Guzik «najlepszej bawełnianej koszuli» vs. «najlepszej, bawełnianej koszuli». Jak przecinek zmienia znaczenie

Paweł Pomianek
/ Zdjęcie: Melrose Studio (2017)

Kilka tygodni temu w redagowanej książce natrafiłem na kolejny doskonały przykład ilustrujący, jak niekiedy postawienie lub skasowanie przecinka zmienia wymowę zdania – dostajemy automatycznie inną wiadomość.

Ponadto jest to jeden z przykładów zdań, gdy przed rzeczownikiem występują dwa przymiotniki – ostatnio w komentarzach na Językowych Dylematach kilka razy debatowaliśmy nad tą kontrowersyjną kwestią: kiedy przecinek postawić, a kiedy nie (przeczytaj wątek). Przy czym akurat pod tym względem tutaj sprawa wydaje się być jednoznaczna.

Jeśli chodzi o sprawę przecinków, zdanie to może mieć dwie wersje:

Przeczesał włosy i dopiął guzik najlepszej bawełnianej koszuli.
Przeczesał włosy i dopiął guzik najlepszej, bawełnianej koszuli.

Zdania te przekazują różne komunikaty dotyczące koszul bohatera. W pierwszej wersji ma on na sobie najlepszą spośród bawełnianych koszul. Dowiadujemy się więc, że bohater ma jakąś większą liczbę bawełnianych koszul, a ta, którą ma właśnie na sobie, jest spośród nich najlepsza. Nie wiemy nic na temat innych jego koszul i na temat tego, czy ma jakieś lepsze od tej bawełnianej – po prostu wśród bawełnianych ta jest wyjątkowa.

Mamy tutaj przymiotniki nierównorzędne – najlepszej odnosi się do bawełnianej. Jest to – co do znaczenia – całościowa zbitka wyrazów: najlepsza bawełniana (=najlepsza spośród bawełnianych).

Drugie zdanie mówi nam o koszulach bohatera coś innego. Dowiadujemy się, że spośród wszystkich jego koszul najlepsza jest ta bawełniana, której guziki właśnie dopina. Możemy też wysnuć wniosek, że o fakcie wyjątkowości tej koszuli świadczy właśnie to, że jest ona bawełniana (najlepsza, bo bawełniana).

Składniowo mamy tutaj dwa do pewnego stopnia niezależne od siebie przymiotniki równorzędne, które odnoszą się do koszuli, mającej dwie cechy: jest koszulą zarówno najlepszą (najlepszą spośród wszystkich), jak i bawełnianą.

Dodajmy jeszcze dla porządku, że zdania te przeczytamy inaczej – występuje w nich inny akcent zdaniowy.

Dlatego niezwykle ważne jest w takich sytuacjach spytanie autora, jaki konkretnie komunikat chciał przekazać, może się bowiem okazać, że do czytelnika dotrze coś zupełnie sprzecznego z intencją piszącego. W takim przypadku jak powyżej doprecyzowanie tego, co autor chciał wyrazić, jest szczególnie istotne, ponieważ wielu piszących sądzi, iż między przymiotnikami określającymi rzeczownik zawsze stawiamy przecinek, nie mając pojęcia o subtelnej różnicy między przymiotnikami równorzędnymi i nierównorzędnymi.

Na koniec więc, odwołując się do fragmentu wpisu z poradni językowej PWN prof. Mirosława Bańki, przypomnijmy krótko teorię dotyczącą tej kwestii:

Zasadniczo jednorodne części zdania rozdzielamy przecinkiem – o ile oczywiście nie znajduje się między nimi spójnik. Brak przecinka sugeruje, że według piszącego człony danej konstrukcji nie są równorzędne składniowo, tzn. jeden jest określeniem drugiego. Na przykład dobre, darmowe posiłki to posiłki jednocześnie dobre i darmowe, natomiast dobre darmowe posiłki to posiłki dobre wśród darmowych. Jak widać, sens nie musi być identyczny.

Paweł Pomianek

Na podobny temat czytaj również:
«Piękne jasne włosy» czy «piękne, jasne włosy»
Sąsiadujące okoliczniki – kiedy stawiać przecinek

Zaszufladkowano do kategorii Językowe dylematy | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Umyślne zastosowanie błędu językowego w tekstach literackich

Izabela Wieczorek •

Dominika dla Językowych Dylematów – styczeń 2013 ©
/ obróbka zdjęcia: Sylwia Wiglusz (Melrose Studio)

Tak jak zostało to polecone uczestnikom olimpiady dot. tematu „Polowanie na byki”, spróbuję omówić przykłady prozy polskiej lub polskich tłumaczeń autorów zagranicznych, gdzie, jak mniemam, specjalnie użyto niepoprawnych form językowych.

W kryminale Zygmunta Miłoszewskiego „Ziarno prawdy” czytelnik znajduje wypowiedź: „Poszłem na policję, żeby może się dowiedzieli, bo on bywał i w Tarnobrzegu, i w Zawichoście, i w Dwikozach, i chyba Opatowie też”. Słowa wypowiada mężczyzna bezdomny, tzw. „menelik” (tak określał tego pokroju jegomości główny bohater, prokurator Szacki). Dlaczego wspomniałam o statusie społecznym owego mężczyzny? Dlatego, iż uważam, że ma to podstawowe znaczenie, stanowiąc powód zastosowania wspomnianego błędu językowego.

Przede wszystkim należy zapytać, po co Miłoszewski postanowił zastosować akurat taki zabieg. Myślę, iż autor chciał oddać realizm rozmowy. Podkreślił on w ten sposób znaczącą różnicę między bohaterami, gdyż bezdomny mężczyzna wypowiada przytoczone zdanie podczas dialogu z Teodorem Szackim, cenionym na skalę krajową prokuratorem. Rozbieżność językowa między bohaterami jest zauważalna, wiąże się ona ze zróżnicowanym statusem społecznym. Cóż z tego wynika? Mniemam, że bohater stojący po stronie polskiego wymiaru sprawiedliwości, jak można się spodziewać, jest obeznany z normą językową. Natomiast bezdomnego mężczyznę – już po dość pobieżnej ocenie – można by uznać za człowieka, który z racji tego, że nie ma zbyt częstej styczności z językiem pisanym, popełnia takie błędy, jak wypowiedzenie słowa „poszłem” oraz niezastosowanie przyimka prostego „w” przed wyrazem „Opatowie”.

Kolejnymi przykładami, które mogą stanowić pewnego rodzaju wyjątek w zapisie poprawnej polszczyzny, są cytaty: „Lubicie się hować (pisownia oryginalna) przed glinami i tymi wszystkimi, co się na nas gapią i się nas czepiają?”, „No bo przecież nalerzycie do tych 50 procent, prawda?”1. Sytuacja, w której padły te słowa, była dość skomplikowana, gdyż miała miejsce podczas zamieszek w Chicago lat sześćdziesiątych. Zacytowane zdania zostały przedrukowane z pewnej z gazet promującej rewolucyjne hasła wśród ludzi młodych, zazwyczaj studentów. Drukował je jeden z bohaterów książki – o imieniu Sebastian. Mężczyzna robił to nielegalnie i w dość stresujących oraz rozpraszających warunkach, podczas zgromadzenia tzw. kobiet wyzwolonych.

Myślę, że zasugerowałam kilka powodów, dla których student mógł popełnić takiego rodzaju błędy językowe: stres, zdenerwowanie czy brak skupienia. Jednakże nie możemy wykluczyć również tego, że zadecydowała zwykła nieznajomość zasad ortografii języka. Jerzy Kozłowski w swoim przekładzie zaznaczył, iż jest to pisownia oryginalna. W jakim celu to zrobił? By ukazać, że Nathan Hill umyślnie zastosował zabieg użycia błędów językowych. Mamy więc do czynienia z kolejnym przykładem, w którym możliwe jest usprawiedliwienie dla celowego nagięcia normy języka. Autor powieści pragnął ukazać, w jakiej sytuacji był jeden z bohaterów książki. Miał na celu zobrazowanie czytelnikom powieści w sposób realistyczny trudnych warunków, w jakich ukazywała się gazeta.

1 Przytoczone słowa pochodzą z książki Niksy autorstwa Nathana Hilla, przetłumaczonej na język polski przez Jerzego Kozłowskiego, wyd. Znak, rok wydania: 2017.


Izabela Wieczorek – licealistka, która w bieżącym roku (2018) podejdzie do egzaminu dojrzałości. Na co dzień zajmuje się pracą początkującego copywritera, zarówno na zlecenie jednej z witryn internetowych, jak i w nieco bardziej prywatnym wymiarze. Prócz tego tworzy amatorsko prozę, którą publikuje na blogu pisanaekranizacja.blogspot.com. Na swym koncie ma również pracę wolontariacką jako recenzentka muzyki metalowej.

Powyższy tekst jest fragmentem pracy pt. „Polowanie na byki” – błędy językowe we współczesnej polszczyźnie (Sfery występowania błędów i sposoby ich korygowania), napisanej w ramach uczestnictwa w XVIII Olimpiadzie Literatury i Języka Polskiego. Artykuł – w porozumieniu z autorką – został poprawiony i nieco przeredagowany przez redakcję Językowych Dylematów na potrzeby publikacji na naszej stronie.

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano | 2 komentarze

Relikt dawnych wierzeń. Wyraj

Wszyscy znamy słowo wyraj jako ‘miejsce odpoczynku, odpoczynek’ [SJP PWN]. Pół wieku temu było to słowo młodzieżowe. Starsi z czytelników lub oczytani w literaturze pięknej kojarzą wyraj jako ‘ciepłe kraje, do których odlatują ptaki na zimę’ tudzież sam ‘odlot ptaków’, ale mało kto wie, jak starożytną – kulturową i religijną – historię ma to słowo.

Według wierzeń słowiańskich Wyraj to bajeczna kraina, do której na zimę odlatują ptaki, z której przychodzi wiosna i z której przylatują bociany, przynosząc dzieci. Początkowo Słowianie wierzyli tylko w Wyraj utożsamiany z Rodem (JEDYNE wtedy bóstwo Słowian), położony daleko za morzem, na końcu Drogi Mlecznej. Wyobrażano go sobie jako ogród za żelazną(?) bramą broniącą wstępu żyjącym, położony w koronie drzewa kosmicznego. W gałęziach tego drzewa miały gniazdować ptaki, utożsamiane z duszami ludzkimi. I z tymi duszami Słowianie identyfikowali odlatujące do Wyraju i powracające na wiosnę ptaki wędrowne.

Zgodnie z ludowymi wierzeniami wraz z dymem stosu pogrzebowego dusza ludzka w postaci ornitomorficznej (ptasiopodobnej) ulatywała do Wyraju, skąd po jakimś czasie powracała w łono brzemiennej kobiety, przynoszona przez bociana lub lelka. Wygląda na to, że Słowianie wierzyli w reinkarnację, co nie jest dziwne, gdy się pamięta, że ich kuzyni sprzed 6000 lat – Hindusi – wierzą w nią do dziś.

Rolę przewodników w drodze do Wyraju miały pełnić żurawie jako ptaki najlepiej znające drogi powietrzne i nawodne. To ich piór i nóg miały się czepiać dusze ludzkie w pośmiertnej wędrówce. Ptak ten jest też obecny w rytualnych tańcach dotyczących losów ludzkich dusz u Rzymian i Greków. W Europie „taniec żurawia”, taniec obrzędowy śmierci, przetrwał do XIX w. Co ciekawe, również w mitologii chińskiej (brak danych o związku z kulturą praindoeuropejską) żuraw jest przewodnikiem dusz zmarłych w ich drodze do Zachodniego Raju.

A wspomniany lelek? Sprawę wyjaśnia język ukraiński, w którym lelek (lelek biały – лелека білий) to właśnie nasz bocian (bocian biały).

Tak na kolejnym przykładzie widać jedność wszystkich ludzi, wspólnotę kultur, wierzeń i mitów. Zaś od dziś bądźmy świadomi, że jadąc na wyraj, odbywamy podróż wręcz transcendentną, a wracając z wyraju, rodzimy się na nowo.

– Tomasz Marek

za:
Wikipedia
SJP PWN

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano , | Dodaj komentarz

Ciekawostki językowe (50) – jubileuszowe

Nasze pierwsze ciekawostki językowe opublikowaliśmy 14 sierpnia 2013 r. Cykl szybko zadomowił się u nas na stałe i wkrótce zaczął się pojawiać regularnie jako ostatni artykuł w kolejnych miesiącach. Dziś mały jubileusz, bo to już 50. odcinek ciekawostek. Na początek dwie krótkie ciekawostki, a potem mała garść wspomnień, podsumowań.

50. odcinek! Możemy świętować 😉

1.
Czy wiesz, że…

form zaimków cię i ciebie nie można stosować zamiennie? Forma ciebie występuje bowiem wyłącznie w pozycji akcentowanej, a cię – przeciwnie – w nieakcentowanej. Powiemy więc: Nie lubię cię, ale: Ciebie to ja nie lubię.
(Por. https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Kocham-cie;2587.html)

2.
Czy wiesz, że…

choć napiszemy dwoje (oboje), troje, czworo oczu (nie: dwa (oba), trzy, cztery oczy) patrzy, patrzyło (nie: patrzą, patrzyły), to gdy chodzi o człowieka ślepego, powiemy: ślepy na oba oczy (nie: oboje oczu)?
(za: Nowy słownik poprawnej polszczyzny, hasło: oko)


Pierwsza ciekawostka

A oto pierwsza ciekawostka opublikowana w naszym cyklu – 14 sierpnia 2013 r. pod numerem pierwszym:

Czy wiesz, że wymawiając wyraz nauka, możemy postawić w nim akcent na dwa sposoby? W podstawowej wersji akcent pada na przedostatnią sylabę: nauka; dopuszcza się jednak również postawienie akcentu na sylabę trzecią od końca, która jest w tym wypadku pierwszą: nauka. (Za: Nowy słownik poprawnej polszczyzny, hasło: nauka).

Na koniec miesiąca

Już 4. odcinek ciekawostek został opublikowany jako ostatni wpis w miesiącu. I tak już – poza nielicznymi wyjątkami – zostało. Niekiedy bywało tak, że poszczególne ciekawostki były publikowane w ciągu miesiąca kolejno na naszej facebookowej tablicy, a na koniec – na podsumowanie miesiąca – na blogu ukazywał się ich zbiór. Zdarzało się też, że ciekawostki odnosiły się do najciekawszych pytań Czytelników zadawanych na naszej stronie.

35. odcinek ciekawostek, opublikowany 30 lipca 2016 r., po raz pierwszy przygotował nasz stały współpracownik Tomasz Marek. Od tej chwili wybrał i zredagował on ciekawostki aż do 13 spośród 16 ostatnich odcinków.

Liczba ciekawostek

W artykule z pierwszym zestawem ciekawostek znalazło się założenie, że „w jednym odcinku będzie się pojawiało od dwóch do czterech ciekawostek” oraz że „w jednym lub dwóch zdaniach będziemy przedstawiać jakąś zasadę języka polskiego czy znaczenie danego wyrazu”. Potem jednak ciekawostki znacznie się rozwinęły i to pod obydwoma względami. Ich omówienia zrobiły się niekiedy znacznie dłuższe (zwłaszcza w kilkunastu ostatnich odcinkach), publikowaliśmy ich też często więcej (rekord padł w części 19., w marcu 2015 r., gdy opublikowaliśmy ich aż 9).

W sumie do tej pory (wliczając dwie dzisiejsze) opublikowaliśmy 226 ciekawostek (co daje średnią minimalnie ponad 4,5 ciekawostki na wpis) i 10 bonusów.

Fotki do ciekawostek

Początkowo przy ciekawostkach – jako ich znak rozpoznawczy – publikowaliśmy zdjęcia zdziwionej Dominiki Pełki z naszej sesji ze stycznia 2013 r. (najczęściej – w sumie czterokrotnie – to, które znajduje się obok), później kolaże zdjęć naszych dziewcząt: Dominiki, Kasi, Małgosi i Madzi. Z czasem postawiliśmy na zdjęcia tematyczne, mniej lub bardziej związane z którąś z publikowanych w danym odcinku ciekawostek.

Ciekawostki niezmiennie są jednymi z chętniej odwiedzanych nowych wpisów na naszej stronie.

Zaszufladkowano do kategorii Ciekawostki językowe | Otagowano , , , | 2 komentarze

O interpunkcji. Czy autor zawsze wie, jak napisać to, co chce wyrazić?

Zdjęcie: Melrose Studio (2017) ©

W niedawno redagowanej książce trafiłem na takie oto piękne pod względem interpunkcyjnym zdanie:

Sprawdzona wiedza wymaga selekcji, przechowywania i aktualizowania, dokumentowania, i odpowiedniego systemu zarządzania.

Zdanie wyglądało właśnie tak i go nie poprawiałem, uznając, że interpunkcja jest perfekcyjna i zastosowana świadomie, a tym samym napisano dokładnie to, co autor chciał wyrazić.

Ze względu na potrzeby naszego tekstu rozważmy sobie jednak, jaki jest przekaz tego zdania za sprawą tej interpunkcji i co by się stało, gdyby skasować jeden przecinek. Na koniec uwaga na temat tego, czy warto w takie zdania w ogóle ingerować, zadając pytanie, co dokładnie autor chciał wyrazić, gdy ma się przekonanie, że prawdopodobnie zostało napisane poprawnie.

Co wyraża zdanie

Wedle zastosowanej interpunkcji dowiadujemy się, że sprawdzona wiedza wymaga:

  • selekcji,
  • przechowywania i aktualizowania (czyli dokumentowania – wtrącenie otoczone przecinkami),
  • odpowiedniego systemu zarządzania.

Ciekawe jest tutaj to, że dokładnie tę samą interpunkcję należałoby zastosować, gdyby sprawdzona wiedza wymagała:

  • selekcji,
  • przechowywania,
  • aktualizowania (czyli dokumentowania),
  • odpowiedniego systemu zarządzania.

O tym, że zapewne autorowi chodziło o pierwsze znaczenie, wiemy z kontekstu, wnioskujemy również z tego, że struktura z podwójnym i w takiej konstrukcji byłaby dość niespodziewana i zbyt skomplikowana.

Skasujmy przecinek

A co by się stało, gdyby skasować przecinek przed słowami i odpowiedniego systemu zarządzania?

Sprawdzona wiedza wymaga selekcji, przechowywania i aktualizowania, dokumentowania i odpowiedniego systemu zarządzania.

Wtedy mamy kilka możliwości: Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Tak pracujemy | Otagowano , , , | 9 komentarzy

Błędy językowe we współczesnej polszczyźnie. Klasyfikacja w ujęciu S. Garczyńskiego

Izabela Wieczorek •

Błąd językowy jest pojęciem dość ogólnym, a na jego istotę i występowanie składa się duża liczba czynników. Z tego łatwo można wyciągnąć wniosek, że istnieją różne rodzaje błędów językowych, zależne od mnogiej liczby aspektów, m.in. od czasu, podmiotowości czy jego skutków.

Izabela Wieczorek, autorka wpisu.

Kolejnym istotnym czynnikiem w definiowaniu błędu językowego jest też obszar lub lepiej ujmując, sfera, w której taki błąd występuje. Wielu z nas poszukuje rozwiązań, aby takowych błędów nie popełniać, warto więc zastanowić się, cóż można uczynić, by jak najrzadziej potykać się na ścieżce polonistycznych zawiłości.

Klasyfikacja Stefana Garczyńskiego

Jasnym jest, że dziś bez problemu moglibyśmy znaleźć za pomocą przeglądarki internetowej dokładny tradycyjny podział błędów językowych. Garczyński – rzecz jasna – wiedział, iż taki ich podział istnieje (tzn. na – przykładowo – błędy fonetyczne, ortograficzne bądź interpunkcyjne), więc postanowił podjąć się nieco bardziej ambitnego zadania, gdyż w swej klasyfikacji błędów językowych ujął te odwołujące się nie tylko do samej poprawności języka polskiego, lecz także do zwykłej ludzkiej codzienności, która nieuchronnie cechuje się występowaniem mnogiej liczby językowych nieścisłości. Autor podjął się próby klasyfikacji błędu, jednakże od razu przestrzegł, iż: „Zaprowadzić porządek w świecie błędów jest trudniej niż w świecie prawd”. Zastosował się również do klasyfikacji błędów podług myśli Tadeusza Kotarbińskiego. Po wieloletniej analizie oraz usystematyzowaniu wszelkiego rodzaju błędów, Garczyński przedstawił swój porządek nieprawidłowości językowych.

Uwzględnił m.in.:

błędy dzielone ze względu na kryterium czasu:

  • błędy jednorazowe i błędy trwałe, nieustannie się powtarzające,
  • błędy wyprzedzania (ktoś wypowiada słowo wcześniej aniżeli jego mózg zdąży to zarejestrować), np. „pczeczekać” zamiast „poczekać”, „partorałki polskie” zamiast „pastorałki”, i błędy następowania; sam Garczyński daje taki przykład: „Czytając w autobusie artykuł o dwunastu przyczynach zawałów serca, podaję konduktorowi trzy złote ze słowami: «dwanaście po trzy»” (błąd wynika z sytuacji, która wydarzyła się przed chwilą, czyli dana nieprawidłowość jest następstwem uprzednio zaistniałej sytuacji);

Stefan Garczyński, Błąd. Źródła. Unikanie,
wyd. Nasza Księgarnia.

błędy formalne (popełniane w rozumowaniu) i rzeczowe (polegające na fałszywym widzeniu rzeczywistości);

błędy działania: błędy w wyborze celów, w wyborze sposobów i środków, oraz błędy wykonania;

błędy indywidualne, np. emocjonalne nastawienie jednostki, i błędy zbiorowe, typowe dla zawodów, środowisk, klas, narodów;

pożyteczne (np. optymizm w beznadziejnej sytuacji albo mity i legendy, które inspirują odwagą, poświęceniem czy sprawiedliwością);

nieszkodliwe (np. zawołanie na kota „Burek” – i przybiega Burek zamiast Mruczka);

orientacji: wynikają z braku dostatecznych informacji; człowiek wykonujący daną czynność nie dostrzega tego, co powinien dostrzegać, lub nie wie tego, co powinien wiedzieć;

decyzji: pojawiają się, gdy człowiek wykonujący czynność nie potrafi wykorzystać otrzymanych wiadomości.

Oczywiście rodzaje błędów, które wymieniłam, są tylko niektórymi uwzględnionymi przez Stefana Garczyńskiego potknięciami w polszczyźnie.

Systematyzacja tradycyjna

By zestawić ze sobą dwa sposoby definiowania błędów językowych i pokazać, jak nowatorskie (szczególnie w latach siedemdziesiątych XX wieku) było ujęcie autora książki pt. „Błąd. Źródła. Unikanie”, postanowiłam wykorzystać do tego Vademecum maturalne, w którym następująco pogrupowano błędy językowe:

błędy gramatyczne – składniowe (np. W pokoju siedzi Aga i Michał) lub fleksyjne (np. przyjacielach, komedie Aleksandra Fredro, koniami);

błędy leksykalne – słownikowe, wyrazowe (np. wrócić z powrotem lub cofnąć się do tyłu; mylenie znaczeń wyrazów: status i statut, adoptować i adaptować; uparty jak kozioł zamiast poprawnego: uparty jak osioł) oraz słowotwórcze (np. matkowy zamiast poprawnej formy: matczyny; eurosejm zamiast europarlament);

błędy fonetyczne: niepoprawne akcentowanie, wymawianie głosek zapisanych literami ą i ę;

błędy stylistyczne (np. Dokonałem zakupu proszku do prania lub W wyniku śledztwa ustalono, że facet ukrywa się na wsi);

błędy ortograficzne (np. Język Polski, napewno, na prawdę, Pujdźmy wykąpać się nad może);

błędy interpunkcyjne (np. Jadąc nad morze czytałem książkę – brakuje wydzielenia przecinkiem imiesłowowego równoważnika zdania).

Źródła:
Stefan Garczyński, Błąd. Źródła. Unikanie, wyd. Nasza Księgarnia, 1973.
Vademecum maturalne z języka polskiego dla poziomu podstawowego oraz rozszerzonego, wyd. Greg, rok wydania: 2017.


Izabela Wieczorek – licealistka, która w bieżącym roku (2018) podejdzie do egzaminu dojrzałości. Na co dzień zajmuje się pracą początkującego copywritera, zarówno na zlecenie jednej z witryn internetowych, jak i w nieco bardziej prywatnym wymiarze. Prócz tego tworzy amatorsko prozę, którą publikuje na blogu pisanaekranizacja.blogspot.com. Na swym koncie ma również pracę wolontariacką jako recenzentka muzyki metalowej.

Powyższy tekst jest fragmentem pracy pt. „Polowanie na byki” – błędy językowe we współczesnej polszczyźnie (Sfery występowania błędów i sposoby ich korygowania), napisanej w ramach uczestnictwa w XVIII Olimpiadzie Literatury i Języka Polskiego. Artykuł – w porozumieniu z autorką – został poprawiony i nieco przeredagowany przez redakcję Językowych Dylematów na potrzeby publikacji na naszej stronie. Nadano też nowy tytuł oraz śródtytuły.

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano | Dodaj komentarz

10 najczęstszych błędów językowych w opisach ofert nieruchomości

Jak napisać: w Wilanowie czy na Wilanowie? Jeżeli Al. (liczba mnoga alei, np. Al. Jerozolimskie) piszemy dużą literą, to dlaczego ul. (od ulicy) już małą? Co właściwie oznacza M3 i gdzie w zdaniu „Piękna działka z malowniczym akwenem wodnym” kryje się błąd językowy? Poszukaliśmy i znaleźliśmy odpowiedzi na te i wiele innych pytań związanych z pisaniem ogłoszeń nieruchomościowych.

1. ul., pl., al., i Al. – kiedy małą, a kiedy dużą literą?

  • Źle:, Ul.
  • Dobrze: , ul.
  • Wyjątki: nazwy własne lub zwyczaj językowy

O ile w przypadku skrótów od nazw gatunkowych ulica i plac nie ma większych problemów (oba piszemy małą literą), o tyle aleja może nam sprawić więcej trudności. Ogólna zasada mówi, że skrót od słowa aleja (liczba pojedyncza) piszemy małą literą, natomiast skrót od słowa aleje (liczba mnoga) już wielką.

Warto jednak zawsze sprawdzić, czy dany skrót nie powinien być zapisany mimo wszystko dużą literą. Zdarzyć się może, że ze względu na znaczenie danej alei i np. dodatkową chęć podkreślenia zasług jej patrona, oficjalny zapis uwzględnia dużą literę, np. Aleja Piłsudskiego.

2. Komin na domu czy na domie?

  • Dobrze: na domu

Słowo domie jest formą przestarzałą, którą możemy jeszcze spotkać w starszych wydaniach literatury. Obecnie zaleca się stosowanie formy domu (i zresztą częściej się jej używa). Wielki słownik ortograficzny PWN (2016) podaje wyłącznie formę domu.

3. Nazwy dzielnic – na Wilanowie czy w Wilanowie?

  • Źle: zawsze mówić na
  • Dobrze: sprawdzić, jak mówią mieszkańcy

Przyjęło się, że jeżeli nazwa dzielnicy określa część miasta, wówczas mówimy, że jedziemy np. na Wolę (Warszawa). W przypadku, jeżeli nazwa dzielnicy pochodzi od nazwy wsi, która dopiero w okresie późniejszego rozwoju miasta została do niego włączona – wtedy używamy przyimka w, czyli np. w Wilanowie (Warszawa).

Zasada ta nie wydaje się dość jasna, a samo jej stosowanie jest bardzo płynne – w Warszawie powiemy np. w Wilanowie, ale już na Ursynowie, mimo że obie nazwy pochodzą od dawnych nazw miejscowości. Zdarza się też, że choć oficjalnie powinno się użyć przyimka w, to mieszkańcy na zasadzie analogii do innych dzielnic zaczynają stosować zwrot jadę na, który powoli wyprowadza z użytku dawną konstrukcję. Dlatego w przypadku nazw własnych najlepiej jest zawsze sprawdzić, jaki zwrot jest oficjalny lub powszechnie używany. Jak to zrobić? Na przykład wchodząc na stronę urzędu miasta lub dzielnicy, wyszukując hasła w różnego rodzaju encyklopediach internetowych i papierowych czy po prostu zaglądając na strony i fora tematyczne poświęcone danej dzielnicy.

W ten sam sposób warto sprawdzić odmianę nazw mniejszych miejscowości i nazw ulic – często okazuje się, że zwyczajowa forma jest różna od tej, której moglibyśmy się spodziewać.

4. W rynku czy na rynku?

  • Dobrze: w rynku, na rynku

Obocznie. Językoznawcy uznają poprawność obu form, jednak trzeba być świadomym, że mogą mieć one nieco różne odcienie znaczeniowe. Podkreślił to prof. Mirosław Bańko w Poradni Językowej PWN:

Na przykład konstrukcja w rynku podkreśla zamknięty charakter tej części miasta (rynek jest jak pudełko, jego pierzeje to ściany pudełka), podczas gdy konstrukcja na rynku podkreśla – przeciwnie – otwarty charakter tego miejsca (synonimem może tu być „na placu”).

Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Językowe dylematy | Otagowano , , , , | 5 komentarzy

Jak powstają słowa. Tężyzna

Każdy człowiek, choćby jako dziecko, wymyśla nowe słowa. Zwykle ich zasięg jest ograniczony do kręgu rodziny lub znajomych, a żywot nie trwa długo. Neologizmy wymyślają też pisarze i te – bywa – pozostają w języku.

Nowy wyraz niezmiernie podobał się księciu i on to wprowadził go
do użytku na dworze. Odtąd waleczny oficer czy żołnierz był tężyzną,
a nawet piękna, młoda kobieta czy dzielny koń tak były zwane.
/ Zdjęcie ze zbiorów Magdaleny Forgiel ©

Kochanowski wprowadził do języka polskiego złożenia typu: wiatronogi, złotooka, białoskrzydła. Inni stworzyli postacie, które stały się źródłem rzeczowników pospolitych, jak: hamletyzowanie, dulszczyzna, lowelas, szowinizm czy donkiszoteria. Byli i tacy, którzy całą swoją twórczością sprowokowali powstanie takich określeń, jak: homeryckie porównanie, homerycki śmiech, żeromszczyzna. A cóż może wprowadzić do zasobów języka człowiek, który publicznie nie przemawia, piórem nie pracuje? Niewiele. A jeśli nawet – pozostanie nieznany; minie go sława…

Okazuje się jednak, że są wyjątki. Oto jeden z nich – twórca tężyzny, Michał Mikołaj Cichocki.

Michał Mikołaj Cichocki (1770 – 1828) był naturalnym synem króla Stanisława Augusta Poniatowskiego i Magdaleny Agnieszki Sapieżyny z. d. Lubomirskiej. Oficer walczący w wielu wojnach, awansowany na generała w 1813 r. po bitwie pod Lipskiem. Życie zakończył w stopniu generała brygady Królestwa Polskiego.

W czasach napoleońskich (prawdopodobnie latem 1813 r.) pojedynkowało się w Jeziornej dwóch ludzi. Pułkownik Cichocki, sekundant jednego z nich, opowiadał o pojedynku księciu Józefowi Poniatowskiemu, który bardzo się tym interesował. Cichocki wpadł w zapał nad dziarskim zachowaniem pojedynkowiczów i nie mogąc dobrać stosownego wyrazu dla ich mężnego stawania, opisał to tak: „to prawdziwa tężyzna”. Nowy wyraz niezmiernie podobał się księciu i on to wprowadził go do użytku na dworze. Odtąd waleczny oficer czy żołnierz był tężyzną, a nawet piękna, młoda kobieta czy dzielny koń tak były zwane.

Wprawdzie na przełomie XVIII i XIX w. słowo tężyzna istniało, ale oznaczało coś pochodnego od tężenia, czyli usztywnienia (np. karku) lub stęgnięcia (np. tynku na ścianie). Linde (w tomie V Słownika języka polskiego, 1812 r.) podaje przy haśle tężyć znaczenie tężyzny tak: ‘tęgiego co, walnego co’, co wprost wynika z końcówki -yzna (dłużyzna – ‘coś długiego’, starzyzna – ‘coś starego’). Może na początku XIX w. rzeczywiście z tężyzną tak było, ale Cichocki rozpoczął szybką ewolucję sensu tego słowa, sprawiającego do dziś problemy językoznawcom.

Podobnie jak polszczyzna nie oznacza już ‘czegoś polskiego’ (a tak było jeszcze u Mickiewicza), tylko zawęziła znaczenie do ‘języka polskiego’, tak w 1916 r. wg A. Danysza tężyzna „dotyczy nie osoby o tęgim usposobieniu, ale samego usposobienia”. Polscy pisarze (Boy-Żeleński, Kotarbiński) jeszcze niedawno używali określenia tężyzna przenośnie, przypisując ją słowu czy dramatowi. Współcześnie tężyzna to ‘duża siła i wytrzymałość fizyczna lub psychiczna’ (SJP PWN), jednakże w NKJP jest tylko jedno użycie wskazujące na tężyznę psychiczną obok fizycznej; pozostałe dwadzieścia jeden mówi wyłącznie o tężyźnie fizycznej lub tężyźnie ciała człowieka. Najwyraźniej Polacy wciąż się wahają, jak tę tężyznę rozumieć.

A gdyby tak, panowie, zwrócić się do jakiejś dziewczyny słowami: „Ale z ciebie tężyzna”? Jak sądzicie – dobra metoda na podryw? Potem można przytoczyć powyższą anegdotę i jeśli się trafi na inteligentną, jest szansa na sukces… Tylko o definicji Lindego sza!, bo jak to „coś tęgiego” was „walnie”, to na zobaczeniu gwiazd może się nie skończyć!

— Tomasz Marek

za:
A. Danysz, Język Polski i Poradnik Językowy, R.3. z. 7/10 (w grudniu 1916).
J. Podracki, Świat ludzi, rzeczy, słów, Warszawa 1994.

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano , | Dodaj komentarz

Sąsiadujące okoliczniki – kiedy stawiać przecinek

Na przełomie października i listopada br. pod wpisem „W Wilnie w tym domu mieszkała s. Faustyna”. Czy potrzebny tu przecinek? odbyła się krótka, lecz pasjonująca dyskusja nt. stawiania przecinków między sąsiadującymi okolicznikami. Wydaje się ona na tyle istotna, że Językowe Dylematy jej obszerne fragmenty postanowiły udostępnić Czytelnikom w osobnym wpisie.

Zdjęcie: Natalia Klocek dla Językowych DylematówMagda (Czytelniczka)

Próbuję rozgryźć, jak to jest z tymi sąsiadującymi okolicznikami i nie mogę dojść do jednoznacznej konkluzji 🙁

Ilustrując zasadę wspomnianą przez p. Jana, znawcy tematu podają słynne już zdanie o środzie:
„W ubiegłym tygodniu, w środę, wrócił z Australii.”
Cóż z tego, skoro po chwili pada kolejny przykład:
„W czwartek po południu odbyło się spotkanie.”

Dlaczego w tym zdaniu przecinek nie jest już konieczny, jeśli też występują w nim koło siebie dwa okoliczniki, przy czym pierwszy (w czwartek) jest ogólniejszy niż drugi (po południu)?

Może ułatwi mi zrozumienie zagadnienia porada dotycząca interpunkcji w poniższych zdaniach (o którą niniejszym proszę):

  1. Zimą 1948 roku, dzięki wsparciu rodziców, którzy przekazali mu część oszczędności, zakupił mieszkanie.
  2. W przyzwoitej rodzinie, w takich okolicznościach, odmówiono by mu pożyczki.
  3. Następnego dnia, jeszcze przed zmierzchem, pod nieobecność sąsiadów, udało nam się wejść na teren ich posiadłości.

Czy interpunkcja w tych zdaniach jest poprawna?


Paweł Pomianek

„W ubiegłym tygodniu, w środę, wrócił z Australii.”
Cóż z tego, skoro po chwili pada kolejny przykład:
„W czwartek po południu odbyło się spotkanie.”

Wie Pani, ja dostrzegam między tymi zależnościami jednak pewną różnicę. Proszę sobie to zobrazować następująco: czwartek po południu to jeden czas. Chyba że chcemy przekazać W czwartek, dokładniej mówiąc po południu – wtedy postawimy przecinki. Podczas gdy ubiegły tydzień środa… No cóż, sama Pani widzi, że tak nie powiemy. Że tutaj zawsze jest konkretyzacja, że samo takie połączenie sugeruje przekaz: W ubiegłym tygodniu, a konkretnie w środę. I to jest raz.

Rzecz druga to zdania:

  1. Zimą 1948 roku, dzięki wsparciu rodziców, którzy przekazali mu część oszczędności, zakupił mieszkanie.

Przecinek opcjonalny w zależności od intencji. Jeśli dzięki wsparciu rodziców jest tylko dopowiedzeniem, które autor mógłby pominąć, które ma niższy status, to przecinek jest potrzebny. Jeśli to jednorodna informacja całościowa to napiszemy Zimą 1948 roku dzięki wsparciu rodziców. Bardziej naturalna wydaje się wersja z przecinkiem.

  1. W przyzwoitej rodzinie, w takich okolicznościach, odmówiono by mu pożyczki.

Wersja bez przecinków zdecydowanie bardziej naturalna, chyba że np. chcemy w wymowie bardzo wyraźnie wydzielić, że chodzi nam o TE KONKRETNE OKOLICZNOŚCI.

  1. Następnego dnia, jeszcze przed zmierzchem, pod nieobecność sąsiadów, udało nam się wejść na teren ich posiadłości.

Tak
Następnego dnia, jeszcze przed zmierzchem, pod nieobecność sąsiadów udało nam się wejść na teren ich posiadłości.
Lub tak:
Następnego dnia jeszcze przed zmierzchem, pod nieobecność sąsiadów, udało nam się wejść na teren ich posiadłości.
Albo nawet tak:
Następnego dnia jeszcze przed zmierzchem pod nieobecność sąsiadów udało nam się wejść na teren ich posiadłości.
Ostatnia wersja jest najmniej przejrzysta. W poprzednich dwóch jedna lub druga część informacji jest mniej istotnym wtrąceniem.


Tomasz Marek

1) „W ubiegłym tygodniu, w środę, wrócił z Australii.”

Ale czytam:
‚– nie rozdziela się przecinkami okoliczników jednorodnych wyznaczających wspólnie to samo miejsce, tą samą porę itd. [2) „Co roku o tej porze padają tam obfite deszcze”.]’

Pewnie powie Pan, że to trochę co innego, a i moje wyczucie się z tym zgodzi. A co z przecinkami w takim zdaniu:

„W środę, w przerwie obiadowej, odebrała z Urzędu prawo jazdy”?

Czy jest to bardziej 1) czy 2)?


Paweł Pomianek

Zdecydowanie 1): W środę, dokładnie mówiąc w przerwie obiadowej, odebrała z Urzędu prawo jazdy.

No chyba że chcemy powiedzieć coś innego. Nie chodzi nam o to, że ona odebrała to prawo jazdy w środę, korzystając z przerwy obiadowej. Tylko chodzi nam o to, że – dajmy na to – u niej w pracy te przerwy obiadowe są tak znakomite, że ona mogła sobie w tej przerwie nawet – WOW! – prawo jazdy odebrać. Wtedy mamy wersję bez przecinków. Zmyślam przykładowe zdania kontekstowe:

W jej pracy przerwy obiadowe były naprawdę długie i można było je sensownie wykorzystać. W środę w przerwie obiadowej odebrała z urzędu prawo jazdy. W czwartek poszła na spotkanie z potencjalnym sprzedawcą samochodu. A w piątek zdążyła się ze szczęścia nawet upić. Tego dnia do pracy już nie wróciła. 😉

Niby niuanse… A właśnie tak wiele w znaczeniu zdania te przecinki zmieniają.

Całą dyskusję znajdziesz tutaj.

Zaszufladkowano do kategorii Językowe dylematy | Otagowano , , | 5 komentarzy

Czy wiesz, że… Ciekawostki językowe (49)

Rok 2017 kończymy małą porcją językowych ciekawostek, ponownie przygotowaną przez Tomasza Marka.

Szczęśliwego nowego roku! W roku 2018 zaprosimy już na 50.
odcinek naszych ciekawostek. / Zdjęcie: Photoxpress.com

1.
Czy wiesz, że…

przymiotnik nikczemny pochodzi od niczego (czyli od nic)? Powiedzieć o kimś niczemny (bo tak zapisywano to 400 lat temu) znaczyło, że ‘jest niczym’, czyli, jak mówiono dawniej, niczem. „Niczemny król niczemnym ludziom wolność daje” (M. Bielski, 1551 r.). To przysłowie wciąż jest aktualne – im mniej wart (nikczemny) polityk, tym większe podarki (nikczemnym) ludziom obiecuje i czasem, niestety (bo nie ze swego), rozdaje.
I dziś niekiedy (a przed 100 laty nagminnie) przymiotnik nikczemny, oprócz (pejoratywnej) oceny moralnej, jest stosowany w znaczeniu ’błahy, lichy, mały‘ – „tak mały, że aż nic”. O ludziach niskich mawia się nikczemnego wzrostu, nikczemnej postury. Małość i nikczemność od wieków są ze sobą w ścisłym, językowym związku.
za: A. Brückner, Język Wacława Potockiego…

2.
Na pewno znasz…

żeńską wersję nazwisk typu Słodki (Słodka), Czarny (Czarna). Jednak w roku 1916 żona pana o nazwisku Koza to Kozina, a Sikora – Sikorzyna. Dziś tak nie jest – tak nazywane żony poczułyby się obrażone (kozina to… mięso z kozy). Wtedy doradzano, że jeśli kogoś Słodka czy Czarna razi, to może mówić Słodkowa i Czarnowa.
Razi!? Dziś właśnie Słodkowa, Czarnowa rażą. Nazwisko odmężowskie w wersji dzierżawczej wielu kobietom oglądającym Opowieść podręcznej (serial [2017] na podstawie powieści M. Atwood [1985], także film [1990]) kojarzy się z nieakceptowalną dominacją męską graniczącą z niewolnictwem kobiet. O, tempora! O, mores! (Cicero: „Co za czasy! Cóż za obyczaje!”).
za: redakcja, Język Polski, rocznik III (1916)

3.
Z pewnością wiesz, że…

istnieją rozliczne gwary. Na pewno spotkałeś się z którąś z nich: śląską, warszawską, kaszubską (niektórzy uważają ją za osobny język) czy inną regionalną. Znane są słowniki gwar, drukowane od kilku wieków. W 1912 r. ukazał się w Krakowie słownik Gwara złodziejska z r. około 1840. W tym samym czasie opublikowano Słowniczek gwary partyjnej w Królestwie. W tym (!) słowniku znajdziemy gwarowe nazwy różnych więzień wraz z wyjaśnieniami, skąd się wzięły – Arsenał, Pawiak, Serbia, Mokotów (Warszawa), Bastion, Pod Telegrafem (Kraków), Brygidki (Lwów)…

4.
Czy wiesz, że…

kiedyś powszechne, a dziś nieco zapomniane powiedzenie: pisać na Berdyczów, ma pochodzenie wywodzone na wiele sprzecznych sposobów? W zasadzie każdy językoznawca ma własną teorię. Otóż Kopaliński uważał, że (zapewne) poczta w Berdyczowie źle działała. M. Malinowski jest pewny, że to sprawka kupców, którzy często na jarmarki do Berdyczowa zjeżdżając, podawali tamtejszy tymczasowy adres, a potem, wyjechawszy, listów nie odbierali. Na tym tle najbardziej wiarygodne jest wyjaśnienie Brücknera (kategorycznie twierdzi on, że „inne są mylne” – ha, widocznie i przed nim było ich dużo!) wywodzące ów Berdyczów z późniejszej przeróbki Berdechowa, które w literaturze baroku (kilka cytowań!) było biedną, jedyną pozostałą utracjuszowi niedochodową wioską – bo tenże resztę majątku dawno w karty przegrał – wobec czego jego długi stały się nieściągalne.
za: W. Kopaliński, Słownik mitów i tradycji kultury (Warszawa 1985)
Obcy język polski (http://obcyjezykpolski.pl/pisz-na-berdyczow/)
Brückner, Język Wacława Potockiego…

Zaszufladkowano do kategorii Ciekawostki językowe | Otagowano , , | Dodaj komentarz