„Piszemy poprawnie”. Recenzja-podsumowanie

Na tę książkę w tym roku powoływałem się tyle razy, że właściwie można by zakwestionować, czy dodatkowa recenzja jest jeszcze potrzebna. Myślę jednak, że kilka słów podsumowania trzeba napisać. Choćby po to, by odpowiedzieć na pytanie: czy warto czytać tego typu publikacje?

Zresztą tę recenzję obiecałem jeszcze w styczniu – krótko po nabyciu publikacji – a z obietnic lubię się wywiązywać. Przed chwilą wrzuciłem w wewnętrzną wyszukiwarkę na stronie frazę identyczną jak tytuł książki i wyskoczyło mi piętnaście wpisów. Na pewno więc nie będę pisał tutaj, co ciekawego sam osobiście w książce znalazłem. Aby sprawdzić, wystarczy zrobić to samo, co ja, to znaczy wpisać frazę piszemy poprawnie w wyszukiwarkę.

Zanim jednak przejdę do odpowiedzi na pytanie postawione na początku, krótko o tym, co w tej książce znajdziemy, a więc jaka jest jej struktura.

Poradnik i Zasady pisowni

Składa się ona z dwóch zasadniczych części. A każda z tych dwóch części dzieli się na kolejne dwie. Pierwsza część zatytułowana Poradnik to wybrane konkretne wypisy z internetowej poradni językowej PWN. Część dzieli się na Pisownię (która zajmuje około 75% powierzchni całego Poradnika) oraz Interpukcję.

Druga część pt. Zasady pisowni to z kolei wypisy ze słownika ortograficznego i interpunkcyjnego PWN. I również tutaj pierwsza część dotyczy pisowni, druga część – interpunkcji. Zwłaszcza w tej części słownikowej wszystko jest logiczne, podzielone na małe całostki i łatwe do odszukania – jak to w słowniku.

Co więc stanowi walor tego typu poradników, skoro wszystkie treści są albo dostępne w sieci (np. cała poradnia językowa PWN, a więc także wszystkie treści publikowane w Poradniku), albo w słowniku ortograficznym (który notabene też właściwie znajdziemy w całości w sieci)?

Dlaczego warto?

Sądzę, że pierwsza zaleta to pewne uporządkowanie. Wpisy z poradni są tutaj podawane jeden pod drugim, w kolejności alfabetycznej. Dodatkowo, pod większością mamy odnośniki do poszczególnych zasad pisowni znajdujących się w drugiej części książki.

Inna zaleta to fakt, że to, co czytamy, nie jest akurat tym, co sobie na bieżąco wymyślimy, ale jest niejako podane odgórnie. Gdy chcemy znaleźć coś konkretnego, wtedy zdecydowanie lepiej szukać w internetowej poradni. Ale korzystanie z tego typu poradników sprawia, że często trafiamy na coś, czego inaczej byśmy się nie dowiedzieli, ponieważ sami nie wpadlibyśmy na to, by to czy tamto sprawdzić. Z tego powodu często zdarza się, że otwieramy szeroko buzię, bo dowiadujemy się czegoś bardzo zaskakującego.

Czytanie drugiej części, czyli prześledzenie zasad ze słownika, ma jeszcze jedną dodatkową zaletę. Później, gdy pojawia się jakiś językowy dylemat, kojarzymy, w jakim miejscu czytaliśmy o obowiązującej w danej sprawie zasadzie. Wtedy wystarczy tylko wrócić do danego miejsca słownika ortograficznego czy interpunkcyjnego i znajdziemy odpowiedź. Oczywiście, gdy ktoś posiada normalny słownik, to może szukać bezpośrednio w nim. Pytanie tylko: czy ktoś ma zwyczaj czytać słownik tak, by potem kojarzyć, gdzie o czymś czytał? Format poradnika zdecydowanie bardziej zachęca do przeczytania od deski do deski.

Gdybym miał to wszystko zamknąć w jednym argumencie za przeczytaniem, powiedziałbym, że warto, bo tego typu poradniki (niekoniecznie akurat ten, polecam recenzję Małgorzaty Kubicz podobnego poradnika Walczymy z bykami) poszerzają i utrwalają wiedzę.

Trzeba jednak pamiętać, że tego typu publikacja nie zastąpi sięgania po różnego rodzaju słowniki (poprawnej polszczyzny, pisowni łącznej i rozdzielnej, synonimów itd.), nie rozstrzygnie wszystkich naszych problemów językowych. Nie zastąpi też dobrej publicystyki dotyczącej języka, która oprócz prezentowania zasad pisowni podchodzi do pewnych kwestii językowych z humorem bądź też z polemicznym zacięciem.

Paweł Pomianek


PS Jako że książka Piszemy poprawnie była akurat pod ręką, to razem z Dominiczką miała okazję (obok dwóch innych pewuenowskich publikacji) powdzięczyć się nieco przed aparatem Natalii Klocek w sesji dla Językowych Dylematów. I okazała się książką całkiem fotogeniczną, czego przykład pokazuje kilka poniższych fotek. Stali czytelnicy co niektóre zdjęcia już znają. Na pierwszej fotografii można przy okazji zobaczyć, jak wygląda rozkład treści w części poradnikowej. Przyznam, że krój czcionki, interlinia i inne rzeczy są dobrane z gustem – naprawdę dobrze się tę książkę czyta.



Ten wpis został opublikowany w kategorii Teksty publicystyczne i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *