Pisownia nazw stowarzyszeń. Jak pisać, gdy sama nazwa jest niepoprawna?

Napisał do nas pan Filip:

Mam problem z zapisem nazw, np. stowarzyszeń.

Spotkałem się z zasadą, że każdy człon takiej nazwy powinien być pisany dużą literą (z wyjątkiem występujących w nazwie np. spójników i przyimków). Jest jednak stowarzyszenie „Ludzie z Pasją”, które na swojej oficjalnej stronie internetowej podaje zapis „Ludzie z pasją”. Na różnych stronach internetowych, związanych np. z fundacjami, też spotykam podobne zapisy. Chodzi o to, że tylko pierwsze słowo danej nazwy pisane jest od dużej litery.

Wydawać by się mogło, że jest to zapis niepoprawny, jednak taki zapis stosują twórcy stowarzyszenia, dlatego myślę, że używanie go nie powinno być uznawane za błąd. Powinniśmy przecież uszanować to, w jaki sposób ktoś chce zapisywać nazwę np. założonej przez siebie fundacji. Czy dobrze myślę?

Dodam, że gdy zapisywałem tę nazwę niezgodnie ze wzorem podanym na oficjalnej stronie internetowej stowarzyszenia, niejednokrotnie zwracano mi na to uwagę.

Myślę, że zaproponował Pan znakomite, kompromisowe rozwiązanie. Oczywiście nazwy własne zapisane niezgodnie z normami polszczyzny zapisane są błędnie (zresztą te błędy występują na wiele sposobów, ot, innym błędem jest choćby zapisywanie nazw firm czy sklepów wersalikami, które są w polszczyźnie zarezerwowane do skrótowców) i możemy sobie z nich nawet delikatnie i ze smakiem dworować. Niemniej, skoro już tak są one zapisane urzędowo i oficjalnie – wydaje się koniecznością powielanie tego oficjalnego zapisu. Myślę, że po prostu możemy podejść do sprawy tak, że będziemy je w ten sposób zapisywać na prawach cytatu (ktoś w końcu właśnie tak nazwał stowarzyszenie). W ten sposób uniknie się wspomnianego przez Pana zwracania uwagi, że nie oddał Pan właściwie danego zapisu. A błąd w nazwie? No cóż, z pewnością nie jest winą autora artykułu. Może warto te błędne formy oficjalnych nazw brać w cudzysłów – właśnie po to, by pośrednio przy okazji się od tej formy odcinać (w swoisty sposób umywając ręce), jednocześnie podkreślając, że coś z nimi nie tak. Przedstawiciele stowarzyszenia z pewnością nie poczują się urażeni, a równocześnie, gdyby ktoś zwrócił Panu z kolei uwagę, że zapis jest błędny, zawsze może Pan wytłumaczyć, że cytuje Pan, zdając sobie sprawę, że założyciele nazwali to lub inne stowarzyszenie nieszczęśliwie.

– Paweł Pomianek

Zaszufladkowano do kategorii Odpowiedzi na pytania | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Kiedy „w chwili gdy”, kiedy „w chwili, gdy”. Cofanie przecinka

Z wielką przyjemnością podsuwam Państwu wywód na temat cofania przecinka, który przysłał mi nasz stały Czytelnik p. Witold. Mało temu tematowi poświęcaliśmy dotąd miejsca na Językowych Dylematach, a kwestia jest ciekawa i warta zauważenia. Pod refleksją pana Witolda – parę słów ode mnie. Naszą korespondencję publikuję rzecz jasna za zgodą interlokutora.


Dzień dobry,
dzisiaj pozwolę sobie na podzielenie się z Panem moimi wątpliwościami dotyczącymi spójnika zestawionego „w chwili gdy”. Przeglądając zdania w korpusie językowym Poradni PWN zwróciłem uwagę na różną, moim zdaniem, interpretację reguły cofania przecinka w odniesieniu do ww. spójnika.

W poradzie https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/w-chwili-gdy;12656.html czytamy:

Gdyby na słowo chwili padał akcent zdaniowy, to należaloby po nim postawić przecinek, np. „W chwili, gdy rozbrzmiał długo wyczekiwany przez uczniów dzwonek…”. W zdaniu przytoczonym w pytaniu tak jednak nie jest (pod akcentem jest słowo korytarz), dlatego przecinek należy postawić przed wyrażeniem w chwili gdy.

W poradzie udzielonej przez innego eksperta https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Przecinek-w-zdaniu-zlozonym;16279.html czytamy:

Warto może zaznaczyć, że w zdaniu trzecim mamy do czynienia z niepotrzebnie (błędnie) postawionym przecinkiem przed gdy. Rozpoczyna się ono od spójnika zestawionego w chwili gdy i obowiązuje tutaj reguła cofania przecinka (tak samo jak w wypadku spójników zestawionych tam gdzie…; tam skąd…; teraz gdy… czy pod warunkiem że…). Wstawianie tego znaku przestankowania po tam, po teraz, po pod warunkiem bywa powszechne. Z tego względu przywołane zdanie powinno było przybrać postać graficzną: W chwili gdy posiadałaś prawo do zasiłku dla bezrobotnych, to Urząd Pracy ma również obowiązek.

Moim skromnym zdaniem akcent w ostatnim wypowiedzeniu pada na słowie „chwili”, a nie „bezrobotnych”, dlatego postawiłbym tu przecinek. W Korpusie Językowym Poradnia podaje wiele przykładowych zdań z tym spójnikiem zestawionym, a akcent wydaje się być kwestią indywidualną autora i korektora, np.:

1)      Poznaliśmy się w okolicznościach osobliwych. W chwili, gdy przeprowadzałem przez Alpy słonie Hannibala.
Typ tekstu: Książka
Autor: Gomulicki Leon
Tytuł: Odwiedziny Galileusza
Rok: 1986

2)      Jola zrozumiała, że nadszedł czas, by wycofać się z kryjówki. W chwili gdy do stolika podeszła kelnerka, rozgarnęła lekko krzaki i ostrożnie wycofała się nad brzeg jeziora.
Typ tekstu: Książka
Autor: Bahdaj Adam
Tytuł: Wakacje z duchami
Rok wydania: 1996
Rok powstania: 1962

Z góry dziękuję za ewentualny komentarz i rozwianie moich wątpliwości.

Z wyrazami szacunku
Witold


Szanowny Panie,

właściwie trudno byłoby mi rozwiewać Pańskie wątpliwości, bo mogę jedynie potwierdzić, że kwestia akcentu i związanego z nim cofania (bądź nie) przecinka zależy od autora i redaktora/adiustatora (wydaje mi się, że korektor już nie powinien w to ingerować).

Odniosę się jeszcze do tego zdania, o które Pan pyta: W chwili gdy posiadałaś prawo do zasiłku dla bezrobotnych, to Urząd Pracy ma również obowiązek.
Moim zdaniem, podobnie jak Pańskim, mamy tutaj do czynienia z akcentem na „W chwili” i dlatego powinniśmy dostawić przecinek przed „gdy”. To jednak nie zdejmuje z nas obowiązku utrzymania drugiego przecinka, mamy tutaj bowiem do czynienia ze zdaniem złożonym, składającym się z dwóch zdań z orzeczeniami: posiadałaśma. Tak więc fragment gdy posiadałaś prawo do zasiłku dla bezrobotnych staje się zdaniem wtrąconym.

Z wyrazami szacunku
– Paweł Pomianek

Zaszufladkowano do kategorii Językowe dylematy | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Przysucha – z Przysuchy. Czy może być też z Przysuchej?

Herb Przysuchy / źródło: Wikimedia

Napisała do nas pani Aleksandra:

Nurtuje mnie odmiana nazwy pewnej miejscowości. Przysucha to miasto w województwie mazowieckim, w powiecie przysuskim. Mieszkańcy mówią „jestem z Przysuchy”, niektórzy odmieniają jednak „z Przysuchej”. Czy forma „z Przysuchej” jest zatem poprawna?

Szanowna Pani,
tak się składa, że odpowiedź na pytanie dotyczące właściwej odmiany tej miejscowości znajduje się w poradni językowej PWN, tutaj: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Przysucha;5764.html

Tak więc ma Pani jasność, że tylko odmiana: Przysucha, z Przysuchy, w Przysusze – jest poprawna.

Ja dodam jeszcze kilka słów na temat tego, skąd się bierze ta druga próba deklinacji. Otóż mianownik nazwy Przysucha nie sugeruje odpowiedniego typu odmiany, mogą być dwa: rzeczownikowa (z Przysuchy, w Przysusze) albo przymiotnikowa (z Przysuchej, w Przysuchej). Odmiana przymiotnikowa jest częstsza i dlatego dla użytkowników języka bardziej naturalna, dlatego ci, którzy nie wiedzą, że nazwę tej miejscowości trzeba odmieniać rzeczownikowo, stosują intuicyjnie odmianę przymiotnikową.

Ten sam – rzeczownikowy – typ odmiany co Przysucha mają m.in. Częstochowa (z Częstochowy, nie z Częstochwej) czy Włoszczowa.

Więcej na ten temat pisałem w artykule Częstochowa i Kolbuszowa – dlaczego różne odmiany? – do którego odsyłam.

– Paweł Pomianek

Zaszufladkowano do kategorii Odpowiedzi na pytania | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

O polszczyźnie da się pisać porywająco! Recenzja 497 błędów Łukasza Mackiewicza

Już po kilkudziesięciu stronach lektury 497 błędów miałem pewność, że książka Łukasza Mackiewicza, właściciela eKorekta24.pl, trafi do trójki moich ulubionych, najbardziej atrakcyjnie napisanych książek na temat polszczyzny.

okładka "497 błędów"

Zdjęcie okładki ze strony: 497bledow.pl

Niezwykle ambitnego zadania podjął się autor, który na przeszło 450 stronach swojego opracowania próbuje pokazać czytelnikowi niemal całe spektrum błędów językowych. Wprawdzie sam we wstępie zaznacza, że w przypadku podziału błędów da się stosować jeszcze inne kryteria i wydzielać kolejne ich rodzaje, ale książka jest tak obszerna, że bez wielkiego ryzyka można pokusić się o stwierdzenie, że to swoiste kompendium błędów językowych, które warto polecić zarówno osobom zajmującym się językiem profesjonalnie, jak i zwykłym użytkownikom polszczyzny.

Nie pozjadał wszystkich rozumów

A jednym i drugim warto polecić książkę przede wszystkim dlatego, że charakteryzuje ją ogromna przystępność i przejrzystość.

Z Łukaszem na płaszczyźnie zawodowej (choć nie osobiście, bo mieszkamy niemal na dwóch przeciwległych krańcach Polski) znamy się od lat, a autor kilka lat temu (prawie 8? – ależ ten czas leci!) opublikował nawet u nas wartościowy artykuł Norma wzorcowa, norma użytkowa i uzus, czyli różne odcienie poprawności językowej. Z pewnością więc nietrudno było mi mieć od początku przychylne podejście do jego publikacji.

Tak czy siak autor kupił mnie sobie już na początku. Należę do tych, którzy czytają książki dość dokładnie. Nie pomijam nigdy przypisów, a zazwyczaj przeglądam nawet stronę metryczkową. I tam urzekła mnie notatka, którą znalazłem:

Tu powinna się znaleźć informacja, że „wszelkie prawa zastrzeżone” i takie tam. Chciałbym jedynie powiedzieć, że włożyłem bardzo dużo wysiłku w napisanie tej książki. Jeśli zależy Ci na posłużeniu się jej fragmentem – po prostu poinformuj o źródle cytatu. Tyle wystarczy 🙂

Nie straszy sądami. Po prostu zachęca do uczciwości. Zwracam na to uwagę nie bez kozery. To bowiem, co chyba najbardziej odróżnia publikację Mackiewicza od tych pisanych przez profesorów, to przede wszystkim brak nadęcia, świadomość tego, że sam popełnia błędy językowe, i otwarte przyznawanie się do tego; przekonanie, że cały czas może się czegoś nauczyć.

Ów efekt wow!, jak go sobie roboczo nazwałem, był w istocie głównym kryterium wyboru błędów. Skłamałbym, gdybym powiedział, że sam go nie doświadczyłem, szukając – już poza tekstami redagowanymi przeze mnie – błędów wartych opisania. Gdyby nie ta książka, do dziś bym nie wiedział, że brytfanna wcale nie zawiera w (…), nie istnieje słowo pufa (…), planetoida wymaga wymowy przez [j], à propos akcentuje się na ostatniej sylabie (…), a wasabi artykułujemy przez [ł] – [łasabi]. To zaledwie kilka (wstyd się przyznawać…) form i reguł, które mnie zdumiały (s. 19–20).

I masę podobnych przejawów szczerej pokory znajdzie czytelnik na stronach 497 błędów.

Jakie błędy wyróżnia autor

We wstępie autor prezentuje podstawowy podział potknięć językowych na błędy: ortograficzne, interpunkcyjne, leksykalne, fleksyjne, składniowe, fonetyczne. I właśnie ten podział wyznacza tematykę poszczególnych rozdziałów w książce. Jako część siódmą autor dorzuca jeszcze omówienie błędów edytorskich, dotyczących opracowania tekstu pod względem typograficznym. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Czy wiesz, że… Ciekawostki językowe (63)

Inspiracją do opracowania wszystkich poniższych ciekawostek była dla mnie, podobnie jak poprzednio, książka Łukasza Mackiewicza, właściciela eKorekta24.pl, pt. 497 błędów (oprac. ciekawostek: Paweł Pomianek).

Określenia nastolatki możemy użyć zarówno względem dziewcząt od 11 do 19 lat, jak i względem grupy dziewcząt i chłopców będących w tym wieku. Gdy jednak mamy na myśli samych chłopców, użyjemy formy nastolatkowie.

1.
Czy wiesz, że…

podczas gdy remisja oznacza przejściowe wycofanie się choroby, reemisja może oznaczać jej nawrót? Tym samym pomylenie ze sobą tych minimalnie tylko różniących pod względem brzmienia i wyglądu wyrazów może doprowadzić do ogromnego nieporozumienia.

2.
Czy wiesz, że…

określenia nastolatki możemy użyć zarówno względem dziewcząt od 11 do 19 lat, jak i względem grupy dziewcząt i chłopców będących w tym wieku? Gdy jednak mamy na myśli samych chłopców, użyjemy formy nastolatkowie. Mamy tutaj do czynienia z sytuacją wyjątkową, ponieważ zazwyczaj w języku tej samej formy fleksyjnej używamy w odniesieniu do mężczyzn oraz grup międzypłciowych, a innej, gdy mamy do czynienia z samymi kobietami.

3.
Czy wiesz, że…

zwrotu w obliczu możemy użyć tylko względem czegoś negatywnego? Powiemy np. w obliczu klęski czy zagrożenia. Nie możemy jednak powiedzieć: w obliczu pozytywnych zmian. Wówczas musimy użyć innego określenia, np. w świetle.

4.
Czy wiesz, że…

jako że określenie wujostwo ma rodzaj męskoosobowy, w bierniku powiemy, że odwiedzimy naszych wujostwa, a nie nasze wujostwo.

Zaszufladkowano do kategorii Ciekawostki językowe | Otagowano | 2 komentarze

Temperówka – jak określa się ją w różnych regionach Polski (wypowiedzi Czytelników)

Bardzo duży odzew naszych Czytelników na Facebooku wywołał niedawny wpis Ostrzynka czy temperówka?. Użytkownicy podzielili się z nami tym, jak przyrząd, który słownikowo nazywamy temperówką, określa się na ich terenach. Wiele określeń jest twórczych, a niektóre zapewne zaskoczą gros Polaków niemieszkających w danym regionie. Poniżej wklejamy większość wypowiedzi, jakie opublikowano.

Dla porządku zbierzmy sobie na koniec wszystkie terminy (naliczyłem ich 11), które się pojawiły. Na podstawie źródłosłowu możemy je zaliczyć do dwóch grup – jedne wywodzą się od strugania, pozostałe od ostrzenia:

  • strugaczka, zastrugiwaczka, strugawka, zastrugaczka, podstrugiwaczka,
  • ostrzówka, ostrzytko (także w formie oszczytko), ostrzałka, ostrzawka, oszczarka (zapewne raczej ostrzarka), naostrzyk.

Niech najlepszym podsumowaniem będzie to, co napisała Natalia: „Warto znać więcej słów jako synonimy, żeby się zrozumieć, bo każdy mówi regionalizmami”.

– Paweł Pomianek

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano | Dodaj komentarz

Ucha, fochy, tarapaty – premiera PWN

PWN wydaje kolejną ciekawie zapowiadającą się pozycję językową. Poniżej krótka informacja o nowej książce. Za jakiś czas na Językowych Dylematach ukaże się również jej recenzja.

Ta książka jest skutkiem zaangażowania w tematykę poprawności językowej wielu osób – Agaty Hąci, językoznawczyni od lat występującej w Polskim Radiu jako ekspertka, oraz słuchaczy niestrudzenie pytających o poprawność językową. Spośród kilku tysięcy takich pytań autorka wybrała te najbardziej zaskakujące i pobudzające do myślenia, szperania, szukania. To właśnie one stały się inspiracją do napisania tego poradnika.

Czytelnicy znajdą tu trzy rodzaje odpowiedzi: dla tych, którzy na szybko szukają rozstrzygnięcia; dla tych, których prosta odpowiedź nie zadowala i chcieliby poznać odpowiedź nie tylko na pytanie: „Jak jest poprawnie?” albo „Czy to poprawne?”, ale też na pytanie: „Dlaczego tak jest?”. I wreszcie dla tych, którzy chcieliby głębiej wniknąć w zjawiska językowe.

Agata Hącia odpowiada na rozmaite pytania związane z pisownią, wymową, odmianą i znaczeniem wyrazów, a także ich użyciem w zdaniu i tworzeniem nowych słów, m.in.:

  • Dlaczego w Szwecji jest litera „c”, a w szwedzkim „dz”? Pisze się skserować czy zkserować? Vis-a-vis czy wiz-a-wiz?
  • Co z manierą akcentowania wyrazów na pierwszą sylabę? Czy „połykanie głosek” jest poprawne? Dlaczego niektóre kobiety mówią dz-iękuję zamiast dziękuję?
  • Czy wyrazy radio i studio się odmieniają? Schodzimy z roweru czy z rowera? Siatka ma ucha czy uszy? Kiedy odmieniamy nazwiska? Jedziemy do Włoszczowy czy do Włoszczowej?
  • Jak się nazywa kobieta, która robi tapicerkę mebli? Czy survivalowca można nazwać jakoś inaczej? Skoro jest przedmieście, to czy może być przedwieście?
  • Używamy grzebień czy grzebienia? Idziemy na komisariat czy do komisariatu? Gdy pies goni ludzi na rowerze, to kto biegnie, a kto jedzie?
  • Czy w zgodzie z etykietą językową jest np. mówienie dzień dobry, gdy za oknem ciemno? Jeśli mówimy: chciałbym życzyć…, to czy naprawdę życzymy? Kto decyduje o sile wulgaryzmów?
  • Mówimy chciałbym kochać czy chciałbym rozkochać? Czy możemy jeździć po alkoholu? Czym się różni mąż od małżonka? Skąd się wzięły tarapaty?
  • Dlaczego żart uchodzi płazem, a nie gadem? Kim jest amator kwaśnych jabłek? Czy można strzelić focha?

Wydawnictwo Naukowe PWN SA

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano | Dodaj komentarz

Ostrzynka czy temperówka?

Zdjęcie: Brudersohn, Wikimedia, lic. CC

Pan Daniel zadał nam następujące pytanie:

Dzień dobry,
chciałbym się dowiedzieć jak właściwie wg j. polskiego powinno określać się urządzenie do ostrzenia ołówka. Ostrzynka czy temperówka? Jedni mówią tak, inni tak, jakie określenie jest właściwe? A może oba przyjęły się do słownika języka polskiego?

Szanowny Panie,
w moim regionie (Podkarpacie) zawsze mówiło się temperówka – i ta nazwa funkcjonuje w polszczyźnie ogólnej i jest bezsprzecznie poprawna – lub zastrugiwaczka (sic!) – i ten wyraz jest naszym swoistym dialektyzmem, bo polszczyzna go nie zna i słowniki go nie notują (bywała też ewentualnie strugaczka). Ostrzynka nie jest mi znana. Ale z tego, co się zorientowałem, sięgając do słownika Doroszewskiego, jeszcze choćby wtedy, gdy powstawał ten słownik, czyli około połowy poprzedniego wieku (poszczególne tomy słownika były wydawane w latach 1950–1969), w polszczyźnie rzeczywiście funkcjonowały obydwa podane przez Pana określenia: temperówka i ostrzynka. Proszę zajrzeć do obu haseł:
https://sjp.pwn.pl/doroszewski/temperowka;5507225.html
https://sjp.pwn.pl/doroszewski/ostrzynka;5468103.html

Zastanawiam się, czy można powiedzieć, że ostrzynka była rodzajem temperówki, który wyszedł już z użycia. Albo czy można by stwierdzić, że ten wyraz wyszedł już z użycia, a dziś została tylko temperówka. Obydwa stwierdzenia trzeba by określić jako odważne. Wprawdzie w dostępnych mi współczesnych słownikach wyrazu ostrzynka rzeczywiście już się nie notuje, z drugiej jednak strony, skoro Pan słyszy to słowo, świadczy to o tym, że funkcjonuje w niektórych regionach Polski i może jest po prostu wciąż żywym regionalizmem, choć w polszczyźnie ogólnej jest już raczej archaizmem.

Wniosek z tego można wyciągnąć taki, że temperówka jest określeniem w pełni poprawnym na gruncie współczesnej polszczyzny ogólnej, ale też nic nie stoi na przeszkodzie, by używać ostrzynki, szczególnie tam, gdzie wyraz ten jest zrozumiały.

– Paweł Pomianek

Zaszufladkowano do kategorii Odpowiedzi na pytania | Otagowano , | 2 komentarze

Czy wiesz, że… Ciekawostki językowe (62)

Inspiracją do opracowania wszystkich poniższych ciekawostek była dla mnie, podobnie jak poprzednio, książka Łukasza Mackiewicza, właściciela eKorekta24.pl, pt. 497 błędów (oprac. ciekawostek: Paweł Pomianek).

Odkrywca i wynalazca bynajmniej nie są synonimami. Tym pierwszym terminem określamy kogoś, kto odkrywa coś, co istniało już wcześniej. Tym drugim – kogoś, kto wynajduje, opracowuje coś nowego (np. łożysko kulkowe – na zdjęciu). / Zdjęcie: Solaris2006, lic. CC

1.
Czy wiesz, że…

ni pies, ni wydra piszemy z przecinkiem, ale na łeb na szyję bez przecinka? Generalnie, by się upewnić, czy dany zwrot jest na tyle utartym wyrażeniem, że przecinka już nie potrzebuje, warto po prostu zaglądać do słownika.

2.
Czy wiesz, że…

przed niż nie należy stawiać przecinka z automatu? Musimy go postawić, gdy po niż znajduje się orzeczenie, a także – o czym warto pamiętać – wtedy, gdy stoi tam bezokolicznik, np.: Wolę chodzić, niż biegać. W innych wypadkach przecinka nie stawiamy, jak np. w zdaniu Wolę chodzić drogą przy rzece niż wzdłuż ruchliwej ulicy.

3.
Czy wiesz, że…

branie w cudzysłów wyrazu poprzedzonego określeniem tzw. uważa się za błąd? Jest to bowiem niepotrzebne zdublowanie dwóch zabiegów mających dokładnie ten sam cel.

4.
Czy wiesz, że…

wyrazy odkrywca i wynalazca bynajmniej nie są synonimami? Tym pierwszym terminem określamy kogoś, kto odkrywa coś, co istniało już wcześniej (np. nowe lądy, nieznane prawidłowości). Tym drugim kogoś, kto wynajduje, opracowuje coś nowego (np. łożysko kulkowe, kamizelkę kuloodporną, parowóz).

5.
Czy wiesz, że…

węzeł gordyjski można – w zgodzie z frazeologią – tylko przeciąć, a nie rozwiązać czy rozplątać?

Zaszufladkowano do kategorii Ciekawostki językowe | Otagowano , | Dodaj komentarz

Czy wiesz, że… Ciekawostki językowe (61)

Inspiracją do opracowania wszystkich poniższych ciekawostek była dla mnie książka Łukasza Mackiewicza, właściciela eKorekta24.pl, pt. 497 błędów. Recenzja książki w Językowych Dylematach w najbliższych miesiącach (oprac. Paweł Pomianek).

Możemy zapisać po raz enty lub po raz n-ty. Nieakceptowalny jest natomiast zapis po raz nty.

1.
Czy wiesz, że…

min, min. i m.in. to skróty od trzech różnych wyrazów? Mimo że różnią się tylko pod względem kropek, każdy z nich jest na stałe przypisany do konkretnego wyrazu, a użycie względem innego słowa stanowi błąd. Min bez kropek to skrót od minut; min. z kropką jest skrótem od wyrazu minimum; m.in. z dwiema kropkami to skrót od między innymi.

2.
Czy wiesz, że…

gdy chcemy zapisać określenie po raz enty możemy to zrobić na dwa sposoby? Właśnie w ten podany w poprzednim zdaniu oraz używając łącznika: po raz n-ty. Nieakceptowalny jest natomiast zapis po raz nty.

3.
Czy wiesz, że…

średnik jest najrzadziej używanym znakiem interpunkcyjnym w polszczyźnie (spośród dziesięciu podstawowych)? W 497 błędach autor przytacza badania opublikowane w czasopiśmie „Język Polski” w roku 1996. Wynika z nich, że średnik jest używany w zaledwie 0,90% przypadków, gdy stosuje się znak interpunkcyjny. Swoją drogą ciekawe, jak takie badania wypadłyby dwadzieścia kilka lat później.

4.
A jeśli już jesteśmy przy tych badaniach…

to z kolei najczęściej wybieranym znakiem interpunkcyjnym jest – bez niespodzianki – przecinek. Gdyby tak zabawić się i przyłożyć wyniki procentowe używania znaków interpunkcyjnych do polskiego systemu wyborczego obowiązującego w wyborach do sejmu, to przecinek, z 42,54%, byłby zdolny uformować rząd większościowy. Do parlamentu dostałyby się także kropka (z 33,16%) i myślnik (mający 9,37%). Żaden z pozostałych siedmiu znaków nie przekroczyłby pięcioprocentowego progu wyborczego 😉 Ta zabawa to jednak tylko dla zapamiętania wyników. Żadnego znaku nie zamierzamy bowiem z naszego języka wykluczać – wręcz przeciwnie, wszystkie bardzo cenimy.

Zaszufladkowano do kategorii Ciekawostki językowe | Otagowano , , | 1 komentarz