Wcale i w ogóle, czyli o języku naszego trzylatka

Piotruś na rozgrywkach footballowych w Rzeszowie (12.09.2015), na których tak „wcale” to był.

Nieraz już na tej stronie pisałem, że warto przyglądać się dziecięcemu językowi, bo dzięki swojej świeżości pozwala on nieraz odkrywać (często na nowo) zależności i podobieństwa znaczeniowe pomiędzy różnymi wyrazami. Ostatnio miałem okazję przypomnieć sobie o tym, słuchając wypowiedzi mojego niespełna trzyletniego syna.

Otóż Piotruś zaczął używać dość dziwnych konstrukcji z wyrazem wcale, np.:

A cy to jest wcale moje.
A cy to tutaj powinno wcale lezeć?
Julka, cy ty chces wcale staldę [czyt. musztardę]?

Głowiłem się, skąd mogły mu się wziąć tego typu konstrukcje, skoro przecież wcale oznacza właśnie całkowity brak czegoś, aż wreszcie przyszło olśnienie: Piotruś wstawia wcale tam, gdzie należałoby powiedzieć w ogóle:

A czy to jest w ogóle moje?
Czy ty chcesz w ogóle musztardy?

Nowy słownik poprawnej polszczyzny – do którego odwołuję się tylko dla zachowania precyzji, bo przecież przedstawiam tutaj wiedzę znaną z codziennego używania języka – wyraźnie pokazuje, że wyraz w ogóle ma dwa znaczenia:

1. «ujmując rzecz w całości, podsumowując»: W ogóle to przyjęcie było udane.
2. «zupełnie, wcale»: W ogóle nie mamy o czym rozmawiać. W ogóle się nie wstydził.

U Piotra te znaczenia się – widać – zmieszały i zaczął podstawiać wcale wszędzie tam, gdzie mogłoby stać w ogóle, a nie tylko w tych miejscach, gdzie użyto by go w drugim znaczeniu.

Dodać tutaj należy, że oczywiście użycia w ogóle w kontekstach, które podałem, są potoczne i charakterystyczne dla codziennej polszczyzny mówionej, używanej w gronie rodzinnym czy wśród znajomych. W polszczyźnie starannej zamiast w ogóle lepiej byłoby użyć wyrazów naprawdę (A czy to jest naprawdę moje?) lub rzeczywiście albo na pewno (Czy ty rzeczywiście / na pewno chcesz musztardy?).

A wracając na koniec do Piotrusiowego języka, to absolutny hit już od wielu miesięcy stanowią skatelki – po polsku… skarpetki.

Paweł Pomianek

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teksty publicystyczne i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Wcale i w ogóle, czyli o języku naszego trzylatka

  1. Magdalena pisze:

    Moja trzyletnia córka również tworzy zaskakujące połączenia. Najbardziej rozbraja mnie konstrukcja zdania „Mówiłam, żebyś uważała”, które w jej wykonaniu brzmi „Mówiłam, żeby uważałaś”. Analogicznie tworzy kolejne. Jest przy tym wyjątkowo pocieszna.
    Pojawił się też neologizm „gilgotny”, czyli taki, który powoduje łaskotki – ale nie tylko. Używa go także w stosunku do gryzących ubrań i ostrego keczupu.

  2. Ania Klec pisze:

    Przekręcające sens słów dzieci są urocze 🙂 Sam widziałam jak przebiega to u mojej 3-letniej siostrzenicy i miała przy tym masę śmiechu. Swoją drogą dzieci w ogólnie nie boją się pomyłek – one je robią notorycznie bo język służy im do komunikacji a nie do pochwalenia się znajomością gramatyki. Może dlatego tak szybko się uczą.

  3. Paweł pisze:

    Słowotwórstwo dzieci jest niesamowite. Miałem okazje przekonać się na przykładzie mojego syna 🙂 Z pozoru niezrozumiałe, wręcz zaprzeczające się sformułowania , okazywały się logicznie skonstruowaną całością. Wystarczyło poznać tok rozumowania 🙂

  4. Daria pisze:

    Przepraszam, nie chcę wyjść na czepialską, ale zapytać muszę, coś mi tu nie gra – czy nie powinno być „użytoby”, zamiast „użyto by”? Być może się mylę, jednak ta druga wersja jakoś nieprzyjemnie rzuca mi się w oczy, wydaje się niepoprawna.

    Co do dziecięcego języka – mam prawie trzyletniego siostrzeńca, który, zamiast „ptak”, mówi „tacha”. Oj, długo to było hitem w rodzinie, długo 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *