janusze, nie Janusze!

januszowy wykrzyknik; uwaga: Jam nie Janusz!

Rozpoczynanie tytułu od małej litery jest na tej stronie absolutnym wyjątkiem; czynię to tutaj dla zobrazowania, jak ważny jest to temat: nie obrażajmy ludzi o imieniu Janusz, janusze niekoniecznie są Januszami (a nawet statystycznie nazywają się tak stosunkowo rzadko).

Określenie janusz zyskało popularność w ostatnich latach i – najkrócej mówiąc – oznacza ono tyle, co: ‘ignorant, dyletant, uosobienie obciachu’.

W 2016 r. zostało zgłoszone do pewuenowskiego konkursu na Młodzieżowe słowo roku i w związku z tym na stronach PWN znajdujemy nieco szersze omówienie:

Sformułowanie określające prymitywne zachowanie; (…) ukazuje małomiasteczkowość, ignorancję oraz święte przekonanie, że „ja wiem lepiej”.

(…) Janusz to także „ignorant” w szerszym znaczeniu, np. „janusze biznesu”. Nie wiemy, dlaczego akurat to imię zyskało takie znaczenie wtórne. Wszyscy Januszowie (dla opisywanego tu znaczenia negatywnego zachowajmy małą literę i liczbę mnogą na -e) muszą cierpliwie przeczekać, tak jak niegdyś Józefowie (użycie ironiczne formy Ziutek) i Czesławowie (Czesiek).

Bodaj najczęściej spotykanymi (choć to pewnie się już zmienia) januszamijanusze biznesu, których to jeden z serwisów definiuje jako:

Wyjątkowy typ przedsiębiorcy, który wie wszystko najlepiej i sądzi, że dorobi się kokosów.

Niestety mało gdzie (także zbyt mało wyraźnie pod przytoczonym linkiem z PWN, gdy weźmiemy pod uwagę cały tekst) wskazuje się na to, że w takim znaczeniu wyraz ten piszemy małą literą. Nie chodzi bowiem o konkretne imię, ale o cechy charakteru. Miłym wyjątkiem jest tutaj artykuł z Dziennika Zachodniego, w którym czytamy:

Warto zaznaczyć, że „janusz” jako określenie cech innych ludzi piszemy małą literą, a w liczbie mnogiej z końcówką „e”.

Żeńskim odpowiednikiem „janusza” jest „grażynka, czyli nie grzesząca inteligencją, lubująca się w zakupach i plotkach życiowa partnerka „janusza”. Z kolei młodych ludzi często określa się mianem „seba”, „sebix” lub po prostu „sebastian”, który jest ogolony na łyso lub krótko i spędza dzień włócząc się po osiedlu z kolegami.

Tak więc choć janusz pochodzi od Janusza (może nawet gdzieś kiedyś jakiegoś konkretnego), to nie jest to ten sam wyraz. Od popularnego dawniej imienia nie tylko inaczej ten wyraz odmieniamy (Januszowie, ale janusze; Januszów, ale januszy), ale też zapisujemy go małą literą.

I na koniec, dla wzmocnienia jeszcze argumentu za absurdalnością pisowni januszów wielką literą, trochę prywaty, nieco z przymrużeniem oka. Mam znajomego informatyka o imieniu Janusz, który jest tak świetny w swoim fachu, że gdyby tak od niego brać określenie Janusz, musiałoby ono oznaczać wyjątkowego profesjonalistę, specjalistę w swojej dziedzinie.

Wszyscy Januszowie (…) muszą cierpliwie przeczekać, tak jak niegdyś Józefowie (użycie ironiczne formy Ziutek) i Czesławowie (Czesiek)

– czytamy w przytoczonej już wypowiedzi ze strony PWN. Ale jeśli będziemy pisać janusze, a nie Janusze to właściwie na co musieliby czekać, skoro nie jest to już ten sam wyraz?

– Paweł Pomianek

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano , , | 5 komentarzy

Przyczynek do „Witam!” inicjującego e-mail

Tomasz Marek ●

Poniższą analizę przeprowadziłem w ramach mojej prywatnej batalii o zalegalizowanie wreszcie i tak rozpowszechnionego w e‑mailach zwrotu inicjacyjnego „Witam!”. Proszę ją traktować jako głos w dyskusji.

Ludziom światłym, znającym historię języka i procesy w nim zachodzące, nie trzeba przypominać o roli literatury w jego kształtowaniu. Źródła pisane są świadectwem, jak się mówi (mówiło) w danym czasie, ale i dzieła – zwłaszcza wiekopomne – kształtują język następnych pokoleń. Każdy pamięta ze szkoły (a niektórzy z tego bloga) przykłady o tym świadczące – słowa bądź zwroty, które lud przejął z literatury. Im szerzej jest znane dzieło, tym jego wpływ na uzus jest większy.

W naszych warunkach najszerzej czytanym (i słuchanym) dziełem literackim jest Biblia, stąd jej wpływ na polskie zwyczaje językowe jest nie do przecenienia. Na szczęście od czasów Jakuba Wujka przekłady Pisma Św. na język polski były i są dokonywane ze szczególną starannością i dbałością nie tylko o treść, ale i formę: frazę i szatę edytorską.

I właśnie w Biblii znajdujemy przykłady na powitalne słowa „Witaj”, „Witajcie”. Są one obecne zarówno w Starym Testamencie (Księga Tobiasza), jak i w Nowym – w ewangeliach, najliczniej u Mateusza.

Oto cytaty z internetowego wydania Biblii Tysiąclecia:

„I powiedział mu [Azariaszowi] Tobiasz: «Witaj i bądź pozdrowiony, bracie! Nie gniewaj się na mnie, bracie, ale chciałem wiedzieć prawdę i poznać twoją rodzinę.” Tb 5, 14.

„Potem Tobiasz podszedł do Sary, żony syna swego Tobiasza, pobłogosławił ją i tak do niej przemówił: «Witaj, w zdrowiu przybywająca córko, niech będzie błogosławiony twój Bóg, który przyprowadził cię do nas.” Tb 11, 14.

„Zaraz też przystąpił do Jezusa, mówiąc: «Witaj Rabbi!», i pocałował Go.” Mt 26, 49.

„A oto Jezus stanął przed nimi i rzekł: «Witajcie!» One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon.” Mt 28, 9.

„Potem podchodzili do Niego i mówili: «Witaj, Królu Żydowski!» I policzkowali Go.” J 19, 3.

Dodam, w że Mt 26, 49 w Biblii Wujka ma postać „Bądź pozdrowion, Rabbi!” , a Mt 28, 9 i J 19, 3 występują u Wujka w postaci tożsamej z BT. Zatem z dwóch ostatnich można wysnuć wniosek o czterystuletnim ugruntowaniu frazy, a zestawiając pierwszy z nich ze znanym pozdrowieniem maryjnym „Bądź pozdrowiona, łaski pełna…” (Łk 1, 28), można się zadumać, czy nie byłyby równouprawnione słowa: „Witaj, łaski pełna”. Jak poprzez różaniec wpłynęłoby to na uzus? Przy okazji: ciekawe, jaki procent Polaków słowa „Zdrowaś Mario” rozumie jako: „Jak zdrówko, Mario?”.

Przytoczone cytowania nie potwierdzają propagowanego poglądu, jakoby „witający” okazywał tym słowem swoją wyższość. Przytoczone cytaty z Nowego Testamentu zadają też kłam wygłaszanym autorytatywnie opiniom, jakoby „witać” mógł gościa wyłącznie gospodarz w swoim domu.

Cytaty z Mateusza są o tyle ciekawe, że można je zestawić z innymi Ewangeliami, w których w analogicznych miejscach występują słowa „Pokój wam!”. A „Pokój wam!”, to izraelskie (żydowskie) „Szalom alejchem!” i arabskie „Salam alejkum!” – powitania rozpowszechnione w obu tych, rzutujących na naszą, kulturach o wielotysiącletniej tradycji.

W świetle autorytetu najbardziej językotwórczej księgi, jaką jest przekład Biblii, niezrozumiała jest niechęć granicząca z nienawiścią, z jaką wypowiadają się o inicjującym korespondencję „Witam!” nasi prominentni językoznawcy. Co powiedzieliby na rozpoczynanie e‑maili do nieznanych (również pod względem płci) osób od „Pokój Wam!”? W końcu, jak twierdzi przy podsumowaniu tego tematu p. prof. M. Marcjanik (Poradnia PWN):

„…omawiany gatunek korespondencji wciąż ewoluuje, co w wypadku naszego problemu oznacza, że stosowane przez Polaków grzecznościowe formy rozpoczynania (również kończenia) listów elektronicznych będą się stabilizować i z używanych obecnie wielu wariantów któreś zwyciężą, a któreś odejdą w zapomnienie”.

To może od razu umówmy się na „Salam alejkum!”?

– Tomasz Marek

Na ten temat zobacz także:
Jak zacząć e-mail?

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano , , , | 3 komentarze

Czytamy Mickiewicza

Adam Mickiewicz; Wikipedia, domena publiczna

Autor: Tomasz Marek

Czy Mickiewicz jest nudny? Na pewno szkoła robi wszystko, by tak został przez uczniów zapamiętany. Może te kilka ciekawostek związanych z jego twórczością przełamie sztampę? Może zaskoczy nawet nauczyciela? Może lekcja minie szybciej… i ciekawiej?

1.

Pan Tadeusz. Zaczniemy od Księgi I. Żelazny szkolny temat: „Charakterystyka Telimeny”:

Kibić miała wysmukłą, kształtną, pierś powabną,
Suknię materyjalną, różową, jedwabną,
Gors wycięty, kołnierzyk z koronek, rękawki
Krótkie; w ręku kręciła wachlarz dla zabawki
(Bo nie było gorąco); wachlarz pozłocisty
Powiewając rozlewał deszcz iskier rzęsisty;
Głowa do włosów, włosy pozwijane w kręgi,
W pukle, i przeplatane różowymi wstęgi,
Pośród nich brylant…

Mój ulubiony wydawca lektur, fundacja Nowoczesna Polska, niestety, zawiódł. Wprawdzie wyjaśnia w przypisach znaczenie nierzadkich słów jak gors czy kibić, ale cóż to jest głowa do włosów? Internet na ten temat milczy, ale od czegóż krakowscy językoznawcy sprzed wieku? W Języku Polskim, rocznik III (1916), znalazłem takie wyjaśnienie:

Wyrażenie głowa do włosów jest jednym z prowincjonalizmów Mickiewicza, dotychczas używanym w jego stronach rodzinnych. Oznacza ono ‘ubranie głowy, przy którym włosy nie są zasłonięte’ np. czepeczkiem lub zawojem, lecz co najwyżej ozdobione wplecioną wstążką, jak to właśnie zrobiła Telimena, przywdziawszy tego wieczoru „ubiór galowy”.

Wyrażenie „chodzić we włosach” można spotkać i u Zapolskiej (O czem się nie mówi, 1909). Odzwierciedla ono powszechne wśród ludów indoeuropejskich prawo obyczajowe, że włosy, zwłaszcza rozpuszczone, pokazywać godzi się tylko pannie, nigdy mężatce.

2.

Kontynuujemy lekturę Pana Tadeusza. W Księdze IV (Dyplomatyka i łowy) czytamy legendę powstania Wilna:

…na Ponarskiej Górze,
Przy ognisku myśliwskim, na niedźwiedziej skórze
Leżał [Gedymin], słuchając pieśni mądrego Lizdejki,
A Wilii widokiem i szumem Wilejki
Ukołysany, marzył o wilku żelaznym,
i zbudzony, za bogów rozkazem wyraźnym
Zbudował miasto Wilno…

W Wilnie opowiadają istne bajki o żelaznym wilku (idiom oznaczający ‘niewiarygodne opowieści’), które rozwijają twórczo wzmiankę u Mickiewicza. Tymczasem, idąc tropem podanym przez Brücknera, jest wielce prawdopodobne, że Mickiewicz po prostu chciał powiedzieć, że Gedymin był spragniony i marzył o… pucharze wina. Istniała bowiem tradycja, że gościa niebywałego wilkiem (puchar wilkiem zwany) częstują”. Brückner cytuje (na podstawie rękopisu w Ossolineum):

Wilka dzieci tym, co u mnie nie bywali
Aby pierwszy raz w dom mój przyjazd pamiętali.

Zdjęcie ze zbiorów prywatnych autora. (©)

Pokaźny musiał być ów puchar; taki to i przyśnić się spragnionemu może…

Przy okazji i ja opowiem o żelaznym wilku. W poznańskim starym ZOO stoi naturalnej wielkości „żelazna” (raczej mosiężna!) rzeźba wilka – atrakcja dla berbeci, które zwierza dosiadają. Fotografię na „żelaznym” wilku ma w rodzinnym albumie chyba każdy rodowity poznaniak. Mimo takiej popularności wiek i pochodzenie rzeźby pozostają nieznane; wiadomo tylko, że stała tam już w 1934 r. Możecie ją Państwo obejrzeć na zdjęciu obok – z autorem niniejszego tekstu na grzbiecie. Jest to moja jedyna certyfikowana podobizna na tym blogu.

3.

Mickiewicz lubił (220 użyć) stosować biernik w miejsce narzędnika w konstrukcjach typu:

„te prawdy zapisane w skałę” (zamiast: w skale) – Do doktora S.
„przerżnął się między szable i groty” (zamiast: między szablami i grotami) – Konrad Wallenrod
„…i usiada na łóżko przy nim” (zamiast: na łóżku) – Pan Tadeusz, Księga X.

Krasnowolski w Systematycznej składni języka polskiego (1909 r.) zauważa, że „przy czasownikach typu: postawić, wziąć, siąść, stanąć, lec… – Polak nie pyta się dokąd? lecz gdzie?, gdyż nie zwraca uwagi na ruch zawarty w czynności, lecz na spoczynek, jaki po czynności następuje”. Innymi słowy – nie patrzy na czyn, lecz na skutek. Zatem powie: „położyć na stole” (a nie: na stół), „postawić w kącie” (a nie: w kąt), „siąść na kanapie” (a nie: na kanapę). Stosowanie biernika w tych wyrażeniach jest charakterystyczne dla języków obcych (niemiecki, rosyjski). Zatem Mickiewicz być może archaizował, a być może wykazał naleciałości rosyjskie. Wątpliwości biorą się stąd, że język rosyjski przechowuje starsze formy, a polski szybciej się modernizował w stosunku do starosłowiańskiego.

– Tomasz Marek


za:
Brückner, Język Wacława Potockiego…
Brückner, Słownik frazeologiczny…
Mickiewicz, Pan Tadeusz. Wolne Lektury
WSJP, hasło: bajka o żelaznym wilku
http://www.taraka.pl/tym_zelaznym_wilkiem
St. Komar, Język Polski, maj-czerwiec 1925

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Co to znaczy, że Jezus wyszedł, „sam dźwigając krzyż”?

Rzadko na Językowych Dylematach nawiązuję do kwestii związanych z religią czy teologią (pomimo tego, że z wykształcenia jestem nie tylko polonistą, ale także teologiem). Czas Wielkiego Tygodnia wydaje się jednak wyjątkowo odpowiednim momentem do tego, by nieobszerną analizę na pograniczu językoznawstwa i teologii zaproponować.

Jacopo Tintoretto, Dźwiganie krzyża (1565 r.), fragm.

A On sam dźwigając krzyż wyszedł na miejsce zwane Miejscem Czaszki, które po hebrajsku nazywa się Golgota” – czytamy w opisie Męki Chrystusa w Ewangelii Janowej (19,17) w IV wydaniu Biblii Tysiąclecia (1983 r.), najczęściej wykorzystywanym obecnie polskim tłumaczeniu Biblii (zazwyczaj używanym w liturgii rzymskokatolickiej). Egzegeci zajmujący się wyjaśnianiem Biblii trudzą się czasem z wyjaśnieniem tego fragmentu, który miałby rzekomo być trudny do pogodzenia z opisami wszystkich trzech Ewangelii synoptycznych, gdzie czytamy o tym, że do pomocy Jezusowi w niesieniu krzyża przymuszono napotkanego przypadkowo Szymona z Cyreny.

Najczęściej można się spotkać z wyjaśnieniem teologicznym – jak najbardziej zresztą przekonującym – odwołującym się do kontekstu powstania Ewangelii Janowej w czasach, gdy w kiełkującym chrześcijaństwie rozplenił się doketyzm gnostycki, twierdzący, że Jezus nie był prawdziwym człowiekiem, nie cierpiał naprawdę, miał jedynie ciało pozorne, a oglądającym jedynie wydawało się, że cierpi. Opisy Ewangelii św. Jana w wielu miejscach dają odpór temu poglądowi, wskazując na realizm działania, także więc cierpienia i śmierci Jezusa.

Wydaje się jednak, że dla pogodzenia fragmentu tekstu Janowego z opisami synoptyków nie jest potrzebny tego typu wywód, a wystarczy zwykła językowa analiza znaczeń wyrazu „sam”. Zaznaczam tutaj na marginesie, że nie zamierzam się odwoływać do tekstu oryginalnego i porównywać tłumaczeń w innych językach. Jest to strona zajmująca się językiem polskim, dlatego odwołam się jedynie do tłumaczeń polskich, tego, co otrzymuje polski czytelnik czy słuchacz (np. uczestnik liturgii).

Sam, czyli samodzielnie?

Gdy czytamy, że Jezus sam dźwigał krzyż, może nam rzeczywiście w pierwszym momencie przyjść do głowy skojarzenie, że Jan mówi, iż Jezus dźwigał go ‘samemu’, ‘samodzielnie’. Wyraz sam w polszczyźnie ma jednak również inne znaczenia.

  • Na nasze spotkanie przybył sam prezydent.
  • Kierownik sam podjął decyzję.

Oczywiście gdy wypowiadamy czy zapisujemy takie zdania, nie chodzi nam o to, że prezydent przybył na spotkanie sam, bez swoich ochroniarzy, bez współpracowników czy bez żony. Chodzi nam o to, że przybył ‘osobiście’. W przypadku kierownika też nie chodzi nam o to, że podjął on decyzję ‘samodzielnie’, nie korzystając z głosu doradców, tylko o to, że podjął ją ‘we własnej osobie’, bez pośredników, że bierze za nią odpowiedzialność.

Ta struktura jest charakterystyczna dla konstrukcji dotyczących osób wysoko postawionych, szanowanych. A przecież wiemy, z jaką atencją traktował Jezusa Umiłowany Uczeń. Dlatego możemy być pewni, że w tych słowach Ewangelista nie odnosi się zupełnie do samodzielności niesienia krzyża przez Chrystusa, tylko do tego, że niósł On ów krzyż ‘we własnej osobie’, ‘osobiście’. Co nie wyklucza jakiegoś rodzaju pomocy podczas części drogi na ukrzyżowanie (podobnie można rozumieć również opisy synoptyków).

Trzeba jednak powiedzieć, że tłumaczenie to wydaje się trochę nieszczęśliwe i wprowadzające zamęt. Dodać też trzeba, że gdyby przykładać do tego wydania obowiązujące od lat dziewięćdziesiątych zasady interpunkcji, przytoczone zdanie zawierałoby błąd nieoddzielenia imiesłowu przysłówkowego od czasownika przecinkiem. Przecinek należałoby postawić przynajmniej po wyrazie krzyż. Ale czy tylko? Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano , , , | 2 komentarze

Czy wiesz, że… Ciekawostki językowe (52)

Ogórek piszemy dziś z błędem ortograficznym.
Skojarzenie z górą pierwotną pisownię u zastąpiło ó.
/ Zdjęcie: Wikipedia, domena publiczna.

W tym miesiącu ciekawostki – publikowane wyjątkowo nieco wcześniej – koncentrują się wokół kwestii ortograficznych. Przygotował je Tomasz Marek.

1.
Czy wiesz, że…

ponoć najstarszy udokumentowany błąd ortograficzny to zapis nazwy miejscowości *Ożechowo w poznańskich rotach sądowych? Błąd świadczy o zaniku wymowy dwugłoskowej [rż] na rzecz dzisiejszego zrównania się w wymowie ż i rz. Są i inne. W mało znanym zabytku małopolskim o żywocie świętej Eufraksji kronikarz, z lęku przed popełnieniem błędu, wspomina o „*chwałszywych prorokach”. Małopolski pisarz wiedział, że sąsiedzi śmieją się z Krakusów, którzy mówią „fała” i „fila” zamiast chwała, chwila, i poprawną formę fałszywy zamienił na „*chwałszywy”. Znany jest także przykład tłumacza, który w Psałterzu floriańskim sto pięćdziesiąt razy napisał chwała, a raz się zamyślił i napisał po swojemu: „*fała”.
za: prof. Jan Miodek dla „Gazety Wrocławskiej”

2.
Czy wiesz, że…

ogórek piszemy dziś z błędem ortograficznym? Słowo to pochodzi z perskiego i w oryginale brzmi angurion, w niemieckim Gurke, w rosyjskim огурец [oguriec]. W języku polskim przez skojarzenie z górą pierwotną pisownię u zastąpiło ó. To oczywiście nie znaczy, że powinniśmy to zmienić i na siłę pisać ogórek przez u.
za: prof. Jan Miodek dla „Gazety Wrocławskiej”

3.
Czy wiesz, że…

polski wyraz chuligan zapisujemy przez ch, ponieważ do polszczyzny wszedł on za pośrednictwem języka rosyjskiego, w którym odpowiada słowu хулиган [χuligan]? Rosyjską głoskę [χ], jako bezdźwięczną, oddajemy przez ch. Źródeł chuligana należy szukać w angielskim hooligan, które jest apelatywizacją (apelatywizacja – przekształcenie nazwy własnej w pospolitą) nazwiska irlandzkiej rodziny Hooligan, o której było głośno w początkach XX w.
za: Piotr Sobotka, Uniwersytet Mikołaja Kopernika

4.
Czy wiesz, że…

rzeczownik Góral/góral można pisać od wielkiej bądź małej litery? I tak: góral to ‘rdzenny mieszkaniec gór, człowiek wywodzący się z rdzennej ludności zamieszkującej góry’, np. górale andyjscy, zaś Góral to ‘mieszkaniec północnej części Karpat Zachodnich’, np. Górale, Górale polscy, Górale słowaccy, Górale spod Nowego Targu.
za: prof. M. Bańko, Poradnia PWN

5.
Czy wiesz, że…

nazwisko Piłsudski (tak, chodzi o TEGO Piłsudskiego!) redaktorzy Języka Polskiego w 1916 r. nakazywali pisać Piłsudzki? Udowadniano, że owo ds zamiast dz jest rusycyzmem, wynikłym z błędnej transkrypcji zapisu nazwisk w grażdance (alfabet rosyjski) na alfabet łaciński, narzucającej polskiej tradycji nazwisk obce wzorce. I dalej: „Tutaj wyrazić trzeba tylko przekonanie, że właściciel tego nazwiska, obcy studyom językowym, napewno nie zwrócił na to uwagi: organizator zbrojnej walki przeciw rosyjskiej przemocy nie mógłby świadomie popierać formy, narzuconej jego nazwisku przymusowo, w obcym alfabecie. Zanim on sam się o tem dowie i to zastosuje, piszmy zawsze i wszędzie tylko: Piłsudzki” (pisownia oryginalna).

Zaszufladkowano do kategorii Ciekawostki językowe | Otagowano , | Dodaj komentarz

Błędy wskazywane w dawniejszych i współczesnych opracowaniach poprawnościowych

Izabela Wieczorek •

© by Językowe Dylematy (2013)

Na jakie typy błędów zwracają uwagę poszczególni autorzy?

Gwara, regionalizmy i dialektyzmy

Współcześnie zauważam tendencję do chęci całkowitego wyzbywania się w wymowie wyrazów wskazujących na posługiwanie się dialektem czy regionalizmami. Jak jednak zapewnia Paulina Mikuła w swoim opracowaniu poprawnościowym pt. „Mówiąc inaczej”, gwara nie jest czymś, czego należałoby się wstydzić. A przecież niektórzy z nas dialektem czy gwarą określają po prostu gorszy język. Pozostaje mi tylko stwierdzić, iż jest to zupełnie błędne rozumowanie, gdyż język ogólnopolski powstał właśnie z jego różnego rodzaju odmian, występujących na poszczególnych terenach naszej ojczyzny.

W książce „Język dla wszystkich” Witold Cienkowski twierdzi: „Wiele błędów językowych da się sprowadzić do faktów gwarowych niesłusznie zastosowanych w ogólnopolskiej odmianie języka”. Wynika z tego, że my, Polacy, nieumiejętnie korzystamy z właściwości gwar oraz że błędami nie są same dialektyzmy czy regionalizmy, lecz ich niewłaściwe używanie.

Paulina Mikuła, Mówiąc inaczej

Autorzy książki „Polszczyzna płata nam figle” sugerują, że mówiąc gwarą, gdy zamierzamy mówić polszczyzną ogólną, czynimy źle, najczęściej zresztą popełniając przy tym liczne błędy szczegółowe także w formach gwarowych. Wspominają również o tym, iż motywacją dla chęci wyzbycia się przyzwyczajeń do używania danego dialektyzmu może być społeczny odbiór naszych wypowiedzi. Nie muszą być one przecież właściwie zrozumiane przez osoby nieposługujące się tym samym dialektem. Podążając tym tropem, czasem słuchacz może nawet uznać jakiś dialektyzm za formę obraźliwą.

Związki frazeologiczne

Związki frazeologiczne niejednokrotnie zaskakują tym, że znaczą coś zupełnie innego, niż wydaje się większości użytkowników języka. „Wszyscy chętnie używamy związki frazeologiczne, ponieważ sprawiają one, że wypowiedź staje się barwniejsza, żywsza, niepospolita” – twierdzą twórcy opracowania „Polszczyzna płata nam figle”. Czyż nie jest to prawdą? Owszem, lecz większość z nas ma tendencję do przekręcania danych związków. Paulina Mikuła w swym opracowaniu poprawnościowym postanowiła wymienić kilka błędnie rozumianych frazeologizmów. Takowym jest między innymi sformułowanie „wchodzić do tej samej rzeki”. Dość często związku „nie wchodzi się do tej samej rzeki” używa się, gdy ktoś – przykładowo – ma zamiar wrócić do byłego partnera, wtedy zostaje mu to odradzone ze względu na to, że przecież i tak się on nie zmieni. Ludzie mylnie uważają, że frazeologizm „nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki” jest zachętą, żeby nie wchodzić do niej, bo się ona nie zmieni, tak samo jak były partner danej osoby. Natomiast związek ma swoje źródło właśnie w stwierdzeniu, że nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki, bo rzeka nigdy nie będzie dwukrotnie taka sama.

Polszczyzna płata nam figle

Nie zamierzam przytaczać tu wszystkich niewłaściwie stosowanych frazeologizmów. Zwrócę jednak uwagę na jeszcze jeden: „branie czegoś na tapetę”. Prawidłowa forma brzmi „brać na tapet” czy „wziąć na tapet”. W tym powiedzeniu wyraz „tapet” oznacza stół przykryty zielonym suknem, przy którym dawniej toczono obrady. Niestety, dziś słyszymy raczej, że ktoś bierze coś na tapetę, czyli… na materiał, którym okrywamy ściany w pomieszczeniach. Muszę powiedzieć, że do tej pory ani razu nie spotkałam się, by ktoś brał coś „na tapet”, lecz za każdym razem „na tapetę”. Być może wynika to z podobnej odmiany tych wyrazów, gdyż w miejscowniku brzmią one tak samo. Myślę jednak, że przez to, iż naprawdę duża liczba osób nie jest świadoma tego rozróżnienia, być może kiedyś forma „na tapetę” zostanie zaliczona do poprawnych. Zadecydują o tym autorytety językowe.

Zapożyczenia, czyli nieumiarkowane używanie wyrazów obcych

„O wyrazach obcych i zapożyczonych mówi się dużo i często, przeważnie krytykując ich nadużywanie. Neologizmy pochodzenia obcego rażą wiele osób” – stwierdza Witold Cienkowski. Choć książka „Język dla wszystkich” wspomnianego autora powstała około pięćdziesięciu lat temu, na temat neologizmów formułuje on podobny pogląd, jak w swoim opracowaniu poprawnościowym Paulina Mikuła. Widać zarówno pięć dekad temu, jak i dziś ludzie zauważali duży problem związany z nadmiernym używaniem zapożyczeń. Cienkowski uważał, że wzbogacanie języka polskiego o nowe wyrazy, które pomagają nam określić nowe zjawisko czy zdefiniować pewną innowację, nie jest niczym złym. Jednakże twierdził też, że największe kontrowersje budzą „niewolniczo odwzorowane” spolszczone zapożyczenia, których niekoniecznie potrzebujemy, gdyż w zasobach języka polskiego mamy już synonimy.

Z kolei Paulina Mikuła w swej książce „Mówiąc inaczej” przypomina, iż w polszczyźnie od dawien dawna pojawiała się mnoga liczba neologizmów, lecz w dzisiejszej dobie skomputeryzowania oraz ekspansji angielszczyzny takie sformułowania jak: ASAP, OMG, YOLO czy DIY są już tak przesadzone, że nie budzą u nikogo podziwu, ale najwyżej zażenowanie. Jako Polacy powinniśmy czerpać w większości z naszego języka. Niestety, coraz większa część młodzieży ulega trendom spopularyzowanym na portalach społecznościowych czy też w różnego typu aplikacjach. „Cierpię niemal fizycznie, słysząc, że coś jest do zrobienia na ASAP, a brief do nas nie dotarł, ale wiem, że te słówka są funkcjonalne” – wspomina Mikuła.

Chcąc dać przykład wypowiedzi naszpikowanej zapożyczeniami, zacytuję Jakuba Żulczyka, który podczas jednego z wywiadów mówił tak: „Nie. Tam są kulawości, to się źle zestarzało, ale tak jest zwykle z filmami o młodzieży. Jak byś to dzisiaj zrobił, o milenialsach, o gimbusach, i dobrze oddał ich zajawki, strój, język… Jeden jest np. jutuberem, drugi aspirującym hiphopowcem, trzeci gra w gry czy coś tam, i oparł to na tym samym silniku, tej samej historii, z dobrze wymyślonymi bohaterami, to ci gwarantuję, że byś miał super film albo serial”[1].

Youtuberka wnioskuje, iż niektóre z makaronizmów zadomowiły się w języku polskim na dobre. Uważa też, że z większością tych zapożyczeń nie da się nic zrobić, ponieważ w naszym języku nie ma dla nich właściwych odpowiedników. Na przestrzeni około pięćdziesięciu lat stanowiska co do zapożyczeń nie zmieniły się drastycznie. Podobnie jak w latach siedemdziesiątych, tak i teraz Polacy mają problem z uleganiem ich nadużywaniu. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano , , , , , | 14 komentarzy

Cienka lina, cienka linia, czerwona linia, a może cienka czerwona linia?

Wyżej wymienione związki wyrazowe są często mylone. Szczególnie pechowy pod tym względem jest ostatni z nich; cienka czerwona linia w polszczyźnie jest stosowana błędnie. Mam nadzieję, że ten tekst wyjaśni frazeologię linii/liny i zapoczątkuje sanację istniejącego stanu rzeczy.

Cienka linia to ‘niuans różnicujący pewne rzeczy lub zachowania de facto odmienne lub wręcz przeciwstawne’. „Między byciem uroczym a byciem pretensjonalnym istnieje cienka linia”. „Cienka linia odgradza miłość od szaleństwa”. Cienkiej linii nie należy mylić z cienką liną. Chodzenie po/stąpanie po/balansowanie na cienkiej linie oznacza ‘grożące tragicznym upadkiem balansowanie między trudnościami, godzenie sprzeczności’. „Balansował na cienkiej linie między infamią a śmiercią”.

Tak więc podkreślę: cienka linia to słabo widoczna granica, zawsze wirtualna, a cienka lina to coś, po czym się chodzi (też w sposób przenośny). Wprawdzie jest to czynność wysoce ryzykowna, ale sukces zależy od zręczności chodzącego – inaczej niż w przypadku stąpania po kruchym lodzie, z czym ten idiom jest mylony. Po kruchym lodzie stąpamy, gdy podjęliśmy ryzyko, ale efekt w małym stopniu zależy od nas. Oba ostatnie wyrażenia – z liną i z lodem – dotyczą procesów (szeregu czynności), a nie pojedynczych czynów; błędne zatem byłoby zdanie: „*Nie przystępując dziś do egzaminu, stąpał po kruchym lodzie”.

Czerwona linia to jest ‘linia, której nie wolno przekraczać’ – co do tego nie ma wątpliwości – ale już wyjaśnienia dotyczące źródłosłowu są rozbieżne. Prof. Kłosińska wskazuje na liczne użycia tego związku frazeologicznego w wielkiej polityce, w tym starożytnej:

Źródła tego wyrażenia upatruje się w legendzie związanej z politykiem rzymskim Gajuszem Popiliuszem Laenasem, który w roku 169 p.n.e. został wydelegowany do syryjskiego władcy Antiocha IV Epifanesa po to, by go odwieść od zamiaru zaatakowania Aleksandrii. Gdy się zorientował, że król nie chce udzielić jednoznacznej odpowiedzi, zakreślił patykiem wokół niego linię na piasku i powiedział, że ten nie może jej przekroczyć, dopóki nie przedstawi swojego stanowiska. Antioch podobno miał ulec temu „szantażowi” i przystać na prośby Rzymu.

Pani Profesor jednak dostrzega słabą stronę tego rzekomego źródłosłowu – linia narysowana na piasku nie mogła(?) być czerwona. Sama upatruje zobrazowania sensu czerwonej linii w… przemyśle. Otóż zawsze na wskaźnikach przyrządów (np. na tarczach manometrów, ale proszę też spojrzeć na deskę rozdzielczą swojego samochodu) czerwoną krechą oddziela się zakres wskazań niebezpiecznych. Zadaniem obsługi jest niedopuszczenie do przekroczenia czerwonych linii.

Cienka czerwona linia w polskim uzusie jest podwójnie błędną kontaminacją obu w/w frazeologizmów. Stosujący ten idiom Polacy mają na myśli czerwoną linię, która jest ostro zarysowana (czyli przeciwnie niż wyżej opisywana cienka linia), a więc cienka. Tymczasem prawdziwe znaczenie cienkiej czerwonej linii to ‘skuteczny opór stawiany silnemu wrogowi przez niezbyt licznych’. Źródłosłów cienkiej czerwonej linii jest dobrze udokumentowany – swego czasu był on przedmiotem fascynacji Imperium Brytyjskiego. Jako ugruntowany związek wyrazowy stał się tytułem dzieł czy natchnieniem dla licznych artystów: malarzy, kompozytorów, pisarzy i filmowców (w tym dla powieści Jamesa Jonesa z 1962 r., a następnie jej filmowych adaptacji: z 1964 r., w reżyserii A. Martona, oraz z 1998 r., w reżyserii T. Malicka, skąd przedostał się do polszczyzny).

Idiom ten nawiązuje do epizodu (z 28 października 1854 r.) w bitwie pod Bałakławą, stoczonej w czasie wojny krymskiej (1853 – 1856). Tego dnia umundurowani w czerwone kurtki żołnierze 93 Pułku Górali Szkockich nietypowo rozwinięci w dwuszereg stawili skuteczny opór szarżom konnicy rosyjskiej. W relacji korespondenta „The Times” sir W.H. Russela, który oglądał bitwę z oddalonego wzgórza (dlatego widział dwuszereg żołnierzy w czerwonych mundurach jako linię), pojawiło się określenie: cienka czerwona smuga zakończona linią ze stali (thin red streak tipped with a line of steel). Reportaż z „The Times”  zrobił furorę w Wielkiej Brytanii, był powtarzany i poprawiany; smugę (streak) zastąpiono linią (line) i ten wyraz już na stałe wszedł do angielskiego frazeologizmu, który ostatecznie brzmi: the thin red line (cienka czerwona linia).

Tak więc cienka czerwona linia jest ‘zaporą nie do przejścia’, to nasz ‘bastion zwycięskiego oporu’ wobec przeważającego nieprzyjaciela. To coś więcej niż pokrewne jej Termopile lub Westerplatte – w tych opór był czasowy, opóźniający; waleczni obrońcy zginęli lub ostatecznie poddali się, a ich bohaterstwo miało skutek jedynie propagandowy. Szkoccy górale z cienkiej czerwonej linii wroga powstrzymali i pozostali żywi. Jakież to niepolskie! Może dlatego nie umiemy lub nie chcemy tego idiomu zrozumieć, by stosować go we właściwy sposób?

Mylenie znaczeń frazeologizmu niszczy efekt, który mówca chce osiągnąć. Gdy słyszę, że ktoś „*przekroczył cienką czerwoną linię”, odczuwam niesmak. Zamierzony patos zmienia się w śmieszność.

– Tomasz Marek

za:       Wikipedia
            Poradnia PWN

Zaszufladkowano do kategorii Językowe dylematy | Otagowano , | Dodaj komentarz

Czy wiesz, że… Ciekawostki językowe (51) – olimpijskie

Luty upłynął – przynajmniej kibicom – pod znakiem zimowych igrzysk olimpijskich w Pjongczangu. Z tego względu lutowe ciekawostki, podobnie jak ciekawostki 36, będą w ten lub inny sposób związane z tematyką olimpijską. Tekst przygotował gospodarz strony.

1.
Czy wiesz, że…

słownik języka polskiego PWN dopuszcza dwojaką wymowę nazwy curling? Bardziej spolszczony [karling] oraz zbliżony do oryginału [kerling]. Jeśli chodzi o nazwę zawodnika uprawiającego ten oparty na taktyce i precyzji sport, słownik notuje formę curler [wym. karler].
https://sjp.pwn.pl/sjp/curling;2553900.html
PS Jeśli ktoś chciałby poznać choćby podstawowe zasady tej gry, to definicji z tego słownika jako punktu wyjścia zdecydowanie nie polecamy 😉

2.
Czy wiesz, że…

znana kibicom hokeja nazwa łapawica, określająca jedną z rękawic bramkarza, nie była zarezerwowana tylko dla tego sportu? Wydany w latach pięćdziesiątych XX w. słownik Doroszewskiego notuje po prostu, że jest to ‘rękawica, zwykle z jednym palcem’. Hasło jest opatrzone również skrótem SW, który informuje, że pojawiło się ono już wcześniej w słowniku Lindego, wileńskim lub warszawskim – tam jako ‘wielka rękawica’. Jakkolwiek by patrzeć, chyba wszystko się zgadza.
https://sjp.pwn.pl/doroszewski/lapawica;5447868.html

3.
Czy wiesz, że…

słowniki uwzględniają zazwyczaj zarówno formę biathlon, jak i biatlon? Podobnie jest z przymiotnikami pochodzącymi od tej nazwy (biathlonowy, biatlonowy) oraz z określeniami zawodników uprawiających tę dyscyplinę (biathlonista, biatlonista; biathlonistka, biatlonistka). Jako że podobnie jest z triathlonem vel. triatlonem, wydaje się, że nic nie stoi na przeszkodzie, by tę zasadę rozciągnąć również na skiathlon czy – jak kto woli – skiatlon.
https://sjp.pwn.pl/sjp/biathlon;2552069.html

4.
Czy wiesz, że…

względem mieszkańców Korei Południowej można stosować określenie Południowokoreańczyk? Nie zaleca się natomiast form południowy Koreańczyk czy Koreańczyk z Południa.
https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/poludniowy-Koreanczyk;1134.html

5.
Czy wiesz, że…

nazwę miasta gospodarza zakończonych świeżo igrzysk można zapisywać zarówno Pyeongchang, jak i Pjongczang? Warto przeczytać ciekawą dyskusję, jaka odbyła się przeszło dwa lata temu na stronach poradni językowej PWN: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Nazwa-koreanskiego-miasta;16274.html. Dodajmy, że od tego czasu forma Pjongczang na dobre zadomowiła się już na stronach PWN (np. tutaj), występując nawet w odpowiedzi prof. Kłosińskiej (tutaj), będącej tak krytyczną wobec spolszczenia jeszcze w końcówce roku 2015.

Zaszufladkowano do kategorii Ciekawostki językowe | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Guzik «najlepszej bawełnianej koszuli» vs. «najlepszej, bawełnianej koszuli». Jak przecinek zmienia znaczenie

Paweł Pomianek
/ Zdjęcie: Melrose Studio (2017)

Kilka tygodni temu w redagowanej książce natrafiłem na kolejny doskonały przykład ilustrujący, jak niekiedy postawienie lub skasowanie przecinka zmienia wymowę zdania – dostajemy automatycznie inną wiadomość.

Ponadto jest to jeden z przykładów zdań, gdy przed rzeczownikiem występują dwa przymiotniki – ostatnio w komentarzach na Językowych Dylematach kilka razy debatowaliśmy nad tą kontrowersyjną kwestią: kiedy przecinek postawić, a kiedy nie (przeczytaj wątek). Przy czym akurat pod tym względem tutaj sprawa wydaje się być jednoznaczna.

Jeśli chodzi o sprawę przecinków, zdanie to może mieć dwie wersje:

Przeczesał włosy i dopiął guzik najlepszej bawełnianej koszuli.
Przeczesał włosy i dopiął guzik najlepszej, bawełnianej koszuli.

Zdania te przekazują różne komunikaty dotyczące koszul bohatera. W pierwszej wersji ma on na sobie najlepszą spośród bawełnianych koszul. Dowiadujemy się więc, że bohater ma jakąś większą liczbę bawełnianych koszul, a ta, którą ma właśnie na sobie, jest spośród nich najlepsza. Nie wiemy nic na temat innych jego koszul i na temat tego, czy ma jakieś lepsze od tej bawełnianej – po prostu wśród bawełnianych ta jest wyjątkowa.

Mamy tutaj przymiotniki nierównorzędne – najlepszej odnosi się do bawełnianej. Jest to – co do znaczenia – całościowa zbitka wyrazów: najlepsza bawełniana (=najlepsza spośród bawełnianych).

Drugie zdanie mówi nam o koszulach bohatera coś innego. Dowiadujemy się, że spośród wszystkich jego koszul najlepsza jest ta bawełniana, której guziki właśnie dopina. Możemy też wysnuć wniosek, że o fakcie wyjątkowości tej koszuli świadczy właśnie to, że jest ona bawełniana (najlepsza, bo bawełniana).

Składniowo mamy tutaj dwa do pewnego stopnia niezależne od siebie przymiotniki równorzędne, które odnoszą się do koszuli, mającej dwie cechy: jest koszulą zarówno najlepszą (najlepszą spośród wszystkich), jak i bawełnianą.

Dodajmy jeszcze dla porządku, że zdania te przeczytamy inaczej – występuje w nich inny akcent zdaniowy.

Dlatego niezwykle ważne jest w takich sytuacjach spytanie autora, jaki konkretnie komunikat chciał przekazać, może się bowiem okazać, że do czytelnika dotrze coś zupełnie sprzecznego z intencją piszącego. W takim przypadku jak powyżej doprecyzowanie tego, co autor chciał wyrazić, jest szczególnie istotne, ponieważ wielu piszących sądzi, iż między przymiotnikami określającymi rzeczownik zawsze stawiamy przecinek, nie mając pojęcia o subtelnej różnicy między przymiotnikami równorzędnymi i nierównorzędnymi.

Na koniec więc, odwołując się do fragmentu wpisu z poradni językowej PWN prof. Mirosława Bańki, przypomnijmy krótko teorię dotyczącą tej kwestii:

Zasadniczo jednorodne części zdania rozdzielamy przecinkiem – o ile oczywiście nie znajduje się między nimi spójnik. Brak przecinka sugeruje, że według piszącego człony danej konstrukcji nie są równorzędne składniowo, tzn. jeden jest określeniem drugiego. Na przykład dobre, darmowe posiłki to posiłki jednocześnie dobre i darmowe, natomiast dobre darmowe posiłki to posiłki dobre wśród darmowych. Jak widać, sens nie musi być identyczny.

Paweł Pomianek

Na podobny temat czytaj również:
«Piękne jasne włosy» czy «piękne, jasne włosy»
Sąsiadujące okoliczniki – kiedy stawiać przecinek

Zaszufladkowano do kategorii Językowe dylematy | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Umyślne zastosowanie błędu językowego w tekstach literackich

Izabela Wieczorek •

Dominika dla Językowych Dylematów – styczeń 2013 ©
/ obróbka zdjęcia: Sylwia Wiglusz (Melrose Studio)

Tak jak zostało to polecone uczestnikom olimpiady dot. tematu „Polowanie na byki”, spróbuję omówić przykłady prozy polskiej lub polskich tłumaczeń autorów zagranicznych, gdzie, jak mniemam, specjalnie użyto niepoprawnych form językowych.

W kryminale Zygmunta Miłoszewskiego „Ziarno prawdy” czytelnik znajduje wypowiedź: „Poszłem na policję, żeby może się dowiedzieli, bo on bywał i w Tarnobrzegu, i w Zawichoście, i w Dwikozach, i chyba Opatowie też”. Słowa wypowiada mężczyzna bezdomny, tzw. „menelik” (tak określał tego pokroju jegomości główny bohater, prokurator Szacki). Dlaczego wspomniałam o statusie społecznym owego mężczyzny? Dlatego, iż uważam, że ma to podstawowe znaczenie, stanowiąc powód zastosowania wspomnianego błędu językowego.

Przede wszystkim należy zapytać, po co Miłoszewski postanowił zastosować akurat taki zabieg. Myślę, iż autor chciał oddać realizm rozmowy. Podkreślił on w ten sposób znaczącą różnicę między bohaterami, gdyż bezdomny mężczyzna wypowiada przytoczone zdanie podczas dialogu z Teodorem Szackim, cenionym na skalę krajową prokuratorem. Rozbieżność językowa między bohaterami jest zauważalna, wiąże się ona ze zróżnicowanym statusem społecznym. Cóż z tego wynika? Mniemam, że bohater stojący po stronie polskiego wymiaru sprawiedliwości, jak można się spodziewać, jest obeznany z normą językową. Natomiast bezdomnego mężczyznę – już po dość pobieżnej ocenie – można by uznać za człowieka, który z racji tego, że nie ma zbyt częstej styczności z językiem pisanym, popełnia takie błędy, jak wypowiedzenie słowa „poszłem” oraz niezastosowanie przyimka prostego „w” przed wyrazem „Opatowie”.

Kolejnymi przykładami, które mogą stanowić pewnego rodzaju wyjątek w zapisie poprawnej polszczyzny, są cytaty: „Lubicie się hować (pisownia oryginalna) przed glinami i tymi wszystkimi, co się na nas gapią i się nas czepiają?”, „No bo przecież nalerzycie do tych 50 procent, prawda?”1. Sytuacja, w której padły te słowa, była dość skomplikowana, gdyż miała miejsce podczas zamieszek w Chicago lat sześćdziesiątych. Zacytowane zdania zostały przedrukowane z pewnej z gazet promującej rewolucyjne hasła wśród ludzi młodych, zazwyczaj studentów. Drukował je jeden z bohaterów książki – o imieniu Sebastian. Mężczyzna robił to nielegalnie i w dość stresujących oraz rozpraszających warunkach, podczas zgromadzenia tzw. kobiet wyzwolonych.

Myślę, że zasugerowałam kilka powodów, dla których student mógł popełnić takiego rodzaju błędy językowe: stres, zdenerwowanie czy brak skupienia. Jednakże nie możemy wykluczyć również tego, że zadecydowała zwykła nieznajomość zasad ortografii języka. Jerzy Kozłowski w swoim przekładzie zaznaczył, iż jest to pisownia oryginalna. W jakim celu to zrobił? By ukazać, że Nathan Hill umyślnie zastosował zabieg użycia błędów językowych. Mamy więc do czynienia z kolejnym przykładem, w którym możliwe jest usprawiedliwienie dla celowego nagięcia normy języka. Autor powieści pragnął ukazać, w jakiej sytuacji był jeden z bohaterów książki. Miał na celu zobrazowanie czytelnikom powieści w sposób realistyczny trudnych warunków, w jakich ukazywała się gazeta.

1 Przytoczone słowa pochodzą z książki Niksy autorstwa Nathana Hilla, przetłumaczonej na język polski przez Jerzego Kozłowskiego, wyd. Znak, rok wydania: 2017.


Izabela Wieczorek – licealistka, która w bieżącym roku (2018) podejdzie do egzaminu dojrzałości. Na co dzień zajmuje się pracą początkującego copywritera, zarówno na zlecenie jednej z witryn internetowych, jak i w nieco bardziej prywatnym wymiarze. Prócz tego tworzy amatorsko prozę, którą publikuje na blogu pisanaekranizacja.blogspot.com. Na swym koncie ma również pracę wolontariacką jako recenzentka muzyki metalowej.

Powyższy tekst jest fragmentem pracy pt. „Polowanie na byki” – błędy językowe we współczesnej polszczyźnie (Sfery występowania błędów i sposoby ich korygowania), napisanej w ramach uczestnictwa w XVIII Olimpiadzie Literatury i Języka Polskiego. Artykuł – w porozumieniu z autorką – został poprawiony i nieco przeredagowany przez redakcję Językowych Dylematów na potrzeby publikacji na naszej stronie.

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano | 2 komentarze