Błąd stylistyczny: mieszanie stylów

Dziś chcę się podzielić z moimi Czytelnikami tekstem, który ostatnio rozłożył mnie na łopatki, rozbawiając do łez.

Wklejam go na dole w formie zdjęcia. Fragment pochodzi z książki Andrzeja Markowskiego Kultura języka polskiego. Teoria. Zagadnienia leksykalne (o samej książce pisałem już kiedyś co nieco). W jedynym z rozdziałów autor wylicza i klasyfikuje wszelkiego rodzaju błędy językowe. Wśród błędów stylistycznych prof. Markowski wymienia mieszanie elementów z kilku różnych stylów w jednej wypowiedzi. I jako przykład podaje ten poniższy tekst.

Przykład jest jaskrawy i właśnie przez to bawi. Tego typu stylizacja polegająca na mieszaniu stylów bywa często wykorzystywana w tekstach prześmiewczych czy zabawnych. Niekiedy też tego typu „stylizacje” (piszę w cudzysłowie, bo stylizacja to jednak z zasady coś celowego) obnaża humor z zeszytów szkolnych. Bo takie słowo zasłyszałem, brzmi poważnie, chcę je wykorzystać. Ale że język kuleje, to wokół pojawia się mnóstwo wyrazów do tego arcypoważnego z gruntu niepasujących.

Takie mieszanie stylów wiąże się też ze zjawiskiem tak zwanej homogenizacji kulturowej czy językowej – wrzuca się wszystko do jednego wora. Ale to temat na osobny wpis, który z powodzeniem mógłby trafić do naszej Bazy informacji. Tutaj podprowadzam jedynie pod świadome czytanie poniższego fragmentu.

Jest on – jak wspomniałem – przekopiowany ze wspomnianej książki. Na początku nazwano błąd, a następnie kursywą podano przykład. Ode mnie pochodzą tylko podkreślenia słów, które charakteryzują poszczególne style: na niebiesko oznaczyłem styl wysoki, na czerwono – styl potoczny. To właśnie zestawienie w sąsiedztwie lub w bliskiej okolicy tych podkreślonych słów buduje efekt niezamierzonego komizmu i powoduje tytułowy błąd. Pozostałych słów generalnie moglibyśmy użyć zarówno w jednym, jak i w drugim stylu. Życzę dobrej zabawy!

Paweł Pomianek

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teksty publicystyczne i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Błąd stylistyczny: mieszanie stylów

  1. Pszetfurnia pisze:

    Szkoda, że nie przytoczył Pan przypisu, jakim profesor Markowski opatrzył ten przykład. Profesor wyróżnia w nim pięć stylów: oficjalno-urzędowy (domniemywano; najeżdżając na funkcjonariuszy), książkowy (zdołali uskoczyć; ruszyli do pościgu, wydobywając pistolety), techniczny (ma uszkodzone zawieszenie), neutralny (maszyna jechała zygzakiem; próbował uciekać), potoczny, na granicy wulgarności (woźnica jest nawalony; dał w rurę; tak się wkurzył). Jak widać, do zygzaka nie ma zastrzeżeń, do samego słowa woźnica też nie.

    • Paweł Pomianek pisze:

      Doskonałe uzupełnienie. Bardzo dziękuję. Przyznaję bez bicia, że tak zachłysnąłem się samą treścią wpisu, że przypis – już czytając ten fragment kilka tygodni temu – potraktowałem po macoszemu. Nie znaczy to jednak, że podział bardziej podstawowy na trzy style, który ja zastosowałem, nie jest równie uzasadniony, zwłaszcza w miejscu, w którym zwracam się nie tylko do studentów polonistyki, ale także do odbiorców języka, którzy po prostu od czasu do czasu lubią coś na temat języka polskiego przeczytać.

      Co do fragmentu maszyna jechała zygzakiem nie pozostaje mi w tej sytuacji nic innego, jak przyznanie racji p. Korze. Jeśli chodzi o wyraz woźnica ciągle nie jestem przekonany. Myślę, że mogłem po prostu podkreślić woźnica jest nawalony i wtedy byłoby to zbieżne z tym, co napisał prof. Markowski.

      Pozdrawiam!

  2. Kora pisze:

    Yyy… „Pozostałe słowa mogliśmy użyć”? Dam sobie rękę uciąć, że „Pozostałych słów moglibyśmy użyć”.

    Jeszcze odnośnie do samego tekstu (przykładu z książki): jakie byłoby formalne lub neutralne stylistycznie określenie woźnicy? Bo, choć rozumiem, że może to brzmieć dość potocznie, to nie przychodzi mi do głowy żaden niepotoczny odpowiednik. A jak to jest z „jechać zygzakiem”? Jak to inaczej ująć?

    • Paweł Pomianek pisze:

      Dziękuję za uwagi. Błąd dotyczący związku rządu poprawiłem.

      Co do woźnicy… rzecz w tym, że tutaj nie jest raczej mowa o koniu ciągnącym wóz i o prawdziwym woźnicy. Trudno byłoby konia i wóz określać maszyną (no chyba że właśnie to jest potocyzm). Poza tym, o ile można sobie wyobrazić próbę ucieczki przed policją samochodem, o tyle wozem ciągniętym przez konia naprawdę trudno. Stąd moja interpretacja, że woźnica to jednak kierowca.

      Nie każde słowo można łatwo zastąpić. Ale chodzi o to, że pewnych słów się w konkretnych formach wypowiedzi (zwłaszcza pisemnej) nie używa. Jeśli ktoś się decyduje na wyszukane słowa, pobrzmiewające wyraźnie stylem prawniczym, nie powinien pisać o jechaniu zygzakiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *