Podobno polszczyzna w ciągu ostatnich kilku wieków zmieniała się mniej niż większość innych języków europejskich. Prof. Miodek wyraził przekonanie, że Polak współczesny bez trudu zrozumiałby średniowiecznego rodaka. No nie wiem…

Wspomniałem, że napiszę o zbożu, zacznę więc od spełnienia tej obietnicy. Kiedyś, w czasach gdy reż była zbożem, zboże znaczyło ‘dostatek’, ‘szczęście’, czego ślad mamy w Bogurodzicy (~XIII w.): „A na świecie zbożny pobyt, po żywocie rajski przebyt”. Dziś zbożny zmieniło znaczenie na ‘świątobliwy’, ‘zgodny z wolą Bożą’. I nie ma nic wspólnego ze współczesnym zbożem.
Inne rzeczowniki, które zmieniły znaczenie, to:
ciekawy – dawniej: ‘prędki’ (od: ciec; o tchórzu mawiano, że ma nogi ciekawe); dziś: ‘interesujący się czymś, budzący zainteresowanie’.
list – dawniej: ‘liść’; dziś – wiadomo…
ojczyzna – dawniej: ‘ojcowizna’. Łukasz Górnicki, zm. AD 1603, pisał: „Moim zdaniem lepiej uczyni, kto mówiąc o Polszcze rzecze: patria moja, niźli ojczyzna moja, bo ojczyzna częściej się rozumie to, co gruntu komu ociec jego zostawił”.
twarz – dawniej: ‘stworzenie’.
złodziej – dawniej: ‘złoczyńca’, ten, który „zło dzieje”; obecny złodziej dawniej był nazywany kradzieżnikiem. Onufry Kopczyński w swojej Gramatyce (1778 r.) wyjaśnia, że „Polski wyraz złodziej pokazuje, jak u przodków naszych, zamknięcia mało używających, największym występkiem była kradzież”.
Znaczenie zmieniały również inne części mowy. Czasownik musieć*, obok powszechnie znanych słownikowych ma inne znaczenie gwarowe (‘zapewne’, ‘na pewno’ – „musi cię Pan Bóg skarze”, „ja musi jestem kto inny”), ale staropolskie było jeszcze inne: ‘należy’, ‘trzeba’** („musi go kęs obuchem ściągnąć” czyli ‘trzeba go nieco…’ – Baryka, 1637 r.). Pamiętam, że gdy, brzdącem będąc, broiłem, mój dziadek patrzał na mnie z wyrzutem i mówił: „Tomek, nie musisz!”. A ja – intuicyjnie, bo dzieci uczą się języka dzięki intuicji – rozumiałem go znakomicie, nie wiedząc, że dziadek mówi reliktową polszczyzną sprzed wieków. Czy i dziś wykazałbym się taką intuicją?
Oprócz zmiany znaczenia pewne słowa zmieniały zabarwienie uczuciowe.
I tak dziad z postaci szanowanej, ‘patriarchy’, ‘ojca ojca’, stał się ‘niedołęgą’, a w końcu ‘ubogim’, ‘żebrakiem’ i dał początek zwrotowi zejść na dziady. Wbrew prof. Miodkowi rzutuje to na zrozumienie „młodego”, bo liczącego sobie niespełna dwieście lat, tytułu dramatu Mickiewicza Dziady. Powinien on – moim zdaniem przynajmniej na użytek szkolny – zyskać (w nawiasie?) podtytuł wyjaśniający: Praojce.
Podobnie było z dziewką, która pierwotnie była ‘dziewczyną’, wręcz ‘córką’ (Jan Kochanowski Orszulkę nazywał dziéwką). Z czasem znaczenie zmieniło się na ‘dziewczynę służebną’, ‘dziewkę folwarczną’ a ostatecznie ‘dziewczynę złego prowadzenia’, czyli ‘prostytutkę’. Dziś w tym znaczeniu wyraz zachował dawne é pochylone i współcześnie pisze się (niemal tak, jak to dawniej wymawiano): dziwka.
Odwrotny proces – poprawy zabarwienia uczuciowego – stał się udziałem (tajemniczego pod względem pochodzenia) wyrazu kobieta. Zrazu miał on charakter obelżywy. Niewiasty skarżą się w satyrze M. Bielskiego Sjem niewieści z 1565 r., że je mężczyźni „ku więtszemu zelżeniu kobietami zowią”. Neutralnymi nazwami były: żona, białogłowa, białka, niewiasta, podwika. Już jednak wiek później J.Ch. Pasek kobietą nazywa swoją przyszłą żonę, a po kolejnych stu latach biskup warmiński przyznał: „My rządzimy światem, a nami kobiety”.
Niemniej jednak w Odrodzeniu moją wypowiedź: „Nie każda kobieta jest dziwką” zrozumiano by jako: ‘Nie każda rura jest dziewczyną’, przez co wyszedłbym na… sodomitę (to zgodne z pierwotnym źródłosłowem biblijnym, pejoratywne określenie dopiero współcześnie doczekało się nienacechowanego synonimu: „gej”).
Może być odwrotnie. Jak zareagowalibyśmy, usłyszawszy, że ktoś proponuje nam „malutkie pierdolenie”? Tymczasem znaczyło to wonczas tyle, że ów człowiek chce z nami… krótko porozmawiać (Komedya o Wawrzku, AD 1612). Wprawdzie polski lud na ogół wie, że pierdoła oznacza ‘gadułę-nudziarza’, a pierdolenie – ‘bezsensowne gadanie’, ale konia z rzędem temu, kto nie będzie miał skojarzeń obscenicznych.
– Tomasz Marek
* Dr Wędkiewicz wyraz musieć wywodzi od niemieckiego müssen, jako starodawne zapożyczenie.
** Podobnie angielski czasownik must, który na poziomie szkolnym często jest tłumaczony bezrefleksyjnie jako ‘musi’, ale – tak samo jak kiedyś polskie musi – znaczy ‘należy’, ‘trzeba’.
Bibliografia:
prof. B. Walczak, Zarys dziejów języka polskiego
dr St. Wędkiewicz, „Język Polski”, rocznik II (1914)
prof. Miodek dla „Gazety wrocławskiej”
Brückner, Język Wacława Potockiego…
Bardzo, hm, ciekawe! Ale w takim razie jak dawniej mówiło się „ciekawy”, „list” i „twarz”?
Z „listem” i „twarzą” sprawa jest prosta:
„List” to było 'pismo’, 'pisanie’, 'przesłanie’, 'posłanie’.
„Twarz” to oczywiście 'oblicze’ (vide Biblia i wszelkie modlitwy, nawet współczesne, takoż Don Kichot jako „rycerz smętnego oblicza” we wszystkich tłumaczeniach).
Problemem jest „ciekawy”, „ciekawość”. U Lindego (pocz. XIX w.) słowa te znajdują się w gnieździe „CIEK”, które w 3/4 omawia konotacje z cieczeniem (w tym prędkość i bieganie), a w 1/4 zawiera przykłady na współczesne znaczenie „ciekawości”. Były to pojęcia związane. Jak? Wyjaśnienie znajduję w takim opisie: „ciekawiec” [to] 'człowiek ciekawy, czyli biegający, ciekający chciwie koło czego’.
Zastanawia cytat (u Lindego): „…niechaj się ciekawie nie pytają ani badają o to” i uwaga do niego się odnosząca: „w dawnej edycyi: wszetecznie”. To teraz wiemy, skąd przysłowie (odnotowane przez Lindego!): „ciekawość to pierwszy stopień do piekła”. Skoro „ciekawość” to 'chciwe bieganie…’, a „chciwość” jest grzeszna, to do „wszeteczności” już tylko krok…
W Biblii nie ma słowa „ciekawy”, ale jest „dociekać” we współczesnym znaczeniu, przy czym kontekst nadaje temu słowu zabarwienie potępiające. Podobnie Linde wiąże „ciekawość” z „chciwością” i „chytrością”.
W sarmackiej Polsce znano słowa wywodzące się od „interessant”.