Kto ustala znaczenie znaków graficznych

Użytkownik o nicku Opol zadał następujące pytanie:

Skąd wiadomo, gdzie ustalono czytanie znaku : jako przez, na, do (takie znaczenie ma w matematyce)?
Czy znak : w wyniku meczu 2:3 to znak dzielenia?

Każdy sposób zapisania myśli za pomocą znaków graficznych posługuje się pewnymi ustalonymi co do znaczenia, najczęściej umownymi, znakami, zwanymi często alfabetem. Naukowcy mówią, że system znaków jest cechą danego języka. Sposób użycia znaków danego języka określa gramatyka. Przez język można rozumieć sposoby porozumiewania się pewnych grup etnicznych (mamy np. język polski, angielski, kaszubski, mbembe) lub zawodowych bądź stowarzyszeń (np. esperanto). Może to być język programowania (np. C+, Basic), język zapisu matematycznego, fonetycznego itp.

Wiele języków posługuje się unikatowymi znakami graficznymi (np. katakaną), inne wykorzystują pewien zbiór uniwersalny, często uzupełniając go własnymi znakami. Tak wykorzystuje znaki alfabetu łacińskiego język polski (dodając m.in. ‘ą’, ‘ę’, ‘ń’). Tak też robią matematycy. W języku polskim ‘a’ oznacza zapis głoski, a w języku matematyki będzie to „stała”. Przecinek (‘,’) oznacza w języku polskim znak interpunkcyjny, a w matematyce oznacza separator dziesiętny (Niemcy) lub separator pozycyjny (Anglia). Znaki graficzne mogą być takie same, ale ich interpretacja, czyli znaczenie i odczytanie, zależy od języka, w którym występują. To, w jakim języku napisano przekaz, który czytamy, ma wpływ na interpretację znaków graficznych i na sens przekazu. Dlatego, jeśli napotkamy dwukropek (‘:’), to musimy wiedzieć lub domyślić się, czy czytamy zapis w języku matematyki (wtedy odczytamy go jako operator dzielenia albo składnik znaku złożonego [np. ‘:=’ oznacza definicję]), czy w języku polskim, w którym jest to znak interpunkcyjny sygnalizujący przytoczenie lub wyliczenie, czy w też w innym języku (np. C+), którego gramatyka nada temu znakowi inne znaczenie.

Żaden znak graficzny nie występuje w oderwaniu od języka. Stąd pytania w stylu „czy znak : w wyniku meczu 2:3 to znak dzielenia?” albo „czy ‘×’ (bądź ‘x’) w zapisie gabarytów ‘2 × 3 × 5 cm’ to znak mnożenia?” mogą tylko generować odpowiedź odsyłającą do języka, w jakim pisano wypowiedź, i do jego gramatyki. W Pana konkretnym przykładzie mamy zdanie zapisane w slangu sportowym języka polskiego, a jak to czytać i interpretować, to każdy chyba wie.

– Tomasz Marek

Zaszufladkowano do kategorii Odpowiedzi na pytania | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Przez tych kilka tygodni czy przez te kilka tygodni?

Wyobraźcie sobie, że przed tym dylematem stanąłem jeszcze u początków pracy redaktorskiej (lata temu) i przez długi czas nie potrafiłem sobie z nim poradzić. Dziwne, nie? Zwłaszcza że obie formy – tak na pierwszy rzut oka – grają.

Rozwiązanie przyszło kilka lat później przy okazji podobnego pytania o związki liczebnika z orzeczeniem imiennym – zadanego na stronie Językowe Dylematy. A kilka to przecież również liczebnik, tyle że nieokreślony. Nie będę wchodził w szczegóły tamtego wpisu, odsyłając do niego: Pytanie o związki wyrazowe z przymiotnikami. Liczebnik z orzeczeniem imiennym.

W naszym przykładzie – mówiąc najkrócej – przy tym szyku możliwe są obie konstrukcje (z zaimkiem w dopełniaczu i bierniku):
– przez tych kilka tygodni,
– przez te kilka tygodni.

Gdyby jednak zaimek znalazł się w pozycji za liczebnikiem (oczywiście akurat tutaj jest to pomysł wyjątkowo mizerny), możliwa byłaby już tylko forma z dopełniaczem:
– przez kilka tych tygodni.

– Paweł Pomianek

Zaszufladkowano do kategorii Językowe dylematy | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Jak powstają słowa. Zbrodnia

Odkrycie źródłosłowu słowa zbrodnia wymagało już od badacza (A. Danysz) pracy detektywistycznej. Jest to nieczęsty przykład sięgnięcia umysłem językoznawcy przed epokę słowa pisanego. / Zdjęcie: dinostock (Photoxpress.com)

Nasz czytelnik, podpisujący się „d”, pyta nas o to, co znaczy, iż jakiś wyraz występuje „w znaczeniu wtórnym”. Odpowiedź wiąże się z zagadnieniem powstawania wyrazów. Wiele, jeśli nie ogromna większość, nowo powstających słów ma swój początek w już istniejących.

Powstawanie nowych przedmiotów wymaga ich nazwania. Często ich nazwę tworzy się jako pochodną od czegoś będącego ich istotą. Tak jak te:

  • Miednica. Pierwotna jej nazwa to miedzica, co jasno wskazuje, że było to naczynie robione z miedzi. Później miednice zaczęto robić z innych materiałów, ale nazwa tak się złączyła z kształtem i zastosowaniem, że pozostała i dziś nikt jej z miedzią nie kojarzy. Nie znam człowieka, który by odczuwał zdziwienie określeniem plastikowa miednica. Czy z plastikowych drewniaków też nikt by się nie śmiał? Bo gumiaki już są z PCV.
  • Stalówka. Nikogo nie dziwi, że drogie markowe wieczne pióra mają złote czy nawet tytanowe stalówki. I nikt takiej stalówki nie ujmie w cudzysłów, bo nastąpiło oderwanie nazwy przedmiotu od jej źródłosłowu.
  • Ołówek. Sytuacja podobna jak w przypadku stalówki; obecnie ołówki wykonuje się z węgla, a oprawki ołówków z drewna i plastiku lub z metali, zwłaszcza jeśli to są tzw. ołówki automatyczne.

Inne rzeczy zyskują nazwy poprzez skojarzenie ich wyglądu z czymś powszechnie znanym. Przykładami mogą być:

  • koń jako przyrząd gimnastyczny,
  • gąsior jako naczynie,
  • miecz jako stabilizator zanurzeniowy w jachtach.

Gdyby dziś ktoś użył istniejącego słowa w nowym znaczeniu, ująłby je w cudzysłów. Przykładowo, mój ojciec jako nauczyciel nazywał szczególnie tępych uczniów „rycerzami”, bo uważał to za eufemizm zakutych łbów. Może, gdyby jego pomysł nowego użycia rycerza rozpowszechnił się, dziś pisalibyśmy je i w tym wtórnym znaczeniu bez cudzysłowu.

Przywołane nazwy pochodzą z czasów nowych i są dość oczywiste. Na koniec jednak przedstawię coś starszego. Odkrycie źródłosłowu słowa zbrodnia wymagało już od badacza (A. Danysz) pracy detektywistycznej. Jest to nieczęsty przykład sięgnięcia umysłem językoznawcy przed epokę słowa pisanego. Otóż przed XV w. zaszło przeniesienie zejścia z brodu na zboczenie etyczne i jego wynikiem jest rzeczownik zbrodnia. W wieku XVI Kochanowski jeszcze czuje ten związek, czemu daje wyraz we fraszce Na posła papieskiego:

‘Pośle papieski rzymskiego narodu,
Uczysz nas drogi, a sam chybiasz brodu.
Nawracaj lepiej niżli twój woźnica,
Strzeż nas tam zawieść, gdzie płacz i tesknica.’

W żadnym znanym mi wydaniu Fraszek nie znalazłem – niestety! – przypisu wyjaśniającego tę aluzję.

— Tomasz Marek

Zaszufladkowano do kategorii Odpowiedzi na pytania | Otagowano , | Dodaj komentarz

Pracuj z kalendarzem. Sugestie dla redaktorów

Paweł Pomianek / Zdjęcie: Dariusz Danek 2009

Przed miesiącem opublikowałem pierwszy od dawna artykuł (Redaktor – po stronie autora), który dotyczył stricte mojej (i nie tylko mojej) pracy redakcyjnej. Jako że trochę już tych lat pracy nad książkami się nazbierało i wiele można się było przez ten okres nauczyć, chciałbym bardziej regularnie dzielić się refleksjami na ten temat.

Czasem – jak miesiąc temu – będą to dłuższe wpisy z refleksją ogólną. Innym razem – jak dzisiaj – konkretne sugestie, co mnie pomogło w pracy redakcyjnej, a może mogłoby przydać się również komuś innemu, zwłaszcza komuś, kto redaktorowaniem 😉 para się od niedawna. Napisałem w podtytule sugestie dla redaktorów, a nie porady, bo przyznam, że przynajmniej dla mnie nie ma nic bardziej irytującego niż poradniki i porady pisane wprost, czy powiedzmy wręcz narzucane czytelnikowi. Ja z ducha jestem wolnościowcem, a przy tym lubię wyważać otwarte drzwi 😉 (zdaje się, że w tej kwestii trochę jestem dzieckiem swoich czasów), więc jeśli z czegoś bym skorzystał, to jedynie z przekazywanych na podstawie własnych doświadczeń i nikomu nienarzucanych sugestii. I tego będę się trzymał. (Warto zadać pytanie, czy pierwsza część dzisiejszego tytułu na starcie tej idei nie zaprzecza 😉 – tłumaczę, że to ze względu na to, iż w tytułach cenię prostotę, konkretność i lakoniczność; i wyszukiwarki też je preferują).

Wizyta u lekarza… w lany poniedziałek

Do rzeczy. W pracy redakcyjnej warto korzystać z kalendarza i przynajmniej dla przykładu sprawdzać niektóre daty. Nie tak dawno zdarzyło mi się, że autorka wyznaczyła na dzień 13 kwietnia 2009 roku osiemnaste urodziny głównego bohatera. Przyszli kumple, wzięli jubilata i poszli na imprezę. Tymczasem dziewczyna jubilata udała się w tym dniu ze swoją mamą na długo planowaną wizytę u lekarza.

Sprawdziłem więc wskazaną datę w kalendarzu i oto okazało się, że… tego dnia był Poniedziałek Wielkanocny. W komentarzu napisałem więc autorce:

W 2009 roku 13 kwietnia to był lany poniedziałek. Czy dni w książce nie zgadzają się z dniami z prawdziwego kalendarza?

W naszej pracy warto czasami sięgać po kalendarz. Nie tylko po to, by umówić datę zakończenia pracy nad książką.

W tym miejscu wiążąca się z komentarzem ważna uwaga. Autor – przynajmniej w mojej opinii – w ramach licentia poetica może nie mieć zamiaru trzymać się faktów. W jego książce miasto może mieć inny układ niż naprawdę, ulice mogą mieć inne nazwy, mogą się w nim znajdować inne niż w rzeczywistości kluby czy restauracje. Autor może też mieć zamiar stworzyć sobie jakiś alternatywny kalendarz, zupełnie (albo częściowo) oderwany od tego prawdziwego. Zawsze więc musimy w takich sytuacjach dopytać, jaka jest jego wola (och, poszukiwanie woli autora to postulat, który powtarza się na każdych studiach edytorskich jak mantrę).

Tutaj jednak okazało się – tak jak się spodziewałem – że autorka wybrała tę datę zupełnie przypadkowo, a ustalenie wizyty u lekarza akurat na drugi dzień Wielkanocy było zwykłym niedopatrzeniem. Na szczęście nic nie stało na przeszkodzie, by po prostu zmienić datę osiemnastych urodzin bohatera.

Czy córka miała wrócić za trzy dni?

Inny przypadek, ze świeżo redagowanej książki opartej na faktach. Autorka wykazuje dużą dbałość o kwestię dat. I mamy taką sytuację: Jest 31 sierpnia 1949 r. Córka wyjeżdża do pracy z Elbląga do Gdańska i gdy pociąg już rusza, matka woła za nią:
– Napisz jak najszybciej.
A ona odkrzykuje:
– Przyjadę w sobotę.

Kontekst jest taki, że kobiety klepią biedę, młodsza z bohaterek od kilku miesięcy nie pracowała (dlatego właśnie wyjeżdża, że w Gdańsku wreszcie pracę znalazła). Matka liczy tylko na list, tymczasem córka odkrzykuje, że przyjedzie w sobotę. W mojej głowie rodzi się więc naturalnie skojarzenie: za ile dni była sobota? Sprawdzam w kalendarzu na rok ’49 i okazuje się, że 31 sierpnia była środa, a więc sobota wypadała 3 września. Czy to możliwe, że córka planowała odwiedziny w domu już za trzy dni? Napisałem więc do autorki komentarz z sugestią:

Sobota była za trzy dni, 3 września 1949 r. Bohaterka naprawdę miała przyjechać tak szybko? Może chodziło o „przyszłą”/ „następną” sobotą?

Tu w głowie Czytelnika (redaktora?) może zrodzić się pytanie, skąd wziąć kalendarz takich starych czasów. Oczywiście są one dostępne w sieci. Sam korzystam z solidnego, przejrzystego, łatwego w użytkowaniu kalendarza na stronie https://www.kalbi.pl/kalendarz.

Naprawdę w naszej pracy warto od czasu do czasu po kalendarz sięgać. Nie tylko po to, by umówić datę zakończenia pracy nad książką.

– Paweł Pomianek

Zaszufladkowano do kategorii Tak pracujemy | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Czy wiesz, że… Ciekawostki językowe (45)

W sierpniu 2013 opublikowaliśmy nasze pierwsze ciekawostki językowe. Cykl zadomowił się u nas na stałe i dziś prezentujemy już czterdziesty piąty odcinek. Tym razem opracowany przez gospodarza serwisu Pawła Pomianka.

Bronić ma aż cztery znaczenia i w zależności od znaczenia rządzi różnymi przypadkami. / Zdjęcie: Timur1970 – Photoxpress

1.
Czy wiesz, że…

słowo Sowieci możemy pisać zarówno wielką, jak i małą literą? Wprawdzie podstawową pisownią jest ta dużą literą, a prof. Mirosław Bańko sugeruje, że wyraz ten sam w sobie jest negatywnie nacechowany, niezależnie od tego, jak go napiszemy – mimo to niektórzy autorzy wolą małą literą, korzystając z niej w funkcji jeszcze większej mentalnej degradacji opisywanych.
(Za: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Sowieci;1234.html)

2.
Czy wiesz, że…

dopełniacz liczby mnogiej od wyrazu wotum (mianownik l.mn. wota) to wotów? Formy wót oraz wot nie są w słownikach notowane lub wprost są przez nie określane jako błędne. Forma WOT funkcjonuje za to jako skrótowiec od Warszawskiego Ośrodka Telewizyjnego.

3.
Czy wiesz, że…

wyraz bronić ma aż cztery znaczenia i w zależności od znaczenia rządzi różnymi przypadkami? 1. znaczenie to «odpierać atak, ochraniać, zwykle z bronią w ręku»; ktoś broni kogoś, czegoś (nie: kogoś, coś) – żołnierz broni ojczyzny, nie ojczyznę. 2. znaczenie, podobne, to «chronić przed kimś, przed czymś, osłaniać, zabezpieczać»; ale tutaj mamy już związek z biernikiem: ktoś, coś broni kogoś, coś (nie: kogoś, czegoś) – bronimy córkę (nie córki) przed demoralizacją. 3. znaczenie to «stawać w obronie kogoś, czegoś, ujmować się, wstawiać się, przemawiać za kimś, za czymś, odpierać zarzuty»; tutaj znowu mamy dopełniacz: ktoś broni kogoś, czegoś. Wreszcie 4. znaczenie to «zakazywać komuś czegoś; nie pozwalać komuś na coś»; tu sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana, bo bronimy komuś (rzadziej czemuś) czegoś lub komuś robić coś albo robienia czegoś – władze miasta bronią mieszkańcom łowić ryby (albo łowienia ryb) w okolicznych stawach.
(Za: Nowy słownik poprawnej polszczyzny, hasło: bronić).

4.
Czy wiesz, że…

dopuszczalna jest zarówno forma ugrzęzłeś, jak i ugrzązłeś. Pierwsza pochodzi od ugrzęznąć, druga od ugrząźć.
(Ciekawostkę nadesłał Piotr Xpil – nasz stały Czytelnik)

5.
Czy wiesz, że…

rzeczownik okowy ma dwie formy dopełniacza: oków oraz okowów? Przy czym ta druga forma określana jest jako rzadsza.
(Za: Nowy słownik poprawnej polszczyzny, hasło: okowy).

Bonus
Zabawne niedociągnięcia zdarzają się nawet najlepszym. VI cz. serii Nela Mała Reporterka. Wodna taksówka nie miała szczęścia 🙂

Zdjęcie ze zbiorów własnych. Podkreślenie: Językowe Dylematy.

Zaszufladkowano do kategorii Ciekawostki językowe | Otagowano | 10 komentarzy

Baba Jaga, Baba-Jaga, a może baba-jaga? Jak to zapisać i odmienić

Grafika: inscenizacje.strefa.pl

O odmianę Baby-Jagi zapytała ostatnio nasza Czytelniczka. A my postanowiliśmy zająć się babą jagą nieco szerzej, bo – jak się okazuje – niejedno ma… imię.

Dzień dobry,

bardzo chciałabym rozwikłać mój odwieczny dylemat dotyczący odmiany imion i innych rzeczowników dwuczłonowych.

Na przykład, Baba Jaga. Mnie naprawdę dźwięczy o wiele lepiej odmiana: z Baba Jagą, o Baba Jadze, Baba Jagi itd.

Będę wdzięczna za ewentualne „wyprostowanie” moich przekonań 😉

Pozdrawiam serdecznie, Hanna

Szanowna Pani,

Nowy słownik poprawnej polszczyzny PWN nie pozostawia w tej kwestii wątpliwości – podobnie jak to bywa zwykle także w przypadku nazwisk dwuczłonowych (zob. np. artykuł Odmiana nazwisk dwuczłonowych. Saryusz-Wolski), również tutaj odmieniają się obydwa człony:

Baba Jaga a. Baba-Jaga Baba ż IV Jaga ż III, D. Baby Jagi (Baby-Jagi), CMs. Babie Jadze (Babie-Jadze), B. Babę Jagę (Babę-Jagę)

Ciekawsze jest to, że tego typu zbitki można pisać zarówno rozłącznie Baba Jaga, jak i z łącznikiem Baba-Jaga. Ale to nie wszystko. Pod innym hasłem (baba) ten sam słownik notuje również zapis Baba-jaga.

Idźmy dalej: internetowy Słownik języka polskiego PWN dopuszcza również pisownię baba jaga oraz baba-jaga (zob. tutaj).

Również Wielki słownik ortograficzny PWN potwierdza, że obydwa człony są odmienne: Babie-Jadze, Babę-Jagę (zob. tutaj).

Przy tym znajdujemy tam precyzację znaczeń – kiedy wielka, kiedy mała litera. I tak:
Baba-Jaga to wiedźma z bajki,
podczas gdy
baba-jaga powiemy przenośnie o niesympatycznej kobiecie (zob. tutaj).
Odmiana jest jednak w obu przypadkach identyczna.

Można więc powiedzieć, że kwestia zapisu zbitki Baba-Jaga jest tematem niemal równie barwnym i pociągającym, jak domek z piernika bajkowej Baby-Jagi.

Z wyrazami szacunku
– Paweł Pomianek

Zaszufladkowano do kategorii Językowe dylematy | Otagowano , , | 1 komentarz

Z historii języka: dykcja ludzi Odrodzenia, czyli jak mówił Jan Kochanowski

Tomasz Marek ●

Portret Jana Kochanowskiego – drzeworyt Aleksandra Regulskiego wg rysunku Józefa Buchbindera

Szanowni Państwo – sensacja! Jedyne w sieci spotkanie z XVI-wieczną polską wymową! Na podstawie wskazówek prof. St. Urbańczyka, zawartych w specjalnym numerze Języka Polskiego (XXXIII) z 1953 r., postarałem się (nieudolnie – nie jestem aktorem ni lektorem zawodowym) odtworzyć dla Państwa TREN IV Jana Kochanowskiego w brzmieniu, jakie najprawdopodobniej wypłynęłoby z ust Mistrza z Czarnolasu.

Mnie, człowiekowi współczesnemu, sprawiło mnóstwo kłopotu oddanie wielu nieznanych mi fonemów: ścieśnionych (pochylonych) samogłosek: a (czytana niemal jak „o”; „jasne”, czyli współczesne „a” zapisywano wtedy: á), é (czytane jak „i” lub „y”), ó (pośrednie między dzisiejszymi „o” i „u”), wygłoszenie przedniojęzykowego ł (podobne do tzw. wymowy kresowej; takie „ł” możemy usłyszeć w polskich przedwojennych filmach), pamiętanie o labilizacji o (przed głoską „o” występuje stłumione „ł” lub raczej „u”) i na koniec wymowa rz, która to głoska zawierała dwudźwięk: najpierw wibrujące „r”, a potem nasze współczesne „ż” (niemal jak w słowie „rżysko”, tylko „r” krótsze).

Oto, co z tego wyszło:

Nieatrakcyjny tembr mojego głosu proszę reklamować u Stwórcy. Za błędy dykcji – przepraszam. Za błędy akcentu i przestankowania – też; zbytnio skupiałem się na oddaniu głosek. Choć fachowcy wytkną mi wiele usterek artykulacji, to i tak unikatowa próba, bo w sieci nie znajdą Państwo podobnej. Każdego z Państwa zachęcam do zabawy: uzbrojeni w powyższe informacje, spróbujcie Państwo sami mówić, jak na renesansowym dworze. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano , | Dodaj komentarz

Redaktor – po stronie autora

Zdjęcie: Jaume Felipe – Photoxpress.com

Dzisiejszy wpis chcę poświęcić kwestii współpracy redaktora (adiustatora) z autorem, a konkretnie mówiąc – temu, co uważam za podstawową zasadę dobrego współdziałania.

Sugestie kieruję przede wszystkim do młodych redaktorów, zaczynających pracę w zawodzie. Są to wnioski, które wyciągam na podstawie moich ośmiu już lat codziennej współpracy z wieloma autorami. Uważam bowiem, że jest pewna zasada działania, która pozwala uzyskać zaufanie autora i niebywale zwiększyć nie tylko efektywność, ale też i komfort naszej pracy.

Skorzystam tutaj z konkretnego przykładu zdarzenia, które miało miejsce ostatnio. Dostałem do redakcji świetny (jak na debiutanta) zbiór opowiadań. Byłem pod dużym wrażeniem wyobraźni autora oraz jego wiedzy z fizyki i historii, a także tego, jak umiejętnie potrafił z tej wiedzy korzystać, pisząc np. opowiadania z historii alternatywnej czy typowe sf. W książce miały jednak miejsce nieścisłości łatwe do wyłapania dla przeciętnego czytelnika (np. jeden z pobocznych bohaterów mieszkał sam, bo był młody, a chwilę później jechał do porodu żony). W komentarzach rzecz jasna wskazałem te nieścisłości autorowi (ich wyłapywanie to wszak najważniejsze zadanie na poziomie redakcji).

Niemałe było moje zdziwienie, gdy po otrzymaniu książki z korektą autorską okazało się, że autor nie ma ochoty poprawiać tych nieścisłości, moje komentarze przeczytał albo pobieżnie, albo zupełnie opacznie, odpowiadając na nie półsłówkami… Zdarzają się autorzy, z którymi bardzo trudno nawiązać dobrą współpracę, ale ja w tej sytuacji uciekłem się do perswazji polegającej na spokojnym wyjaśnieniu mojej roli. Oto fragment mojej (niedługiej w sumie) wypowiedzi:

Wydaje mi się, że zwłaszcza do pewnego miejsca nieco opacznie (bądź niedokładnie) odczytywał Pan moje komentarze. Zachęcam, by nie traktował mnie Pan jako oponenta. Jednym z moich zadań jest trochę szukanie dziur w tekście po to, by książka dotarła do czytelnika w jak najlepszych kształcie. Zwłaszcza że – muszę przyznać – uważam Pańskie opowiadania za naprawdę świetne i chciałbym, by ujrzały światło dzienne oczyszczone z widocznych nieścisłości.

W tym przypadku zadziałało to przemianą autora jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. W kolejnej wersji książki okazało się nie tylko, że zmienił absolutnie wszystkie fragmenty, na których mi szczególnie zależało, ale też że znalazł naprawdę świetne i proste rozwiązania tych problemów, które mnie nawet nie przyszłyby do głowy.

Spokojna perswazja, docenienie pracy autora, a przede wszystkim ukazanie swojej roli jako kogoś, kto jest po stronie autora, kto chce jedynie pomóc, a nie skrytykować – pozwalało w dalszej współpracy wspólnie przenosić góry. / Zdjęcie: Paweł Pomianek, Językowe Dylematy © / Dominika Pełka – I 2013

Zresztą przyznam, że miałem już niejedną taką sytuację, gdy właśnie spokojna perswazja, docenienie pracy autora, a przede wszystkim ukazanie swojej roli jako kogoś, kto jest po stronie autora, kto chce jedynie pomóc, a nie skrytykować – pozwalało w dalszej współpracy wspólnie przenosić góry.

Bo weźmy też pod uwagę perspektywę, z jakiej musi patrzeć autor: po napisaniu książki, oddaniu jej do wydawnictwa pojawia się gość (lub gościówa), który bierze się za jego książkę i zostawia mu sugestie, krytyczne uwagi (tu kolejna sugestia: zostawiajmy też od czasu do czasu uwagi ciepłe, wyróżniajmy szczególnie wartościowe fragmenty – autorzy to lubią i lepiej zrozumieją naszą rolę, łatwiej pogodzą się z krytyką). Pogodzenie się z tym, że ktoś słusznie wytyka mu niedociągnięcie, dla wielu osobowości autorskich jest zwyczajnie trudne, a człowiek ma w sobie mechanizm, automat, który każe się bronić, umniejszać własne błędy.

Pamiętajmy też, że i nam (np. przez niedopatrzenie, ze zmęczenia) zdarzyć się może napisanie komentarza w zbyt ostrym tonie. Albo w tonie odpowiednim, ale skrótowo – co sprawi, że autor odczyta nasz komentarz jako negatywną ocenę jego pracy. Zresztą w komunikacji między dwoma osobami zawsze istnieje niebezpieczeństwo odczytywania przekazu opacznie – zwłaszcza gdy nie mamy możliwości obserwować siebie nawzajem, interpretować mimiki, tonu głosu, gdy jesteśmy zdani wyłącznie na nagi zapisany tekst.

Tylko więc ustawienie się po stronie autora, życzliwość, otwartość na wyjaśnienia autorskie, ustępowanie tam, gdzie jest to możliwe, przyznawanie się do potknięć i błędów interpretacyjnych (jesteśmy ludźmi, więc te z pewnością i nam się zdarzają), a koniec końców przekonanie autora, że zależy nam na nim i jego książce – daje możliwość nawiązania dobrej współpracy.

– Paweł Pomianek

Zaszufladkowano do kategorii Tak pracujemy | Otagowano , , , , | 1 komentarz

Czy wiesz, że… Ciekawostki językowe (44)

Na koniec lipca nowy zestaw językowych ciekawostek przygotowany przez Tomasza Marka.

Wyrażenie „utkwić wzrok” jest równoważne wyrażeniu „utkwić oczy”, choć to drugie wydaje się co najmniej egzotyczne, by nie rzec rodem z horroru. / Zdjęcie: Językowe Dylematy ©

1.
Czy wiesz, że…

absolutną regułą jest obramowywanie każdego zwrotu w wołaczu przecinkami? Oczywiście, jeśli otwiera zdanie, przecinka nie stawiamy przed; jeśli zamyka – nie stawiamy po. I jeśli uznamy, że odpowiedniejsze jest zakończenie frazy w wołaczu wykrzyknikiem lub pytajnikiem, zastępują one przecinek. Ilustracją tej zasady jest typowy zwrot inicjalny w korespondencji: „Szanowni Państwo,…”, ale czasem kłopot sprawiają takie zdania: „Żegnaj, laleczko!”, „Dalej z posad, bryło świata, nowemi cię pchniemy tory…”, czy nagrobkowy slogan: „Jezu, ufam Tobie”.
za: Poradnia PWN i E.Słuszkiewicz, Język Polski, zeszyt LX

2.
Czy wiesz, że…

wyrażenie utkwić wzrok jest równoważne wyrażeniu utkwić oczy, choć to drugie wydaje się co najmniej egzotyczne, by nie rzec rodem z horroru? Wg przykładów z literatury oba te frazeologizmy współpracują równie dobrze z rzeczownikiem w bierniku, jak i w narzędniku czy miejscowniku. Zatem możemy „utkwić wzrok w Pawle” jak i „utkwić go w Pawła”, a i „oczy…” możemy „…utkwić (brrr!) w czyichś ustach lub „…w ekran”. Osobiście razi mnie „utkwianie oczu w usta i ekrany”; doradzałbym stosowanie utkwienia z umiarem i tylko z miejscownikiem, a we wszystkich użyciach biernikowych zastąpiłbym je bardziej oczywistym „wbiciem wzroku (w usta, w ekran)”. Wbijanie oczu też bym odradzał, kogel-mogel z żółtek lepiej smakuje.

3.
Czy wiesz, że…

czasownik mżyć ma kilka różnych znaczeń? Są to:

  1. (o deszczu) padać gęsto małymi kropelkami

Deszcz mżył nieustannie, posępne niebo przygniata…’ Reymont, Nowele

  1. świecić rozproszonym, zamglonym światłem, przezierać

Niebo niskie, […] mży przez chwilę bladym światłem skróś oparów tchniętym’ Konopnicka, Nowele.

Mżyć się jest formą wzmocnioną w stosunku do podstawowej mżyć.

  1. (lit. dawniej) śnić, marzyć

Potem by, cicho mżąc, rozważał w sobie, że nie zapomniał mowy polskiej’ Słowacki, Beniowski.

  1. we frazeologizmie: mży komuś w oczach – ktoś widzi niewyraźnie, przez mgłę.

Współcześnie stosuje się idiom „mżyć się [coś] [komuś]”, który nawiązuje do znaczenia 3. i oznacza nierealistyczne plany, marzenia.

4.
Czy wiesz, że…

rzeczownik (M. l.p.) błonie (Doroszewski odnotowuje jeszcze błoń, ale uważa tę formę za przestarzałą),  ma M. l.mn. błonia, ale każde z nich oznacza w zasadzie to samo, czyli (jedną) łąkę? Użycie l.mn. sygnalizuje jedynie, że łąka jest duża. Zaskoczeniem może być D. l.mn., który ma dwie wersje (kogo, czego – „tych”): błoń albo błoni. Obie mają równoliczną reprezentację w Korpusie PWN, ale pierwszej używają głównie starzy mieszkańcy Krakowa wobec miejsca znanego Polakom głównie ze spotkań z papieżami. Zatem Krakus powie: „Dotarłem do Błoń”, podczas gdy większość Polaków „Nie widziała Błoni krakowskich”. A tych Błoń to nawet nie słyszała.

Zaszufladkowano do kategorii Ciekawostki językowe | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Z historii języka: krewni i powinowaci

Rok temu badałem, jakimi zwrotami i tytułami posługiwali się nasi przodkowie w rozmowie między sobą (zobacz artykuł: Zwroty adresatywne). Ten artykuł może być traktowany jako jego kontynuacja – kontakty pomiędzy członkami rodziny były żywe i nazwy stopni pokrewieństwa i powinowactwa w rozmowie między nimi oraz o nich były bardzo istotne. Miały też znaczenie w aktach prawnych.


Wszystkie zamieszczone poniżej informacje skopiowałem niemal z artykułu prof. Jana Łosia, zamieszczonego w drugim z Zeszytów Literackich (Kraków 1914).


Rodzinę zakładają mąż i żona. Związek, który ich łączy, to swadźba (swaćba, bo pochodzi od ‘swat’, ‘swatać’). Po przyjęciu chrześcijaństwa zaczęto odróżniać żony od małżon, z którymi zawierano śluby kościelne; pierwszą część tego wyrazu wzięto od Niemców: ‘mahl’. Z czasem starą swadźbę zastąpiono przez nowe małżeństwo. Wyrazy: małżona, małżonka, stworzyła potrzeba życia, a małżonek jest tworem późniejszym, kiedy to do wyrazu mąż chciano dorobić taki sam etykietalny synonim, jakim jest małżonka względem żony.

Prasłowianie dla żony stosowali nazwę sneża (w Czechach ostała się forma zdrobniała ‘snežka’), niewiasta, niewiestka. Na żonę syna przeniesiono (z innych znaczeń) nazwy: zełw, złew, zełwica, zołwica, nieściora, świeść, jątrew, choć najczęściej nazywano ją przymiotnikiem: synowa (domyślnie: czyja [żona]). Mąż córki zawsze był zięciem; nazwę tę rozciągano i na męża wnuczki. Żona brata to jętry, jątrew, jątrewka (w starocerkiewnym jętry oznaczała żonę brata męża, ale Polacy na to własnej nazwy nie mieli). Mąż siostry rodzonej i stryjecznej, ciotecznej i wujecznej był zięciem (również w łacinie ‘gener’ oznacza zarówno zięcia, jak i szwagra). W rękopisie z Biblioteki Jagiellońskiej z 1476 r. mąż siostry został nazwany swakiem, przy czym dodano, że po niemiecku mówią ‘swoger’, co dopiero później spolszczono na szwagier. Używa go Rej dla brata żony, ale dla męża siostry zachowuje wyraz zięć. Prócz tej nazwy mężowi siostry nadawano też inne: własny swak, siestrzanek, siestrzeniec, dziewierz; we właściwym jednak dawnym tego słowa znaczeniu dziewierzem nazywano brata męża, podczas gdy brat żony nosił starą nazwę szurza (D.: szurzy lub szurzego). Świeść była to siostra żony, a zołwicasiostra męża, tę jednak częściej nazywano niewiastą lub świeścią, a nazwę zołwica przenoszono na żonę syna. Już jednak w XV i XVI w. nieraz różnych powinowatych nazywano ogólnie swakami, widocznie wyraz swak miał znaczenie ogólniejsze.

Po przyjściu na świat dziecka mąż i żona to jego rodzicy (dzisiejsza forma rodzice jest właściwie biernikiem). W l.p. rodzic, rodzica lub rodziciel, rodzicielka; tych nazw używano tylko w sytuacjach szczególnych, zwykle mówiono: ociec, matka albo mać. W staropolszczyźnie mać odmieniano: D.: macierze, B.: macierz (co dziś uważa się za mianownik). Obok tego (XV w.) znajdujemy dla matek nazwę: maciory.
Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano , | 1 komentarz