczyć dziesięciny Kościołowi. Odbiorcą i zarazem egzekutorem dziesięcin był pleban lub opat. Dziesięcina miała postać snopową, małdratową (tj. w ziarnie) lub pieniężną, z czego najdawniejsza jest ta pierwsza. Prawo stanowiło, że chłopu po ustawieniu snopów zżętego zboża nie wolno było sprzątnąć go z pola, zanim duchowny nie wskazał, które snopy jemu się należą. Wtedy chłopi byli zobowiązani wskazane zboże odstawić na właściwe miejsce (szlachty ta odstawa nie dotyczyła), a dopiero potem mogli dysponować swoim. W konstytucjach synodu wrocławskiego (AD 1248) czytamy:

‘Niektórzy [duchowni] należnej im dziesięciny, którą obowiązani do niej są gotowi zaraz po żniwie oddawać, nie chcą odbierać nawet na usilne ich nalegania, aby przez to zmusić do złożenia dziesięciny w takiej [większej] ilości, jaką sami wyznaczą. Kiedy bowiem obowiązani do składania dziesięciny nie mogą swoich dziewięciu części z pola zwozić, zanim pierwej nie będzie oddana dziesięcina, przeto jeśli laicy [tj. świeccy] nie chcą tyle dać, ile się od nich żąda, wtedy ci, którym się należy dziesięcina, nadużywając ojczystego prawa, pozwalają świadomie swojej dziesiątej części raczej na polu zmarnieć, byleby laicy w swoich dziewięciu częściach szkodę ponieśli’.

Następne konstytucje synodalne terminy odbioru dziesięciny precyzowały dokładniej, co jest dowodem częstego wymuszania większych dziesięcin tą metodą.

Chłopi z utęsknieniem wyczekiwali na wskazanie snopów do dziesięciny, a gdy owo wreszcie nastąpiło, musieli najpierw zwieźć je duchownemu, by dopiero potem móc zająć się swoimi. Odbywała się istna gonitwa – z czasem, z opadami, grożącymi zniszczeniem plonów, ze szkodnikami. Gonitwa odróżniała dziesięcinę kmiecą (decima in gonitwam – to oficjalny średniowieczny termin na dziesięcinę kmiecą, obecny w wielu źródłach) od szlacheckiej, bo nobile dziesięciny wprawdzie też świadczyli, ale bez obowiązkowej dostawy do stodoły plebana czy klasztoru. Tę duchowny odbierał sam.

I kto by przypuszczał, że słowo gonitwa jest tak stare? Gdyby nie powszechna i odwieczna pazerność duchowieństwa w ogóle byśmy się o tym nie dowiedzieli. Warto tę gonitwę zapamiętać, ponieważ językoznawcy, zapytywani o najstarsze polskie słowa, albo zbaczają na zdanie z Księgi henrykowskiej, albo mówią o nazwach geograficznych, które jednak same w sobie nie są rzeczownikami pospolitymi, choć mogą od nich pochodzić.

— Tomasz Marek

za: Jan Czubek, Język Polski, marzec-kwiecień 1926.

Opublikowano Teksty publicystyczne | Otagowano | Skomentuj

Czy wiesz, że… Ciekawostki językowe (43)

Nową porcję ciekawostek przygotował Tomasz Marek.

Południca – według wierzeń słowiańskich złośliwy i morderczy demon polujący latem na tych, którzy niebacznie w samo południe przebywali w polu (za: Jerzy Strzelczyk: Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian). / Zdjęcie: ze zbiorów Magdaleny Forgiel ©

1.
Czy wiesz, że…

zaimek zwrotny, oprócz swej normalnej funkcji w zdaniu, może pełnić funkcję wyłącznie ekspresywną, tj. oddającą uczucia? Dotyczy to celownika (mi, ci, sobie). Aby zdanie pozbawić ekspresji bez zmiany treści, wystarczy ten zaimek wykreślić.
Źle mi wyglądasz.
O, zmizerniała mi pani…
Przestań mi płakać!
To mi człowiek!
Dobrze sobie pani wygląda.
Pamiętaj, żebyś mi wrócił prosto do domu!
A to ci jak nie trzaśnie!
Tu zaś przykład wyrażenia w całości i wyłącznie wyrażającego ekspresję (zdziwienie):
A to ci dopiero!
za: K. Pisarkowa (za H. Safranowiczową), Język Polski, zeszyt XLVIII

2.
Czy wiesz, że…

obok zaimków zwrotnych istnieją inne wyrazy, które w pewnych wyrażeniach pełnią funkcję wyłącznie ekspresywną? Oznacza to, że można je wykreślić bez zmiany treści. Nazywa się je (za Jagodziński, Gramatyka) różnie: modulanty afektujące, partykuły wzmacniające, modalizatory. Należą do nich m.in.:
aby (Czy ty aby nie kłamiesz?)
ci, mi, sobie (A to ci nowina! Dobrze sobie wyglądasz.)
tak (Gdzieś tak w połowie miesiąca…)
i (Tego i żal słuchać.)
to (Kogo to diabli niosą?)
(Kogoż to widzę!?)

3.
Czy wiesz, że…

tak jak człowieka z południa nazywa się powszechnie południowcem, istniały kiedyś (Słownik warszawski 1900 – 1927) analogiczne określenia ludzi z zachodu i wschodu: zachodniowiec (zachodowiec) i wschodniowiec? Na człowieka z północy nie mówiono północnik (z powodu wiadomych skojarzeń), choć nazwy tej użył sam Słowacki (w „Podróży z Ziemi Św. do Neapolu”). O dziwo, żeńskich wersji w/w rzeczowników nie stosowano: południówka to gwarowa wersja południcy (mary polnej), północnica to archaiczna nazwa modłów o północy w kościele greckim, a pozostałych (zachodniówka czy wschodniówka) nigdy nie było.
za: Z. Klemensiewicz, Język Polski, zeszyt XXXVII
PS I co na to feministki? Czy chciałaby któraś być południówką?

Żeńskich wersji w/w rzeczowników nie stosowano. M.in. dlatego, że południówka to gwarowa wersja południcy. I co na to feministki? Czy chciałaby któraś być południówką? / Zdjęcie: Nadezhda Antipova, H. Grushko, Y. Medvedev, A Dictionary of slavic mythology, lic. CC

4.
Na pewno wiesz, że…

zbitkę jak+to (jak to) zapisujemy rozdzielnie. I to niezależnie od znaczenia, choć w zdaniu: „Jak to się stało?”, to jest zaimkiem wskazującym, podczas gdy w wypowiedzeniu „Fałszywe? Jak to, fałszywe!? to jest modulantem afektującym i pełni rolę wyłącznie ekspresywną. Zapis łączny (*jakto!, gdzie to pełni rolę ekspresywną) jest jednak powszechnie stosowany przez językoznawców w zapisie mowy żywej, gwarowej. Cóż, co wolno wojewodzie…

5.
Czy wiesz, że…

co+by można (trzeba!) pisać na dwa sposoby – łącznie bądź rozdzielnie – zależnie od znaczenia? Coby znaczy: „aby”, „żeby”, natomiast co by oznacza: „kto by”, „który/która by”.
Jestże tu taka, co by chciała być moją?
Coby nie jechać w ciemno, wpierw zadzwoń.
Należy podkreślić, że coby należy do wyrażeń potocznych.
Z pisownią co+by jest podobnie, jak z innymi możliwymi w pisowni łącznej i rozdzielnej, np.: tak+że, co+raz, to+by, a+bo.

Opublikowano Ciekawostki językowe | Otagowano , | Skomentuj

Gorze! Czy to najdawniej zapisane polskie słowo?

Panuje opinia, że najstarsze zdanie w języku polskim pochodzi z Księgi henrykowskiej (AD 1268): ‘Day, ut ia pobrusa, a ti poziwai’ (w transkrypcji: „Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj!”). Czy to prawda?

Zaznaczony na czerwono fragment uchodzi za pierwsze polskie zdanie.


Pamiętają Państwo zapewne frazę ekspresywną „O, gorze mi, gorze!”, nierzadko stosowaną w archaizowanych przekładach (np. Eurypides, Hyppolytos uwieńczony), ale i w rodzimej literaturze (Sienkiewicz, Krzyżacy). Wielu okrzyk gorze! kojarzy z pożarem, gorączką; wydaje się jednak, że to znaczenie wtórne. Według zgodnego zdania językoznawców gorze to rzeczownik oznaczający „nieszczęście”. Był on używany powszechnie właśnie w tym znaczeniu aż do XVII w. (np. przez Reja). Gorze to najstarsze – jak niektórzy sądzą – zapisane w języku polskim słowo, przytoczone przez Długosza jako część okrzyku Henryka Pobożnego w bitwie pod Legnicą (AD 1241): ‘Gorze się nam stało!’. Długosz podczas pisania swoich Annales seu cronicae incliti Regni Poloniae mógł mieć dostęp do opisu bitwy, dokonanego przez jej uczestnika (byłażby to zaginiona kronika autorstwa Wincentego z Kielczy?). Tak więc, choć zdanie z Księgi henrykowskiej zawiera najstarsze zapisane polskie zdanie zachowane w oryginale, to okrzyk Henryka Pobożnego może być wcześniejszy o ponad dwadzieścia lat.

Nie bez powodu wspomniałem o Krzyżakach, jedynie bowiem w wydaniu internetowym tej książki z cyklu Wolne lektury znalazłem prawidłowo wyjaśniający znaczenie gorze mi przypis. Brawo Wolne lektury i ich wydawca: fundacja Nowoczesna Polska!

Długosz przytacza też inny polski okrzyk z bitwy legnickiej: ‘Bieżajcie! bieżajcie!’ Okrzyk ten (dziś zapisujemy go: ‘Biegajcie! biegajcie!’) niesie nieznaną współczesnym Polakom treść: „Uciekajcie! uciekajcie!”. W języku rosyjskim i dziś czasownik убежать (ubieżáć) znaczy „uciekać”. Pamiętam przewodniczkę w Zagrzebiu, mówiącą piękną polszczyzną Chorwatkę, studentkę polonistyki tamtejszego uniwersytetu, która relacjonowała zachowanie księcia: ‘odbiegł z pola bitwy’. Jak widać inne języki słowiańskie przechowują zapomniane przez Polaków setki lat temu znaczenia i słowa.

— Tomasz Marek

Najważniejsze źródło:
Język Polski, zeszyt XLVIII, http://mbc.malopolska.pl/dlibra/plain-content?id=18258

Opublikowano Teksty publicystyczne | Otagowano | 3 komentarze

Stanowisko kierowania burmistrza

Można też zmienić końcówkę fleksyjną i utworzyć „stanowisko kierowania burmistrzem”… / Zdjęcie: Andrey Kiselev, Photoxpress

Tym razem wpis z przymrużeniem oka (choć nie do samego końca). Oto pytanie Czytelniczki:

Dzień dobry,

chciałabym dowiedzieć się czy forma, która pojawia się w dokumentach urzędowych  np:

„utworzono stanowisko kierowania Burmistrza, utworzono stanowisko kierowania wójta” jest poprawna?

Spotkałam się ze „stanowiskiem kierowania ogniem”, „stanowisko sterowania statkiem” ale „stanowisko kierowania Burmistrza” brzmi dla mnie hmm… dziwnie (?)

Dziękuję bardzo za odpowiedź.

Szanowna Pani,

„stanowisko kierowania Burmistrza” to – sugerując się Pani komentarzem (czy raczej jego interpretacją, może opaczną) – być może jakiś potworek językowy. Ale można by się tutaj pokusić o twórczą inspirację. Załóżmy, że burmistrz w swoim pokoju posiada np. jakieś tajne stanowisko, z którego kieruje – dajmy na to – jakąś grupą szturmową gminy. Wtedy nazwalibyśmy je stanowiskiem kierowania burmistrza. Albo, wie Pani, jest powódź. Przyjeżdżają strażacy i tworzą naprędce takie specjalne miejsce, na które chwilę później wkroczy burmistrz i będzie zarządzał jednostką. Takie miejsce też będziemy mogli nazwać stanowiskiem kierowania burmistrza.

Można też zmienić końcówkę fleksyjną i utworzyć „stanowisko kierowania burmistrzem” – mielibyśmy tutaj na myśli kogoś, kto pełni w gminie rolę szarej eminencji. Mogłaby je zajmować np. sprytna asystentka, sekretarka czy jakkolwiek to teraz zwą.

Mam nadzieję, że nie pogniewa się Pani, iż trochę sobie dworuję, po prostu mnie ta nazwa w sugerowanym kontekście rozbawiła.

Z wyrazami szacunku
– Paweł Pomianek

PS Mówiąc poważnie: Z tego, co widzę, przykłady użycia tego określenia w Google’u, wskazują na to, że rzeczywiście są to miejsca, z których burmistrz ma kierować gminą. Takie użycie tego określenia raczej nie rodzi problemów językowych i nie jest językowym potworkiem. Choć rzeczywiście możemy to określenie traktować jako przejaw urzędniczej nowomowy, a jego brzmienie uznać za trochę dla polszczyzny nienaturalne.

Opublikowano Odpowiedzi na pytania | Otagowano | Skomentuj

O książce „Edytorstwo” Łukasza Garbala zdań kilka

Dla osób zajmujących się na co dzień edytorstwem lub planujących się tym zawodowo zajmować niewątpliwie lektura obowiązkowa. Dla redaktorów i korektorów źródło wielu cennych refleksji.

Łukasz Garbal, Edytorstwo. Jak wydawać współczesne teksty literackie, Warszawa (PWN) 2011, ss. 356.

Nie jest to może lektura bezpośrednio związana z tematyką strony, bo my zajmujemy się redakcją i korektą tekstów pisanych na świeżo i bieżącymi dylematami językowymi, podczas gdy wspominana publikacja Edytorstwo. Jak wydawać współczesne teksty literackie traktuje o tekstach wydanych przez poważnych autorów w poprzednim wieku – niemniej wykształcenie z osobami zajmującymi się zawodowo edytorstwem odbieramy generalnie wspólne, więc parę słów o książce Garbala nie będzie z pewnością nie na miejscu.

Ideą i celem autora było przygotowanie kompleksowego podręcznika edytorstwa, który przynajmniej delikatnie napomykałby o wszystkich istotnych sprawach związanych z tematem. Dyscyplinę, o której pisze, autor definiuje następująco:

Edytorstwo (edytorstwo naukowe) – jedna z nauk pomocniczych humanistyki na pograniczu literaturoznawstwa, językoznawstwa i historii, której podstawowym celem jest ustalenie kształtu danego tekstu literackiego (w tym listów, esejów, dzienników) najlepiej oddającego wolę autora. (…)

Właśnie owo ustalanie tekstu zgodnego z wolą autora łączy naszą pracę z pracą edytora, przy czym my mamy o tyle łatwiej, że współpracujemy na bieżąco z samymi autorami, podczas gdy edytor pracuje na tekstach autorów nieżyjących, którzy przemawiać mogą jedynie przez pozostawione wersje tekstu (rękopisy, maszynopisy, poszczególne wydania). Czytaj dalej

Opublikowano Teksty publicystyczne | Otagowano , | Skomentuj

Czy wiesz, że… Ciekawostki językowe (42)

Oto kolejna porcja ciekawostek. Jako że końcem maja i początkiem czerwca przypadają Dzień Matki i Dzień Dziecka w dzisiejszych ciekawostkach będzie m.in. i o rodzicach, i o dziecku. Materiał przygotował Tomasz Marek.

Słowo rodzic oznaczające „jedno z dwojga rodziców, ojca lub matkę”, dziś oczywiste, jeszcze w 1973 roku było uznawane za niewłaściwe i piętnowane.
/ Zdjęcie: Photoxpress, autor: Andrey P.S.

1.
Czy wiesz, że…

słowo dziecko, dziś mające tak miłe konotacje, powstało początkowo jako określenie pejoratywne (uwłaczające) i znaczyło tyle, co bękart? Ilustruje to Klonowic w wierszu „Worek Judaszów”, a potwierdza Linde. Wszystkie przyrostki ekspresywne -cko i ‑sko używano dla okazania wzgardy (błocko, konisko, chłopisko). Jednakowoż istnieją przykłady (w tym z XV w.) na nieekspresywny charakter dziecka. Istnieją też regiony Polski (łęczyckie), które do niedawna słowa dziecko nie znały wcale.
za: B. Kreja, Język Polski, zeszyt XLVIII

2.
Czy wiesz, że…

słowo rodzic oznaczające „jedno z dwojga rodziców, ojca lub matkę” (SJP PWN 2017), dziś oczywiste, jeszcze w 1973 roku było uznawane za niewłaściwe i piętnowane przez Doroszewskiego w jego SPP PWN? Argumentowano, że końcówka -ic jest właściwa jedynie dla męskich członków rodu (starościc, wojewodzic), że wyraz rodzic, nawet w odniesieniu do ojca, brzmi to żartobliwie, to znów zbyt podniośle, że rodzic w odniesieniu do matki maskulinizuje kobietę w rodzinie. Głównym zwolennikiem rodzica w obecnym tego słowa znaczeniu był dr (ówcześnie) Miodek. Cóż – na jego wyszło…
za: Język Polski, zeszyt LX

3.
Czy wiesz, że…

czasownik besztać pochodzi od bestii? To właśnie łacińskie słowo było używane od XVI w. w wersji opisowej przeklinania kogoś: „przezywać kogoś bestią”. Na skutek kontaktów z Węgrami na dworze Batorego, zapożyczone od nich w formie beszte, stało się w XVI w. źródłem dla tego często dziś używanego czasownika. Podstawowe znaczenie besztania to: „łajanie”, ale jeszcze Linde (1807 r.) znał je w znaczeniu: „bestią nazywać”.
za: A. Krawczyk, Język Polski, zeszyt LIX

4.
Czy wiesz, że…

rzeczownik pasjonat niedawno (ok. 1960 r.) oznaczał wyłącznie kogoś, kto łatwo wpada w pasję, jest gwałtowny? W latach 80. znaczenie to uchodziło już za przestarzałe, choć prof. Bralczyk przyznał w 2003 roku, że słowa pasjonat nadal używa wyłącznie na określenie kogoś „łatwo wpadającego w gniew, wybuchowego”. Dziś dominuje znaczenie „człowiek oddający się swoim pasjom (np. hobby)”, choć w SJP PWN (2017 r.) obecne są oba.

Opublikowano Ciekawostki językowe | Otagowano , | 3 komentarze

Czasownik modalny. Orzeczenie modalne

O czasownikach modalnych często słyszymy, ucząc się języków obcych. Oczywistością (czy na pewno?) jest, że występują one także w polszczyźnie.

Czasownik modalny to taki, który – jak czytamy w Nowym słowniku poprawnej polszczyzny PWN – wyraża subiektywny stosunek mówiącego do treści własnej wypowiedzi lub – możemy uzupełnić – do danej czynności: wykonywanej lub takiej, która jest zaplanowana.

Cechą tej grupy czasowników jest to, że wymuszają one obecność innego czasownika występującego w bezokoliczniku, np. muszę pracować, pragnę walczyć, umiem jeździć (czasownikami modalnymi są te pogrubione – w całym artykule). Tworzą one w ten sposób specyficzny typ orzeczenia złożonego zwany orzeczeniem modalnym.

Orzeczenia modalne tworzyć mogą trzy typy wyrazów:
1) czasowniki typu chcieć, musieć, pragnąć, potrafić;
2) czasowniki nieosobowe, mające jedynie dwie formy koniugacyjne: 3. os. lp czasu teraźniejszego oraz 3. os. lp czasu przyszłego, jak: godzi się, należy, wypada;
3) leksemy nieodmienne określane niekiedy czasownikami niefleksyjnymi, których używa się w funkcji czasowników, jak: można, trzeba czy nie sposób.

Do omówienia tej kwestii, o której zresztą dość trudno znaleźć artykuły w internecie (dotyczące czasownika modalnego na terenie polszczyzny), zachęcił nas niedawny e-mail p. Bartka. Oto najważniejszy fragment listu:

Całe życie uczono mnie, aby czasowniki występujące w jednym zdaniu oddzielać przecinkiem. Mam jednak pewien problem ze zdaniem

„Chcę zostać strażakiem.”

W tym zdaniu występują dwa czasowniki – „chcę” i „zostać”. Naturalnie nie postawiłbym między nimi przecinka, ale nie zrobiłbym tego tylko dlatego, że tak mi podpowiada instynkt.

Refleksja Czytelnika podsuwa nam kolejną istotną i wyjątkową cechę czasownika modalnego (wypływającą zresztą bezpośrednio z tego, o czym pisaliśmy wyżej): to jeden z nielicznych przypadków, gdy pomiędzy dwoma czasownikami nie tylko nie musi, ale nawet nie może stać przecinek – czasownik modalny i jego konotowany towarzysz tworzą bowiem wspólnie jedno orzeczenie (modalne).

– Paweł Pomianek

Źródła:
Orzeczenie, hasło w Nowym słowniku poprawnej polszczyzny PWN (2003), wersja elektroniczna.
Czasownik modalny, hasło w: https://pl.wikipedia.org/wiki/Czasownik_modalny.


W Bazie informacji znajdziesz omówienie absolutnie podstawowych kwestii dotyczących poprawnego używania języka polskiego. Baza może być przydatna na co dzień przy tworzeniu tekstów.

Opublikowano Baza informacji | Otagowano , , , | 4 komentarze

Traktat o kucaniu

Dziś kucać to ‚przysiąść na własnych piętach, przyjąć pozycję kuczną, która skutkuje siedzeniem w kucki’, ale jeszcze nie tak dawno oznaczało w ogóle ‚przysiąść, przycupnąć’.
/ Zdjęcie: Marcin Bukała

Wielkopolanie mogą kucać, zarówno leżąc czy siedząc, jak i stojąc czy chodząc – w przeciwieństwie do reszty Polaków, którzy jak kucają, to siedzą w kucki. Jakim cudem? Poczytaj!

Rzeczownik kucki, pomimo że Wikisłownik przedstawia go jako odmienny (wzbogacając go o l.p., czego ogół słowników nie zna), wg SJP PWN ma tylko jedną (obok M l.mn.) formę deklinacyjną: dopełniacz l.mn. stosowany w zwrocie „wstać z kucek”. Doroszewski podaje, że w miejsce kucek (M l.mn. „te” kucki) istniał kiedyś rzeczownik kucek; dziś już nieużywany i (jako M l.p. – „ten” kucek) niezrozumiały. Jedyne zastosowanie kucek to pozycja „siedzieć w kucki” i do tej właśnie postaci wyrażenie zmierza jako do nieodmiennego idiomu. Dowodem na to jest fakt kierowania przez SJP PWN z hasła w kucki do wyrażeń przyimkowych (jak w bród, w przód), które są nieodmienne. Korpus PWN na dwadzieścia pięć zastosowań prezentuje tylko jedno literaturowe i jedno potoczne użycie formy odmiennej. Bezpieczniej zatem jest mówić „siedział w kucki” niż „…w *kuckach”, a „wstać z (?)kucek” zastąpić przez „wstać z siedzenia w kucki” lub (patrz poniżej) „wstać z pozycji kucznej”. Rzeczownik „kucki”, dziś jeszcze występujący w dwóch (skądinąd tylko!) przypadkach, niebawem będzie stosowany tylko w jednym.

Czasownik kucać jest w powszechnym użyciu we wszystkich formach koniugacyjnych. Należy zauważyć, że SJP PWN podaje nielogiczną definicję kucania – fizycznie nie da się „przysiąść NA zgiętych kolanach”. No, chyba że profesorowie UW to potrafią! Dziś kucać to „przysiąść na własnych piętach”, przyjąć pozycję kuczną, która skutkuje siedzeniem w kucki, ale jeszcze nie tak dawno (Maciejowski, 1881; Doroszewski, 1958) oznaczało w ogóle przysiąść, przycupnąć.

Istnieje powiązany z kucaniem przymiotnik kuczny. SJP PWN nie uwzględnia jego żeńskiej formy kuczna, chociaż obok usankcjonowanego „siadu kucznego” występuje „pozycja kuczna”.

Zupełnie czymś innym, bo klaczą kuca, jest (dziś niestosowany) rzeczownik kucka. Jego M l.mn. to oczywiście kucki.

A teraz ciekawostka regionalna mająca stare korzenie. Otóż w gwarze wielkopolskiej przetrwało wyrażenie siedzieć na czempku, które oznacza dokładnie to samo co siedzieć w kucki. Wyrażenie na czempku nie jest znane w Google poza jednym wystąpieniem – znajdziemy je w słowniku francusko-niemiecko-polskim wydanym w Lipsku w 1848 r., który podaje jego synonim: „na zadku”. Czyżby kucki (lub zapomniany kucek) i czempek były po prostu… sempiterną? Marzy mi się upowszechnienie czempka. O ileż piękniej byłoby usłyszeć od jakiegoś Kiepskiego: „Bo jak ci zasadzę kopa w czempek…”.

Skoro już zaproponowałem językowy wypad do Wielkopolski, to nie od rzeczy będzie napomknąć, że tu kucać znaczy tyle co pokasływać. My, Wielkopolanie, to jacyś dziwni jesteśmy – i kucamy inaczej, i siadamy też na czymś innym niż reszta rodaków.

— Tomasz Marek

Opublikowano Teksty publicystyczne | Otagowano , , | Skomentuj

Wielkie litery w nazwach nieoficjalnych

O tym jak pomarańczowy sfaulował niebieskiego, przez co Pomarańczowi przegrali.

Dostaliśmy pytanie o pisownię takich nazw, jak: „Kocioł Czarownic” (chodzi o Stadion Śląski), „Złota Jedenastka” (mowa o reprezentacji Węgier z lat 1950–1954), „rycerze wiosny” (określenie nadane piłkarzom ŁKS-u), „Pomarańczowi” (reprezentacja piłkarska Holandii).

Zastanowienie budzi fakt, że jedne nazwy są przez sprawozdawców sportowych stosowane w tłumaczeniu, np. nagminnie o reprezentacji piłkarskiej Holandii mówi się „Pomarańczowi” zamiast „Oranje”, a inne – nie. / Zdjęcie: Jimmy Baikovicius, Wikimedia Commons, lic. CC


Pierwszy wątek dotyczy nazw obiektów budowlanych i klubów sportowych. Nazwy te, choćby nieformalne, piszemy od wielkich liter. Jeśli nazwa jest wielowyrazowa, wielką literą zaczynamy każdy człon nazwy. Mówią o tym reguły SJP PWN 18.25., 18.26., 18.31. oraz dr Grzenia w Poradni PWN [link A].

Jeśli nazwa nieformalna jest słabo rozpoznawalna bądź jest stosowana tylko w pewnych kręgach, a tekst dociera do szerszej grupy odbiorców, należy ująć ją w cudzysłów (SJP PWN reguła 98.C.2.). Również w zdaniu:

Remont Stadionu Śląskiego – „Kotła Czarownic” – okazał się droższy niż przewidywali najwięksi pesymiści.

użyjemy cudzysłowu z racji reguły SJP PWN 98.C.3.

Drugi wątek to sprawa określeń zawodników, członków i kibiców klubów sportowych. Ich nazwy (formalne i zwyczajowe) piszemy małymi literami zgodnie z regułą SJP PWN 20.21.

Pewne zakłopotanie może budzić pisownia nazw przymiotnikowych, typu „Niebiescy” („niebiescy”) czy „Pomarańczowi” („pomarańczowi”). Z przedstawionych powyżej reguł wynika, że jeśli nazwa dotyczy klubu, należy zapisać ją od dużej litery, jeśli zaś jego członków, kibiców bądź zawodników – od małej. Napiszemy zatem:

Ulicą szło trzech „niebieskich”. Ale: Ulicą szło trzech fanów „Niebieskich”.

Jeśli tekst jest kierowany do fanów sportu, cudzysłów opuścimy.

Wczoraj Pomarańczowi wygrali z Pasami, ale jeden z pomarańczowych okupił to zwycięstwo kontuzją.

Ortografia drugiego zdania stanie się wyraźniejsza, gdy zastąpimy „pomarańczowych” graczami Lecha Poznań, czyli „lechitami”:

Wczoraj Lech wygrał z Cracovią, ale jeden z lechitów okupił…

Rozróżnienie, czy chodzi o nazwę klubu, czy o nazwę nadaną jego członkom bądź kibicom, i – co za tym idzie – zróżnicowanie pisowni, sprawia autorom spore kłopoty. Ilustracjami tego faktu są [link B] oraz Word, który chce, by „lechici” pisać od wielkiej litery.

O dziwo, sprawa małej litery w nazwach ludzi należących do jakiejś grupy, tak jednoznacznie rozstrzygnięta w regule 20.21., ma usankcjonowane wyjątki (np. Bitles) oraz wiele odstępstw. Popiera je prof. Bańko [link C] ze względów praktycznych.

Przy okazji – osobiście uważam, że tłumaczenie na język polski obcych nazw (w tym nazw zagranicznych klubów sportowych) jest niewłaściwe. Zastanowienie budzi fakt, że jedne nazwy klubów są przez sprawozdawców sportowych stosowane w tłumaczeniu, np. nagminnie o reprezentacji piłkarskiej Holandii mówi się „Pomarańczowi” zamiast „Oranje”, a inne – nie. Jakoś nikt (na szczęście) nie nazywa „Glasgow Rangers” „Gajowymi z Glasgow”.

— Tomasz Marek

Linki
A. http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/nieformalne-nazwy-klubow-sportowych;13820.html
B. http://wmeritum.pl/justynian-matole-twoj-rzad-obala-kibole-jak-kibice-probowali-obalic-cesarza-bizancjum/121902
C. http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/gniazdowicz-z-Gniazda;12853.html

Opublikowano Odpowiedzi na pytania | Otagowano , | 1 komentarz