Umyślne zastosowanie błędu językowego w tekstach literackich

Izabela Wieczorek •

Dominika dla Językowych Dylematów – styczeń 2013 ©
/ obróbka zdjęcia: Sylwia Wiglusz (Melrose Studio)

Tak jak zostało to polecone uczestnikom olimpiady dot. tematu „Polowanie na byki”, spróbuję omówić przykłady prozy polskiej lub polskich tłumaczeń autorów zagranicznych, gdzie, jak mniemam, specjalnie użyto niepoprawnych form językowych.

W kryminale Zygmunta Miłoszewskiego „Ziarno prawdy” czytelnik znajduje wypowiedź: „Poszłem na policję, żeby może się dowiedzieli, bo on bywał i w Tarnobrzegu, i w Zawichoście, i w Dwikozach, i chyba Opatowie też”. Słowa wypowiada mężczyzna bezdomny, tzw. „menelik” (tak określał tego pokroju jegomości główny bohater, prokurator Szacki). Dlaczego wspomniałam o statusie społecznym owego mężczyzny? Dlatego, iż uważam, że ma to podstawowe znaczenie, stanowiąc powód zastosowania wspomnianego błędu językowego.

Przede wszystkim należy zapytać, po co Miłoszewski postanowił zastosować akurat taki zabieg. Myślę, iż autor chciał oddać realizm rozmowy. Podkreślił on w ten sposób znaczącą różnicę między bohaterami, gdyż bezdomny mężczyzna wypowiada przytoczone zdanie podczas dialogu z Teodorem Szackim, cenionym na skalę krajową prokuratorem. Rozbieżność językowa między bohaterami jest zauważalna, wiąże się ona ze zróżnicowanym statusem społecznym. Cóż z tego wynika? Mniemam, że bohater stojący po stronie polskiego wymiaru sprawiedliwości, jak można się spodziewać, jest obeznany z normą językową. Natomiast bezdomnego mężczyznę – już po dość pobieżnej ocenie – można by uznać za człowieka, który z racji tego, że nie ma zbyt częstej styczności z językiem pisanym, popełnia takie błędy, jak wypowiedzenie słowa „poszłem” oraz niezastosowanie przyimka prostego „w” przed wyrazem „Opatowie”.

Kolejnymi przykładami, które mogą stanowić pewnego rodzaju wyjątek w zapisie poprawnej polszczyzny, są cytaty: „Lubicie się hować (pisownia oryginalna) przed glinami i tymi wszystkimi, co się na nas gapią i się nas czepiają?”, „No bo przecież nalerzycie do tych 50 procent, prawda?”1. Sytuacja, w której padły te słowa, była dość skomplikowana, gdyż miała miejsce podczas zamieszek w Chicago lat sześćdziesiątych. Zacytowane zdania zostały przedrukowane z pewnej z gazet promującej rewolucyjne hasła wśród ludzi młodych, zazwyczaj studentów. Drukował je jeden z bohaterów książki – o imieniu Sebastian. Mężczyzna robił to nielegalnie i w dość stresujących oraz rozpraszających warunkach, podczas zgromadzenia tzw. kobiet wyzwolonych.

Myślę, że zasugerowałam kilka powodów, dla których student mógł popełnić takiego rodzaju błędy językowe: stres, zdenerwowanie czy brak skupienia. Jednakże nie możemy wykluczyć również tego, że zadecydowała zwykła nieznajomość zasad ortografii języka. Jerzy Kozłowski w swoim przekładzie zaznaczył, iż jest to pisownia oryginalna. W jakim celu to zrobił? By ukazać, że Nathan Hill umyślnie zastosował zabieg użycia błędów językowych. Mamy więc do czynienia z kolejnym przykładem, w którym możliwe jest usprawiedliwienie dla celowego nagięcia normy języka. Autor powieści pragnął ukazać, w jakiej sytuacji był jeden z bohaterów książki. Miał na celu zobrazowanie czytelnikom powieści w sposób realistyczny trudnych warunków, w jakich ukazywała się gazeta.

1 Przytoczone słowa pochodzą z książki Niksy autorstwa Nathana Hilla, przetłumaczonej na język polski przez Jerzego Kozłowskiego, wyd. Znak, rok wydania: 2017.


Izabela Wieczorek – licealistka, która w bieżącym roku (2018) podejdzie do egzaminu dojrzałości. Na co dzień zajmuje się pracą początkującego copywritera, zarówno na zlecenie jednej z witryn internetowych, jak i w nieco bardziej prywatnym wymiarze. Prócz tego tworzy amatorsko prozę, którą publikuje na blogu pisanaekranizacja.blogspot.com. Na swym koncie ma również pracę wolontariacką jako recenzentka muzyki metalowej.

Powyższy tekst jest fragmentem pracy pt. „Polowanie na byki” – błędy językowe we współczesnej polszczyźnie (Sfery występowania błędów i sposoby ich korygowania), napisanej w ramach uczestnictwa w XVIII Olimpiadzie Literatury i Języka Polskiego. Artykuł – w porozumieniu z autorką – został poprawiony i nieco przeredagowany przez redakcję Językowych Dylematów na potrzeby publikacji na naszej stronie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teksty publicystyczne i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Umyślne zastosowanie błędu językowego w tekstach literackich

  1. Tomasz Marek pisze:

    Autorce polecam Cz. I. mego artykułu „Zwroty adresatywne…”. Znajdzie tam liczne przykłady stylizacji, w tym ortograficzną, zastosowaną przez tłumacza (Boy-Żeleński). Klasyk, który maturzysta powinien znać.

  2. Tomasz Marek pisze:

    Czy powiedzenie, że „słowa padły”, jeśli zostały wydrukowane, jest poprawne? Może i to dołączyć do błędów umyślnych (autorki)?
    Skądinąd nie wiem, jak traktować uwagę tłumacza (dołączoną do TŁUMACZONEGO tekstu): „pisownia oryginalna”. Jest to w/g mnie błąd. Jestem zdania, że tłumaczenie jest dziełem samoistnym, lepiej lub gorzej oddającym język oryginału, ale nie można w tłumaczeniu oddać pisowni w wersji oryginalnej. Można ją tylko stylizować w tym samym kierunku, w jakim poszedł autor.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *