Internet – wielką czy małą literą

Od dawna opinie w tej sprawie, także wśród językoznawców, są podzielone. Dziś nieco szerzej omawiamy ten temat, przedstawiając opinie zwolenników zapisywania wyrazu internet wielką literą oraz tych, którzy wolą w tym słowie używać małej. Na początek dłuższa wypowiedź naszego Czytelnika, p. Mateusza.

Witam!
Mam pytanie odnośnie słowa „Internet”.

Jeszcze kilka lat temu był dozwolony tylko i wyłącznie zapis wielką literą. Jednakże obecnie coraz częściej widuje się zapis „internet”. Nawet Mirosław Bańko zaczyna pisać to słowo od małej litery, mimo że niegdyś uparcie twierdził, że należy stosować zapis wielką literą.

http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=3397
http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=5549
http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=7197
http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=9928

W tym ostatnim linku prof. Bańko napisał zdanie, które – mówiąc bardzo łagodnie – nie spodobało mi się:

„Użyłem małej litery świadomie, gdyż taka pisownia się upowszechnia i w niektórych słownikach jest już traktowana jako równorzędna.”.

Najbardziej zaintrygowała mnie pierwsza argumentacja: „gdyż taka pisownia się upowszechnia”. Owszem, prof. Bańko ma rację, ale z drugiej strony… upowszechnia się forma „wziąść”, a to nie powód, by tę formę uznać za poprawną.

Ale nie piszę dziś do Pana, by skrytykować prof. Mirosława Bańko.

Chciałbym poznać Pańskie zdanie na temat słowa Internet – tzn. czy preferuje Pan zapis wielką, czy małą literą?

Zajmuje się Pan korektą książek, więc myślę, że nieraz spotkał się Pan ze słowem „Internet” – i jaki zapis Pan zastosował?

Kolejna sprawa to wyrażenie „strona internetowa”. Czy słowo „internetowa” powinno być zapisane wielką czy małą literą i dlaczego?

I do tego synonimy słowa „Internet”, np. net, sieć. Skoro to synonimy, to z logicznego punktu widzenia również powinny być pisane od wielkiej litery, czyż nie?

Pozdrawiam
M. Chomicki

Panie Mateuszu,

bardzo szeroko omówił Pan problem, korzystając z odpowiedzi opublikowanych w poradni językowej i linkując do nich. Cieszę się z tego, mam nadzieję, że nasi Czytelnicy skorzystają z Pańskiej wypowiedzi, by poszerzyć swoje horyzonty.

Zanim krótko osobiście wypowiem się o tym, co Pan napisał, chcę przypomnieć dyskusję, która miała miejsce na naszej stronie przed trzema laty. W listopadzie 2010 r. opublikowaliśmy artykuł Małgorzaty Kubicz pt. Współczesna edukacja a język młodzieży. W artykule tym autorka konsekwentnie używa w słowie internet wielkiej litery. Pod tekstem miała miejsce szersza dyskusja, a jej fragment dotyczył właśnie pisowni tego słowa. Wyciągnąłem ten wyimek debaty i przytaczam go tutaj, by unaocznić, że zdania filologów polskich na ten temat rzeczywiście są zróżnicowane.


Piotr (nick: polonista):

Z jakiej racji wyróżniamy internet spośród innych mediów, pisząc go wielką literą?

Małgorzata Kubicz (autorka – tutaj nick: a):

Ostatnio obserwuje się zaniechanie pisania słowa Internet wielka literą (i to w wielu pracach o charakterze naukowym). Wynika to pewnie z tendencji do ujednolicania języka polskiego. A dlaczego wielką literą? Bo Internet jako idea jest jeden, tak jak jeden jest Jan Kowalski.

Moja opinia:

Internet pisze się ciągle wielką literą, gdy ma się na myśli światową sieć komputerową, bo to nazwa własna. Czasem naprawdę trudno te konteksty rozróżnić. Bo jeśli autorce chodzi o internet jako zjawisko, to w tym wypadku wielka litera jest uzasadniona. Choć ja rzeczywiście też wolę pisać internet małą literą – uważam, że tak jest bezpieczniej.


Przyznam, że mnie się bardzo podoba ta ostatnia wypowiedź prof. Bańki, do której nawiązanie znajduje się w liście Pana Mateusza. Dlatego pozwalam sobie przytoczyć ją w całości.

Użyłem małej litery świadomie, gdyż taka pisownia się upowszechnia i w niektórych słownikach jest już traktowana jako równorzędna. Byłem też ciekaw, czy ktoś z czytelników naszej poradni to zauważy. Mam satysfakcję, że tak się stało!
W poradni są oczywiście wcześniejsze wypowiedzi na temat pisowni Internetu (internetu), w tym moje, w których opowiadam się za wielką literą. Stopniowo jednak zmieniam zdanie, obecnie jestem gotów akceptować obie formy.
Mirosław Bańko, PWN

Nie bardzo rozumiem, co zaniepokoiło Pana Mateusza w tej argumentacji. To oczywiste, że normy językowe zmieniają się wraz ze zmianami w użytkowaniu języka. Pewne formy się upowszechniają i wypierają stare. Podejście prof. Bańki w tym komentarzu jest dla niego dość charakterystyczne – i przyznam, że to właśnie sprawia, iż tak bardzo go cenię – cechuje je pewna zdrowa otwartość na zmiany w języku.

Pan Mateusz zapytał, jaka jest moja opinia w tej sprawie i jak traktuję to słowo w redagowanych książkach. Osobiście zawsze proponuję autorom zapis małą literą. Jest bardziej naturalny w stosunku do innych mediów. Szukam czegoś w internecie i szukam odpowiedniego programu w telewizji. Niemniej, ostateczną decyzję co do pisowni tego słowa pozostawiam zawsze autorom. Domagam się tylko konsekwencji.

Warto zwrócić jeszcze uwagę, że wyrazy telewizja czy radio też możemy w pewnych kontekstach zapisać wielką literą.
Idę do Telewizji.
Mamy tutaj przecież na myśli konkretną stację, a wyraz Telewizja może być potraktowany jako skrót od pełnej nazwy.

Co do synonimów słowa internet, które Pan wskazał, to wyraz net trudno mi traktować jako synonim. Jest to luzacki skrót od tego słowa, który może pojawić się w języku potocznym – w mowie lub rozmowie na czacie czy Gadu-Gadu. W każdym razie w miejscach, w których nawet nie dba się o zaznaczanie nosówek czy rozpoczynanie zdania wielką literą. Dywagowanie więc nad pisownią tego quasi-wyrazu wielką literą jest bezzasadne.

Inaczej ma się rzecz z wyrazem sieć. Jeśli ktoś zapisuje internet od wielkiej litery, ten synonim powinien napisać tak samo.

Strona internetowa piszemy małymi literami. Powód jest prosty. Internetowa to przymiotnik, a w języku polskim przymiotniki zapisujemy od małej litery.

Paweł Pomianek

Chętnie przeczytalibyśmy Państwa opinie w tej sprawie. Zachęcamy do komentowania pod wpisem lub na Facebooku. Z najciekawszych odpowiedzi utworzymy być może nowy wpis na stronie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Językowe dylematy i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

28 odpowiedzi na „Internet – wielką czy małą literą

  1. Tomasz Marek pisze:

    W kwestii nazw (na pozór) własnych widzę w podejściu językoznawców dużą niekonsekwencję. Jeśli uznać Internet za nazwę własną i tym uzasadniać wielką literę, to zbliżamy się do ortografii niemieckiej, która uznaje każdy rzeczownik za nazwę własną (czym poniekąd jest) pisaną wielką literą. Czyż mam przytaczać rzeczowniki pojedyncze(!), pisane małą literą? W zasadzie wszystkie idee (dobro, prawda…), byty ogólne (kosmos – choć dopuszcza się i Kosmos, wieczność); na upartego i tak pospolity rzeczownik jak „wszystko” można by pisać wielką literą, bo oznacza byt pojedynczy… Na innym biegunie są marki (samochody [warszawa, opel], produkty spożywcze [żywiec, johny walker, lindt], technologie [bluetooth, technicolor] itp. ).
    Na marginesie: czy nie można uznać, że internet to nazwa marki pewnej technologii? Uzasadniałoby to małą literę…
    Odnoszę wrażenie, że każda nazwa rzeczy w momencie tworzenia dotyczy jednej rzeczy i jako taka, w myśl zarysowanej w komentarzach argumentacji, powinna być pisana dużą literą – a nie jest!
    Z praktycznej strony, rozróżnienie pisowni rzeczownika Internet/internet niczego nie zmienia w aspekcie zrozumiałości. O ile opel (samochód) i Opel (Adam, konstruktor) to dwie różne rzeczy (podobnie kościół i Kościół), tak w kwestii pisowni Internet/internet litera ma znaczenie jedynie zwyczajowe, a zwyczaje się zmieniają. A więc spokojnie…
    PS. Celowo nie wygłaszam mojego zdania w kwestii pisowni przedmiotowego słowa, bo nie chcę się przyłączać do plebiscytu.

  2. Paweł Pomianek pisze:

    Szanowni Państwo,

    serdecznie dziękuję za te długie i w większości rzeczowe komentarze. Szczególnie trafiają do mnie argumenty podniesione przez p. Ewę, no i wcześniej przez Wojtka. (Podejście do języka pozostałych osób wydało mi się nieco zbyt emocjonalne i purystyczne – chodzi mi tu tylko o to, że merytoryka Wojtka czy p. Ewy przemawia zawsze do mnie dużo bardziej, nie o jakiś przytyk).

    Biorąc pod uwagę te kwestie, czuję się przekonany. Tzn. przekonany w tym sensie, że w tekstach pisanych przez siebie będę w wyrazie Internet stosował wielką literę jako do nazwy własnej – nazywającej ten jedyny desygnat. Przynajmniej na razie. Bo nie mam jednak wątpliwości, że ze względu na popularność użycia słowo internet awansuje na poziom słowa powszechnego, pisanego małą literą, trochę (trochę, bo nie ma tu zupełnej analogii) jak adidasy czy coca-cola.

    W tekstach redagowanych i korygowanych nadal będę pozostawiał autorom wolność wyboru wielkiej bądź małej litery.

    • Tomasz Marek pisze:

      To jeszcze jedno źródło w temacie wielkiej litery w wyrazie „internet” (Słownik Jagodzińskiego):

      internet «ogólnoświatowa sieć komputerowa» | Wyraz ten nie jest już dziś nazwą własną określonej sieci komputerowej, oznacza za to jeszcze jedno medium obok gazu, prądu itd., nawet jeśli z poglądem takim nie zgadzają się niektórzy (np. J. Grzenia, SPPGrze), najwyraźniej nie rozumiejąc, w jakich kontekstach używa się tego wyrazu i jakie przypisuje się mu znaczenie (np. nie było dziś internetu – tak samo jak nie było dziś prądu).

      Internet nie oznacza oczywiście żadnej samodzielnej sieci lokalnej (bo taką określamy jako intranet) ani podsystemu sieci światowej, nie jest też prawdą, że jest wiele internetów (i tu Grzenia ma rację). Pojęcie to daje się jednak zdefiniować i to właśnie czyni zeń nazwę pospolitą, nie ma więc potrzeby, aby pisać go od wielkiej litery. Autorzy WSPP podają co prawda hasło Internet, ale dodają „wyraz pisany także małą literą”.

      Warto napomknąć, że wyraz pospolity sieć oznaczać może różne rodzaje sieci, i gdy jest używany w znaczeniu ‘internet’ staje się nazwą własną, podobnie jak nasz Księżyc czy nasza Galaktyka, i dlatego powinien być pisany Sieć. Unikać należy natomiast pretensjonalnego połączenia w sieci Internet (zwłaszcza z akcentem na „i”), gdyż wyraz internet jest już w pełni spolszczony i odmienia się przez przypadki.

      • Paweł Pomianek pisze:

        Bardzo Panu dziękuję za te rzeczowe opinie na ten temat. Opinie także okiem osoby znającej się na kwestiach technicznych, co nie jest tutaj bez znaczenia.

        • Paweł pisze:

          Szanowni Państwo,

          Jestem absolwentem uczelni technicznej i tam wytłumaczenie kiedy słowo Internet pisać wielką a kiedy małą literą było następujące:
          Internet – ogólnoświatowa sieć wraz z jej infrastrukturą i usługami w niej dostępnymi ( strony WWW, poczta email, itd.)
          internet – ogólnoświatowa sieć komputerowa jako infrastruktura, czyli wszystkie serwery, koncentratory, przełączniki, okablowanie itd. Tutaj poprzez analogię do intranetu, będącego siecią lokalną, również w rozumieniu infrastruktury.

          Z poważaniem,
          Paweł

  3. Ewa pisze:

    Z zainteresowaniem przeczytałam dyskusję. Jako polonistka z wykształcenia nie mogę się zgodzić z przedstawioną tu interpretacją polonistów, włącznie z członkami RJP.
    Piszę to z wielką przykrością i jednocześnie rozczarowaniem.

    Dla mnie oczywistą jest pisownia słowa Internet właśnie wielką literą, jako nazwy własnej – nazywającej ten jedyny desygnat. Nie rozumiem innych argumentów.

    Chyba ludzi nauki obowiązuje podstawowa wiedza o funkcjonowaniu świata, a we współczesnym świecie Internet jest codziennością. I nie jest to wiedza ściśle techniczna, to wiedza powszechna. Odnoszę wrażenie, że niektórzy po prostu zaniedbują uzupełnianie jej na bieżąco.

    Zamiast jasno opowiedzieć się za jednolitą pisownią, doprowadzają tym samym do powstawania tak nielubianych przez wszystkich wyjątków ortograficznych. Poloniści wszak też potrafią myśleć logicznie, więc niech się posługują logiką i nie pozwalają powszechnym zwyczajom językowym ustalać norm niezgodnych z zasadami polszczyzny. Tu z zasadą pisowni nazw własnych wielką literą.

  4. Roman Mariusz Sławek pisze:

    Panie Pawle,
    W temacie „Internet- internet” jakiekolwiek dyskusje ucina pan Wojtek pisząc:
    Jedyna różnica to taka, że nikt nie zrobił drugiej światowej sieci komputerowej. Zapewne dlatego (i dlatego, że „globalna sieć komputerowa” to dość długa nazwa) słowa Internet używa się w uproszczeniu do określenia idei globalnej sieci komputerowej, ale i tak zawsze mając na myśli ten jeden Internet, bo innego nie mamy.”
    Nie ma więc innego rozumienia Internetu niż jako nazwy własnej globalnej sieci.
    Porównanie z telewizją czy radiem jest o tyle nietrafione, że w przypadku tych rzeczy można mówić o technologii czy też poszczególnych odbiornikach. A Internet jest nazwą własną.
    Co z tego, że wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy i rozumie jako narzędzie? Jeśli tak to rozumie źle i od tego są właśnie znawcy tematu (pan, panie Pawle) żeby z błędu wyprowadzić, wyjaśniać i wskazywać właściwą formę i powód, dla którego jest ona właściwa.
    Zwracam uwagę na słowa pana Wojtka:
    „Oczywiście, znaczenia słów w języku się zmieniają i zmienia się związana z nimi intuicja. Rzecz w tym, że same dylematy dotyczące pisowni słowa Internet świadczą doskonale, że intuicja na ten temat nie jest ukształtowana. Dziwi mnie w tej sytuacji przy podejmowaniu decyzji odwoływanie się raczej do ignorancji niż do tego jak wygląda opisywana przez słowo rzeczywistość. Obawiam się, że taka sytuacja prowadzi raczej do degradacji języka niż do normalnie obserwowanej w czasie ewolucji. Czasami wprowadzenie słowa, czy wyrażenia do słownika jest blokowane przez argumenty natury tylko językowej i historycznej, niezależnie od tego jak język używany jest powszechnie. Tym razem argumenty są dość konkretne, odwołują się do opisywanej rzeczywistości.”

    Co się zaś tyczy Internetów (sic) pomimo, że w końcówce dyskusji pan Paweł twierdzi, że nie popiera stosowania takiej formy, wcześniej można przeczytać
    „Swoją drogą mam wrażenie, że ostatnio już rzadko kiedy w języku potocznym mówi się inaczej niż internety (np. Znalazłem w internetach) – jeszcze parę lat temu zjawisko to było w zasadzie niezauważalne. Mam wrażenie, że język pójdzie raczej w kierunku tego rozumienia i wkrótce zostanie zaakceptowana liczba mnoga. Abstrahując od logiki, bo zdaje się, że to określenie było początkowo żartobliwe.”

    Nigdzie nie znalazłem (jeśli przeoczyłem, proszę wskazać), żeby Pan jasno powiedział, że taka forma jest błędna i niedopuszczalna w czymkolwiek innym, niż żarty.
    Pisanie „język pójdzie raczej w kierunku tego rozumienia…”, używając czasownika „rozumienia” sugeruje, że myśli Pan o internetach jako zasadnej formie. Jeśli zaś uważa Pan, że to forma niewłaściwa a zostanie przyjęta jakoś nie widać szczególnego ubolewania z tego tytułu. Może to właśnie zmyliło rozmówców, którzy myśleli, że broni Pan tej „formy”.
    Najostrzejsze słowa w tym temacie to
    „Liczby mnogiej bronił nie będę – dla mnie jest ona zabawna, ale logiki również w niej nie dostrzegam. Dodam, że w serwisach społecznościowych mocno wypiera liczbę pojedynczą.”
    To nie jest zabawne, to jest błędne. W takich kategoriach rozpatruje się różne formy i pojęcia. Pan jest od tego, żeby to napisać. Zabawne to może być dla mnie, amatora.
    Dodatkowo powołując się na prof. Bańko
    („Pewne formy się upowszechniają i wypierają stare. Podejście prof. Bańki w tym komentarzu jest dla niego dość charakterystyczne – i przyznam, że to właśnie sprawia, iż tak bardzo go cenię – cechuje je pewna zdrowa otwartość na zmiany w języku.”)
    lansuje Pan bardzo nieodpowiednie podejście do języka. Jeśli zmiana obowiązujących norm tylko dlatego, że dużej grupie ludzi nie chce się tych norm przestrzegać jest zdrowym podejściem to jakie jest niezdrowe? To nie złośliwość, proszę o jakiś przykład niezdrowej otwartości.
    Porażające, że ludzie, którzy na stronie zjawili się szukając porady prezentują poważniejsze podejście do zagadnienia, niż występujący na pozycji autorytetu. Nie piszę tego, żeby dowalić, ale zwrócić uwagę na fakt odpowiedzialności, jaka ciąży na ludziach obdarzonych społecznym zaufaniem w pewnych sprawach.
    Pozdrawiam

  5. gaja pisze:

    Porażająca dyskusja panów Wojtka i Pawła. Argument o „upowszechnianiu się form” jako wyroczni językowej zwalił mnie z nóg. Jestem tłumaczem i w przypadku wątpliwości szperam w poradni PWN czy właśnie tutaj. Wychodzi na to, że może raczej powinnam zapytać panów stojących pod Żabką, czyli szukać u źródła. „Internety” brzmią jak Kiepski, który ma „pomysła” albo „smaka”. To jest zabawne (?) tylko do chwili, w której zaczyna się upowszechniać, a upowszechnia się za przyzwoleniem. Dziwię się, że poloniści je dają. Idąc tym tokiem myślenia można by zrezygnować z porad językoznawców i zastąpić je „guglowaniem”. Poprawne jest to, co ma więcej wyników.
    Osobiście bardzo sobie cenię opinię specjalistów w danej dziedzinie. Ignorowanie jej prowadzi do mnóstwa wypaczeń, również semantycznych, a co więcej pozbawia nas możliwości poszerzenia swojej wiedzy ogólnej. Dzisiaj już nikt nie pamięta, że „fobia” to „lęk”. Teraz każdy „-fob” jest nienawistnikiem.
    Naprawdę trzeba dużo złej woli, żeby nie rozumieć logiki wywodów pana Wojtka, a wcześniej pana Arka, z którymi w pełni się zgadzam. Mam wrażenie, że to jakaś powszechna skłonność do oddawania pierwszeństwa bylejakości. Dbałość o język powinna być hołubiona, a nie napiętnowana.

  6. Wojtek Rz. pisze:

    Pawle,

    Zablokowałeś wątek?

    Nie zamierzam się gniewać, wolałbym nie traktować tej dyskusji osobiście 😉

    Nie zamierzałem sugerować, że twierdzisz, że „internety” jest poprawne. Owszem spotkałem się z tym określeniem.

    Korzystam z serwisów społecznościowych, tyle że ze względu na różnice zawodu zapewne się tam rozmijamy, tak jak na ogół w pozostałej części Internetu 😉

    • Paweł Pomianek pisze:

      Wojtku, skąd sugestia, że zablokowałem wątek? Coś było inaczej? Nigdy nie blokuję wątków – ewentualnie dałbym bana komentatorowi, ale musiałby sobie zasłużyć (np. pisać wulgarnie, wyzywać interlokutorów itp.).

      Cieszę się z tego, co napisałeś. Też nie traktuję dyskusji osobiście, zresztą podobnie jak Ty – lubię się wymieniać argumentami, nawet ostro. Dziękuję za pozostawione tutaj przez Ciebie refleksje. Zależało mi, żeby wyjaśnić kwestię liczby mnogiej, bo miałem wrażenie, jakbyś i mnie imputował akceptację tej formy. Tymczasem – jak się okazuje – to ja Ci imputowałem, że Ty mi imputujesz ;-).

      A co do portali społecznościowych to przyznam, że jestem zaskoczony, bo jakoś kojarzyłem Cię właśnie jako osobę, która trzyma dystans do tego typu rzeczy.

      • Wojtek Rz. pisze:

        Wojtku, skąd sugestia, że zablokowałem wątek? Coś było inaczej?

        Pod ostatnim Twoim komentarzem w poprzednim wątku niema linka do dodania odpowiedzi, dlatego zacząłem nowy wątek — parę rzeczy wymagało wyjaśnienia. Może po prostu odpowiedzi się za bardzo zagnieździły.

        A co do portali społecznościowych to przyznam, że jestem zaskoczony, bo jakoś kojarzyłem Cię właśnie jako osobę, która trzyma dystans do tego typu rzeczy.

        Dystans owszem. Ale narzędzie to narzędzie, jak każde inne 😉

      • Wojtek Rz. pisze:

        No i również dziękuję za dyskusję 😉

  7. Wojtek Rz. pisze:

    Witaj Pawle,

    Słowo Internet jest nazwą własną konkretnej globalnej sieci komputerowej. Nie rozumiem skąd w ogóle pomysł, żeby nazwę własną pisać inaczej niż wielką literą. Możemy oczywiście porównywać koncepcję i możliwości jakie daje Internet to tych, które dają prasa, radio, czy telewizja. Jest jednak jedna zasadnicza różnica. Internet jest nazwą własną jedynej istniejącej realizacji koncepcji polegającej na stworzeniu sieci komputerowej obejmującej cały świat. Podobnie jak Polsat czy TVN są nazwami własnymi realizacji koncepcji nazywanej telewizją, a Polskie Radio, to realizacja koncepcji zwanej radiem. Jedyna różnica to taka, że nikt nie zrobił drugiej światowej sieci komputerowej. Zapewne dlatego (i dlatego, że „globalna sieć komputerowa” to dość długa nazwa) słowa Internet używa się w uproszczeniu do określenia idei globalnej sieci komputerowej, ale i tak zawsze mając na myśli ten jeden Internet, bo innego nie mamy. Patrząc na tą sytuację ściśle semantycznie, należałoby pewnie stwierdzić, że takie użycie słowa Internet to błąd — używamy słowa określającego konkretną realizacją do określenia ogólnej idei. Nie będąc złośliwym, można stwierdzić, że to zwykłe uproszczenie, skrót myślowy.

    Internet nie jest jedyną możliwą realizacją tego pomysłu. Realizacji może być wiele i doskonale wiadomo co definiuje Internet, co jest jego cechą charakterystyczną, co umożliwiło jego powstanie itd. Internet ma wiele cech, które mogłyby go jasno odróżnić od innych globalnych sieci komputerowych, gdyby takie istniały.

    • Paweł Pomianek pisze:

      Wojtku,

      wydaje mi się, że do tej kwestii językowej podchodzisz nazbyt technicznie (czy – powiedzmy – naukowo). Jako specjalista od spraw technicznych rozumiesz w tej kwestii pewne rzeczy o wiele dokładniej niż zwykły użytkownik polszczyzny. Sądzę, że ostatecznie decydujące w upowszechnieniu się formy małą literą będzie potoczne rozumienie słowa internet właśnie jako pewnego narzędzia, takiego jak radio czy telewizja. Zwłaszcza że poszczególne stacje radiowe czy telewizyjne mają swoje strony internetowe, a nie swoje sieci komputerowe, co może sugerować, że są tutaj paralele (tak i ja to zawsze rozumiałem, nie zagłębiając się w szczegóły).

      Swoją drogą mam wrażenie, że ostatnio już rzadko kiedy w języku potocznym mówi się inaczej niż internety (np. Znalazłem w internetach) – jeszcze parę lat temu zjawisko to było w zasadzie niezauważalne. Mam wrażenie, że język pójdzie raczej w kierunku tego rozumienia i wkrótce zostanie zaakceptowana liczba mnoga. Abstrahując od logiki, bo zdaje się, że to określenie było początkowo żartobliwe.

      • Wojtek Rz. pisze:

        Sądzę, że ostatecznie decydujące w upowszechnieniu się formy małą literą będzie potoczne rozumienie słowa internet właśnie jako pewnego narzędzia, takiego jak radio czy telewizja.

        Narzędzie, nie narzędzie ma swoją nazwę własną.

        Zwłaszcza że poszczególne stacje radiowe czy telewizyjne mają swoje strony internetowe, a nie swoje sieci komputerowe, co może sugerować, że są tutaj paralele (tak i ja to zawsze rozumiałem, nie zagłębiając się w szczegóły).

        Tego zupełnie nie rozumiem. Gdzie są paralele i co mają wspólnego strony internetowe i sieci komputerowe stacji radiowych z naszą dyskusją?

        A z tymi internetami to pojechałeś, bo takie wyrażenie to oczywisty absurd i wręcz jawne szyderstwo z kompletnej ignorancji. Absurd jest takiej miary, że starsze dzieci w podstawówce mają dość świadomości, żeby to zrozumieć. Internety pewnie zostaną przez jakiś czas w języku potocznym, ale jeśli trafią do słownika jako coś innego niż potoczne wyrażenie, czy po prostu wybryk, to będzie szyderstwo z języka na skalę historyczną.

        Rozumiem, że przeciętny użytkownik języka nie musi rozumieć wszystkich szczegółów tego, czy innego rozwiązania technicznego i wynikających z tego niuansów językowych. Niepokojące jest natomiast to, że specjaliści od języka właśnie ten brak zrozumienia uważają za wystarczający powód przyjęcia niepoprawnego rozwiązania jako normy. Tym bardziej, że w tym samym czasie upierają się co do kwalifikowania innych nagminnie i od długiego czasu używanych wyrażeń jako błędy (vide „tam jest napisane”, czy fonetycznie pisane, bo używane w mowie: „[włanczać]”)

        • Paweł Pomianek pisze:

          Jeśli chodzi o paralele, to mam na myśli coś takiego:
          radio – telewizja – internet
          Radio Zet – Polsat – portal Polsatu czy Radia Zet

          Tyle że o ile radio nie każdy sobie może założyć, to portal może już każdy. Chodzi mi o rozumienie potoczne – istotne dla kształtowania się języka.

          Liczby mnogiej bronił nie będę – dla mnie jest ona zabawna, ale logiki również w niej nie dostrzegam. Dodam, że w serwisach społecznościowych mocno wypiera liczbę pojedynczą.

          Co do małej litery – terminy się w pewien sposób upowszechniają, rozszerzają. Nazwy własne stają się pospolitymi. Np. coca-colą określamy wszelkie podobne napoje różnych firm; podobnie adidasy – kiedyś było to tylko określenie firmy, dziś rodzaju butów (jak sandały, półbuty vel. pantofle). No i wreszcie zbyt dużo logiki w języku też bym się nie doszukiwał. Posiadasz np. plastikową miednicę? A przecież nazwa miednica powstała dlatego, że miednice były zrobione z miedzi. Później rozszerzyła się na wszystkie miski o określonym kształcie.

          • Wojtek Rz. pisze:

            Paralela niestety nie jest trafiona. O ile Radio ZET, czy Polsat jest realizacją pomysłu nazywanego odpowiednio radiem, czy telewizją, to portal Polsatu, czy Radia ZET nie jest realizacją pomysłu nazywanego Internetem, tylko pomysłu „załóżmy sobie portal” (który inni zobaczą dzięki sieci — z małej — zwanej Internetem).

            Jeśli serwisy społecznościowe będą decydowały o normach językowych, to pewnie prędzej przestaniemy używać ę i ą na końcu wyrazów, (np. „Czy mógłbyś to zrobić? Dziękuje.”) niż wprowadzimy internety do SJP. 😉

            Z miednicą to ciekawe, nie wiedziałem. Dodam tylko, że kiedyś pani na mięsnym próbowała mi sprzedać „schabowego z kurczaka”…

            Oczywiście, znaczenia słów w języku się zmieniają i zmienia się związana z nimi intuicja. Rzecz w tym, że same dylematy dotyczące pisowni słowa Internet świadczą doskonale, że intuicja na ten temat nie jest ukształtowana. Dziwi mnie w tej sytuacji przy podejmowaniu decyzji odwoływanie się raczej do ignorancji niż do tego jak wygląda opisywana przez słowo rzeczywistość. Obawiam się, że taka sytuacja prowadzi raczej do degradacji języka niż do normalnie obserwowanej w czasie ewolucji. Czasami wprowadzenie słowa, czy wyrażenia do słownika jest blokowane przez argumenty natury tylko językowej i historycznej, niezależnie od tego jak język używany jest powszechnie. Tym razem argumenty są dość konkretne, odwołują się do opisywanej rzeczywistości.

            • Paweł Pomianek pisze:

              Wojtku, możesz się gniewać na mnie, że – jak twierdzisz – wbrew logice jestem zwolennikiem małej litery. Ale mam wrażenie, że sugerujesz, iż mam coś wspólnego z twierdzeniem, że liczba mnoga internety jest w porządku. Otóż nie mam. I nie twierdzę, że serwisy społecznościowe powinny decydować o normach. Jeśli o tym wspominam, to przede wszystkim dlatego, że dziwi mnie trochę, iż się z tą formą nie spotkałeś (choć wiem, że z serwisów społecznościowych nie korzystasz) :-).

              Co do schabowego z kurczaka – zasadniczo to już szynka drobiowa jest, jakby to powiedzieć… – problematyczna :-).

  8. Sławek pisze:

    Gadu-Gadu to nazwa własna (obecnie GG) i chyba powinno być zapisywane w taki sposób. Raczej nikt nie użyje tego określenia mając na myśli Google Hangouts albo Facebook Messenger.

    • Paweł Pomianek pisze:

      Tak, korzystając z Pańskiej uwagi, postanowiłem poprawić to w tekście. Myślę, że pisownia małą literą byłaby może do obronienia, gdyby się uprzeć, że gadu-gadu w tym kontekście to bardziej określenie rodzaju komunikacji, ale w sumie GG jest jedno, a czatów wiele.

      • Arek pisze:

        Z GG jest tak jak z Internetem – podobnie jak wiele jest komunikatorów i ich protokołów komunikacyjnych, tak i sieci komputerowych jest wiele. Gadu-Gadu to nazwa własna komunikatora, Internet to nazwa własna sieci komputerowej. GG jest jedno, analogicznie Internet jest również tylko jeden. Jako informatyka razi mnie pisownia tego słowa małą literą. Nie spotkałem się z wieloma sieciami komputerowymi identycznymi z Internetem. Taka sieć jest jedna. Absolutnie globalny zasięg nie ma znaczenia co do zmiany jej nazewnictwa. Raczej podkreśla on jej wyjątkowy charakter.
        Są sieci wewnętrzne (np. firmowe), intranety, pisane z małej litery ze względu na powszechność. Jest to oczywiste. Nie spotkałem się z nazywaniem ARPANET-u z małej litery – „arpanet”, choć to bliźniak jednojajowy Internetu. Nb. skrótowiec. Purystą językowym nie jestem, ale razi mnie pisownia „wziąść”, choć pochodzę z regionu, gdzie tak się powszechnie mówi i w wieku pacholęcym tak pisałem. Powszechnie, co chcę zaakcentować, bo… widoczne dla polskojęzycznych obcokrajowców. Podobnie, szerokie grono nieinformatyków, używa slangowo słowa „internet”, co sprawia na mnie takie wrażenie, jak „Nuż w bżuhu” Sterna. Czyli, przepraszam za wyrażenie, grono nieuków informatycznych wypacza terminy informatyczne a część reszty populacji Polski przyjmuje to za normę. Czy ta reszta Polaków ma również powszechne, a nawet powszechniejsze od „internetu”, błędy językowe przyjąć jako normę? Nawet gdyby słowo „wziąść” znalazło się w słownikach j. polskiego, to wzdragałbym się przed pisaniem słowa „Internet” z małej litery.
        Nawiasem mówiąc, gdy używam synonimu dla oznaczenia Internetu, to – dla odróżnienia od pospolitych sieci komputerowych – piszę Net lub Sieć. Komputery mam połączone w domu w sieć, ale łączę się z Siecią. Sprawdzam pogodę w Necie (a nie w „necie”, bo ten mam w domu). Słowo „internet” mnie razi i kłuje w oczy.

  9. Piotr pisze:

    Szanowny Panie,

    dziękuję za odpowiedź. Mimo że pisanie synonimów wielką literą, gdy zastępują nazwy własne, wydawało mi się dziwne, to rzeczywiście, znalazłem tekst, w którym sieć pisana była od wielkiej litery: „Globalna Sieć i jej możliwości organizują treści zawarte w części pierwszej” („Nie tylko internet”, pod. red. Janusza Muchy, Kraków 2010 s. 20.). Rzecz potwierdza też poradnia PWN-owska.
    Bardzo dziękuję za odpowiedź. Teraz jestem bogatszy o kolejną informację.
    Pozdrawiam

    PS przykład z fiatem był rzeczywiście nietrafiony.

    • Tomasz Marek pisze:

      Sądzę, że użycie wielkich liter w wyrażeniu Globalna Sieć było efektem bezrozumnej kalki angielskiego wyrażenia World Wide Web. Anglicy mają inne zasady, dotyczące wielkich liter, niż Polacy.

  10. Piotr pisze:

    Szanowany Panie,
    zaintrygowały mnie zdania „Inaczej ma się rzecz z wyrazem sieć. Jeśli ktoś zapisuje internet od wielkiej litery, ten synonim powinien napisać tak samo”. Nie jestem do końca przekonany co do tego argumentu, ponieważ nie jest to stuprocentowa synonimia (sieć ma inne znaczenia, nawet w aspekcie technicznym, poza Internetem, może odnosić się także do telefonii). Wydaje mi się, że to trochę tak jakbyśmy twierdzili, że wyraz samochód piszemy wielką literą, kiedy z kontekstu wynika, że chodzi nam o konkretną markę, np. Fiata.

    Pozdrawiam i wyczekuję na odpowiedź.

    • Paweł Pomianek pisze:

      Szanowny Panie,

      jeśli w danej sytuacji sieć ma inne znaczenie, nie zamierzam się w tej kwestii spierać – zdecydowanie należałoby pisać ten wyraz małą literą. Chodziło mi tylko o sytuację, gdy uznajemy te wyrazy jako bezwzględne synonimy.

      Koniec końców, jak Pan wie, jestem zwolennikiem pisania wyrazu internet małą literą. Gdy dokonamy takiego wyboru nasza dyskusja stanie się bezprzedmiotowa.

      Co do przykładu z samochodem to jest on o tyle niedoskonały, że zarówno samochód, jak i fiat piszemy od małej litery, jeśli chodzi o konkretny egzemplarz samochodu.

      Pozdrawiam,
      Paweł Pomianek

  11. aurile pisze:

    zdecydowanie za ujednoliceniem.
    Czy to podobna sytuacja jak kościół (architektura) i Kościół (ludzie) ?

  12. Ja wolę małą literę w tym słowie. A wynika to u mnie chyba z tego, że lubię mieć dobrze wyglądające teksty, a gdy np. w zdaniu pojawia się ciąg: „radio, telewizja, Internet, prasa”, to brzydko to wygląda. 🙂 Jestem więc za ujednolicaniem i dostosowaniem zapisu internetu do pozostałych mediów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *