Czytamy Mickiewicza

Adam Mickiewicz; Wikipedia, domena publiczna

Autor: Tomasz Marek

Czy Mickiewicz jest nudny? Na pewno szkoła robi wszystko, by tak został przez uczniów zapamiętany. Może te kilka ciekawostek związanych z jego twórczością przełamie sztampę? Może zaskoczy nawet nauczyciela? Może lekcja minie szybciej… i ciekawiej?

1.

Pan Tadeusz. Zaczniemy od Księgi I. Żelazny szkolny temat: „Charakterystyka Telimeny”:

Kibić miała wysmukłą, kształtną, pierś powabną,
Suknię materyjalną, różową, jedwabną,
Gors wycięty, kołnierzyk z koronek, rękawki
Krótkie; w ręku kręciła wachlarz dla zabawki
(Bo nie było gorąco); wachlarz pozłocisty
Powiewając rozlewał deszcz iskier rzęsisty;
Głowa do włosów, włosy pozwijane w kręgi,
W pukle, i przeplatane różowymi wstęgi,
Pośród nich brylant…

Mój ulubiony wydawca lektur, fundacja Nowoczesna Polska, niestety, zawiódł. Wprawdzie wyjaśnia w przypisach znaczenie nierzadkich słów jak gors czy kibić, ale cóż to jest głowa do włosów? Internet na ten temat milczy, ale od czegóż krakowscy językoznawcy sprzed wieku? W Języku Polskim, rocznik III (1916), znalazłem takie wyjaśnienie:

Wyrażenie głowa do włosów jest jednym z prowincjonalizmów Mickiewicza, dotychczas używanym w jego stronach rodzinnych. Oznacza ono ‘ubranie głowy, przy którym włosy nie są zasłonięte’ np. czepeczkiem lub zawojem, lecz co najwyżej ozdobione wplecioną wstążką, jak to właśnie zrobiła Telimena, przywdziawszy tego wieczoru „ubiór galowy”.

Wyrażenie „chodzić we włosach” można spotkać i u Zapolskiej (O czem się nie mówi, 1909). Odzwierciedla ono powszechne wśród ludów indoeuropejskich prawo obyczajowe, że włosy, zwłaszcza rozpuszczone, pokazywać godzi się tylko pannie, nigdy mężatce.

2.

Kontynuujemy lekturę Pana Tadeusza. W Księdze IV (Dyplomatyka i łowy) czytamy legendę powstania Wilna:

…na Ponarskiej Górze,
Przy ognisku myśliwskim, na niedźwiedziej skórze
Leżał [Gedymin], słuchając pieśni mądrego Lizdejki,
A Wilii widokiem i szumem Wilejki
Ukołysany, marzył o wilku żelaznym,
i zbudzony, za bogów rozkazem wyraźnym
Zbudował miasto Wilno…

W Wilnie opowiadają istne bajki o żelaznym wilku (idiom oznaczający ‘niewiarygodne opowieści’), które rozwijają twórczo wzmiankę u Mickiewicza. Tymczasem, idąc tropem podanym przez Brücknera, jest wielce prawdopodobne, że Mickiewicz po prostu chciał powiedzieć, że Gedymin był spragniony i marzył o… pucharze wina. Istniała bowiem tradycja, że gościa niebywałego wilkiem (puchar wilkiem zwany) częstują”. Brückner cytuje (na podstawie rękopisu w Ossolineum):

Wilka dzieci tym, co u mnie nie bywali
Aby pierwszy raz w dom mój przyjazd pamiętali.

Zdjęcie ze zbiorów prywatnych autora. (©)

Pokaźny musiał być ów puchar; taki to i przyśnić się spragnionemu może…

Przy okazji i ja opowiem o żelaznym wilku. W poznańskim starym ZOO stoi naturalnej wielkości „żelazna” (raczej mosiężna!) rzeźba wilka – atrakcja dla berbeci, które zwierza dosiadają. Fotografię na „żelaznym” wilku ma w rodzinnym albumie chyba każdy rodowity poznaniak. Mimo takiej popularności wiek i pochodzenie rzeźby pozostają nieznane; wiadomo tylko, że stała tam już w 1934 r. Możecie ją Państwo obejrzeć na zdjęciu obok – z autorem niniejszego tekstu na grzbiecie. Jest to moja jedyna certyfikowana podobizna na tym blogu.

3.

Mickiewicz lubił (220 użyć) stosować biernik w miejsce narzędnika w konstrukcjach typu:

„te prawdy zapisane w skałę” (zamiast: w skale) – Do doktora S.
„przerżnął się między szable i groty” (zamiast: między szablami i grotami) – Konrad Wallenrod
„…i usiada na łóżko przy nim” (zamiast: na łóżku) – Pan Tadeusz, Księga X.

Krasnowolski w Systematycznej składni języka polskiego (1909 r.) zauważa, że „przy czasownikach typu: postawić, wziąć, siąść, stanąć, lec… – Polak nie pyta się dokąd? lecz gdzie?, gdyż nie zwraca uwagi na ruch zawarty w czynności, lecz na spoczynek, jaki po czynności następuje”. Innymi słowy – nie patrzy na czyn, lecz na skutek. Zatem powie: „położyć na stole” (a nie: na stół), „postawić w kącie” (a nie: w kąt), „siąść na kanapie” (a nie: na kanapę). Stosowanie biernika w tych wyrażeniach jest charakterystyczne dla języków obcych (niemiecki, rosyjski). Zatem Mickiewicz być może archaizował, a być może wykazał naleciałości rosyjskie. Wątpliwości biorą się stąd, że język rosyjski przechowuje starsze formy, a polski szybciej się modernizował w stosunku do starosłowiańskiego.

– Tomasz Marek


za:
Brückner, Język Wacława Potockiego…
Brückner, Słownik frazeologiczny…
Mickiewicz, Pan Tadeusz. Wolne Lektury
WSJP, hasło: bajka o żelaznym wilku
http://www.taraka.pl/tym_zelaznym_wilkiem
St. Komar, Język Polski, maj-czerwiec 1925

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teksty publicystyczne i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Czytamy Mickiewicza

  1. Astygmatyk pisze:

    Taaak….jestcze jeden komentarz „znawców” polonistów na temat Mickiewicza. A że wyszedł spod ręki polskiego zawodowego korektora tekstów, więc rezultaty nie dziwią.
    Oto mamy się pochylić nad charakterystyką Telimeny…

    Kibić miała wysmukłą, kształtną, pierś powabną,
    Suknię materyjalną, różową, jedwabną,
    Gors wycięty, kołnierzyk z koronek, rękawki
    Krótkie; w ręku kręciła wachlarz dla zabawki
    (Bo nie było gorąco); wachlarz pozłocisty
    Powiewając rozlewał deszcz iskier rzęsisty;
    Głowa do włosów, włosy pozwijane w kręgi,
    W pukle, i przeplatane różowymi wstęgi,
    Pośród nich brylant…
    Czy rzeczywiście mamy tu do czynienia z mickiewiczowskim tekstem czy też raczej
    z jego dość swobodną „transkrypcją” tu promowaną przez pana „korektora tekstów”?
    Dla porównania zacytujmy oryginał z pierwszego wydania dzieła:

    Weszła nowa osoba przystojna i młoda;
    Jéj zjawienie się nagłe, jéj wzrost i uroda,
    Jéj ubior, zwrócił oczy, wszyscy ją witali
    Prócz Tadeusza widać że ją wszyscy znali.
    Kibić miała wysmukłą, kształtną, pierś powabną,
    Suknię materialną różową jedwabną,
    Gors wycięty, kołnierzyk s korónek; rękawki
    Krótkie, w ręku kręciła wachlarz dla zabawki
    (Bo nie było gorąca), wachlarz pozłocisty
    Powiewając rozlewał deszcz iskier rzęsisty.
    Głowa do włosów, włosy pozwijane w kręgi,
    W pukle, i przeplatane różowemi wstęgi,
    Pośród nich brylant….

    Nawet pobieżne porównanie obu tekstów pokazuje nam jak powszechnie frywolny stosunek do kanonu klasycznej polszczyzny mają nasi współcześni poloniści.
    Przecież dla „korektora tekstu” byłoby ujmą na zawodowym honorze gdyby przepuścił litery, które przecież nie istnieją w jego urzędowo zatwierdzonym alfabecie (Jéj), gdyby pozwolił mącić w głowie „uczniom” błędami ortograficznymi (ubior, s korónek),
    gdyby nie skorygował autora nieświadomego swojej językowej nieporadności (Bo nie było gorąca), wreszcie gdyby lekko nie „podszlifował” tekstu, żeby brzmiał bardziej staroświecko (Suknię materyjalną vs Suknię materialną). A ta interpunkcja u Mickiewicza to po prostu zaraza, średnika nie umie używać, jakby do szkoły chłopina nie uczęszczał!!!

    Jeśli mamy „pouczać” uczniów, to wróćmy do podstaw, do oryginalnego tekstu. Nie mam żadnej nadziei co do polonistów starej daty takich jak Bralczyk, Miodek czy rzesze „pań/panów od polskiego”. Ale od młodego pokolenia polonistów chciałbym większej wrażliwości i poszukiwań mickiewiczowskiej „melodii” tekstu, takiej jaka była prawdziwym zamierzeniem autora. A tego się z pewnością nie osiągnie tolerowaniem „dopasowania” tekstu do dzisiejszych norm językowych.

    • To ja zaznaczę tylko, że pan Tomasz Marek, autor, nie jest zawodowym korektorem tekstów, a tylko (lub aż) językowym pasjonatem. O ile wiem, nie należy też do młodego pokolenia 😉 Teoria zbudowana jest więc – jak się wydaje – na błędnych podstawach, a tekst komentarza – jak na moją wrażliwość – okraszony niepotrzebną agresją i pogardą. Wydaje się, że jeśli chcemy kogoś tak surowo ocenić, wypadałoby sprawdzić, kto podpisuje się pod tekstem i czy jest to ta sama osoba, co w bocznym panelu. Co do kwestii merytorycznych, niech broni się sam autor 😉

    • Tomasz Marek pisze:

      Ależ ja generalnie się z p. Astygmatykiem zgadzam! Dałem temu wyraz przy okazji prezentowania ortografii dwóch (pierwszej i współczesnej) wersji „Dworzanina Polskiego” w tekście poświęconym zwrotom adresatywnym.
      Jednakowoż nie oskarża mnie Pan chyba o redagowanie wydań dzieł A. Mickiewicza? Zapewniam, że nie mam z tym nic wspólnego! 🙂
      Natomiast co do podniesionych szczegółów:
      Samogłoski pochylone zanikły, stąd stosowanie ich w tekstach edytowanych i drukowanych współcześnie uznano za bezsensowne. Tak jak używanie ligatury lub liter spoza alfabetu łacińskiego (jak ß, ü, ö, Ø) w pojawiających się często i w Polsce nazwiskach obcojęzycznych. Współcześnie i w Niemczech odchodzi się od ß, zastępując ją przez ss. Proces zanikania pewnych liter lub wprowadzanie nowych znaków graficznych (np. @) są oznaką żywotności języka, którego zapis stale adaptuje się do aktualnych potrzeb.
      Poprawianie pewnych (PEWNYCH!) niedoskonałości interpunkcyjnych bądź oczywistych błędów ortograficznych uważam za dopuszczalne, a nawet wskazane, choćby po latach w kolejnym wydaniu. Dzieło literackie nie jest zabytkiem muzealnym – za taki możemy uważać rękopis. Uważam jednak za celowe zaznaczenie zmian w przypisie, bo jest to pewna nieuczciwość w stosunku do autora. Zdarza się też (przekona się Pan o tym w niebawem publikowanym tu artykule o rusycyzmach), że autor (pierwszy wydawca?) popełnił błąd ortograficzny, który się niestety upowszechnił. Jeśli autor jest szczególnie popularny, siła oddziaływania takich błędów jest duża ze szkodą nie tylko dla niespecjalistów.
      Zmiana z „materialny” (w wydaniu z 1838 r.) na „materyjalny” (od 1882 r., więc wtedy taka właśnie ortografia obowiązywała!) wskazuje raczej na poprawianie z pisowni uznanej w 1882 r. za niepoprawną na aktualnie poprawną, a nie na stylizację, którą Pan zarzuca. W sprawie „gorąca” – tak samo. Co do współczesności, to pytanie brzmi: które wydanie uznać za wzorcowe?
      Do melodii tekstu sprzed wieków nie ma powrotu, bo (jak pisałem w artykule o dykcji Odrodzenia) wymowa kiedyś była zupełnie inna, zwykle trudna do odtworzenia. Nie warto rozpaczać po utraconym przedniojęzykowym „ł” – kanonie dykcji warstw wyższych jeszcze 100 lat temu – a co dopiero samogłoski pochylone! To se ne vrati, panie Hawranek!

      Stylistyki się w wydaniach współczesnych nie rusza, gramatyki też; uznano widocznie, że ortografia ogólnie nie należy do autora, a do wydawcy. Można dyskutować, czy zawsze słusznie. Że nie zawsze – sam wielokrotnie zauważam.

    • Tomasz Marek pisze:

      W „Pan Tadeusz Adama Mickiewicza Studyum estetyczno-literackie” Henryka Bigeleisena (AD 1884) czytam, że w Paryżu w latach 1830. Polonia była „okropnie piśmienna”, drukarnia „była jedna” w której „autorzy siedzieli we własnych osobach i wyrywali sobie prace” a Mickiewicz zajmował się więcej tłumaczeniem Byrona i korektą poezji Garczyńskiego, niż swoim dziełem [Panem Tadeuszem], a chciał je wydać szybko, bo potrzebował pieniędzy. Jest więc możliwe, że właściwa redakcja tegoż dokonana została dopiero przy całościowym wydaniu polskim, gdy wiekopomność dzieła stała się powszechnie znanym faktem a redaktorzy (nie jak w 1838 r. jedyny korektor-autor) nie byli popędzani sprawami finansowymi (które wywarły duży – wg Bigeleisena – wpływ na tempo wydania paryskiego).
      Wniosek taki, że może pierwsze wydanie, ba! – rękopis! – nie są wzorcem, a jest nim całościowe wydanie polskie z 1882 r. uznane za pomnikowe. Co przedstawiam p. Astygmatykowi pod rozwagę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *