Jak powstają słowa. Dworzec i вокзал [wokzał]

Co łączy dworzec i warszawską ulicę Foksal z londyńską dzielnicą Vauxhall?

Pierwsza stacja kolejowa w Poznaniu na Jeżycach. Na tę budowlę H. Cegielski przeniósł staropolską nazwę „dworzec”.

Dzieje powstawania jakiegoś pojęcia niełatwo jest odtworzyć, zwłaszcza gdy jest to wyraz dawny, powstały przed erą pisma. Śledzenie, jak pewna zbitka fonemów nabiera znanego nam dziś sensu, jest pasjonujące. Dróg do nowego słowa lub znaczenia jest wiele.

Zdarza się, że pewne pojęcia istnieją w języku, ale tracą rację bytu w jednym znaczeniu, by otrzymać drugie życie w innym. Przykładem jest dworzec, który w staropolszczyźnie oznaczał dwór wiejski lub budynki gospodarcze do dworu należące (Linde). Latem 1848 r. doprowadzono do Poznania linię kolejową ze Szczecina. W Wielkim Księstwie Poznańskim narastała wtedy świadomość narodowa i było wielu działaczy walczących z wynaradawiającą polityką Prus. Jednym z nich był Hipolit Cegielski (1816 – 1868, poznański przemysłowiec, działacz społeczny i filolog), który w tym właśnie roku założył w Poznaniu pierwszy nieocenzurowany polski dziennik. W redakcji naradzano się nad tym, jak przetłumaczyć niemiecki wyraz Bahnhof. Cegielski optował za dworcem, a że poczytny dziennik konsekwentnie tej nazwy używał, szybko przyjęła się ona w Wielkopolsce i w Galicji, choć w Królestwie (zabór rosyjski) długo się opierano i stosowano nazwy niemiecką lub rosyjską.

Bywa też, że dane słowo powstałe w jednym języku jest przenoszone do innego, ale ze zmienionym znaczeniem. Ilustruje to rosyjska nazwa dworca, вокзал [wokzał].

W tym samym, ważnym dla kolejnictwa 1848 r. do centrum Londynu, stolicy ojczyzny kolejnictwa, doprowadzano linię kolejową, która kończyła się w dzielnicy Vauxhall, znanej z ogrodów publicznych o tej samej nazwie. Również wtedy Rosjanie otwierali pierwszą stację kolejową w stolicy cesarstwa, Petersburgu. Zwiedzając londyńską stację, carscy inżynierowie widzieli zapewne napis na budynku: „Vauxhall” [woxhol], i tę nazwę szczegółową przenieśli do swojego języka, jako nazwę ogólną.  Odtąd w Rosji budynek stacji kolejowej nazywa się вокзал [wokzał].

Vauxhall nie tylko dla nich był natchnieniem. W Warszawie już od połowy XVIII w. istniały ogrody, które w roku 1776 przeznaczono na miejsce rozrywki zamożnych warszawiaków i nadano im nazwę… Vauxhall, skopiowaną od ogrodów londyńskich. I tak nasz warszawski Vauxhall (dziś Foksal) wyprzedził rosyjski вокзал [wokzał] o 72 lata, podobnie jak warszawska linia kolejowa wyprzedziła o trzy petersburską.

— Tomasz Marek

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano , | Dodaj komentarz

Warto korzystać z hashtagów. Sugestie dla redaktorów

Hasztag – słowo lub wyrażenie bez spacji poprzedzone symbolem # (ang. hash), będące formą znacznika.

Dzisiejszy wpis z cyklu „Sugestie dla redaktorów” traktuję jako wstępny względem kolejnego, ważniejszego. Ponadto wyrazu hashtag używam niedosłownie, ponieważ to, co chcę zaproponować, choć nosi cechy hashtagu, rzecz jasna klasycznym tego typu znacznikiem nie jest, nie ma bowiem formy interaktywnej.

Wyraz hashtag jest dziś znany i popularny, ale że jest to termin stosunkowo nowy, pozwalam sobie rozpocząć od definicji (za pl.wikipedia.org):

Hasztag (z ang. hashtag) – słowo lub wyrażenie bez spacji poprzedzone symbolem # (ang. hash), będące formą znacznika (ang. tag). Krótkie wiadomości na mikroblogach i serwisach społecznościowych takich jak Facebook, Twitter czy Instagram mogą być oznaczone przez dodanie kratki przed ważnymi słowami (bez spacji) albo wystąpić w zdaniu (np. „Nowy artysta ogłoszony na #SXSW 2012 Music Festival!”).

Hasztagi umożliwiają grupowanie wiadomości, ponieważ można wyszukać komunikaty, w których zawarto dany hasztag. Wyszukiwanie obejmuje tylko jeden serwis internetowy, dlatego hasztag nie może być powiązany z wiadomościami z innego serwisu.

No dobrze, ale jak hashtagi mają się do pracy redaktora w pliku wordowskim?

Ctrl+F

Paweł Pomianek (2009) / Zdjęcie: Dariusz Danek

Ano, bardzo prosto. Wiadomo, że jednym z najbardziej przyjaznych redaktorowi książki skrótem klawiaturowym jest Ctrl+F, pozwalający wyszukiwać wszystkie wystąpienia danego wyrazu na terytorium całego pliku. Jest to na przykład szczególnie potrzebne, gdy w pliku początkowym jakiś bohater ma dwoje różnych imion i nie jesteśmy pewni, które ma być tym prawidłowym, wybranym przez autora. Gdy ten ostatni się zdecyduje, funkcja ta pozwala nam z łatwością wyszukać każde wystąpienie omyłkowej formy imienia.

Na koniec swojej pracy my, redaktorzy, wyszukujemy też np. „trzykropki” (…) zamiast wielokropka (…), których ewentualnie w ferworze innych poprawek wcześniej nie zamieniliśmy. Usunięcie w plikach przed składem tekstu takich trzech kropek obok siebie jest zazwyczaj w wydawnictwach wymagane. W przypadku większości profesjonalnych czcionek prawidłowe wielokropki wyglądają bowiem inaczej i „trzykropki” niszczą estetykę książki. Ich pozostawienie jest zawsze naszym błędem w sztuce.

Komentarze na marginesach

Wiemy też, że zadaniem adiustatora jest pozostawianie w pliku komentarzy dla autora, które pomagają w uporządkowaniu książki. No i tutaj właśnie dochodzimy do kwestii hashtagów.

Choć nie możemy w nie klikać, bardzo przydaje się w pliku stworzenie takich wątków z hashtagiem, które pozwalają redaktorowi i autorowi czuwać nad całością danego wątku lub w ogóle danej kwestii (zależności czasowe, imiona bohaterów, miejsce akcji etc.).

Kratka ma jedną zaletę: w tekście głównym książek się jej nie stosuje. Tym samym zyskujemy unikalność, a więc taki hashtag może być krótki. / Małgorzata Kubicz dla Językowych Dylematów (2015), fot. Marcin Bukała

Czy nie łatwiej byłoby jednak stosować oznaczenia bez kratki, skoro i tak nie możemy w nie klikać? Kratka ma jedną zaletę: w tekście głównym książek się jej nie stosuje. Tym samym zyskujemy unikalność, a więc taki hashtag może być krótki. Jeśli napiszemy „#imiona”, to możemy być pewni, że po wpisaniu Ctrl+F otrzymamy tylko użycia w komentarzach dotyczących naszej kwestii, a jeśli napiszemy „imiona”, może się okazać, że tego wyrazu użyto także kilkanaście razy w tekście lub w komentarzach związanych z innym wątkiem.

Oczywiście kratkę możemy tutaj zastąpić każdym innym znakiem nieużywanym w plikach, np. $, &, *. W pewnym wydawnictwie, z którym współpracowałem, stosowało się oznaczenie @@@, które otwierało i zamykało wiadomość w pliku dla osoby składającej tekst. Składacz wiedział, że tekst tak otoczony jest informacją dla niego, który przed przeniesieniem tekstu do InDesigna lub innego podobnego programu ma za zadanie skasować.

Dodam, że dla mnie używanie hashtagów w plikach jest pomysłem stosunkowo nowym, ale już teraz mogę zdecydowanie stwierdzić, iż znacząco ułatwiły mi one pracę i podniosły jej jakość.

– Paweł Pomianek

Zaszufladkowano do kategorii Tak pracujemy | Otagowano , , , , | 9 komentarzy

Czy wiesz, że… Ciekawostki językowe (47)

Oto i październikowa dawka językowych ciekawostek przygotowanych przez Tomasza Marka.

Frazeologizm umywać się (dziś tylko w przeczeniu: nie umywać się) do czegoś ma umocowanie w rozlicznych zwyczajach ludowych, z których przeniósł się do języka. Otóż ludowa tendencja do czarów sprawiała, że wierzono, iż mycie się (dawniej mawiano: „umywanie się”) w wodzie, w której uprzednio myto jakiś przedmiot, przenosiło jakąś cechę tego przedmiotu na myjącego się.

1.
Czy wiesz, że…

istnieją dwa niezależne czasowniki warzyć i ważyć? Pierwszy z nich pochodzi od waru (dawny rzeczownik oznaczający „wrzący płyn, wielkie gorąco, gwałtowność”) i oznacza ‘gotowanie’, ale i ‘zmrożenie, ścięcie białka’, a drugi – od wagi i jest ‘pomiarem wagi (masy)’. Pochodny dokonany od warzyć: zwarzyć – ma znaczenie szersze: ‘ściąć białko wysoką temperaturą lub cokolwiek – mrozem, popsuć nastrój’, a zwarzony może też oznaczać: ‘zmartwiony’. Z reguły im więcej różnych znaczeń, tym starsze dane słowo – w przypadku waru znajduje to wyraźne potwierdzenie.

2.
Czy wiesz, że…

wulgarny dziś rzeczownik dupa pochodzi z praindoeuropejskiego dheup, co oznaczało ‘wgłębienie’ naturalne, np. w ziemi, skale? Stąd istnieje prasłowiańska dupa, ale i dziupla, która miała starszą postać dupla. Dupa była kiedyś eufemizmem zastępującym prastarą riť, czyli i dziś obecną w gwarach rzyć.
za: prof. Miodek dla Gazety wrocławskiej

3.
Czy wiesz, że…

pasożyt pisał się kiedyś (do reformy ortograficznej w latach 30. XX w.) przez „rz” (*pasorzyt)? Było tak dlatego, że ‘był to robak, pasący się w… rzyci’* czyli w dupie. Potem moraliści zdecydowali o usunięciu bulwersującego skojarzenia, zastępując ‘pasącego się w rzyci’ pasącym się kosztem cudzego życia. Ot, cenzura!
za: prof. Miodek dla Gazety wrocławskiej
* Inni językoznawcy piszą, że *pasorzyt ‘pasł rzyć’, tak jak pasibrzuch ‘pasł brzuch’.

4.
Czy wiesz, że…

a stosowane jako synonim ale („…panna nie będzie mieszkać w koszarach, a w pałacyku…” [Kaden-Bandrowski, Przymierze serc]), jest przez rygorystycznie nastawionych polonistów uważane za rusycyzm? Przedwojenni językoznawcy tak określali synonimy:
ale – standard
lecz – uroczyste
tylko – codzienne.
Jako dowód podawano, że takiego a brak jeszcze u Sienkiewicza, a w Systematycznej składni języka polskiego z 1897 r. napisano: „Spójnik a w znaczeniu przeciwstawnem używa się: {…} 2. Przed zdaniem wykluczającem, jeśli takowe (z przeczeniem) zajmuje drugie miejsce, a zdanie (twierdzące), zawierające poprawkę, poprzedza. Np. »Prawda zwycięży, a nie fałsz«. – Jeśli zaś zdanie wykluczające zajmuje pierwsze miejsce, to zdanie, zawierające poprawkę, zaczyna się od lecz lub ale; (spójnik a byłby tu rusycyzmem); np. »Nie fałsz zwycięża, ale prawda«”.
Autor artykułu (K. Nitsch, AU) potwierdza moją obserwację, że na rusycyzmy są wrażliwi ludzie spod zaboru pruskiego, gdy Galicja i Królestwo je lekceważą.
za: K. Nitsch, Język Polski, wrzesień-październik 1925

5.
Czy wiesz, że…

frazeologizm umywać się (dziś tylko w przeczeniu: nie umywać się) do czegoś ma umocowanie w rozlicznych zwyczajach ludowych, z których przeniósł się do języka? Otóż ludowa tendencja do czarów sprawiała, że wierzono, iż mycie się (dawniej mawiano: „umywanie się”) w wodzie, w której uprzednio myto jakiś przedmiot, przenosiło jakąś cechę tego przedmiotu na myjącego się. Dziewczyny rosyjskie (XIX w.) w obwodzie archangielskim wrzucały do wody srebrną monetę, by potem, myjąc się w tej wodzie, mieć „liczko jako srebro błyszczące”. Na Śląsku (pocz. XX w.) para młoda myła się przed pójściem do kościoła, a po niej, w tej samej wodzie, myły się druhny, by prędzej wyjść za mąż. W okolicach Opoczna (lata 20. XX w.) przy pieczeniu chleba zmywało się bochenki zimną wodą, aby miały skórkę miękką i rumianą, a potem tą wodą myły twarze dziewczęta, by je mieć gładkie i rumiane, jak chleby.
za: St. Ciszewski, Język Polski, marzec-kwiecień 1927
za: H. Spoczyńska, Język Polski, lipiec-sierpień 1927

Zaszufladkowano do kategorii Ciekawostki językowe | Otagowano , | 1 komentarz

Czasowniki modalne w orzeczeniach złożonych

Modalność jako pojęcie ogólne

Modalność w filozofii to kategoria tradycyjnej ontologii (filozofia bytu), oznaczająca sposób istnienia rzeczy lub zachodzenia zjawisk [1]. Sposobów tych (w uproszczeniu) jest pięć:

  • rzeczywistość (oznajmiamy: wydarzenie zaszło [zajdzie, zachodzi – czas nie ma tu znaczenia])
  • możliwość (oznajmiamy: wydarzenie może zajść [czas jw.])
  • niemożliwość (jw., ale negacja)
  • konieczność (oznajmiamy: wydarzenie musi zajść [czas jw.])
  • przypadkowość (przypadkowość jest w tym ujęciu negacją konieczności)

Do modalności ontologicznej nawiązuje modalność w logice zdań [2]. Tradycyjna (arystotelesowska) logika określa zdania pod względem sposobu, tj. stopnia kategoryczności (pewności), stwierdzania. Logika ta wyróżnia trzy typy zdań:

  • asertoryczne („jest tak a tak”)
  • apodyktyczne („musi być tak a tak”)
  • problematyczne („może być tak a tak”)

Funktory „musi” i „może” są tzw. funktorami modalnymi (modalny = dotyczący sposobu). [UWAGA: Proszę nie mylić stwierdzania sposobu (w jaki sposób coś istnieje lub dzieje się) ze sposobem stwierdzania (sposobem, w jaki o czymś się mówi)].

W językoznawstwie modalność jest [3] sposobem przekazania przez autora wypowiedzi stosunku do przedstawianych stwierdzeń za pomocą (dowolnych) środków językowych. [4] i [5] zawężają tę (PWN-owską) definicję do przypadków, w których autor wypowiedzi ocenia stopień prawdopodobieństwa przedstawianego przez siebie stanu rzeczy. Takie ujęcie zagadnienia modalności językowej ma głębokie zakorzenienie we wcześniejszych pojęciach dotyczących modalności w logice i ontologii i dlatego wydaje mi się znacznie bardziej uzasadnione niż definicje z SJP PWN i WSPP. Oto przykłady [4] takich (modalnych) wypowiedzi:

  • Zdarza się!
  • No, śmiało!
  • Tak wyszło!
  • Na żartach się nie znasz?

[4] odróżnia funkcję modalną [M] (ocenę prawdopodobieństwa przedstawianego przez siebie stanu rzeczy) od funkcji:

emotywnej [E] (lub emotywno-oceniającej; Awdiejew 1998), wyrażającej ekspresję:

  • Rób co chcesz!
  • Czarno to widzę!
  • Co ty?

działania [D]:

  • Trzymaj się od tego z daleka!
  • Nie trzeba!

perswazyjnej [P], która dodaje się do trzech w/w wymienionych:

  • Właśnie widzę! [M+P]
  • Brak mi słów! [E+P]

Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Baza informacji | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Tata, nie widziałeś intelnetu mamy? Wypowiedzi moich synów

– Gdzie jest Piotruś marzeń? – pyta trzyletni Dominik o swojego o dwa lata starszego brata. Formułowanie wniosków, budowanie wyrazów, ciekawy szyk zdań – to wszystko u moich dzieci jest dla mnie niezmiennie fascynujące.

Piotruś i Dominik

Ciekawe jest choćby to, że pięcioletni syn używa formy „przyszłem”, a młodszy, trzylatek, mówi „przyszedłem”. Ale ten ostatni to jakiś taki w ogóle kulturalny wyjątkowo: używa dużo częściej form grzecznościowych („dziękuję”, „pseplasam”, „plosę”). Choć w jego przypadku ciekawostką jest fakt, że często mówi formami żeńskimi: „zlobiłam”, „spałam”, „zjadłam” etc. Czyżby uczył się od najstarszej siostry zamiast od brata? Ale przecież Piotruś, choć miał tylko starszą siostrę, w jego wieku nie używał form żeńskich.

Inną kwestią wartą odnotowania jest fakt, że u Piotrusia słyszę już pomału ładne r, podczas gdy o głoskach szumiących (sz, cz, rz) nie ma nawet co marzyć – to też dość nietypowa kolejność. No ale fakt faktem akurat jemu r jest bardziej potrzebne, przynajmniej przy przedstawianiu się 🙂

Tych wniosków byłoby jak zawsze wiele i pewnie przydałaby się po dłuższej przerwie taka nowa analiza tego, jak zmienia się i kształtuje język moich dzieci (zob. więcej w tagu dziecko). Wiele wniosków o dziecięcym języku można jednak wyciągnąć również z tekstów, zabawnych wypowiedzi dziecięcych i sytuacji z życia rodzinnego, które osobiście mam zwyczaj skrzętnie notować.

Przy okazji odsyłam do pokrewnego tekstu Świeżość dziecięcego języka, będącego recenzją książki I kto to papla. Nietypowy słownik dziecięcego języka.

Tymczasem teraz spośród zabawnych sytuacji związanych z moimi dziećmi, które wynotowałem w tym roku, wybrałem te w jakiś sposób odnoszące się do używania przez nie języka. Bohaterami są moi dwaj młodsi synowie: Piotruś (5 lat) i Dominik (3 lata).


21 lutego

Dominik (2,5 r.) to niezły jest. Gdy Ania nakłada mu obiad na talerz, to prawie zawsze mówi: „Dziękuję, mamo”. Gdy coś podaje starszemu rodzeństwu, to obowiązkowo z „Plosę” na ustach. Nie wiem, skąd się to najmłodsze dziecko takie kulturalne wzięło.

Ale najlepsze i tak jest jego śpiewne „Doblawidzenia”, gdy wychodzi z pokoju albo żegna babcię czy dziadzia. To skompilowane pożegnanie ma i tę zaletę, że można je stosować o każdej porze doby 😀


8 kwietnia

Gramy wczoraj z Piotrusiem w szachy na laptopie, Piotruś – fan szachów – się przygląda. W pewnym momencie stwierdzam:

– Mam pomysł!

Na to Piotruś stylem dzielnicowego Parysa z serialu „Alternatywy 4” (w sposobie mówienia też):

– Będziesz miał dobry pomysł – bedzie dobrze. Będziesz miał zły pomysł – nie bedzie dobrze.


20 kwietnia

Poniedziałek Wielkanocny. Idziemy przez cmentarz. Piotruś widzi duży drewniany krzyż i stwierdza:

– Tata, zobacz, Pan Jezus umrzęty.


27 czerwca

Piotruś: Tata, gdzie jest źródełko?

– Gdzie jest mydełko? – „powtarza” Dominik.

Po chwili.

Piotruś: Gdzie jest źródło?

– Gdzie jest pudło? – „powtarza” echo-młodszy brat. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano , | Dodaj komentarz

Nieoczywiste tytuły zawodowe. Doktor, profesor, magister, mecenas

Wśród rozlicznych tytułów przysługujących członkom grup zawodowych istnieją takie, które brzmią inaczej niż nazwa zawodu bądź funkcji. Najczęstsze z nich to doktor w odniesieniu do lekarza, profesor w odniesieniu do nauczyciela szkoły średniej, magister w odniesieniu do aptekarza i mecenas w odniesieniu do adwokata, choć użycie tego ostatniego jest szersze.

Przyczyną ich powstania i stosowania jest chęć podniesienia godności adresata. Sprawy trzech pierwszych (doktor, profesor i magister) są proste do wyjaśnienia. O doktorze napiszę tylko, że wyłącznie w odniesieniu do lekarki stosuje się odpowiednik żeński – doktorka. [Z własnych obserwacji powiem (prof. M Łaziński tego nie zauważa), że przynajmniej w Wielkopolsce brzmi to lekceważąco. Tu (czy tylko? stosują go i Miłosz, i Dąbrowska) w odniesieniu do lekarzy często spotyka się starszy (choć obecny i u Doroszewskiego, i w wielu późniejszych słownikach) tytuł pan/pani doktór, podczas gdy wobec naukowców pozostaje w użyciu pan/pani doktor]. O kobiecie-naukowcu zawsze powiemy: pani doktor. Podobnie w przypadku profesora; kobieta ucząca w liceum – i tylko ona – to profesorka. Tytuł profesor wobec nauczycieli licealnych ma związek z czasami (przełom XIX i XX w.), gdy duża część z nich miała stopień doktora habilitowanego. Jeśli chodzi o aptekarzy, to uzyskują oni dyplom magistra farmacji i stąd ich tytuł.

Najciekawsza sprawa dotyczy mecenasa jako tytułu przysługującego adwokatom i (od niedawna) radcom prawnym. Mecenas nigdy nie był tytułem naukowym ani nazwą stopnia zawodowego. Ponadto jako tytuł jest stosowany tylko w Polsce. Mecenas jest w wielu językach określeniem protektora artystów, szerzej też dowolnego sponsora czy obrońcy. Eponim (eponim to «wyraz lub wyrażenie utworzone od nazwy własnej; też: nazwa własna, od której je utworzono») ten pochodzi od Gaiusa Cilniusa Maecenasa, rzymskiego polityka, poety i protektora sztuki i nauki, przyjaciela cesarza Oktawiana Augusta.

W okresie staropolskim zastępcy procesowi zwani byli obrońcami, patronami (do dziś tak się nazywa opiekuna aplikacji prawniczej) lub adwokatami, przy czym kolejność powyższa odpowiadała rosnącemu statusowi obrońcy lub sądu. Wg F. Konecznego (prof. Uniwersytetów Wileńskiego i Jagiellońskiego):

’Ci obrońcy […] posiadali tylko praktyczne wykształcenie, dochodząc do swego stanowiska drogą taką samą, jak szewc lub krawiec do stanowiska majstra. Szedł młodzieniec do kancelarji mecenasa na pisarczyka, „aplikował się” i w miarę zdatności podpatrywał, jak się robi robotę adwokacką‘.

Adwokatem był m.in. ojciec Adama Mickiewicza, Mikołaj. A był to zawód ryzykowny i niedochodowy; niejeden obrońca musiał uciekać przed szablami niezadowolonych klientów lub kijami ich pachołków – również Mikołajowi Mickiewiczowi zdarzało się zostać pobitym. O nie najwyższym statusie ówczesnych obrońców świadczą ich staropolskie pejoratywne określenia: jur-chwost, kauzyperda (z łac. „przegrywający sprawę”) czy torbifer (pomocnik adwokacki noszący torbę za patronem). Ten repertuar nazw zastępców procesowych uzupełniono w XVII w. wyrazem mecenas. Według Lindego (1804 r.) mecenas to ‘patron doświadczony, poważny, pod sobą młodych praktykantów mający’. Słownik wileński (1867 r.) ogranicza funkcję mecenasa do sądu najwyższego i senatu (senat był równocześnie sądem dla urzędników rządowych oraz w sprawach o zbrodnię stanu). Słownik warszawski (1900 – 1924) już obok powyższej definicji notuje odniesienie do ogółu obrońców. Zatem do końca XIX w. hierarchia nazw zawodów prawniczych była następująca: obrońca – adwokat/patron – mecenas.

Dziś mecenas nie jest już nazwą stopnia zawodowego ani funkcji obrońcy, choć tak opisywały go słowniki jeszcze piętnaście lat temu. Obecnie przyjął się jako tytuł wszelkich doradców prawnych i zastępców procesowych, w tym radców prawnych, co ugruntowały reformy sądownicze z lat 1996 i 2007, umożliwiające radcom prawnym zastępstwo procesowe.

— Tomasz Marek

za: Marek Łaziński, O PANACH I PANIACH. Polskie rzeczowniki tytularne…, PWN 2006.

Zaszufladkowano do kategorii Językowe dylematy | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Czy wiesz, że… Ciekawostki językowe (46)

W roku 1965 „Expres Warszawski” ogłosił konkurs na słowo określające „spacer w kosmosie”. Nadesłano ok. 2300 różnych (sic!) propozycji. Wśród nich było gwiazdorzenie, które – wtedy nieznane – dziś ma zupełnie inne znaczenie. / Zdjęcie: Photoxpress, autor: Andrey Kiselev

Na koniec września nowy zestaw językowych ciekawostek przygotowany przez Tomasza Marka. Można powiedzieć, że wszystkie one wiążą się bezpośrednio z historią języka.

1.
Czy wiesz, że…

przymiotnik koronny, obecnie znany z zestawienia świadek koronny, ma stary i, co najciekawsze, polski źródłosłów? O koronnym piszą słowniki w II poł. XIX w. w znaczeniu «wielki», «główny», «wybitny». Grotmaszt był masztem koronnym (też: Konopnicka, „Pan Balcer…”). W Wilnie koronny mógł być i złodziej, i osioł. Tak więc wywodzenie świadka koronnego od angielskiego pojęcia, że jest to świadek pod opieką korony, czyli państwa-króla, jest dowodem nieznajomości naszych językowych tradycji.
Kolejną ciekawostką w sprawie świadka koronnego jest jego definicja z SJP PAN z 1961 r. – tam podano, że jest to «świadek na zawołanie, gotów świadczyć w każdej sprawie». Symptomatyczne…
za: Z. Brocki, Język Polski, zeszyt XLVIII

2.
Czy wiesz, że…

w latach 60. XX w. językoznawcy wprowadzili do obowiązującego stosowania nazwę India dla państwa indyjskiego, Indie pozostawiając jako nazwę regionu? Wielu się buntowało, ale poloniści pozostawali nieugięci, argumentując, że dawniej (wprawdzie u zarania XX w. już uznawany za przestarzały) istniał rzeczownik India. Na szczęście(?) uzus (suweren?) stanął okoniem i przed końcem XX w. rzeczownik India wycofano ze słowników.

3.
Czy wiesz, że…

w roku 1965 „Expres Warszawski” ogłosił konkurs na słowo określające „spacer w kosmosie” (pierwszy odbył go radziecki kosmonauta Leonow)? 6830 osób nadesłało ok. 2300 różnych (sic!) propozycji. Wśród nich było gwiazdorzenie, które – wtedy nieznane – dziś ma zupełnie inne znaczenie («udawanie gwiazdy mediów»). Ostatecznie wygrało orbitowanie… A swoją drogą nikt z członków szacownej komisji nie zauważył, że rzeczownik spacer znakomicie spełnia warunki konkursu, wziąwszy pod uwagę, że oprócz znanego znaczenia («przechadzka») zawiera rdzeń „space”, który po angielsku (dziś większość Polaków zna to angielskie słowo) oznacza «przestrzeń», również kosmiczną.
za: Język Polski, zeszyt XLVIII

4.
Czy wiesz, że…

wśród wielu przysłów kaszubskich etnografowie zanotowali takie: Kto pali, diabła chwali, kto zażywa, Boga przyzywa? Czyżby propaganda narkomanii?… Zaraz, zaraz… A pamiętasz:
– Strach waści? Nie? Zażyj tabaki (Straszny Dwór, S. Moniuszko. Aria Skołuby). Tak, starzy Kaszubi tabakę nadal wciągają nosem, jak w szlacheckiej Polsce.
za: B. Sychta, Język Polski, zeszyt XXXVII

5.
Czy wiesz, że…

na staropolskich szynkach wieszano znaki, które oznajmiały, co w nich podają? I tak: wieniec oznaczał wino, krzyż – miód, a wiecha – piwo. Wieńce widywałem w Austrii w latach 90. – oznaczano nimi gospodarstwa winiarskie prowadzące wyszynk. Dziś wiecha zdobi szczyt budowli ukończonej w stanie surowym. Podstawowy etap zakończony, święto. Czy w środku piją piwo?
za: A. Brückner, Język Wacława Potockiego…

Zaszufladkowano do kategorii Ciekawostki językowe | Otagowano | Dodaj komentarz

Kto ustala znaczenie znaków graficznych

Użytkownik o nicku Opol zadał następujące pytanie:

Skąd wiadomo, gdzie ustalono czytanie znaku : jako przez, na, do (takie znaczenie ma w matematyce)?
Czy znak : w wyniku meczu 2:3 to znak dzielenia?

Każdy sposób zapisania myśli za pomocą znaków graficznych posługuje się pewnymi ustalonymi co do znaczenia, najczęściej umownymi, znakami, zwanymi często alfabetem. Naukowcy mówią, że system znaków jest cechą danego języka. Sposób użycia znaków danego języka określa gramatyka. Przez język można rozumieć sposoby porozumiewania się pewnych grup etnicznych (mamy np. język polski, angielski, kaszubski, mbembe) lub zawodowych bądź stowarzyszeń (np. esperanto). Może to być język programowania (np. C+, Basic), język zapisu matematycznego, fonetycznego itp.

Wiele języków posługuje się unikatowymi znakami graficznymi (np. katakaną), inne wykorzystują pewien zbiór uniwersalny, często uzupełniając go własnymi znakami. Tak wykorzystuje znaki alfabetu łacińskiego język polski (dodając m.in. ‘ą’, ‘ę’, ‘ń’). Tak też robią matematycy. W języku polskim ‘a’ oznacza zapis głoski, a w języku matematyki będzie to „stała”. Przecinek (‘,’) oznacza w języku polskim znak interpunkcyjny, a w matematyce oznacza separator dziesiętny (Niemcy) lub separator pozycyjny (Anglia). Znaki graficzne mogą być takie same, ale ich interpretacja, czyli znaczenie i odczytanie, zależy od języka, w którym występują. To, w jakim języku napisano przekaz, który czytamy, ma wpływ na interpretację znaków graficznych i na sens przekazu. Dlatego, jeśli napotkamy dwukropek (‘:’), to musimy wiedzieć lub domyślić się, czy czytamy zapis w języku matematyki (wtedy odczytamy go jako operator dzielenia albo składnik znaku złożonego [np. ‘:=’ oznacza definicję]), czy w języku polskim, w którym jest to znak interpunkcyjny sygnalizujący przytoczenie lub wyliczenie, czy w też w innym języku (np. C+), którego gramatyka nada temu znakowi inne znaczenie.

Żaden znak graficzny nie występuje w oderwaniu od języka. Stąd pytania w stylu „czy znak : w wyniku meczu 2:3 to znak dzielenia?” albo „czy ‘×’ (bądź ‘x’) w zapisie gabarytów ‘2 × 3 × 5 cm’ to znak mnożenia?” mogą tylko generować odpowiedź odsyłającą do języka, w jakim pisano wypowiedź, i do jego gramatyki. W Pana konkretnym przykładzie mamy zdanie zapisane w slangu sportowym języka polskiego, a jak to czytać i interpretować, to każdy chyba wie.

– Tomasz Marek

Zaszufladkowano do kategorii Odpowiedzi na pytania | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Przez tych kilka tygodni czy przez te kilka tygodni?

Wyobraźcie sobie, że przed tym dylematem stanąłem jeszcze u początków pracy redaktorskiej (lata temu) i przez długi czas nie potrafiłem sobie z nim poradzić. Dziwne, nie? Zwłaszcza że obie formy – tak na pierwszy rzut oka – grają.

Rozwiązanie przyszło kilka lat później przy okazji podobnego pytania o związki liczebnika z orzeczeniem imiennym – zadanego na stronie Językowe Dylematy. A kilka to przecież również liczebnik, tyle że nieokreślony. Nie będę wchodził w szczegóły tamtego wpisu, odsyłając do niego: Pytanie o związki wyrazowe z przymiotnikami. Liczebnik z orzeczeniem imiennym.

W naszym przykładzie – mówiąc najkrócej – przy tym szyku możliwe są obie konstrukcje (z zaimkiem w dopełniaczu i bierniku):
– przez tych kilka tygodni,
– przez te kilka tygodni.

Gdyby jednak zaimek znalazł się w pozycji za liczebnikiem (oczywiście akurat tutaj jest to pomysł wyjątkowo mizerny), możliwa byłaby już tylko forma z dopełniaczem:
– przez kilka tych tygodni.

– Paweł Pomianek

Zaszufladkowano do kategorii Językowe dylematy | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Jak powstają słowa. Zbrodnia

Odkrycie źródłosłowu słowa zbrodnia wymagało już od badacza (A. Danysz) pracy detektywistycznej. Jest to nieczęsty przykład sięgnięcia umysłem językoznawcy przed epokę słowa pisanego. / Zdjęcie: dinostock (Photoxpress.com)

Nasz czytelnik, podpisujący się „d”, pyta nas o to, co znaczy, iż jakiś wyraz występuje „w znaczeniu wtórnym”. Odpowiedź wiąże się z zagadnieniem powstawania wyrazów. Wiele, jeśli nie ogromna większość, nowo powstających słów ma swój początek w już istniejących.

Powstawanie nowych przedmiotów wymaga ich nazwania. Często ich nazwę tworzy się jako pochodną od czegoś będącego ich istotą. Tak jak te:

  • Miednica. Pierwotna jej nazwa to miedzica, co jasno wskazuje, że było to naczynie robione z miedzi. Później miednice zaczęto robić z innych materiałów, ale nazwa tak się złączyła z kształtem i zastosowaniem, że pozostała i dziś nikt jej z miedzią nie kojarzy. Nie znam człowieka, który by odczuwał zdziwienie określeniem plastikowa miednica. Czy z plastikowych drewniaków też nikt by się nie śmiał? Bo gumiaki już są z PCV.
  • Stalówka. Nikogo nie dziwi, że drogie markowe wieczne pióra mają złote czy nawet tytanowe stalówki. I nikt takiej stalówki nie ujmie w cudzysłów, bo nastąpiło oderwanie nazwy przedmiotu od jej źródłosłowu.
  • Ołówek. Sytuacja podobna jak w przypadku stalówki; obecnie ołówki wykonuje się z węgla, a oprawki ołówków z drewna i plastiku lub z metali, zwłaszcza jeśli to są tzw. ołówki automatyczne.

Inne rzeczy zyskują nazwy poprzez skojarzenie ich wyglądu z czymś powszechnie znanym. Przykładami mogą być:

  • koń jako przyrząd gimnastyczny,
  • gąsior jako naczynie,
  • miecz jako stabilizator zanurzeniowy w jachtach.

Gdyby dziś ktoś użył istniejącego słowa w nowym znaczeniu, ująłby je w cudzysłów. Przykładowo, mój ojciec jako nauczyciel nazywał szczególnie tępych uczniów „rycerzami”, bo uważał to za eufemizm zakutych łbów. Może, gdyby jego pomysł nowego użycia rycerza rozpowszechnił się, dziś pisalibyśmy je i w tym wtórnym znaczeniu bez cudzysłowu.

Przywołane nazwy pochodzą z czasów nowych i są dość oczywiste. Na koniec jednak przedstawię coś starszego. Odkrycie źródłosłowu słowa zbrodnia wymagało już od badacza (A. Danysz) pracy detektywistycznej. Jest to nieczęsty przykład sięgnięcia umysłem językoznawcy przed epokę słowa pisanego. Otóż przed XV w. zaszło przeniesienie zejścia z brodu na zboczenie etyczne i jego wynikiem jest rzeczownik zbrodnia. W wieku XVI Kochanowski jeszcze czuje ten związek, czemu daje wyraz we fraszce Na posła papieskiego:

‘Pośle papieski rzymskiego narodu,
Uczysz nas drogi, a sam chybiasz brodu.
Nawracaj lepiej niżli twój woźnica,
Strzeż nas tam zawieść, gdzie płacz i tesknica.’

W żadnym znanym mi wydaniu Fraszek nie znalazłem – niestety! – przypisu wyjaśniającego tę aluzję.

— Tomasz Marek

Zaszufladkowano do kategorii Odpowiedzi na pytania | Otagowano , | Dodaj komentarz