Czasownik modalny. Orzeczenie modalne

O czasownikach modalnych często słyszymy, ucząc się języków obcych. Oczywistością (czy na pewno?) jest, że występują one także w polszczyźnie.

Czasownik modalny to taki, który – jak czytamy w Nowym słowniku poprawnej polszczyzny PWN – wyraża subiektywny stosunek mówiącego do treści własnej wypowiedzi lub – możemy uzupełnić – do danej czynności: wykonywanej lub takiej, która jest zaplanowana.

Cechą tej grupy czasowników jest to, że wymuszają one obecność innego czasownika występującego w bezokoliczniku, np. muszę pracować, pragnę walczyć, umiem jeździć (czasownikami modalnymi są te pogrubione – w całym artykule). Tworzą one w ten sposób specyficzny typ orzeczenia złożonego zwany orzeczeniem modalnym.

Orzeczenia modalne tworzyć mogą trzy typy wyrazów:
1) czasowniki typu chcieć, musieć, pragnąć, potrafić;
2) czasowniki nieosobowe, mające jedynie dwie formy koniugacyjne: 3. os. lp czasu teraźniejszego oraz 3. os. lp czasu przyszłego, jak: godzi się, należy, wypada;
3) leksemy nieodmienne określane niekiedy czasownikami niefleksyjnymi, których używa się w funkcji czasowników, jak: można, trzeba czy nie sposób.

Do omówienia tej kwestii, o której zresztą dość trudno znaleźć artykuły w internecie (dotyczące czasownika modalnego na terenie polszczyzny), zachęcił nas niedawny e-mail p. Bartka. Oto najważniejszy fragment listu:

Całe życie uczono mnie, aby czasowniki występujące w jednym zdaniu oddzielać przecinkiem. Mam jednak pewien problem ze zdaniem

„Chcę zostać strażakiem.”

W tym zdaniu występują dwa czasowniki – „chcę” i „zostać”. Naturalnie nie postawiłbym między nimi przecinka, ale nie zrobiłbym tego tylko dlatego, że tak mi podpowiada instynkt.

Refleksja Czytelnika podsuwa nam kolejną istotną i wyjątkową cechę czasownika modalnego (wypływającą zresztą bezpośrednio z tego, o czym pisaliśmy wyżej): to jeden z nielicznych przypadków, gdy pomiędzy dwoma czasownikami nie tylko nie musi, ale nawet nie może stać przecinek – czasownik modalny i jego konotowany towarzysz tworzą bowiem wspólnie jedno orzeczenie (modalne).

– Paweł Pomianek

Źródła:
Orzeczenie, hasło w Nowym słowniku poprawnej polszczyzny PWN (2003), wersja elektroniczna.
Czasownik modalny, hasło w: https://pl.wikipedia.org/wiki/Czasownik_modalny.


W Bazie informacji znajdziesz omówienie absolutnie podstawowych kwestii dotyczących poprawnego używania języka polskiego. Baza może być przydatna na co dzień przy tworzeniu tekstów.

Opublikowano Baza informacji | Otagowano , , , | Skomentuj

Traktat o kucaniu

Dziś kucać to ‚przysiąść na własnych piętach, przyjąć pozycję kuczną, która skutkuje siedzeniem w kucki’, ale jeszcze nie tak dawno oznaczało w ogóle ‚przysiąść, przycupnąć’.
/ Zdjęcie: Marcin Bukała

Wielkopolanie mogą kucać, zarówno leżąc czy siedząc, jak i stojąc czy chodząc – w przeciwieństwie do reszty Polaków, którzy jak kucają, to siedzą w kucki. Jakim cudem? Poczytaj!

Rzeczownik kucki, pomimo że Wikisłownik przedstawia go jako odmienny (wzbogacając go o l.p., czego ogół słowników nie zna), wg SJP PWN ma tylko jedną (obok M l.mn.) formę deklinacyjną: dopełniacz l.mn. stosowany w zwrocie „wstać z kucek”. Doroszewski podaje, że w miejsce kucek (M l.mn. „te” kucki) istniał kiedyś rzeczownik kucek; dziś już nieużywany i (jako M l.p. – „ten” kucek) niezrozumiały. Jedyne zastosowanie kucek to pozycja „siedzieć w kucki” i do tej właśnie postaci wyrażenie zmierza jako do nieodmiennego idiomu. Dowodem na to jest fakt kierowania przez SJP PWN z hasła w kucki do wyrażeń przyimkowych (jak w bród, w przód), które są nieodmienne. Korpus PWN na dwadzieścia pięć zastosowań prezentuje tylko jedno literaturowe i jedno potoczne użycie formy odmiennej. Bezpieczniej zatem jest mówić „siedział w kucki” niż „…w *kuckach”, a „wstać z (?)kucek” zastąpić przez „wstać z siedzenia w kucki” lub (patrz poniżej) „wstać z pozycji kucznej”. Rzeczownik „kucki”, dziś jeszcze występujący w dwóch (skądinąd tylko!) przypadkach, niebawem będzie stosowany tylko w jednym.

Czasownik kucać jest w powszechnym użyciu we wszystkich formach koniugacyjnych. Należy zauważyć, że SJP PWN podaje nielogiczną definicję kucania – fizycznie nie da się „przysiąść NA zgiętych kolanach”. No, chyba że profesorowie UW to potrafią! Dziś kucać to „przysiąść na własnych piętach”, przyjąć pozycję kuczną, która skutkuje siedzeniem w kucki, ale jeszcze nie tak dawno (Maciejowski, 1881; Doroszewski, 1958) oznaczało w ogóle przysiąść, przycupnąć.

Istnieje powiązany z kucaniem przymiotnik kuczny. SJP PWN nie uwzględnia jego żeńskiej formy kuczna, chociaż obok usankcjonowanego „siadu kucznego” występuje „pozycja kuczna”.

Zupełnie czymś innym, bo klaczą kuca, jest (dziś niestosowany) rzeczownik kucka. Jego M l.mn. to oczywiście kucki.

A teraz ciekawostka regionalna mająca stare korzenie. Otóż w gwarze wielkopolskiej przetrwało wyrażenie siedzieć na czempku, które oznacza dokładnie to samo co siedzieć w kucki. Wyrażenie na czempku nie jest znane w Google poza jednym wystąpieniem – znajdziemy je w słowniku francusko-niemiecko-polskim wydanym w Lipsku w 1848 r., który podaje jego synonim: „na zadku”. Czyżby kucki (lub zapomniany kucek) i czempek były po prostu… sempiterną? Marzy mi się upowszechnienie czempka. O ileż piękniej byłoby usłyszeć od jakiegoś Kiepskiego: „Bo jak ci zasadzę kopa w czempek…”.

Skoro już zaproponowałem językowy wypad do Wielkopolski, to nie od rzeczy będzie napomknąć, że tu kucać znaczy tyle co pokasływać. My, Wielkopolanie, to jacyś dziwni jesteśmy – i kucamy inaczej, i siadamy też na czymś innym niż reszta rodaków.

— Tomasz Marek

Opublikowano Teksty publicystyczne | Otagowano , , | Skomentuj

Wielkie litery w nazwach nieoficjalnych

O tym jak pomarańczowy sfaulował niebieskiego, przez co Pomarańczowi przegrali.

Dostaliśmy pytanie o pisownię takich nazw, jak: „Kocioł Czarownic” (chodzi o Stadion Śląski), „Złota Jedenastka” (mowa o reprezentacji Węgier z lat 1950–1954), „rycerze wiosny” (określenie nadane piłkarzom ŁKS-u), „Pomarańczowi” (reprezentacja piłkarska Holandii).

Zastanowienie budzi fakt, że jedne nazwy są przez sprawozdawców sportowych stosowane w tłumaczeniu, np. nagminnie o reprezentacji piłkarskiej Holandii mówi się „Pomarańczowi” zamiast „Oranje”, a inne – nie. / Zdjęcie: Jimmy Baikovicius, Wikimedia Commons, lic. CC


Pierwszy wątek dotyczy nazw obiektów budowlanych i klubów sportowych. Nazwy te, choćby nieformalne, piszemy od wielkich liter. Jeśli nazwa jest wielowyrazowa, wielką literą zaczynamy każdy człon nazwy. Mówią o tym reguły SJP PWN 18.25., 18.26., 18.31. oraz dr Grzenia w Poradni PWN [link A].

Jeśli nazwa nieformalna jest słabo rozpoznawalna bądź jest stosowana tylko w pewnych kręgach, a tekst dociera do szerszej grupy odbiorców, należy ująć ją w cudzysłów (SJP PWN reguła 98.C.2.). Również w zdaniu:

Remont Stadionu Śląskiego – „Kotła Czarownic” – okazał się droższy niż przewidywali najwięksi pesymiści.

użyjemy cudzysłowu z racji reguły SJP PWN 98.C.3.

Drugi wątek to sprawa określeń zawodników, członków i kibiców klubów sportowych. Ich nazwy (formalne i zwyczajowe) piszemy małymi literami zgodnie z regułą SJP PWN 20.21.

Pewne zakłopotanie może budzić pisownia nazw przymiotnikowych, typu „Niebiescy” („niebiescy”) czy „Pomarańczowi” („pomarańczowi”). Z przedstawionych powyżej reguł wynika, że jeśli nazwa dotyczy klubu, należy zapisać ją od dużej litery, jeśli zaś jego członków, kibiców bądź zawodników – od małej. Napiszemy zatem:

Ulicą szło trzech „niebieskich”. Ale: Ulicą szło trzech fanów „Niebieskich”.

Jeśli tekst jest kierowany do fanów sportu, cudzysłów opuścimy.

Wczoraj Pomarańczowi wygrali z Pasami, ale jeden z pomarańczowych okupił to zwycięstwo kontuzją.

Ortografia drugiego zdania stanie się wyraźniejsza, gdy zastąpimy „pomarańczowych” graczami Lecha Poznań, czyli „lechitami”:

Wczoraj Lech wygrał z Cracovią, ale jeden z lechitów okupił…

Rozróżnienie, czy chodzi o nazwę klubu, czy o nazwę nadaną jego członkom bądź kibicom, i – co za tym idzie – zróżnicowanie pisowni, sprawia autorom spore kłopoty. Ilustracjami tego faktu są [link B] oraz Word, który chce, by „lechici” pisać od wielkiej litery.

O dziwo, sprawa małej litery w nazwach ludzi należących do jakiejś grupy, tak jednoznacznie rozstrzygnięta w regule 20.21., ma usankcjonowane wyjątki (np. Bitles) oraz wiele odstępstw. Popiera je prof. Bańko [link C] ze względów praktycznych.

Przy okazji – osobiście uważam, że tłumaczenie na język polski obcych nazw (w tym nazw zagranicznych klubów sportowych) jest niewłaściwe. Zastanowienie budzi fakt, że jedne nazwy klubów są przez sprawozdawców sportowych stosowane w tłumaczeniu, np. nagminnie o reprezentacji piłkarskiej Holandii mówi się „Pomarańczowi” zamiast „Oranje”, a inne – nie. Jakoś nikt (na szczęście) nie nazywa „Glasgow Rangers” „Gajowymi z Glasgow”.

— Tomasz Marek

Linki
A. http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/nieformalne-nazwy-klubow-sportowych;13820.html
B. http://wmeritum.pl/justynian-matole-twoj-rzad-obala-kibole-jak-kibice-probowali-obalic-cesarza-bizancjum/121902
C. http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/gniazdowicz-z-Gniazda;12853.html

Opublikowano Odpowiedzi na pytania | Otagowano , | Skomentuj

Czy wiesz, że… Ciekawostki językowe (41)

Po kilkumiesięcznej przerwie prezentujemy kolejną porcję ciekawostek. Przygotował je ponownie Tomasz Marek.

Łabędzi śpiew, który w znanym frazeologizmie oznacza ‘ostatni przejaw czyjejś działalności w danej dziedzinie’, łączy się z elementami kontekstu wg schematu: „czyjś” łabędzi śpiew, a nie łabędzi śpiew „czegoś”.

1.
Czy wiesz, że…

łabędzi śpiew, który w znanym frazeologizmie oznacza ‘ostatni przejaw czyjejś działalności w danej dziedzinie’, łączy się z elementami kontekstu wg schematu: „czyjś” łabędzi śpiew, a nie łabędzi śpiew „*czegoś”? Czyli Zdobycie hattricku w meczu z Belgami było łabędzim śpiewem Bońka w jego polskiej zawodniczej karierze, a nie: Zdobycie hattricku w meczu z Belgami było łabędzim śpiewem polskiej zawodniczej *kariery Bońka.
Źródło: Stanisław Bąba, Komentarze frazeograficzne, Wyd. Poznańskie 2012.

2.
Jak niektórym wiadomo…

łut jest dawną jednostką miary (1/32 funta = 12,66g). Obecnie wielu normatywistów upiera się, że dopełniacz rzeczownika łut brzmi: łuta („mam pół łuta pieprzu”), nie *łutu. Tymczasem kiedyś (łut był stosowany od średniowiecza do pocz. XX w.) łut posiadał dopełniacz w dwóch formach: łuta i łutu, a dopiero w XIX w. forma ustaliła się na łuta. Forma łutu przetrwała natomiast w dopełniaczu frazeologizmu łut szczęścia. Powiemy więc: „Drużynie »Białej Gwiazdy« zabrakło łutu szczęścia”.
Źródło: Stanisław Bąba, Komentarze frazeograficzne, Wyd. Poznańskie 2012.

3.
Czy wiesz, że…

frazeologizm głos wołającego na puszczy znaczy tyle, co nawoływanie daremne, wołanie w miejscu pustym, czyli w miejscu, gdzie nie ma nikogo, kto by słuchał? Jest tak dlatego, że w czasach, gdy ks. Wujek użył go w Biblii (Iz 40,3), puszcza oznaczała miejsce puste, a nie – jak dziś – wielki las. Stąd ostatnie próby – niepopierane przez tradycyjnych językoznawców – zastąpienia w tym frazeologizmie puszczy pustynią.
Źródło: Stanisław Bąba, Komentarze frazeograficzne, Wyd. Poznańskie 2012.

4.
Czy wiesz, że…

istnieją równolegle dwa rzeczowniki ten przerębel (rodzaj męskorzeczowy) i ta przerębla (rodzaj żeński), które oznaczają to samo, tj. „otwór w lodzie”? Natomiast nie ma rzeczownika rodzaju żeńskiego *ta przerębel (choć są ta kipiel, ta kąpiel).

5.
Czy wiesz, że…

przy utartych frazeologizmach lepiej nie majstrować, choćby wydawały się niepoprawne? Np. w zdaniu: „Tak długo podbijała mu bębenka [tzn. pochlebiała mu], aż uwierzył w siebie i wysłał do niej swatów” aż się prosi, by poprawić przypadek „bębenka” z dopełniacza na biernik, bo taka forma (podbijać bębenek) byłaby dziś poprawna. Owszem, BYŁABY, gdyby nie utarty frazeologizm. Tu byłaby błędna.
Źródło: Stanisław Bąba, Komentarze frazeograficzne, Wyd. Poznańskie 2012.

Opublikowano Ciekawostki językowe | Otagowano , , | Skomentuj

Odmiana nazwisk dwuczłonowych. Saryusz-Wolski

Jan Grzenia w Poradni PWN tak wyjaśnia reguły:

1) Każdy człon dwuczłonowych nazwisk żeńskich, który w mianowniku kończy się na -a, odmieniamy, np. o Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.
2) Każdy składnik dwuczłonowych nazwisk męskich również odmieniamy, chyba że pierwszy człon jest nazwą dawnego herbu lub przydomka, np. o Pobóg-Malinowskim.

Za drem Tomaszem Korpyszem (UKSW, UW):

Zgodnie z dawną tradycją człon pierwszy powinien pozostać bez odmiany, jeżeli nie jest zakończony na „-a” i jeżeli jest to tzw. nazwisko herbowe, czyli dokładniej mówiąc: nazwa herbu lub dawne zawołanie bojowe. W starannych wypowiedziach powinniśmy zatem używać tylko następujących form: Lubicz-Brzozowskiego, Komb-Nowakowskiemu, Nałęcz-Dobrowolskim itp., a więc także: Korwin-Mikkem.

Jak widać, zakres nieodmienności nazwisk dwuczłonowych jest bardzo mały. Odmieniają się nawet, co warto podkreślić, tzw. nazwiska herbowe zakończone na „-a”, np. Wieniawy-Długoszowskiego, Junoszy-Stępowskiemu, Nowiną-Konopką itp.

I dalej za drem Korpyszem:

Problem powstaje w przypadku, gdy nie wiemy, czy dane nazwisko zakończone na spółgłoskę jest nazwą herbu? Wydawnictwa poprawnościowe jednoznacznie radzą, by w razie wątpliwości odmieniać oba człony.

Dlatego nie odmieniać pierwszego członu nazwiska głośnego ostatnio polityka Saryusz-Wolski wolno tylko tym, którzy są pewni, że „Saryusz” to nazwa herbu lub zawołanie bojowe.

— Tomasz Marek

Opublikowano Językowe dylematy | Otagowano , , | 2 komentarze

Czy potrzebny tu przecinek przed drugim „i”

Fot. Natalia Klocek dla Językowych Dylematów (2011).

Niedawno otrzymaliśmy od Czytelniczki następujące pytanie:

Szanowni Państwo,

czy powinien być wstawiony przecinek po wyrazie „kunszt” w następującym fragm. zdania:

Mamy nadzieję, że i tym razem docenią Państwo ich cierpliwość i kunszt i oczywiście mistrzostwo Natury, która w nieintuicyjny sposób znajduje wyjście…

Wg mnie nie, bo to drugie „i” nie jest powtórzonym „i” występującym wcześniej, bo pierwsze pełni funkcję łącznika pomiędzy cierpliwością i kunsztem. A jakie jest Państwa zdanie?

Pozdrawiam serdecznie

Paweł Pomianek / Zdjęcie: Dariusz Danek (2009)

Szanowna Pani,

przyznam, że to bardzo ciekawe pytanie, sytuacja bowiem nie wydaje się całkowicie jednoznaczna i wiele zależy od interpretacji. Moja jednak – jest zgoła odmienna od zaprezentowanej przez Panią. Tzn. ja bym wstawił przed tym „i” przecinek, ponieważ widzę trzy rzeczy, które trzeba docenić: 1) cierpliwość, 2) kunszt, 3) mistrzostwo Natury. Przy tej interpretacji „i” przed „oczywiście” wystąpi dokładnie w tej samej funkcji, co „i przed „kunszt” i będziemy mieli do czynienia z polisydetyzmem – przecinek zatem postawimy.

Możliwa jest jednak i taka interpretacja, jaką Pani zaproponowała, tzn. że mamy tutaj do czynienia z dwiema rzeczywistościami: 1) cierpliwość i kunszt, 2) mistrzostwo Natury. I wówczas przecinka przed „i oczywiście” naturalnie nie postawimy.

To kwestia decyzji, czy chodzi o dwie rzeczywistości, czy o trzy. Koniec końców rzecz o tyle przyjemna, że niezależnie od tego, czy Pani ten przecinek postawi, czy nie – obroni się Pani w argumentacji przeciw krytykom. Bo to tak naprawdę kwestia intencji i woli autorskiej (zależna od tego, co chce się powiedzieć).

Z wyrazami szacunku
– Paweł Pomianek

Opublikowano Odpowiedzi na pytania | Otagowano , , | Skomentuj

Wypowiedź dialogowa a narracja odnosząca się do zachowania osoby mówiącej oraz innej osoby

Wypowiedź dialogową jednej postaci – wraz z uwagami narratora, odnoszącymi się do tej wypowiedzi lub zachowania osoby mówiącej – należy składać w ciągu, niezależnie od długości (Wolański, Edycja tekstów, s. 334).

W kwestii ułożenia tekstu sporo miejsca trzeba pozostawić intencji autorskiej. / Zdjęcie: Natalia Klocek, © by JD

Lubią się na tę zasadę powoływać redaktorzy i korektorzy tekstów, czasami niepomiernie rozwijając jej obowiązywanie, tak że pomiędzy dwie wypowiedzi jednego bohatera chcieliby niekiedy wsunąć bardzo długi opis zawierający nawet zmianę miejsca lub czasu akcji.

Wydaje się to jednak sporym nadużyciem przynajmniej z dwóch względów:

  1. Można sobie zafundować w jednym akapicie straszną dłużyznę. A przecież nawet gdy opisujemy działania jednego bohatera we fragmencie, który nie zawiera dialogu, to tekst dzielimy w miarę dowolnie, bo w dzisiejszych czasach nauczyliśmy się, że długie akapity (szczególnie takie, które przekraczają objętość jednej strony) po prostu zniechęcają czytelnika.
  2. W kwestii ułożenia tekstu sporo miejsca trzeba pozostawić intencji autorskiej.

Kilka tygodni temu pod wpisem Dialogi. Narracja wielką czy małą literą? odbyłem na nieco inny, choć podobny temat, ciekawą dyskusję z autorem podpisującym się jako Hardy, który nieraz udziela się na naszej stronie. Nawiązuję do tej dysputy właśnie w kontekście owej intencji autorskiej oraz po to, by naświetlić przy okazji jeszcze jeden temat pokrewny. Oto obszerne fragmenty tej rozmowy:

Hardy pisze:

Dzień dobry. Mam wątpliwość co do zapisu środkowej części poniższego dialogu:

„Ciągnąłem więc wykład, rzucałem szczegółami, obudowywałem przymiotnikami, opisywałem piękno przyrody w Amazonii. Oby tylko nie zachciało się jej jeszcze spytać mnie o inny kraj, oby tylko ją zagadać!

– Dobrze, dobrze, starczy! – przebił się do mojej świadomości głos nauczycielki. Starczy!

– Noo Zdzisiu, aleś mnie zaskoczył – powiedziała bardzo poważnie, rozciągając słowa i z wielkim zadowoleniem w głosie.”

Czy część dialogu (– Dobrze, dobrze, starczy! – przebił się do mojej świadomości głos nauczycielki. ) może być w ten sposób zapisana? (powtórzenie „Starczy!” – jest już myślą narratora, a nie wypowiedzią nauczycielki). Ta forma zapisu bardziej mi odpowiada, jako wyróżnienie nie wypowiedzi nauczycielki, ale jak odebrał tę wypowiedź narrator-bohater opowiadania.

Czy też musi być tak:

„”Ciągnąłem więc wykład, rzucałem szczegółami, obudowywałem przymiotnikami, opisywałem piękno przyrody w Amazonii. Oby tylko nie zachciało się jej jeszcze spytać mnie o inny kraj, oby tylko ją zagadać!

– Dobrze, dobrze, starczy!

Do mojej świadomości przebił się głos nauczycielki. Starczy!

– Noo Zdzisiu, aleś mnie zaskoczył – powiedziała bardzo poważnie, rozciągając słowa i z wielkim zadowoleniem w głosie.”

Paweł Pomianek pisze:

Wie Pan, że ja mam na tyle liberalne podejście do dialogów, że dopuściłbym obie wersje. Która jest lepsza, zależy trochę od tego, co autor chce wyzyskać. Czy chodzi o krótką, przelotną myśl; czy dialog ma być pewną ciągłością, którą tylko na moment przerywa myśl. Czy może jednak postawimy na przejrzystość, pewną logikę podziału akapitowego, który wypowiedzi jednej osoby każe oddzielać od działań innej. (…)

Hardy pisze:

(…) Jeżeli dobrze odczytuję, Pan Pomianek dopuszcza obie wersje, jednak sugeruje tę z podziałem akapitowym. (…)

– Dobrze, dobrze, starczy! – przebił się do mojej świadomości głos nauczycielki. Starczy! 😉

Paweł Pomianek pisze:

Nie, nie sugeruję wersji z podziałem akapitowym. Starałem się podać argumenty, kiedy lepsza będzie jedna, kiedy druga. Wybór pozostawiam autorowi. Choć – umówmy się – gdybym był redaktorem książki, to musiałbym zaproponować coś konkretnego i może wtedy rzeczywiście skłaniałbym się do wersji z podziałem akapitowym. Wiele by zależało od tego, jak wyglądają inne dialogi, co jest stałą tendencją w książce. Tu jest naprawdę dużo wolności. Zaznaczam jednak, że gdyby Pan szukał w książkach, które przedstawiają twardą teorię (moim zdaniem trochę oderwaną od życia i wydawniczej praktyki), to stwierdziłby Pan, że promują one wersję z podziałem akapitowym.

Hardy pisze:

Dziękuję za wyjaśnienie.
W książce jest wiele „wtrętów myśli” narratora w pierwszej osobie, w tym w dialogach.
Jestem zwolennikiem łączenia teorii z praktyką, a nie sztywnych, nienaruszalnych ram. Panta rhei.
Jeszcze raz dziękuję za obszerne wyjaśnienie.

– Paweł Pomianek

Opublikowano Teksty publicystyczne | Otagowano | Skomentuj

Miejscowość Brzezie. Przymiotnik brzeski

Pan Marek przysłał ostatnio następujący email:

Ostatnio zmieniono w mojej miejscowości nazwy ulic. Ulica prowadząca do miejscowości Brzezie, dostała nawę „Brzezińska”. Czy w tym przypadku ulica nie powinna się nazywać „Brzezieńska”?
Proszę o odpowiedź

Domi z rzeczonym „Słownikiem nazw miejscowości i mieszkańców” PWN

Szanowny Panie,

na początek, jak zawsze, trzeba podkreślić, że nazwy miejscowości i ich mieszkańców oraz tworzone od nazw przymiotniki oraz odmiana danej nazwy rządzą się swoimi prawami i często wynikają z jakichś racji historycznych. Generalnie więc zawsze w takich przypadkach musimy sprawdzić w słowniku, jak funkcjonuje konkretna nazwa.

Tradycyjnie zaglądam więc do Słownika nazw miejscowości i mieszkańców PWN i na stronie 27 znajduję nazwę Brzezie. Wydaje mi się, że brzmienie przymiotnika Pana zaskoczy, słownik podaje bowiem formę brzeski. Jeśli jest to TO Brzezie, o którym i Pan mówi, to wydaje się, że ulica powinna nazywać się po prostu Brzeską.

Z wyrazami szacunku
– Paweł Pomianek

Opublikowano Odpowiedzi na pytania | Otagowano , | 1 komentarz

Czy wiesz, że… Ciekawostki językowe (40)

Oto ostatnia w tym roku porcja ciekawostek. Opracował je Tomasz Marek.

by-alhazm-salemi-photoxpress-4800194

„Posiadać” znaczy być właścicielem czegoś, co ma dużą wartość materialną, np. nieruchomości, ziemi, zasobów pieniężnych itp., stąd nie można go stosować wobec rzeczy niematerialnych. Niepoprawne zatem są użycia słowa „posiadać”, jak: *Posiadam dobrego męża, *Nie posiadam nałogów itd. / Zdjęcie: Alhazm Salemi, Photoxpress.com

1.
Czy wiesz, że…

wołacz rzeczowników mysz, rzecz, klacz… nie brzmi *myszo!, *rzeczo!, *klaczo!, jak niektórzy mogą sądzić, a myszy!, rzeczy!, klaczy!? Zarówno w liczbie mnogiej, jak i w liczbie pojedynczej! Tak więc, gdy usłyszymy koleżankę wołającą: Myszy! Myszy!, to musimy patrzeć, co robi. Jeśli stoi na krześle, to przestraszyła się szarych gryzoni. Jeśli zaś zagląda pod szafę, to przywołuje ulubioną białą pupilkę, która gdzieś się zawieruszyła.
Źródło: Jagodziński, Gramatyka.

2.
Czy wiesz, że…

istnieją formy potencjalne pewnych słów i wyrażeń? Tak nazywane są formy, które nie są używane, gdyż nie ma takiej potrzeby, ale ponieważ są utworzone poprawnie, można po nie sięgnąć, gdy potrzeba powstanie. Tak często się dzieje w scrabble. Skoro istnieją słowa siedmioraki i wieloraki, to nie dziwmy się, gdy gracz ułoży słowa siedemnastoraki, sturaki, choć w słowniku ich nie znajdziemy. Poprawne będą też słowa w liczbie mnogiej (jak np. biologie, socjalizmy), choćby słowniki podawały, że dla nich liczba mnoga nie występuje. Za to liczby pojedynczej rzeczowników typu drzwi, nożyczki – naprawdę nie ma.
Źródło: http://www.koalar.com/literaki/sjp_formy_potencjalne.html#wolacz

3.
Czy wiesz, że…

istnieje zarówno wyrażenie wgłąb, jak i w głąb? Rzeczownik głębia ma staropolską formę głąb, dlatego można wejść lub spojrzeć w głąb, czyli w głębię. Jest też czasownik (pochodzący od tego rzeczownika) wgłębić się, którego tryb rozkazujący brzmi: wgłąb się. Zatem ortograficznie poprawne i jakże filozoficznie głębokie jest zawołanie: Wgłąb się w głąb siebie. I nie ma to nic wspólnego z rzeczownikiem rodzaju męskiego (M. l.poj. – „ten”) „głąb”.

4.
Czy wiesz, że…

posiadać znaczy być właścicielem czegoś, co ma dużą wartość materialną, np. nieruchomości, ziemi, zasobów pieniężnych itp., stąd nie można go stosować wobec rzeczy niematerialnych? Niepoprawne zatem są następujące użycia słowa posiadać: *Posiadam dobrego męża, *Nie posiadam nałogów, *Posiadam komplet garnków aluminiowych, *Mój kot nie posiada pcheł, *Samochód posiada poduszkę powietrzną.
Źródło: RJP

5.
Czy wiesz, że…

oboje, obydwoje to liczebnik zbiorowy odpowiadający liczebnikowi obaj, używany wyłącznie w odniesieniu do osób różnej płci i do dzieci? Orzeczenie w liczbie mnogiej towarzyszy słowu oboje tylko wtedy, gdy odnosi się ono do par małżeńskich, np.: Oboje rodzice wyjechali, ale Oboje dzieci wyjechało.
Źródło: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/b-oboje-b;1140.html

Opublikowano Ciekawostki językowe | Otagowano , , | 10 komentarzy

Istna sodoma i gomora! O frazeologizmach fraz kilka

Podobnie jak pan Jourdain mówił prozą, nic o tym nie wiedząc, tak my wszyscy mówimy frazeologizmami, często nie zdając sobie z tego sprawy. Skutki tego faktu są pozytywne, ale niosą zagrożenia.

Najpierw wymienię pozytywy:

  1. Nasza mowa jest żywa i ciekawa; przyciąga uwagę słuchaczy.
  2. Skrótowo komunikujemy złożone treści, korzystając ze wspólnego zasobu kulturowego.

Zagrożeń jest więcej:

  1. Ryzykujemy niezrozumienie na skutek różnicy kulturowej (subkulturowej) w porównaniu z naszymi słuchaczami.
  2. Zdradzamy naszą przynależność pokoleniową, kulturową (subkulturową), regionalną.
  3. Łatwo o popełnienie błędu złego użycia frazeologizmu.

by-jerome-dancette-photoxpress_3124776

Ile słów i jak wymyślnych wyrażeń musielibyśmy użyć, by oddać ową sodomę i gomorę. A tak – uruchomiliśmy odpowiednim frazeologizmem ciąg skojarzeń i wyobraźnia słuchacza lub czytelnika wykonała pracę za nas, a my błysnęliśmy erudycją.

Wyjaśnię to na przykładach.

„Do biura wpadła inspekcja i wtedy zapanowała sodoma i gomora. Ile słów i jak wymyślnych wyrażeń musielibyśmy użyć, by oddać ową sodomę i gomorę. A tak – uruchomiliśmy odpowiednim frazeologizmem ciąg skojarzeń i wyobraźnia słuchacza (czytelnika; wszystko tu, poza końcowymi uwagami o ortografii frazeologizmów, dotyczy zarówno słowa mówionego, jak i pisanego) wykonała pracę za nas, a my błysnęliśmy erudycją.

Może się jednak zdarzyć, że mówimy do ludzi o mniejszym oczytaniu, inteligencji czy z innego kręgu kulturowego, i wtedy nasza erudycja przyniesie skutek odwrotny – nie zostaniemy zrozumiani. Pewne subkultury posługują się własnym językiem (np. grypserą) i szczycą się tym, że „obcy” go nie rozumieją.

W szczególności musimy wystrzegać się, by w rozmowie z obcokrajowcem nie stosować polskich frazeologizmów. Każdy język ma swoje – jeśli ich nie znamy, nie możemy przenosić bezkrytycznie polskich na obcy teren językowy czy kulturowy. Przytoczona sodoma i gomora prawdopodobnie nie będzie zrozumiała dla Anglika, a na pewno dla Hindusa, jeśli ci nie będą znać języka polskiego na poziomie doskonałym. Dobrym przykładem wybitnego refleksu kulturowego jest zachowanie tłumacza towarzyszącego Lechowi Wałęsie w czasie podróży po Korei. Prezydent użył porównania: „Polacy są jak rzodkiewki – na zewnątrz czerwoni, ale w środku biali”. Pomijając przeciwstawienie biali/czerwoni, które u nas (w Europie) jest jednoznaczne i ma źródło we frakcjach walczących podczas rewolucji radzieckiej 1917 r., tłumacz stanął przed problemem, co zrobić z tą rzodkiewką, bo koreańska rzodkiewka jest jednolita kolorystycznie. Dylemat ten rozwiązał, tłumacząc rzodkiewki jako krewetki.

Jeśli mówimy do odbiorców z naszego kręgu kulturowego i niezrozumienie frazeologizmu mniej nam grozi, nadal musimy zachować czujność, by samemu nie popełnić błędu. W szczególności trzeba wiedzieć, że wiele frazeologizmów nie przyjmuje liczby mnogiej. Np.:

„Piłkarze Legii pluli sobie w brodę (nie: w brody), że przegrali z tak słabym przeciwnikiem”.

Stracili twarz (nie: twarze) ci naukowcy, którzy fałszowali wyniki badań, by podobały się zleceniodawcom”.

„W ostatniej rundzie udało się im zachować twarz (nie: twarze), remisując z liderem tabeli”.

Wymieniona sodoma i gomora „zapanowała wbrew zasadzie, że podmiot szeregowy z łącznikiem „i” preferuje orzeczenie w liczbie mnogiej (*zapanowały sodoma i gomora).

Ogólnie gramatyki we frazeologizmach nie można poprawiać. Możemy usłyszeć: „Oświadczył mi się, ale dałam mu kosza”. Gdybyśmy się dowiedzieli, że „dała mu kosz” (współcześnie takiej formy – biernika – należałoby użyć), zdziwilibyśmy się bezgranicznie: on jej pierścionek, a ona mu kosz?  Na grzybobranie go zabiera czy co? A to o zwykłe odrzucenie zalotnika chodzi.

Jak więc postępować, by ustrzec się błędów? Jest jedna kardynalna zasada: nie majstrować przy frazeologizmach. Używać ich w takiej formie, jaką znamy, i nie przejmować się zbytnio utyskiwaniami niektórych (czasem uznanych i utytułowanych językoznawców), że coś jest niepoprawne, że powinno mieć taką a taką formę. Frazeologizmy to czysty uzus i jeśli słyszymy jakiś, to żadni profesorowie nam niestraszni; możemy go powielać, śmiejąc się im w nos. Cóż z tego, że frazeologizm jest niegramatyczny (wg dzisiejszych zasad), a nawet wydaje się (dziś lub gdzieś, w innym regionie) nielogiczny! Pamiętajmy: frazeologizmy zwykle są na bakier ze współczesnymi regułami. Bywa, że i z ortograficznymi.

Oto przykłady:

Mimo że w cytowanym na wstępie frazeologizmie sodoma i gomora widnieją nazwy miast (jako nazwy miast piszemy je oczywiście Sodoma, Gomora), tu piszemy je małymi literami. Zresztą w tej szczegółowej sprawie profesorowie od frazeologizmów wymyślają sobie od nieuków ortograficznych, bo wiele słowników dopuszcza duże litery – wbrew zasadom, ale kierując się uzusem. Wiemy więc, że akurat tu mamy dowolność pisowni.

Również wbrew ogólnym zasadom wewnątrz frazeologizmów często pomija się przecinek. Np.:
koniec kropka (nie: koniec, kropka).
wiedzieć co w trawie piszczy
pokazać gdzie raki zimują
uciekać gdzie pieprz rośnie
wiedzieć gdzie stoją konfitury
żyć nie umierać…

Nie jest to jednak regułą, bo w co to, to nie zachowano przecinek. Potwierdza to zasadę: we frazeologizmach zasady nie obowiązują.

— Tomasz Marek

Na podstawie m.in.: Stanisław Bąba, Komentarze frazeograficzne, Wyd. Poznańskie 2012.

Opublikowano Teksty publicystyczne | Otagowano , | 2 komentarze