Błędy wskazywane w dawniejszych i współczesnych opracowaniach poprawnościowych

Izabela Wieczorek •

© by Językowe Dylematy (2013)

Na jakie typy błędów zwracają uwagę poszczególni autorzy?

Gwara, regionalizmy i dialektyzmy

Współcześnie zauważam tendencję do chęci całkowitego wyzbywania się w wymowie wyrazów wskazujących na posługiwanie się dialektem czy regionalizmami. Jak jednak zapewnia Paulina Mikuła w swoim opracowaniu poprawnościowym pt. „Mówiąc inaczej”, gwara nie jest czymś, czego należałoby się wstydzić. A przecież niektórzy z nas dialektem czy gwarą określają po prostu gorszy język. Pozostaje mi tylko stwierdzić, iż jest to zupełnie błędne rozumowanie, gdyż język ogólnopolski powstał właśnie z jego różnego rodzaju odmian, występujących na poszczególnych terenach naszej ojczyzny.

W książce „Język dla wszystkich” Witold Cienkowski twierdzi: „Wiele błędów językowych da się sprowadzić do faktów gwarowych niesłusznie zastosowanych w ogólnopolskiej odmianie języka”. Wynika z tego, że my, Polacy, nieumiejętnie korzystamy z właściwości gwar oraz że błędami nie są same dialektyzmy czy regionalizmy, lecz ich niewłaściwe używanie.

Paulina Mikuła, Mówiąc inaczej

Autorzy książki „Polszczyzna płata nam figle” sugerują, że mówiąc gwarą, gdy zamierzamy mówić polszczyzną ogólną, czynimy źle, najczęściej zresztą popełniając przy tym liczne błędy szczegółowe także w formach gwarowych. Wspominają również o tym, iż motywacją dla chęci wyzbycia się przyzwyczajeń do używania danego dialektyzmu może być społeczny odbiór naszych wypowiedzi. Nie muszą być one przecież właściwie zrozumiane przez osoby nieposługujące się tym samym dialektem. Podążając tym tropem, czasem słuchacz może nawet uznać jakiś dialektyzm za formę obraźliwą.

Związki frazeologiczne

Związki frazeologiczne niejednokrotnie zaskakują tym, że znaczą coś zupełnie innego, niż wydaje się większości użytkowników języka. „Wszyscy chętnie używamy związki frazeologiczne, ponieważ sprawiają one, że wypowiedź staje się barwniejsza, żywsza, niepospolita” – twierdzą twórcy opracowania „Polszczyzna płata nam figle”. Czyż nie jest to prawdą? Owszem, lecz większość z nas ma tendencję do przekręcania danych związków. Paulina Mikuła w swym opracowaniu poprawnościowym postanowiła wymienić kilka błędnie rozumianych frazeologizmów. Takowym jest między innymi sformułowanie „wchodzić do tej samej rzeki”. Dość często związku „nie wchodzi się do tej samej rzeki” używa się, gdy ktoś – przykładowo – ma zamiar wrócić do byłego partnera, wtedy zostaje mu to odradzone ze względu na to, że przecież i tak się on nie zmieni. Ludzie mylnie uważają, że frazeologizm „nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki” jest zachętą, żeby nie wchodzić do niej, bo się ona nie zmieni, tak samo jak były partner danej osoby. Natomiast związek ma swoje źródło właśnie w stwierdzeniu, że nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki, bo rzeka nigdy nie będzie dwukrotnie taka sama.

Polszczyzna płata nam figle

Nie zamierzam przytaczać tu wszystkich niewłaściwie stosowanych frazeologizmów. Zwrócę jednak uwagę na jeszcze jeden: „branie czegoś na tapetę”. Prawidłowa forma brzmi „brać na tapet” czy „wziąć na tapet”. W tym powiedzeniu wyraz „tapet” oznacza stół przykryty zielonym suknem, przy którym dawniej toczono obrady. Niestety, dziś słyszymy raczej, że ktoś bierze coś na tapetę, czyli… na materiał, którym okrywamy ściany w pomieszczeniach. Muszę powiedzieć, że do tej pory ani razu nie spotkałam się, by ktoś brał coś „na tapet”, lecz za każdym razem „na tapetę”. Być może wynika to z podobnej odmiany tych wyrazów, gdyż w miejscowniku brzmią one tak samo. Myślę jednak, że przez to, iż naprawdę duża liczba osób nie jest świadoma tego rozróżnienia, być może kiedyś forma „na tapetę” zostanie zaliczona do poprawnych. Zadecydują o tym autorytety językowe.

Zapożyczenia, czyli nieumiarkowane używanie wyrazów obcych

„O wyrazach obcych i zapożyczonych mówi się dużo i często, przeważnie krytykując ich nadużywanie. Neologizmy pochodzenia obcego rażą wiele osób” – stwierdza Witold Cienkowski. Choć książka „Język dla wszystkich” wspomnianego autora powstała około pięćdziesięciu lat temu, na temat neologizmów formułuje on podobny pogląd, jak w swoim opracowaniu poprawnościowym Paulina Mikuła. Widać zarówno pięć dekad temu, jak i dziś ludzie zauważali duży problem związany z nadmiernym używaniem zapożyczeń. Cienkowski uważał, że wzbogacanie języka polskiego o nowe wyrazy, które pomagają nam określić nowe zjawisko czy zdefiniować pewną innowację, nie jest niczym złym. Jednakże twierdził też, że największe kontrowersje budzą „niewolniczo odwzorowane” spolszczone zapożyczenia, których niekoniecznie potrzebujemy, gdyż w zasobach języka polskiego mamy już synonimy.

Z kolei Paulina Mikuła w swej książce „Mówiąc inaczej” przypomina, iż w polszczyźnie od dawien dawna pojawiała się mnoga liczba neologizmów, lecz w dzisiejszej dobie skomputeryzowania oraz ekspansji angielszczyzny takie sformułowania jak: ASAP, OMG, YOLO czy DIY są już tak przesadzone, że nie budzą u nikogo podziwu, ale najwyżej zażenowanie. Jako Polacy powinniśmy czerpać w większości z naszego języka. Niestety, coraz większa część młodzieży ulega trendom spopularyzowanym na portalach społecznościowych czy też w różnego typu aplikacjach. „Cierpię niemal fizycznie, słysząc, że coś jest do zrobienia na ASAP, a brief do nas nie dotarł, ale wiem, że te słówka są funkcjonalne” – wspomina Mikuła.

Chcąc dać przykład wypowiedzi naszpikowanej zapożyczeniami, zacytuję Jakuba Żulczyka, który podczas jednego z wywiadów mówił tak: „Nie. Tam są kulawości, to się źle zestarzało, ale tak jest zwykle z filmami o młodzieży. Jak byś to dzisiaj zrobił, o milenialsach, o gimbusach, i dobrze oddał ich zajawki, strój, język… Jeden jest np. jutuberem, drugi aspirującym hiphopowcem, trzeci gra w gry czy coś tam, i oparł to na tym samym silniku, tej samej historii, z dobrze wymyślonymi bohaterami, to ci gwarantuję, że byś miał super film albo serial”[1].

Youtuberka wnioskuje, iż niektóre z makaronizmów zadomowiły się w języku polskim na dobre. Uważa też, że z większością tych zapożyczeń nie da się nic zrobić, ponieważ w naszym języku nie ma dla nich właściwych odpowiedników. Na przestrzeni około pięćdziesięciu lat stanowiska co do zapożyczeń nie zmieniły się drastycznie. Podobnie jak w latach siedemdziesiątych, tak i teraz Polacy mają problem z uleganiem ich nadużywaniu. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano , , , , , | 15 komentarzy

Cienka lina, cienka linia, czerwona linia, a może cienka czerwona linia?

Wyżej wymienione związki wyrazowe są często mylone. Szczególnie pechowy pod tym względem jest ostatni z nich; cienka czerwona linia w polszczyźnie jest stosowana błędnie. Mam nadzieję, że ten tekst wyjaśni frazeologię linii/liny i zapoczątkuje sanację istniejącego stanu rzeczy.

Cienka linia to ‘niuans różnicujący pewne rzeczy lub zachowania de facto odmienne lub wręcz przeciwstawne’. „Między byciem uroczym a byciem pretensjonalnym istnieje cienka linia”. „Cienka linia odgradza miłość od szaleństwa”. Cienkiej linii nie należy mylić z cienką liną. Chodzenie po/stąpanie po/balansowanie na cienkiej linie oznacza ‘grożące tragicznym upadkiem balansowanie między trudnościami, godzenie sprzeczności’. „Balansował na cienkiej linie między infamią a śmiercią”.

Tak więc podkreślę: cienka linia to słabo widoczna granica, zawsze wirtualna, a cienka lina to coś, po czym się chodzi (też w sposób przenośny). Wprawdzie jest to czynność wysoce ryzykowna, ale sukces zależy od zręczności chodzącego – inaczej niż w przypadku stąpania po kruchym lodzie, z czym ten idiom jest mylony. Po kruchym lodzie stąpamy, gdy podjęliśmy ryzyko, ale efekt w małym stopniu zależy od nas. Oba ostatnie wyrażenia – z liną i z lodem – dotyczą procesów (szeregu czynności), a nie pojedynczych czynów; błędne zatem byłoby zdanie: „*Nie przystępując dziś do egzaminu, stąpał po kruchym lodzie”.

Czerwona linia to jest ‘linia, której nie wolno przekraczać’ – co do tego nie ma wątpliwości – ale już wyjaśnienia dotyczące źródłosłowu są rozbieżne. Prof. Kłosińska wskazuje na liczne użycia tego związku frazeologicznego w wielkiej polityce, w tym starożytnej:

Źródła tego wyrażenia upatruje się w legendzie związanej z politykiem rzymskim Gajuszem Popiliuszem Laenasem, który w roku 169 p.n.e. został wydelegowany do syryjskiego władcy Antiocha IV Epifanesa po to, by go odwieść od zamiaru zaatakowania Aleksandrii. Gdy się zorientował, że król nie chce udzielić jednoznacznej odpowiedzi, zakreślił patykiem wokół niego linię na piasku i powiedział, że ten nie może jej przekroczyć, dopóki nie przedstawi swojego stanowiska. Antioch podobno miał ulec temu „szantażowi” i przystać na prośby Rzymu.

Pani Profesor jednak dostrzega słabą stronę tego rzekomego źródłosłowu – linia narysowana na piasku nie mogła(?) być czerwona. Sama upatruje zobrazowania sensu czerwonej linii w… przemyśle. Otóż zawsze na wskaźnikach przyrządów (np. na tarczach manometrów, ale proszę też spojrzeć na deskę rozdzielczą swojego samochodu) czerwoną krechą oddziela się zakres wskazań niebezpiecznych. Zadaniem obsługi jest niedopuszczenie do przekroczenia czerwonych linii.

Cienka czerwona linia w polskim uzusie jest podwójnie błędną kontaminacją obu w/w frazeologizmów. Stosujący ten idiom Polacy mają na myśli czerwoną linię, która jest ostro zarysowana (czyli przeciwnie niż wyżej opisywana cienka linia), a więc cienka. Tymczasem prawdziwe znaczenie cienkiej czerwonej linii to ‘skuteczny opór stawiany silnemu wrogowi przez niezbyt licznych’. Źródłosłów cienkiej czerwonej linii jest dobrze udokumentowany – swego czasu był on przedmiotem fascynacji Imperium Brytyjskiego. Jako ugruntowany związek wyrazowy stał się tytułem dzieł czy natchnieniem dla licznych artystów: malarzy, kompozytorów, pisarzy i filmowców (w tym dla powieści Jamesa Jonesa z 1962 r., a następnie jej filmowych adaptacji: z 1964 r., w reżyserii A. Martona, oraz z 1998 r., w reżyserii T. Malicka, skąd przedostał się do polszczyzny).

Idiom ten nawiązuje do epizodu (z 28 października 1854 r.) w bitwie pod Bałakławą, stoczonej w czasie wojny krymskiej (1853 – 1856). Tego dnia umundurowani w czerwone kurtki żołnierze 93 Pułku Górali Szkockich nietypowo rozwinięci w dwuszereg stawili skuteczny opór szarżom konnicy rosyjskiej. W relacji korespondenta „The Times” sir W.H. Russela, który oglądał bitwę z oddalonego wzgórza (dlatego widział dwuszereg żołnierzy w czerwonych mundurach jako linię), pojawiło się określenie: cienka czerwona smuga zakończona linią ze stali (thin red streak tipped with a line of steel). Reportaż z „The Times”  zrobił furorę w Wielkiej Brytanii, był powtarzany i poprawiany; smugę (streak) zastąpiono linią (line) i ten wyraz już na stałe wszedł do angielskiego frazeologizmu, który ostatecznie brzmi: the thin red line (cienka czerwona linia).

Tak więc cienka czerwona linia jest ‘zaporą nie do przejścia’, to nasz ‘bastion zwycięskiego oporu’ wobec przeważającego nieprzyjaciela. To coś więcej niż pokrewne jej Termopile lub Westerplatte – w tych opór był czasowy, opóźniający; waleczni obrońcy zginęli lub ostatecznie poddali się, a ich bohaterstwo miało skutek jedynie propagandowy. Szkoccy górale z cienkiej czerwonej linii wroga powstrzymali i pozostali żywi. Jakież to niepolskie! Może dlatego nie umiemy lub nie chcemy tego idiomu zrozumieć, by stosować go we właściwy sposób?

Mylenie znaczeń frazeologizmu niszczy efekt, który mówca chce osiągnąć. Gdy słyszę, że ktoś „*przekroczył cienką czerwoną linię”, odczuwam niesmak. Zamierzony patos zmienia się w śmieszność.

– Tomasz Marek

za:       Wikipedia
            Poradnia PWN

Zaszufladkowano do kategorii Językowe dylematy | Otagowano , | Dodaj komentarz

Czy wiesz, że… Ciekawostki językowe (51) – olimpijskie

Luty upłynął – przynajmniej kibicom – pod znakiem zimowych igrzysk olimpijskich w Pjongczangu. Z tego względu lutowe ciekawostki, podobnie jak ciekawostki 36, będą w ten lub inny sposób związane z tematyką olimpijską. Tekst przygotował gospodarz strony.

1.
Czy wiesz, że…

słownik języka polskiego PWN dopuszcza dwojaką wymowę nazwy curling? Bardziej spolszczony [karling] oraz zbliżony do oryginału [kerling]. Jeśli chodzi o nazwę zawodnika uprawiającego ten oparty na taktyce i precyzji sport, słownik notuje formę curler [wym. karler].
https://sjp.pwn.pl/sjp/curling;2553900.html
PS Jeśli ktoś chciałby poznać choćby podstawowe zasady tej gry, to definicji z tego słownika jako punktu wyjścia zdecydowanie nie polecamy 😉

2.
Czy wiesz, że…

znana kibicom hokeja nazwa łapawica, określająca jedną z rękawic bramkarza, nie była zarezerwowana tylko dla tego sportu? Wydany w latach pięćdziesiątych XX w. słownik Doroszewskiego notuje po prostu, że jest to ‘rękawica, zwykle z jednym palcem’. Hasło jest opatrzone również skrótem SW, który informuje, że pojawiło się ono już wcześniej w słowniku Lindego, wileńskim lub warszawskim – tam jako ‘wielka rękawica’. Jakkolwiek by patrzeć, chyba wszystko się zgadza.
https://sjp.pwn.pl/doroszewski/lapawica;5447868.html

3.
Czy wiesz, że…

słowniki uwzględniają zazwyczaj zarówno formę biathlon, jak i biatlon? Podobnie jest z przymiotnikami pochodzącymi od tej nazwy (biathlonowy, biatlonowy) oraz z określeniami zawodników uprawiających tę dyscyplinę (biathlonista, biatlonista; biathlonistka, biatlonistka). Jako że podobnie jest z triathlonem vel. triatlonem, wydaje się, że nic nie stoi na przeszkodzie, by tę zasadę rozciągnąć również na skiathlon czy – jak kto woli – skiatlon.
https://sjp.pwn.pl/sjp/biathlon;2552069.html

4.
Czy wiesz, że…

względem mieszkańców Korei Południowej można stosować określenie Południowokoreańczyk? Nie zaleca się natomiast form południowy Koreańczyk czy Koreańczyk z Południa.
https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/poludniowy-Koreanczyk;1134.html

5.
Czy wiesz, że…

nazwę miasta gospodarza zakończonych świeżo igrzysk można zapisywać zarówno Pyeongchang, jak i Pjongczang? Warto przeczytać ciekawą dyskusję, jaka odbyła się przeszło dwa lata temu na stronach poradni językowej PWN: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Nazwa-koreanskiego-miasta;16274.html. Dodajmy, że od tego czasu forma Pjongczang na dobre zadomowiła się już na stronach PWN (np. tutaj), występując nawet w odpowiedzi prof. Kłosińskiej (tutaj), będącej tak krytyczną wobec spolszczenia jeszcze w końcówce roku 2015.

Zaszufladkowano do kategorii Ciekawostki językowe | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Guzik «najlepszej bawełnianej koszuli» vs. «najlepszej, bawełnianej koszuli». Jak przecinek zmienia znaczenie

Paweł Pomianek
/ Zdjęcie: Melrose Studio (2017)

Kilka tygodni temu w redagowanej książce natrafiłem na kolejny doskonały przykład ilustrujący, jak niekiedy postawienie lub skasowanie przecinka zmienia wymowę zdania – dostajemy automatycznie inną wiadomość.

Ponadto jest to jeden z przykładów zdań, gdy przed rzeczownikiem występują dwa przymiotniki – ostatnio w komentarzach na Językowych Dylematach kilka razy debatowaliśmy nad tą kontrowersyjną kwestią: kiedy przecinek postawić, a kiedy nie (przeczytaj wątek). Przy czym akurat pod tym względem tutaj sprawa wydaje się być jednoznaczna.

Jeśli chodzi o sprawę przecinków, zdanie to może mieć dwie wersje:

Przeczesał włosy i dopiął guzik najlepszej bawełnianej koszuli.
Przeczesał włosy i dopiął guzik najlepszej, bawełnianej koszuli.

Zdania te przekazują różne komunikaty dotyczące koszul bohatera. W pierwszej wersji ma on na sobie najlepszą spośród bawełnianych koszul. Dowiadujemy się więc, że bohater ma jakąś większą liczbę bawełnianych koszul, a ta, którą ma właśnie na sobie, jest spośród nich najlepsza. Nie wiemy nic na temat innych jego koszul i na temat tego, czy ma jakieś lepsze od tej bawełnianej – po prostu wśród bawełnianych ta jest wyjątkowa.

Mamy tutaj przymiotniki nierównorzędne – najlepszej odnosi się do bawełnianej. Jest to – co do znaczenia – całościowa zbitka wyrazów: najlepsza bawełniana (=najlepsza spośród bawełnianych).

Drugie zdanie mówi nam o koszulach bohatera coś innego. Dowiadujemy się, że spośród wszystkich jego koszul najlepsza jest ta bawełniana, której guziki właśnie dopina. Możemy też wysnuć wniosek, że o fakcie wyjątkowości tej koszuli świadczy właśnie to, że jest ona bawełniana (najlepsza, bo bawełniana).

Składniowo mamy tutaj dwa do pewnego stopnia niezależne od siebie przymiotniki równorzędne, które odnoszą się do koszuli, mającej dwie cechy: jest koszulą zarówno najlepszą (najlepszą spośród wszystkich), jak i bawełnianą.

Dodajmy jeszcze dla porządku, że zdania te przeczytamy inaczej – występuje w nich inny akcent zdaniowy.

Dlatego niezwykle ważne jest w takich sytuacjach spytanie autora, jaki konkretnie komunikat chciał przekazać, może się bowiem okazać, że do czytelnika dotrze coś zupełnie sprzecznego z intencją piszącego. W takim przypadku jak powyżej doprecyzowanie tego, co autor chciał wyrazić, jest szczególnie istotne, ponieważ wielu piszących sądzi, iż między przymiotnikami określającymi rzeczownik zawsze stawiamy przecinek, nie mając pojęcia o subtelnej różnicy między przymiotnikami równorzędnymi i nierównorzędnymi.

Na koniec więc, odwołując się do fragmentu wpisu z poradni językowej PWN prof. Mirosława Bańki, przypomnijmy krótko teorię dotyczącą tej kwestii:

Zasadniczo jednorodne części zdania rozdzielamy przecinkiem – o ile oczywiście nie znajduje się między nimi spójnik. Brak przecinka sugeruje, że według piszącego człony danej konstrukcji nie są równorzędne składniowo, tzn. jeden jest określeniem drugiego. Na przykład dobre, darmowe posiłki to posiłki jednocześnie dobre i darmowe, natomiast dobre darmowe posiłki to posiłki dobre wśród darmowych. Jak widać, sens nie musi być identyczny.

Paweł Pomianek

Na podobny temat czytaj również:
«Piękne jasne włosy» czy «piękne, jasne włosy»
Sąsiadujące okoliczniki – kiedy stawiać przecinek

Zaszufladkowano do kategorii Językowe dylematy | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Umyślne zastosowanie błędu językowego w tekstach literackich

Izabela Wieczorek •

Dominika dla Językowych Dylematów – styczeń 2013 ©
/ obróbka zdjęcia: Sylwia Wiglusz (Melrose Studio)

Tak jak zostało to polecone uczestnikom olimpiady dot. tematu „Polowanie na byki”, spróbuję omówić przykłady prozy polskiej lub polskich tłumaczeń autorów zagranicznych, gdzie, jak mniemam, specjalnie użyto niepoprawnych form językowych.

W kryminale Zygmunta Miłoszewskiego „Ziarno prawdy” czytelnik znajduje wypowiedź: „Poszłem na policję, żeby może się dowiedzieli, bo on bywał i w Tarnobrzegu, i w Zawichoście, i w Dwikozach, i chyba Opatowie też”. Słowa wypowiada mężczyzna bezdomny, tzw. „menelik” (tak określał tego pokroju jegomości główny bohater, prokurator Szacki). Dlaczego wspomniałam o statusie społecznym owego mężczyzny? Dlatego, iż uważam, że ma to podstawowe znaczenie, stanowiąc powód zastosowania wspomnianego błędu językowego.

Przede wszystkim należy zapytać, po co Miłoszewski postanowił zastosować akurat taki zabieg. Myślę, iż autor chciał oddać realizm rozmowy. Podkreślił on w ten sposób znaczącą różnicę między bohaterami, gdyż bezdomny mężczyzna wypowiada przytoczone zdanie podczas dialogu z Teodorem Szackim, cenionym na skalę krajową prokuratorem. Rozbieżność językowa między bohaterami jest zauważalna, wiąże się ona ze zróżnicowanym statusem społecznym. Cóż z tego wynika? Mniemam, że bohater stojący po stronie polskiego wymiaru sprawiedliwości, jak można się spodziewać, jest obeznany z normą językową. Natomiast bezdomnego mężczyznę – już po dość pobieżnej ocenie – można by uznać za człowieka, który z racji tego, że nie ma zbyt częstej styczności z językiem pisanym, popełnia takie błędy, jak wypowiedzenie słowa „poszłem” oraz niezastosowanie przyimka prostego „w” przed wyrazem „Opatowie”.

Kolejnymi przykładami, które mogą stanowić pewnego rodzaju wyjątek w zapisie poprawnej polszczyzny, są cytaty: „Lubicie się hować (pisownia oryginalna) przed glinami i tymi wszystkimi, co się na nas gapią i się nas czepiają?”, „No bo przecież nalerzycie do tych 50 procent, prawda?”1. Sytuacja, w której padły te słowa, była dość skomplikowana, gdyż miała miejsce podczas zamieszek w Chicago lat sześćdziesiątych. Zacytowane zdania zostały przedrukowane z pewnej z gazet promującej rewolucyjne hasła wśród ludzi młodych, zazwyczaj studentów. Drukował je jeden z bohaterów książki – o imieniu Sebastian. Mężczyzna robił to nielegalnie i w dość stresujących oraz rozpraszających warunkach, podczas zgromadzenia tzw. kobiet wyzwolonych.

Myślę, że zasugerowałam kilka powodów, dla których student mógł popełnić takiego rodzaju błędy językowe: stres, zdenerwowanie czy brak skupienia. Jednakże nie możemy wykluczyć również tego, że zadecydowała zwykła nieznajomość zasad ortografii języka. Jerzy Kozłowski w swoim przekładzie zaznaczył, iż jest to pisownia oryginalna. W jakim celu to zrobił? By ukazać, że Nathan Hill umyślnie zastosował zabieg użycia błędów językowych. Mamy więc do czynienia z kolejnym przykładem, w którym możliwe jest usprawiedliwienie dla celowego nagięcia normy języka. Autor powieści pragnął ukazać, w jakiej sytuacji był jeden z bohaterów książki. Miał na celu zobrazowanie czytelnikom powieści w sposób realistyczny trudnych warunków, w jakich ukazywała się gazeta.

1 Przytoczone słowa pochodzą z książki Niksy autorstwa Nathana Hilla, przetłumaczonej na język polski przez Jerzego Kozłowskiego, wyd. Znak, rok wydania: 2017.


Izabela Wieczorek – licealistka, która w bieżącym roku (2018) podejdzie do egzaminu dojrzałości. Na co dzień zajmuje się pracą początkującego copywritera, zarówno na zlecenie jednej z witryn internetowych, jak i w nieco bardziej prywatnym wymiarze. Prócz tego tworzy amatorsko prozę, którą publikuje na blogu pisanaekranizacja.blogspot.com. Na swym koncie ma również pracę wolontariacką jako recenzentka muzyki metalowej.

Powyższy tekst jest fragmentem pracy pt. „Polowanie na byki” – błędy językowe we współczesnej polszczyźnie (Sfery występowania błędów i sposoby ich korygowania), napisanej w ramach uczestnictwa w XVIII Olimpiadzie Literatury i Języka Polskiego. Artykuł – w porozumieniu z autorką – został poprawiony i nieco przeredagowany przez redakcję Językowych Dylematów na potrzeby publikacji na naszej stronie.

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano | 2 komentarze

Relikt dawnych wierzeń. Wyraj

Wszyscy znamy słowo wyraj jako ‘miejsce odpoczynku, odpoczynek’ [SJP PWN]. Pół wieku temu było to słowo młodzieżowe. Starsi z czytelników lub oczytani w literaturze pięknej kojarzą wyraj jako ‘ciepłe kraje, do których odlatują ptaki na zimę’ tudzież sam ‘odlot ptaków’, ale mało kto wie, jak starożytną – kulturową i religijną – historię ma to słowo.

Według wierzeń słowiańskich Wyraj to bajeczna kraina, do której na zimę odlatują ptaki, z której przychodzi wiosna i z której przylatują bociany, przynosząc dzieci. Początkowo Słowianie wierzyli tylko w Wyraj utożsamiany z Rodem (JEDYNE wtedy bóstwo Słowian), położony daleko za morzem, na końcu Drogi Mlecznej. Wyobrażano go sobie jako ogród za żelazną(?) bramą broniącą wstępu żyjącym, położony w koronie drzewa kosmicznego. W gałęziach tego drzewa miały gniazdować ptaki, utożsamiane z duszami ludzkimi. I z tymi duszami Słowianie identyfikowali odlatujące do Wyraju i powracające na wiosnę ptaki wędrowne.

Zgodnie z ludowymi wierzeniami wraz z dymem stosu pogrzebowego dusza ludzka w postaci ornitomorficznej (ptasiopodobnej) ulatywała do Wyraju, skąd po jakimś czasie powracała w łono brzemiennej kobiety, przynoszona przez bociana lub lelka. Wygląda na to, że Słowianie wierzyli w reinkarnację, co nie jest dziwne, gdy się pamięta, że ich kuzyni sprzed 6000 lat – Hindusi – wierzą w nią do dziś.

Rolę przewodników w drodze do Wyraju miały pełnić żurawie jako ptaki najlepiej znające drogi powietrzne i nawodne. To ich piór i nóg miały się czepiać dusze ludzkie w pośmiertnej wędrówce. Ptak ten jest też obecny w rytualnych tańcach dotyczących losów ludzkich dusz u Rzymian i Greków. W Europie „taniec żurawia”, taniec obrzędowy śmierci, przetrwał do XIX w. Co ciekawe, również w mitologii chińskiej (brak danych o związku z kulturą praindoeuropejską) żuraw jest przewodnikiem dusz zmarłych w ich drodze do Zachodniego Raju.

A wspomniany lelek? Sprawę wyjaśnia język ukraiński, w którym lelek (lelek biały – лелека білий) to właśnie nasz bocian (bocian biały).

Tak na kolejnym przykładzie widać jedność wszystkich ludzi, wspólnotę kultur, wierzeń i mitów. Zaś od dziś bądźmy świadomi, że jadąc na wyraj, odbywamy podróż wręcz transcendentną, a wracając z wyraju, rodzimy się na nowo.

– Tomasz Marek

za:
Wikipedia
SJP PWN

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano , | 1 komentarz

Ciekawostki językowe (50) – jubileuszowe

Nasze pierwsze ciekawostki językowe opublikowaliśmy 14 sierpnia 2013 r. Cykl szybko zadomowił się u nas na stałe i wkrótce zaczął się pojawiać regularnie jako ostatni artykuł w kolejnych miesiącach. Dziś mały jubileusz, bo to już 50. odcinek ciekawostek. Na początek dwie krótkie ciekawostki, a potem mała garść wspomnień, podsumowań.

50. odcinek! Możemy świętować 😉

1.
Czy wiesz, że…

form zaimków cię i ciebie nie można stosować zamiennie? Forma ciebie występuje bowiem wyłącznie w pozycji akcentowanej, a cię – przeciwnie – w nieakcentowanej. Powiemy więc: Nie lubię cię, ale: Ciebie to ja nie lubię.
(Por. https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Kocham-cie;2587.html)

2.
Czy wiesz, że…

choć napiszemy dwoje (oboje), troje, czworo oczu (nie: dwa (oba), trzy, cztery oczy) patrzy, patrzyło (nie: patrzą, patrzyły), to gdy chodzi o człowieka ślepego, powiemy: ślepy na oba oczy (nie: oboje oczu)?
(za: Nowy słownik poprawnej polszczyzny, hasło: oko)


Pierwsza ciekawostka

A oto pierwsza ciekawostka opublikowana w naszym cyklu – 14 sierpnia 2013 r. pod numerem pierwszym:

Czy wiesz, że wymawiając wyraz nauka, możemy postawić w nim akcent na dwa sposoby? W podstawowej wersji akcent pada na przedostatnią sylabę: nauka; dopuszcza się jednak również postawienie akcentu na sylabę trzecią od końca, która jest w tym wypadku pierwszą: nauka. (Za: Nowy słownik poprawnej polszczyzny, hasło: nauka).

Na koniec miesiąca

Już 4. odcinek ciekawostek został opublikowany jako ostatni wpis w miesiącu. I tak już – poza nielicznymi wyjątkami – zostało. Niekiedy bywało tak, że poszczególne ciekawostki były publikowane w ciągu miesiąca kolejno na naszej facebookowej tablicy, a na koniec – na podsumowanie miesiąca – na blogu ukazywał się ich zbiór. Zdarzało się też, że ciekawostki odnosiły się do najciekawszych pytań Czytelników zadawanych na naszej stronie.

35. odcinek ciekawostek, opublikowany 30 lipca 2016 r., po raz pierwszy przygotował nasz stały współpracownik Tomasz Marek. Od tej chwili wybrał i zredagował on ciekawostki aż do 13 spośród 16 ostatnich odcinków.

Liczba ciekawostek

W artykule z pierwszym zestawem ciekawostek znalazło się założenie, że „w jednym odcinku będzie się pojawiało od dwóch do czterech ciekawostek” oraz że „w jednym lub dwóch zdaniach będziemy przedstawiać jakąś zasadę języka polskiego czy znaczenie danego wyrazu”. Potem jednak ciekawostki znacznie się rozwinęły i to pod obydwoma względami. Ich omówienia zrobiły się niekiedy znacznie dłuższe (zwłaszcza w kilkunastu ostatnich odcinkach), publikowaliśmy ich też często więcej (rekord padł w części 19., w marcu 2015 r., gdy opublikowaliśmy ich aż 9).

W sumie do tej pory (wliczając dwie dzisiejsze) opublikowaliśmy 226 ciekawostek (co daje średnią minimalnie ponad 4,5 ciekawostki na wpis) i 10 bonusów.

Fotki do ciekawostek

Początkowo przy ciekawostkach – jako ich znak rozpoznawczy – publikowaliśmy zdjęcia zdziwionej Dominiki Pełki z naszej sesji ze stycznia 2013 r. (najczęściej – w sumie czterokrotnie – to, które znajduje się obok), później kolaże zdjęć naszych dziewcząt: Dominiki, Kasi, Małgosi i Madzi. Z czasem postawiliśmy na zdjęcia tematyczne, mniej lub bardziej związane z którąś z publikowanych w danym odcinku ciekawostek.

Ciekawostki niezmiennie są jednymi z chętniej odwiedzanych nowych wpisów na naszej stronie.

Zaszufladkowano do kategorii Ciekawostki językowe | Otagowano , , , | 2 komentarze

O interpunkcji. Czy autor zawsze wie, jak napisać to, co chce wyrazić?

Zdjęcie: Melrose Studio (2017) ©

W niedawno redagowanej książce trafiłem na takie oto piękne pod względem interpunkcyjnym zdanie:

Sprawdzona wiedza wymaga selekcji, przechowywania i aktualizowania, dokumentowania, i odpowiedniego systemu zarządzania.

Zdanie wyglądało właśnie tak i go nie poprawiałem, uznając, że interpunkcja jest perfekcyjna i zastosowana świadomie, a tym samym napisano dokładnie to, co autor chciał wyrazić.

Ze względu na potrzeby naszego tekstu rozważmy sobie jednak, jaki jest przekaz tego zdania za sprawą tej interpunkcji i co by się stało, gdyby skasować jeden przecinek. Na koniec uwaga na temat tego, czy warto w takie zdania w ogóle ingerować, zadając pytanie, co dokładnie autor chciał wyrazić, gdy ma się przekonanie, że prawdopodobnie zostało napisane poprawnie.

Co wyraża zdanie

Wedle zastosowanej interpunkcji dowiadujemy się, że sprawdzona wiedza wymaga:

  • selekcji,
  • przechowywania i aktualizowania (czyli dokumentowania – wtrącenie otoczone przecinkami),
  • odpowiedniego systemu zarządzania.

Ciekawe jest tutaj to, że dokładnie tę samą interpunkcję należałoby zastosować, gdyby sprawdzona wiedza wymagała:

  • selekcji,
  • przechowywania,
  • aktualizowania (czyli dokumentowania),
  • odpowiedniego systemu zarządzania.

O tym, że zapewne autorowi chodziło o pierwsze znaczenie, wiemy z kontekstu, wnioskujemy również z tego, że struktura z podwójnym i w takiej konstrukcji byłaby dość niespodziewana i zbyt skomplikowana.

Skasujmy przecinek

A co by się stało, gdyby skasować przecinek przed słowami i odpowiedniego systemu zarządzania?

Sprawdzona wiedza wymaga selekcji, przechowywania i aktualizowania, dokumentowania i odpowiedniego systemu zarządzania.

Wtedy mamy kilka możliwości: Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Tak pracujemy | Otagowano , , , | 9 komentarzy

Błędy językowe we współczesnej polszczyźnie. Klasyfikacja w ujęciu S. Garczyńskiego

Izabela Wieczorek •

Błąd językowy jest pojęciem dość ogólnym, a na jego istotę i występowanie składa się duża liczba czynników. Z tego łatwo można wyciągnąć wniosek, że istnieją różne rodzaje błędów językowych, zależne od mnogiej liczby aspektów, m.in. od czasu, podmiotowości czy jego skutków.

Izabela Wieczorek, autorka wpisu.

Kolejnym istotnym czynnikiem w definiowaniu błędu językowego jest też obszar lub lepiej ujmując, sfera, w której taki błąd występuje. Wielu z nas poszukuje rozwiązań, aby takowych błędów nie popełniać, warto więc zastanowić się, cóż można uczynić, by jak najrzadziej potykać się na ścieżce polonistycznych zawiłości.

Klasyfikacja Stefana Garczyńskiego

Jasnym jest, że dziś bez problemu moglibyśmy znaleźć za pomocą przeglądarki internetowej dokładny tradycyjny podział błędów językowych. Garczyński – rzecz jasna – wiedział, iż taki ich podział istnieje (tzn. na – przykładowo – błędy fonetyczne, ortograficzne bądź interpunkcyjne), więc postanowił podjąć się nieco bardziej ambitnego zadania, gdyż w swej klasyfikacji błędów językowych ujął te odwołujące się nie tylko do samej poprawności języka polskiego, lecz także do zwykłej ludzkiej codzienności, która nieuchronnie cechuje się występowaniem mnogiej liczby językowych nieścisłości. Autor podjął się próby klasyfikacji błędu, jednakże od razu przestrzegł, iż: „Zaprowadzić porządek w świecie błędów jest trudniej niż w świecie prawd”. Zastosował się również do klasyfikacji błędów podług myśli Tadeusza Kotarbińskiego. Po wieloletniej analizie oraz usystematyzowaniu wszelkiego rodzaju błędów, Garczyński przedstawił swój porządek nieprawidłowości językowych.

Uwzględnił m.in.:

błędy dzielone ze względu na kryterium czasu:

  • błędy jednorazowe i błędy trwałe, nieustannie się powtarzające,
  • błędy wyprzedzania (ktoś wypowiada słowo wcześniej aniżeli jego mózg zdąży to zarejestrować), np. „pczeczekać” zamiast „poczekać”, „partorałki polskie” zamiast „pastorałki”, i błędy następowania; sam Garczyński daje taki przykład: „Czytając w autobusie artykuł o dwunastu przyczynach zawałów serca, podaję konduktorowi trzy złote ze słowami: «dwanaście po trzy»” (błąd wynika z sytuacji, która wydarzyła się przed chwilą, czyli dana nieprawidłowość jest następstwem uprzednio zaistniałej sytuacji);

Stefan Garczyński, Błąd. Źródła. Unikanie,
wyd. Nasza Księgarnia.

błędy formalne (popełniane w rozumowaniu) i rzeczowe (polegające na fałszywym widzeniu rzeczywistości);

błędy działania: błędy w wyborze celów, w wyborze sposobów i środków, oraz błędy wykonania;

błędy indywidualne, np. emocjonalne nastawienie jednostki, i błędy zbiorowe, typowe dla zawodów, środowisk, klas, narodów;

pożyteczne (np. optymizm w beznadziejnej sytuacji albo mity i legendy, które inspirują odwagą, poświęceniem czy sprawiedliwością);

nieszkodliwe (np. zawołanie na kota „Burek” – i przybiega Burek zamiast Mruczka);

orientacji: wynikają z braku dostatecznych informacji; człowiek wykonujący daną czynność nie dostrzega tego, co powinien dostrzegać, lub nie wie tego, co powinien wiedzieć;

decyzji: pojawiają się, gdy człowiek wykonujący czynność nie potrafi wykorzystać otrzymanych wiadomości.

Oczywiście rodzaje błędów, które wymieniłam, są tylko niektórymi uwzględnionymi przez Stefana Garczyńskiego potknięciami w polszczyźnie.

Systematyzacja tradycyjna

By zestawić ze sobą dwa sposoby definiowania błędów językowych i pokazać, jak nowatorskie (szczególnie w latach siedemdziesiątych XX wieku) było ujęcie autora książki pt. „Błąd. Źródła. Unikanie”, postanowiłam wykorzystać do tego Vademecum maturalne, w którym następująco pogrupowano błędy językowe:

błędy gramatyczne – składniowe (np. W pokoju siedzi Aga i Michał) lub fleksyjne (np. przyjacielach, komedie Aleksandra Fredro, koniami);

błędy leksykalne – słownikowe, wyrazowe (np. wrócić z powrotem lub cofnąć się do tyłu; mylenie znaczeń wyrazów: status i statut, adoptować i adaptować; uparty jak kozioł zamiast poprawnego: uparty jak osioł) oraz słowotwórcze (np. matkowy zamiast poprawnej formy: matczyny; eurosejm zamiast europarlament);

błędy fonetyczne: niepoprawne akcentowanie, wymawianie głosek zapisanych literami ą i ę;

błędy stylistyczne (np. Dokonałem zakupu proszku do prania lub W wyniku śledztwa ustalono, że facet ukrywa się na wsi);

błędy ortograficzne (np. Język Polski, napewno, na prawdę, Pujdźmy wykąpać się nad może);

błędy interpunkcyjne (np. Jadąc nad morze czytałem książkę – brakuje wydzielenia przecinkiem imiesłowowego równoważnika zdania).

Źródła:
Stefan Garczyński, Błąd. Źródła. Unikanie, wyd. Nasza Księgarnia, 1973.
Vademecum maturalne z języka polskiego dla poziomu podstawowego oraz rozszerzonego, wyd. Greg, rok wydania: 2017.


Izabela Wieczorek – licealistka, która w bieżącym roku (2018) podejdzie do egzaminu dojrzałości. Na co dzień zajmuje się pracą początkującego copywritera, zarówno na zlecenie jednej z witryn internetowych, jak i w nieco bardziej prywatnym wymiarze. Prócz tego tworzy amatorsko prozę, którą publikuje na blogu pisanaekranizacja.blogspot.com. Na swym koncie ma również pracę wolontariacką jako recenzentka muzyki metalowej.

Powyższy tekst jest fragmentem pracy pt. „Polowanie na byki” – błędy językowe we współczesnej polszczyźnie (Sfery występowania błędów i sposoby ich korygowania), napisanej w ramach uczestnictwa w XVIII Olimpiadzie Literatury i Języka Polskiego. Artykuł – w porozumieniu z autorką – został poprawiony i nieco przeredagowany przez redakcję Językowych Dylematów na potrzeby publikacji na naszej stronie. Nadano też nowy tytuł oraz śródtytuły.

Zaszufladkowano do kategorii Teksty publicystyczne | Otagowano | Dodaj komentarz

10 najczęstszych błędów językowych w opisach ofert nieruchomości

Jak napisać: w Wilanowie czy na Wilanowie? Jeżeli Al. (liczba mnoga alei, np. Al. Jerozolimskie) piszemy dużą literą, to dlaczego ul. (od ulicy) już małą? Co właściwie oznacza M3 i gdzie w zdaniu „Piękna działka z malowniczym akwenem wodnym” kryje się błąd językowy? Poszukaliśmy i znaleźliśmy odpowiedzi na te i wiele innych pytań związanych z pisaniem ogłoszeń nieruchomościowych.

1. ul., pl., al., i Al. – kiedy małą, a kiedy dużą literą?

  • Źle:, Ul.
  • Dobrze: , ul.
  • Wyjątki: nazwy własne lub zwyczaj językowy

O ile w przypadku skrótów od nazw gatunkowych ulica i plac nie ma większych problemów (oba piszemy małą literą), o tyle aleja może nam sprawić więcej trudności. Ogólna zasada mówi, że skrót od słowa aleja (liczba pojedyncza) piszemy małą literą, natomiast skrót od słowa aleje (liczba mnoga) już wielką.

Warto jednak zawsze sprawdzić, czy dany skrót nie powinien być zapisany mimo wszystko dużą literą. Zdarzyć się może, że ze względu na znaczenie danej alei i np. dodatkową chęć podkreślenia zasług jej patrona, oficjalny zapis uwzględnia dużą literę, np. Aleja Piłsudskiego.

2. Komin na domu czy na domie?

  • Dobrze: na domu

Słowo domie jest formą przestarzałą, którą możemy jeszcze spotkać w starszych wydaniach literatury. Obecnie zaleca się stosowanie formy domu (i zresztą częściej się jej używa). Wielki słownik ortograficzny PWN (2016) podaje wyłącznie formę domu.

3. Nazwy dzielnic – na Wilanowie czy w Wilanowie?

  • Źle: zawsze mówić na
  • Dobrze: sprawdzić, jak mówią mieszkańcy

Przyjęło się, że jeżeli nazwa dzielnicy określa część miasta, wówczas mówimy, że jedziemy np. na Wolę (Warszawa). W przypadku, jeżeli nazwa dzielnicy pochodzi od nazwy wsi, która dopiero w okresie późniejszego rozwoju miasta została do niego włączona – wtedy używamy przyimka w, czyli np. w Wilanowie (Warszawa).

Zasada ta nie wydaje się dość jasna, a samo jej stosowanie jest bardzo płynne – w Warszawie powiemy np. w Wilanowie, ale już na Ursynowie, mimo że obie nazwy pochodzą od dawnych nazw miejscowości. Zdarza się też, że choć oficjalnie powinno się użyć przyimka w, to mieszkańcy na zasadzie analogii do innych dzielnic zaczynają stosować zwrot jadę na, który powoli wyprowadza z użytku dawną konstrukcję. Dlatego w przypadku nazw własnych najlepiej jest zawsze sprawdzić, jaki zwrot jest oficjalny lub powszechnie używany. Jak to zrobić? Na przykład wchodząc na stronę urzędu miasta lub dzielnicy, wyszukując hasła w różnego rodzaju encyklopediach internetowych i papierowych czy po prostu zaglądając na strony i fora tematyczne poświęcone danej dzielnicy.

W ten sam sposób warto sprawdzić odmianę nazw mniejszych miejscowości i nazw ulic – często okazuje się, że zwyczajowa forma jest różna od tej, której moglibyśmy się spodziewać.

4. W rynku czy na rynku?

  • Dobrze: w rynku, na rynku

Obocznie. Językoznawcy uznają poprawność obu form, jednak trzeba być świadomym, że mogą mieć one nieco różne odcienie znaczeniowe. Podkreślił to prof. Mirosław Bańko w Poradni Językowej PWN:

Na przykład konstrukcja w rynku podkreśla zamknięty charakter tej części miasta (rynek jest jak pudełko, jego pierzeje to ściany pudełka), podczas gdy konstrukcja na rynku podkreśla – przeciwnie – otwarty charakter tego miejsca (synonimem może tu być „na placu”).

Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Językowe dylematy | Otagowano , , , , | 5 komentarzy