Piothlu, jebu i nuna, czyli o języku półtorarocznego Dominika

Pisałem na Językowych Dylematach na temat rozwoju języka swoich starszych dzieci. Ostatnio bardzo ciekawe zmiany zachodzą w mowie naszego najmłodszego, niewiele ponad półtorarocznego syna Dominika. Chciałem się w związku z tym podzielić kilkoma spostrzeżeniami.

Dominik zimową porą – styczeń 2016 r.

Przede wszystkim u Dominika możemy obserwować ostatnio znaczący skok językowy. Mówi więcej, niż mówił w podobnym wieku jego brat (Piotruś), stylem, zaangażowaniem, starannością w wypowiadaniu niektórych wyrazów przypominając raczej swoją najstarszą siostrę (Julię). Piotruś do dziś – mając trzy i pół roku – nie szumi, nie mówi „r” i wyraźnie sprawia wrażenie człowieka, któremu się do tego nie spieszy. U Dominika – i to cieszy – widać wyraźnie, że odróżnia „r” od „l”. W wielu wyrazach, gdzie występuje „r” wydobywa specyficzny dźwięk, który można by oddać w piśmie jako „hr” lub „hl” (zależy jak mu się uda). Przy czym o ile normalnie dźwięk „r” budujemy w zetknięciu języka z przodem podniebienia, o tyle on na razie wydobywa go z tyłu podniebienia, już niemal z okolicy gardła, dlatego może on przypominać krótkie charknięcie.

Stąd właśnie zawarte w tytule Piothlu/Piothru, które oznacza oczywiście imię starszego brata. Stąd też określanie samochodu jako bhrum, które przy niedokładnym wymówieniu zmienia się w bzium. Co ciekawe, gdy zdarzy się bzium, bardzo często natychmiast następuje próba poprawienia słowa, aż do chwili, gdy uda się je wypowiedzieć z typowym charknięciem.

Druga bardzo charakterystyczna cecha mowy Dominika to wprowadzanie zamiast innej sylaby inicjalnego (rzadziej w środku wyrazu) „j”:
jaja – ‘jaja’ albo ‘lala’
jebek – ‘chlebek’
jemby – ‘zęby’
jaba – ‘żaba’
Zwracam na to uwagę, bo nie notowałem tego aż tak wyraźnie u poprzednich dzieci, jest to więc dość charakterystyczna cecha mowy akurat Dominika.

Oczywiście w jego słowniku znajduje się też charakterystyczne dla wszystkich naszych dzieci n’ma – ‘nie ma’. Występuje też typowe dla początków mowy skracanie wyrazów o sylaby lub spółgłoski inicjujące bądź zamykające wyraz: Piothru – Piotruś, de – deszcz, me – mecz.

Jest jeszcze jedna rzecz symptomatyczna w przypadku Dominika: świadome i częste używanie względem siebie zaimka ja. Tutaj widać wyraźny wpływ starszego rodzeństwa, od którego się tego nauczył. Pamiętam, że w jego wieku Jula i Piotruś mówili o sobie po imieniu (ewentualnie w jakiejś jego szczątkowej wersji – Piotr np. mówił o sobie Ootuś). Domiś nie używa względem siebie żadnej formy swoje imienia (nawet w wersji Miś), zawsze mówi o sobie ja, zdając sobie sprawę, że gdy on mówi ja to chodzi o niego, a gdy Julia mówi ja, to chodzi jej o siebie, a nie o niego. Pamiętam, że Juleczce jakiś czas zeszło, zanim wyłapała to zróżnicowanie (najpierw mówiła ja wtedy, gdy chodziło jej o kogoś, kto wcześniej powiedział o sobie ja).

No i na koniec dwa wyrazy, które budzą największe rozbawienie czy – powiedzmy – zaskoczenie. To nuna i jebu. Nuna to po prostu ‘modlitwa’. Nie mamy pojęcia, dlaczego przyjęło się w tej formie i gdzie tu brzmieniowe podobieństwo. Ale najciekawsze dopiero przed Czytelnikiem. Długo nie mogłem zrozumieć, co znaczy jebu; Żona wyłapała dużo wcześniej, że to ‘nie bój’, ale też nie zwróciła uwagi na całkowicie inne, wręcz odwrotne do naturalnego, znaczenie tego powiedzenia. Otóż Dominik – w przeciwieństwie do Piotrusia – jest dość strachliwy i nie lubi tracić gruntu pod nogami. Gdy czasami posadziło się go na wyższej wysokości, nawet go podtrzymując, spinał się, więc mówiło mu się „nie bój się”. I on w podobnym kontekście zaczął to powtarzać. Tyle że jebu nie oznacza ‘nie bój’, ale przeciwnie; mówiąc dokładnie, jest to komunikat: ‘zdejmij mnie stąd, bo się boję’. Krótkie, dwusylabowe słowo zamykające w treści całe zdanie – postulujący większą ekonomiczność języka musieliby przyklasnąć.

Paweł Pomianek

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teksty publicystyczne i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Piothlu, jebu i nuna, czyli o języku półtorarocznego Dominika

  1. olgayluna pisze:

    Bardzo ciekawy wpis, szczególnie końcówka o rozszyfrowaniu nie tylko podstawowego, ale i głębszego znaczenia „jebu”. U nas też para ulubionych przekręceń z wieku 2-3 lata mojej córki, które doprowadzały nas do łez: halujnoga i koszelada. W ogóle bardzo lubię traktowanie języka przez dzieci i obcokrajowców – wnosi świeże spojrzenie.

  2. xpil pisze:

    Uwielbiam takie wpisy. Dzieciaki zawsze wymyślają coś na bieżące potrzeby 😉 A czasem coś całkiem od czapy. U mnie był „bagon” (do dziś nikt w rodzinie nie wie, co to było), u brata przez wiele lat było „riadrio” (o dziwo zamiast radia), natomiast u swojego dwuipółletniego syna obserwuję w tej chwili na bieżąco takie cudeńka jak „wanda” (wanna), „olechon” (telefon) lub nasze ulubione „kukufanda” („Kung-fu panda). I całe mnóstwo innych 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *