Tata, nie widziałeś intelnetu mamy? Wypowiedzi moich synów

– Gdzie jest Piotruś marzeń? – pyta trzyletni Dominik o swojego o dwa lata starszego brata. Formułowanie wniosków, budowanie wyrazów, ciekawy szyk zdań – to wszystko u moich dzieci jest dla mnie niezmiennie fascynujące.

Piotruś i Dominik

Ciekawe jest choćby to, że pięcioletni syn używa formy „przyszłem”, a młodszy, trzylatek, mówi „przyszedłem”. Ale ten ostatni to jakiś taki w ogóle kulturalny wyjątkowo: używa dużo częściej form grzecznościowych („dziękuję”, „pseplasam”, „plosę”). Choć w jego przypadku ciekawostką jest fakt, że często mówi formami żeńskimi: „zlobiłam”, „spałam”, „zjadłam” etc. Czyżby uczył się od najstarszej siostry zamiast od brata? Ale przecież Piotruś, choć miał tylko starszą siostrę, w jego wieku nie używał form żeńskich.

Inną kwestią wartą odnotowania jest fakt, że u Piotrusia słyszę już pomału ładne r, podczas gdy o głoskach szumiących (sz, cz, rz) nie ma nawet co marzyć – to też dość nietypowa kolejność. No ale fakt faktem akurat jemu r jest bardziej potrzebne, przynajmniej przy przedstawianiu się 🙂

Tych wniosków byłoby jak zawsze wiele i pewnie przydałaby się po dłuższej przerwie taka nowa analiza tego, jak zmienia się i kształtuje język moich dzieci (zob. więcej w tagu dziecko). Wiele wniosków o dziecięcym języku można jednak wyciągnąć również z tekstów, zabawnych wypowiedzi dziecięcych i sytuacji z życia rodzinnego, które osobiście mam zwyczaj skrzętnie notować.

Przy okazji odsyłam do pokrewnego tekstu Świeżość dziecięcego języka, będącego recenzją książki I kto to papla. Nietypowy słownik dziecięcego języka.

Tymczasem teraz spośród zabawnych sytuacji związanych z moimi dziećmi, które wynotowałem w tym roku, wybrałem te w jakiś sposób odnoszące się do używania przez nie języka. Bohaterami są moi dwaj młodsi synowie: Piotruś (5 lat) i Dominik (3 lata).


21 lutego

Dominik (2,5 r.) to niezły jest. Gdy Ania nakłada mu obiad na talerz, to prawie zawsze mówi: „Dziękuję, mamo”. Gdy coś podaje starszemu rodzeństwu, to obowiązkowo z „Plosę” na ustach. Nie wiem, skąd się to najmłodsze dziecko takie kulturalne wzięło.

Ale najlepsze i tak jest jego śpiewne „Doblawidzenia”, gdy wychodzi z pokoju albo żegna babcię czy dziadzia. To skompilowane pożegnanie ma i tę zaletę, że można je stosować o każdej porze doby 😀


8 kwietnia

Gramy wczoraj z Piotrusiem w szachy na laptopie, Piotruś – fan szachów – się przygląda. W pewnym momencie stwierdzam:

– Mam pomysł!

Na to Piotruś stylem dzielnicowego Parysa z serialu „Alternatywy 4” (w sposobie mówienia też):

– Będziesz miał dobry pomysł – bedzie dobrze. Będziesz miał zły pomysł – nie bedzie dobrze.


20 kwietnia

Poniedziałek Wielkanocny. Idziemy przez cmentarz. Piotruś widzi duży drewniany krzyż i stwierdza:

– Tata, zobacz, Pan Jezus umrzęty.


27 czerwca

Piotruś: Tata, gdzie jest źródełko?

– Gdzie jest mydełko? – „powtarza” Dominik.

Po chwili.

Piotruś: Gdzie jest źródło?

– Gdzie jest pudło? – „powtarza” echo-młodszy brat. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano , | Dodaj komentarz

Nieoczywiste tytuły zawodowe. Doktor, profesor, magister, mecenas

Wśród rozlicznych tytułów przysługujących członkom grup zawodowych istnieją takie, które brzmią inaczej niż nazwa zawodu bądź funkcji. Najczęstsze z nich to doktor w odniesieniu do lekarza, profesor w odniesieniu do nauczyciela szkoły średniej, magister w odniesieniu do aptekarza i mecenas w odniesieniu do adwokata, choć użycie tego ostatniego jest szersze.

Przyczyną ich powstania i stosowania jest chęć podniesienia godności adresata. Sprawy trzech pierwszych (doktor, profesor i magister) są proste do wyjaśnienia. O doktorze napiszę tylko, że wyłącznie w odniesieniu do lekarki stosuje się odpowiednik żeński – doktorka. [Z własnych obserwacji powiem (prof. M Łaziński tego nie zauważa), że przynajmniej w Wielkopolsce brzmi to lekceważąco. Tu (czy tylko? stosują go i Miłosz, i Dąbrowska) w odniesieniu do lekarzy często spotyka się starszy (choć obecny i u Doroszewskiego, i w wielu późniejszych słownikach) tytuł pan/pani doktór, podczas gdy wobec naukowców pozostaje w użyciu pan/pani doktor]. O kobiecie-naukowcu zawsze powiemy: pani doktor. Podobnie w przypadku profesora; kobieta ucząca w liceum – i tylko ona – to profesorka. Tytuł profesor wobec nauczycieli licealnych ma związek z czasami (przełom XIX i XX w.), gdy duża część z nich miała stopień doktora habilitowanego. Jeśli chodzi o aptekarzy, to uzyskują oni dyplom magistra farmacji i stąd ich tytuł.

Najciekawsza sprawa dotyczy mecenasa jako tytułu przysługującego adwokatom i (od niedawna) radcom prawnym. Mecenas nigdy nie był tytułem naukowym ani nazwą stopnia zawodowego. Ponadto jako tytuł jest stosowany tylko w Polsce. Mecenas jest w wielu językach określeniem protektora artystów, szerzej też dowolnego sponsora czy obrońcy. Eponim (eponim to «wyraz lub wyrażenie utworzone od nazwy własnej; też: nazwa własna, od której je utworzono») ten pochodzi od Gaiusa Cilniusa Maecenasa, rzymskiego polityka, poety i protektora sztuki i nauki, przyjaciela cesarza Oktawiana Augusta.

W okresie staropolskim zastępcy procesowi zwani byli obrońcami, patronami (do dziś tak się nazywa opiekuna aplikacji prawniczej) lub adwokatami, przy czym kolejność powyższa odpowiadała rosnącemu statusowi obrońcy lub sądu. Wg F. Konecznego (prof. Uniwersytetów Wileńskiego i Jagiellońskiego):

’Ci obrońcy […] posiadali tylko praktyczne wykształcenie, dochodząc do swego stanowiska drogą taką samą, jak szewc lub krawiec do stanowiska majstra. Szedł młodzieniec do kancelarji mecenasa na pisarczyka, „aplikował się” i w miarę zdatności podpatrywał, jak się robi robotę adwokacką‘.

Adwokatem był m.in. ojciec Adama Mickiewicza, Mikołaj. A był to zawód ryzykowny i niedochodowy; niejeden obrońca musiał uciekać przed szablami niezadowolonych klientów lub kijami ich pachołków – również Mikołajowi Mickiewiczowi zdarzało się zostać pobitym. O nie najwyższym statusie ówczesnych obrońców świadczą ich staropolskie pejoratywne określenia: jur-chwost, kauzyperda (z łac. „przegrywający sprawę”) czy torbifer (pomocnik adwokacki noszący torbę za patronem). Ten repertuar nazw zastępców procesowych uzupełniono w XVII w. wyrazem mecenas. Według Lindego (1804 r.) mecenas to ‘patron doświadczony, poważny, pod sobą młodych praktykantów mający’. Słownik wileński (1867 r.) ogranicza funkcję mecenasa do sądu najwyższego i senatu (senat był równocześnie sądem dla urzędników rządowych oraz w sprawach o zbrodnię stanu). Słownik warszawski (1900 – 1924) już obok powyższej definicji notuje odniesienie do ogółu obrońców. Zatem do końca XIX w. hierarchia nazw zawodów prawniczych była następująca: obrońca – adwokat/patron – mecenas.

Dziś mecenas nie jest już nazwą stopnia zawodowego ani funkcji obrońcy, choć tak opisywały go słowniki jeszcze piętnaście lat temu. Obecnie przyjął się jako tytuł wszelkich doradców prawnych i zastępców procesowych, w tym radców prawnych, co ugruntowały reformy sądownicze z lat 1996 i 2007, umożliwiające radcom prawnym zastępstwo procesowe.

— Tomasz Marek

za: Marek Łaziński, O PANACH I PANIACH. Polskie rzeczowniki tytularne…, PWN 2006.

Zaszufladkowano do kategorii Językowe dylematy | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Czy wiesz, że… Ciekawostki językowe (46)

W roku 1965 „Expres Warszawski” ogłosił konkurs na słowo określające „spacer w kosmosie”. Nadesłano ok. 2300 różnych (sic!) propozycji. Wśród nich było gwiazdorzenie, które – wtedy nieznane – dziś ma zupełnie inne znaczenie. / Zdjęcie: Photoxpress, autor: Andrey Kiselev

Na koniec września nowy zestaw językowych ciekawostek przygotowany przez Tomasza Marka. Można powiedzieć, że wszystkie one wiążą się bezpośrednio z historią języka.

1.
Czy wiesz, że…

przymiotnik koronny, obecnie znany z zestawienia świadek koronny, ma stary i, co najciekawsze, polski źródłosłów? O koronnym piszą słowniki w II poł. XIX w. w znaczeniu «wielki», «główny», «wybitny». Grotmaszt był masztem koronnym (też: Konopnicka, „Pan Balcer…”). W Wilnie koronny mógł być i złodziej, i osioł. Tak więc wywodzenie świadka koronnego od angielskiego pojęcia, że jest to świadek pod opieką korony, czyli państwa-króla, jest dowodem nieznajomości naszych językowych tradycji.
Kolejną ciekawostką w sprawie świadka koronnego jest jego definicja z SJP PAN z 1961 r. – tam podano, że jest to «świadek na zawołanie, gotów świadczyć w każdej sprawie». Symptomatyczne…
za: Z. Brocki, Język Polski, zeszyt XLVIII

2.
Czy wiesz, że…

w latach 60. XX w. językoznawcy wprowadzili do obowiązującego stosowania nazwę India dla państwa indyjskiego, Indie pozostawiając jako nazwę regionu? Wielu się buntowało, ale poloniści pozostawali nieugięci, argumentując, że dawniej (wprawdzie u zarania XX w. już uznawany za przestarzały) istniał rzeczownik India. Na szczęście(?) uzus (suweren?) stanął okoniem i przed końcem XX w. rzeczownik India wycofano ze słowników.

3.
Czy wiesz, że…

w roku 1965 „Expres Warszawski” ogłosił konkurs na słowo określające „spacer w kosmosie” (pierwszy odbył go radziecki kosmonauta Leonow)? 6830 osób nadesłało ok. 2300 różnych (sic!) propozycji. Wśród nich było gwiazdorzenie, które – wtedy nieznane – dziś ma zupełnie inne znaczenie («udawanie gwiazdy mediów»). Ostatecznie wygrało orbitowanie… A swoją drogą nikt z członków szacownej komisji nie zauważył, że rzeczownik spacer znakomicie spełnia warunki konkursu, wziąwszy pod uwagę, że oprócz znanego znaczenia («przechadzka») zawiera rdzeń „space”, który po angielsku (dziś większość Polaków zna to angielskie słowo) oznacza «przestrzeń», również kosmiczną.
za: Język Polski, zeszyt XLVIII

4.
Czy wiesz, że…

wśród wielu przysłów kaszubskich etnografowie zanotowali takie: Kto pali, diabła chwali, kto zażywa, Boga przyzywa? Czyżby propaganda narkomanii?… Zaraz, zaraz… A pamiętasz:
– Strach waści? Nie? Zażyj tabaki (Straszny Dwór, S. Moniuszko. Aria Skołuby). Tak, starzy Kaszubi tabakę nadal wciągają nosem, jak w szlacheckiej Polsce.
za: B. Sychta, Język Polski, zeszyt XXXVII

5.
Czy wiesz, że…

na staropolskich szynkach wieszano znaki, które oznajmiały, co w nich podają? I tak: wieniec oznaczał wino, krzyż – miód, a wiecha – piwo. Wieńce widywałem w Austrii w latach 90. – oznaczano nimi gospodarstwa winiarskie prowadzące wyszynk. Dziś wiecha zdobi szczyt budowli ukończonej w stanie surowym. Podstawowy etap zakończony, święto. Czy w środku piją piwo?
za: A. Brückner, Język Wacława Potockiego…

Zaszufladkowano do kategorii Ciekawostki językowe | Otagowano | Dodaj komentarz

Kto ustala znaczenie znaków graficznych

Użytkownik o nicku Opol zadał następujące pytanie:

Skąd wiadomo, gdzie ustalono czytanie znaku : jako przez, na, do (takie znaczenie ma w matematyce)?
Czy znak : w wyniku meczu 2:3 to znak dzielenia?

Każdy sposób zapisania myśli za pomocą znaków graficznych posługuje się pewnymi ustalonymi co do znaczenia, najczęściej umownymi, znakami, zwanymi często alfabetem. Naukowcy mówią, że system znaków jest cechą danego języka. Sposób użycia znaków danego języka określa gramatyka. Przez język można rozumieć sposoby porozumiewania się pewnych grup etnicznych (mamy np. język polski, angielski, kaszubski, mbembe) lub zawodowych bądź stowarzyszeń (np. esperanto). Może to być język programowania (np. C+, Basic), język zapisu matematycznego, fonetycznego itp.

Wiele języków posługuje się unikatowymi znakami graficznymi (np. katakaną), inne wykorzystują pewien zbiór uniwersalny, często uzupełniając go własnymi znakami. Tak wykorzystuje znaki alfabetu łacińskiego język polski (dodając m.in. ‘ą’, ‘ę’, ‘ń’). Tak też robią matematycy. W języku polskim ‘a’ oznacza zapis głoski, a w języku matematyki będzie to „stała”. Przecinek (‘,’) oznacza w języku polskim znak interpunkcyjny, a w matematyce oznacza separator dziesiętny (Niemcy) lub separator pozycyjny (Anglia). Znaki graficzne mogą być takie same, ale ich interpretacja, czyli znaczenie i odczytanie, zależy od języka, w którym występują. To, w jakim języku napisano przekaz, który czytamy, ma wpływ na interpretację znaków graficznych i na sens przekazu. Dlatego, jeśli napotkamy dwukropek (‘:’), to musimy wiedzieć lub domyślić się, czy czytamy zapis w języku matematyki (wtedy odczytamy go jako operator dzielenia albo składnik znaku złożonego [np. ‘:=’ oznacza definicję]), czy w języku polskim, w którym jest to znak interpunkcyjny sygnalizujący przytoczenie lub wyliczenie, czy w też w innym języku (np. C+), którego gramatyka nada temu znakowi inne znaczenie.

Żaden znak graficzny nie występuje w oderwaniu od języka. Stąd pytania w stylu „czy znak : w wyniku meczu 2:3 to znak dzielenia?” albo „czy ‘×’ (bądź ‘x’) w zapisie gabarytów ‘2 × 3 × 5 cm’ to znak mnożenia?” mogą tylko generować odpowiedź odsyłającą do języka, w jakim pisano wypowiedź, i do jego gramatyki. W Pana konkretnym przykładzie mamy zdanie zapisane w slangu sportowym języka polskiego, a jak to czytać i interpretować, to każdy chyba wie.

– Tomasz Marek

Zaszufladkowano do kategorii Odpowiedzi na pytania | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Przez tych kilka tygodni czy przez te kilka tygodni?

Wyobraźcie sobie, że przed tym dylematem stanąłem jeszcze u początków pracy redaktorskiej (lata temu) i przez długi czas nie potrafiłem sobie z nim poradzić. Dziwne, nie? Zwłaszcza że obie formy – tak na pierwszy rzut oka – grają.

Rozwiązanie przyszło kilka lat później przy okazji podobnego pytania o związki liczebnika z orzeczeniem imiennym – zadanego na stronie Językowe Dylematy. A kilka to przecież również liczebnik, tyle że nieokreślony. Nie będę wchodził w szczegóły tamtego wpisu, odsyłając do niego: Pytanie o związki wyrazowe z przymiotnikami. Liczebnik z orzeczeniem imiennym.

W naszym przykładzie – mówiąc najkrócej – przy tym szyku możliwe są obie konstrukcje (z zaimkiem w dopełniaczu i bierniku):
– przez tych kilka tygodni,
– przez te kilka tygodni.

Gdyby jednak zaimek znalazł się w pozycji za liczebnikiem (oczywiście akurat tutaj jest to pomysł wyjątkowo mizerny), możliwa byłaby już tylko forma z dopełniaczem:
– przez kilka tych tygodni.

– Paweł Pomianek

Zaszufladkowano do kategorii Językowe dylematy | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Jak powstają słowa. Zbrodnia

Odkrycie źródłosłowu słowa zbrodnia wymagało już od badacza (A. Danysz) pracy detektywistycznej. Jest to nieczęsty przykład sięgnięcia umysłem językoznawcy przed epokę słowa pisanego. / Zdjęcie: dinostock (Photoxpress.com)

Nasz czytelnik, podpisujący się „d”, pyta nas o to, co znaczy, iż jakiś wyraz występuje „w znaczeniu wtórnym”. Odpowiedź wiąże się z zagadnieniem powstawania wyrazów. Wiele, jeśli nie ogromna większość, nowo powstających słów ma swój początek w już istniejących.

Powstawanie nowych przedmiotów wymaga ich nazwania. Często ich nazwę tworzy się jako pochodną od czegoś będącego ich istotą. Tak jak te:

  • Miednica. Pierwotna jej nazwa to miedzica, co jasno wskazuje, że było to naczynie robione z miedzi. Później miednice zaczęto robić z innych materiałów, ale nazwa tak się złączyła z kształtem i zastosowaniem, że pozostała i dziś nikt jej z miedzią nie kojarzy. Nie znam człowieka, który by odczuwał zdziwienie określeniem plastikowa miednica. Czy z plastikowych drewniaków też nikt by się nie śmiał? Bo gumiaki już są z PCV.
  • Stalówka. Nikogo nie dziwi, że drogie markowe wieczne pióra mają złote czy nawet tytanowe stalówki. I nikt takiej stalówki nie ujmie w cudzysłów, bo nastąpiło oderwanie nazwy przedmiotu od jej źródłosłowu.
  • Ołówek. Sytuacja podobna jak w przypadku stalówki; obecnie ołówki wykonuje się z węgla, a oprawki ołówków z drewna i plastiku lub z metali, zwłaszcza jeśli to są tzw. ołówki automatyczne.

Inne rzeczy zyskują nazwy poprzez skojarzenie ich wyglądu z czymś powszechnie znanym. Przykładami mogą być:

  • koń jako przyrząd gimnastyczny,
  • gąsior jako naczynie,
  • miecz jako stabilizator zanurzeniowy w jachtach.

Gdyby dziś ktoś użył istniejącego słowa w nowym znaczeniu, ująłby je w cudzysłów. Przykładowo, mój ojciec jako nauczyciel nazywał szczególnie tępych uczniów „rycerzami”, bo uważał to za eufemizm zakutych łbów. Może, gdyby jego pomysł nowego użycia rycerza rozpowszechnił się, dziś pisalibyśmy je i w tym wtórnym znaczeniu bez cudzysłowu.

Przywołane nazwy pochodzą z czasów nowych i są dość oczywiste. Na koniec jednak przedstawię coś starszego. Odkrycie źródłosłowu słowa zbrodnia wymagało już od badacza (A. Danysz) pracy detektywistycznej. Jest to nieczęsty przykład sięgnięcia umysłem językoznawcy przed epokę słowa pisanego. Otóż przed XV w. zaszło przeniesienie zejścia z brodu na zboczenie etyczne i jego wynikiem jest rzeczownik zbrodnia. W wieku XVI Kochanowski jeszcze czuje ten związek, czemu daje wyraz we fraszce Na posła papieskiego:

‘Pośle papieski rzymskiego narodu,
Uczysz nas drogi, a sam chybiasz brodu.
Nawracaj lepiej niżli twój woźnica,
Strzeż nas tam zawieść, gdzie płacz i tesknica.’

W żadnym znanym mi wydaniu Fraszek nie znalazłem – niestety! – przypisu wyjaśniającego tę aluzję.

— Tomasz Marek

Zaszufladkowano do kategorii Odpowiedzi na pytania | Otagowano , | Dodaj komentarz

Pracuj z kalendarzem. Sugestie dla redaktorów

Paweł Pomianek / Zdjęcie: Dariusz Danek 2009

Przed miesiącem opublikowałem pierwszy od dawna artykuł (Redaktor – po stronie autora), który dotyczył stricte mojej (i nie tylko mojej) pracy redakcyjnej. Jako że trochę już tych lat pracy nad książkami się nazbierało i wiele można się było przez ten okres nauczyć, chciałbym bardziej regularnie dzielić się refleksjami na ten temat.

Czasem – jak miesiąc temu – będą to dłuższe wpisy z refleksją ogólną. Innym razem – jak dzisiaj – konkretne sugestie, co mnie pomogło w pracy redakcyjnej, a może mogłoby przydać się również komuś innemu, zwłaszcza komuś, kto redaktorowaniem 😉 para się od niedawna. Napisałem w podtytule sugestie dla redaktorów, a nie porady, bo przyznam, że przynajmniej dla mnie nie ma nic bardziej irytującego niż poradniki i porady pisane wprost, czy powiedzmy wręcz narzucane czytelnikowi. Ja z ducha jestem wolnościowcem, a przy tym lubię wyważać otwarte drzwi 😉 (zdaje się, że w tej kwestii trochę jestem dzieckiem swoich czasów), więc jeśli z czegoś bym skorzystał, to jedynie z przekazywanych na podstawie własnych doświadczeń i nikomu nienarzucanych sugestii. I tego będę się trzymał. (Warto zadać pytanie, czy pierwsza część dzisiejszego tytułu na starcie tej idei nie zaprzecza 😉 – tłumaczę, że to ze względu na to, iż w tytułach cenię prostotę, konkretność i lakoniczność; i wyszukiwarki też je preferują).

Wizyta u lekarza… w lany poniedziałek

Do rzeczy. W pracy redakcyjnej warto korzystać z kalendarza i przynajmniej dla przykładu sprawdzać niektóre daty. Nie tak dawno zdarzyło mi się, że autorka wyznaczyła na dzień 13 kwietnia 2009 roku osiemnaste urodziny głównego bohatera. Przyszli kumple, wzięli jubilata i poszli na imprezę. Tymczasem dziewczyna jubilata udała się w tym dniu ze swoją mamą na długo planowaną wizytę u lekarza.

Sprawdziłem więc wskazaną datę w kalendarzu i oto okazało się, że… tego dnia był Poniedziałek Wielkanocny. W komentarzu napisałem więc autorce:

W 2009 roku 13 kwietnia to był lany poniedziałek. Czy dni w książce nie zgadzają się z dniami z prawdziwego kalendarza?

W naszej pracy warto czasami sięgać po kalendarz. Nie tylko po to, by umówić datę zakończenia pracy nad książką.

W tym miejscu wiążąca się z komentarzem ważna uwaga. Autor – przynajmniej w mojej opinii – w ramach licentia poetica może nie mieć zamiaru trzymać się faktów. W jego książce miasto może mieć inny układ niż naprawdę, ulice mogą mieć inne nazwy, mogą się w nim znajdować inne niż w rzeczywistości kluby czy restauracje. Autor może też mieć zamiar stworzyć sobie jakiś alternatywny kalendarz, zupełnie (albo częściowo) oderwany od tego prawdziwego. Zawsze więc musimy w takich sytuacjach dopytać, jaka jest jego wola (och, poszukiwanie woli autora to postulat, który powtarza się na każdych studiach edytorskich jak mantrę).

Tutaj jednak okazało się – tak jak się spodziewałem – że autorka wybrała tę datę zupełnie przypadkowo, a ustalenie wizyty u lekarza akurat na drugi dzień Wielkanocy było zwykłym niedopatrzeniem. Na szczęście nic nie stało na przeszkodzie, by po prostu zmienić datę osiemnastych urodzin bohatera.

Czy córka miała wrócić za trzy dni?

Inny przypadek, ze świeżo redagowanej książki opartej na faktach. Autorka wykazuje dużą dbałość o kwestię dat. I mamy taką sytuację: Jest 31 sierpnia 1949 r. Córka wyjeżdża do pracy z Elbląga do Gdańska i gdy pociąg już rusza, matka woła za nią:
– Napisz jak najszybciej.
A ona odkrzykuje:
– Przyjadę w sobotę.

Kontekst jest taki, że kobiety klepią biedę, młodsza z bohaterek od kilku miesięcy nie pracowała (dlatego właśnie wyjeżdża, że w Gdańsku wreszcie pracę znalazła). Matka liczy tylko na list, tymczasem córka odkrzykuje, że przyjedzie w sobotę. W mojej głowie rodzi się więc naturalnie skojarzenie: za ile dni była sobota? Sprawdzam w kalendarzu na rok ’49 i okazuje się, że 31 sierpnia była środa, a więc sobota wypadała 3 września. Czy to możliwe, że córka planowała odwiedziny w domu już za trzy dni? Napisałem więc do autorki komentarz z sugestią:

Sobota była za trzy dni, 3 września 1949 r. Bohaterka naprawdę miała przyjechać tak szybko? Może chodziło o „przyszłą”/ „następną” sobotą?

Tu w głowie Czytelnika (redaktora?) może zrodzić się pytanie, skąd wziąć kalendarz takich starych czasów. Oczywiście są one dostępne w sieci. Sam korzystam z solidnego, przejrzystego, łatwego w użytkowaniu kalendarza na stronie https://www.kalbi.pl/kalendarz.

Naprawdę w naszej pracy warto od czasu do czasu po kalendarz sięgać. Nie tylko po to, by umówić datę zakończenia pracy nad książką.

– Paweł Pomianek

Zaszufladkowano do kategorii Tak pracujemy | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Czy wiesz, że… Ciekawostki językowe (45)

W sierpniu 2013 opublikowaliśmy nasze pierwsze ciekawostki językowe. Cykl zadomowił się u nas na stałe i dziś prezentujemy już czterdziesty piąty odcinek. Tym razem opracowany przez gospodarza serwisu Pawła Pomianka.

Bronić ma aż cztery znaczenia i w zależności od znaczenia rządzi różnymi przypadkami. / Zdjęcie: Timur1970 – Photoxpress

1.
Czy wiesz, że…

słowo Sowieci możemy pisać zarówno wielką, jak i małą literą? Wprawdzie podstawową pisownią jest ta dużą literą, a prof. Mirosław Bańko sugeruje, że wyraz ten sam w sobie jest negatywnie nacechowany, niezależnie od tego, jak go napiszemy – mimo to niektórzy autorzy wolą małą literą, korzystając z niej w funkcji jeszcze większej mentalnej degradacji opisywanych.
(Za: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Sowieci;1234.html)

2.
Czy wiesz, że…

dopełniacz liczby mnogiej od wyrazu wotum (mianownik l.mn. wota) to wotów? Formy wót oraz wot nie są w słownikach notowane lub wprost są przez nie określane jako błędne. Forma WOT funkcjonuje za to jako skrótowiec od Warszawskiego Ośrodka Telewizyjnego.

3.
Czy wiesz, że…

wyraz bronić ma aż cztery znaczenia i w zależności od znaczenia rządzi różnymi przypadkami? 1. znaczenie to «odpierać atak, ochraniać, zwykle z bronią w ręku»; ktoś broni kogoś, czegoś (nie: kogoś, coś) – żołnierz broni ojczyzny, nie ojczyznę. 2. znaczenie, podobne, to «chronić przed kimś, przed czymś, osłaniać, zabezpieczać»; ale tutaj mamy już związek z biernikiem: ktoś, coś broni kogoś, coś (nie: kogoś, czegoś) – bronimy córkę (nie córki) przed demoralizacją. 3. znaczenie to «stawać w obronie kogoś, czegoś, ujmować się, wstawiać się, przemawiać za kimś, za czymś, odpierać zarzuty»; tutaj znowu mamy dopełniacz: ktoś broni kogoś, czegoś. Wreszcie 4. znaczenie to «zakazywać komuś czegoś; nie pozwalać komuś na coś»; tu sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana, bo bronimy komuś (rzadziej czemuś) czegoś lub komuś robić coś albo robienia czegoś – władze miasta bronią mieszkańcom łowić ryby (albo łowienia ryb) w okolicznych stawach.
(Za: Nowy słownik poprawnej polszczyzny, hasło: bronić).

4.
Czy wiesz, że…

dopuszczalna jest zarówno forma ugrzęzłeś, jak i ugrzązłeś. Pierwsza pochodzi od ugrzęznąć, druga od ugrząźć.
(Ciekawostkę nadesłał Piotr Xpil – nasz stały Czytelnik)

5.
Czy wiesz, że…

rzeczownik okowy ma dwie formy dopełniacza: oków oraz okowów? Przy czym ta druga forma określana jest jako rzadsza.
(Za: Nowy słownik poprawnej polszczyzny, hasło: okowy).

Bonus
Zabawne niedociągnięcia zdarzają się nawet najlepszym. VI cz. serii Nela Mała Reporterka. Wodna taksówka nie miała szczęścia 🙂

Zdjęcie ze zbiorów własnych. Podkreślenie: Językowe Dylematy.

Zaszufladkowano do kategorii Ciekawostki językowe | Otagowano | 10 komentarzy

Baba Jaga, Baba-Jaga, a może baba-jaga? Jak to zapisać i odmienić

Grafika: inscenizacje.strefa.pl

O odmianę Baby-Jagi zapytała ostatnio nasza Czytelniczka. A my postanowiliśmy zająć się babą jagą nieco szerzej, bo – jak się okazuje – niejedno ma… imię.

Dzień dobry,

bardzo chciałabym rozwikłać mój odwieczny dylemat dotyczący odmiany imion i innych rzeczowników dwuczłonowych.

Na przykład, Baba Jaga. Mnie naprawdę dźwięczy o wiele lepiej odmiana: z Baba Jagą, o Baba Jadze, Baba Jagi itd.

Będę wdzięczna za ewentualne „wyprostowanie” moich przekonań 😉

Pozdrawiam serdecznie, Hanna

Szanowna Pani,

Nowy słownik poprawnej polszczyzny PWN nie pozostawia w tej kwestii wątpliwości – podobnie jak to bywa zwykle także w przypadku nazwisk dwuczłonowych (zob. np. artykuł Odmiana nazwisk dwuczłonowych. Saryusz-Wolski), również tutaj odmieniają się obydwa człony:

Baba Jaga a. Baba-Jaga Baba ż IV Jaga ż III, D. Baby Jagi (Baby-Jagi), CMs. Babie Jadze (Babie-Jadze), B. Babę Jagę (Babę-Jagę)

Ciekawsze jest to, że tego typu zbitki można pisać zarówno rozłącznie Baba Jaga, jak i z łącznikiem Baba-Jaga. Ale to nie wszystko. Pod innym hasłem (baba) ten sam słownik notuje również zapis Baba-jaga.

Idźmy dalej: internetowy Słownik języka polskiego PWN dopuszcza również pisownię baba jaga oraz baba-jaga (zob. tutaj).

Również Wielki słownik ortograficzny PWN potwierdza, że obydwa człony są odmienne: Babie-Jadze, Babę-Jagę (zob. tutaj).

Przy tym znajdujemy tam precyzację znaczeń – kiedy wielka, kiedy mała litera. I tak:
Baba-Jaga to wiedźma z bajki,
podczas gdy
baba-jaga powiemy przenośnie o niesympatycznej kobiecie (zob. tutaj).
Odmiana jest jednak w obu przypadkach identyczna.

Można więc powiedzieć, że kwestia zapisu zbitki Baba-Jaga jest tematem niemal równie barwnym i pociągającym, jak domek z piernika bajkowej Baby-Jagi.

Z wyrazami szacunku
– Paweł Pomianek

Zaszufladkowano do kategorii Językowe dylematy | Otagowano , , | 1 komentarz

Z historii języka: dykcja ludzi Odrodzenia, czyli jak mówił Jan Kochanowski

Tomasz Marek ●

Portret Jana Kochanowskiego – drzeworyt Aleksandra Regulskiego wg rysunku Józefa Buchbindera

Szanowni Państwo – sensacja! Jedyne w sieci spotkanie z XVI-wieczną polską wymową! Na podstawie wskazówek prof. St. Urbańczyka, zawartych w specjalnym numerze Języka Polskiego (XXXIII) z 1953 r., postarałem się (nieudolnie – nie jestem aktorem ni lektorem zawodowym) odtworzyć dla Państwa TREN IV Jana Kochanowskiego w brzmieniu, jakie najprawdopodobniej wypłynęłoby z ust Mistrza z Czarnolasu.

Mnie, człowiekowi współczesnemu, sprawiło mnóstwo kłopotu oddanie wielu nieznanych mi fonemów: ścieśnionych (pochylonych) samogłosek: a (czytana niemal jak „o”; „jasne”, czyli współczesne „a” zapisywano wtedy: á), é (czytane jak „i” lub „y”), ó (pośrednie między dzisiejszymi „o” i „u”), wygłoszenie przedniojęzykowego ł (podobne do tzw. wymowy kresowej; takie „ł” możemy usłyszeć w polskich przedwojennych filmach), pamiętanie o labilizacji o (przed głoską „o” występuje stłumione „ł” lub raczej „u”) i na koniec wymowa rz, która to głoska zawierała dwudźwięk: najpierw wibrujące „r”, a potem nasze współczesne „ż” (niemal jak w słowie „rżysko”, tylko „r” krótsze).

Oto, co z tego wyszło:

Nieatrakcyjny tembr mojego głosu proszę reklamować u Stwórcy. Za błędy dykcji – przepraszam. Za błędy akcentu i przestankowania – też; zbytnio skupiałem się na oddaniu głosek. Choć fachowcy wytkną mi wiele usterek artykulacji, to i tak unikatowa próba, bo w sieci nie znajdą Państwo podobnej. Każdego z Państwa zachęcam do zabawy: uzbrojeni w powyższe informacje, spróbujcie Państwo sami mówić, jak na renesansowym dworze. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano , | Dodaj komentarz