Czytelnicy i Czytelniczki. Czy rozróżniać płeć

Ostatnio Leszek, mój dobry znajomy, napisał do mnie w kwestii dotyczącej językowej poprawności czy może lepiej powiedzieć językowego savior-vivre’u:

Pawle,

Szybkie i konkretne pytanie:

Redagując treść, która znajdzie się w internecie (konkretnie blog), zwracam
się do moich Czytelników np. w taki sposób: „…do czego chcę Was drodzy
Czytelnicy przekonać”.

Czy w takiej sytuacji należy rozróżnić płeć czytelników, pisząc „…do
czego chcę Was drodzy Czytelnicy i Czytelniczki przekonać”? Czy też pisząc
„Czytelnicy” mogę założyć, że jest to po prostu liczba mnoga, zbiorowość
osób czytających bloga, czyli zarówno „Panów Czytelników”, jak i „Panie
Czytelniczki” ? Po prostu wplatanie w różnych miejscach „Czytelnicy i
Czytelniczki” wydaje mi się nieco przerostem formy i może stać się męczące
dla Czytelników (i Czytelniczek;).

pozdrawiam
Lesław

Na początek równie konkretnie odpowiadam na pytanie: Absolutnie pozostałbym przy formie Czytelnicy, bo ona obejmuje wszystkich bez dodatkowego niepotrzebnego różnicowania i bez wprowadzania zbędnego zamieszania. Chcę też zwrócić uwagę, że wtrącenie do czytelników zawsze należy z obu stron wydzielić przecinkami.

A teraz argumentacja. Przede wszystkim należy mieć na uwadze, że gdyby ktoś się uparł na różnicowanie i pisanie w kółko Czytelnicy i Czytelniczki, musiałby także rozpisywać przymiotnik. Nie można pisać drodzy Czytelnicy i Czytelniczki, ponieważ – jak to się ładnie mówi – zostaje spełnione wymaganie gramatyczne tylko jednego wyrazu, konkretnie wyrazu Czytelnicy, ale już nie słowa Czytelniczki, które domaga się innej formy przymiotnika. Poprawnie trzeba by więc pisać drodzy Czytelnicy i drogie Czytelniczki (albo odwrotnie, bo kobiety mają pierwszeństwo). A to już byłby naprawdę przerost formy nad treścią.

Inna rzecz, że w języku polskim (i szerzej w naszej kulturze, bo tak jest także w językach mających rodowód starożytny, jak greka czy łacina) jest tak, że forma męskoosobowa liczby mnogiej ze swej natury odnosi się do wszystkich. Nawet trudno więc zakładać, by jakaś Czytelniczka, która przeczyta zapis drodzy Czytelnicy mogła stwierdzić, że to jej nie dotyczy, albo – a rozumiem, że o to tutaj rzecz się rozbija – dotyczy jej mniej lub ją uraża.

Osobiście uważam wręcz, że takie różnicowanie wprowadza poważny problem pewnego rozmywania wyrazistości znaczeniowej wyrazów. Gdyby ktoś, powiedzmy, trzy razy użył formy drodzy Czytelnicy i drogie Czytelniczki, a za czwartym razem napisał po prostu drodzy Czytelnicy, czytająca tekst pani mogłaby stwierdzić, że ten akurat fragment tekstu jej nie dotyczy.

Przykład problematycznego rozróżnienia

Chcę na koniec (dość szeroko) pokazać bardzo konkretny przykład na tego typu psucie języka pochodzący z dziedziny liturgii, stanowiącej dość ważne pole moich zainteresowań. Otóż, gdy w latach sześćdziesiątych poprzedniego wieku tłumaczono tekst Mszy świętej na języki narodowe, w Polsce wymyślono sobie, że tam gdzie tekst łaciński używa słowa fratres, polskie tłumaczenie będzie brzmiało bracia… i siostry. Najbardziej znany fragment Mszy zawierający to sformułowanie stanowi pierwsza, najczęściej stosowana, forma aktu pokutnego.

Oto fragmenty Mszy (nowej, posoborowej) po łacinie i odpowiednie fragmenty po polsku:

Confiteor Deo omnipotenti et vobis, fratres,
Spowiadam się Bogu wszechmogącemu i wam, bracia i siostry,

omnes Angelos et Sanctos,
et vos fratres, orare pro me ad Dominum Deum nostrum.
wszystkich Aniołów i Świętych
i was, bracia i siostry, o modlitwę za mnie do Pana Boga naszego.

Myślę, że intencje przyświecające układającym polski tekst mogły być podobne do intencji osoby, która chciałaby docenić na swoim blogu – poprzez rozróżnienie – czytelniczki i czytelników. Koniec końców jednak skutki tej zmiany – abstrahując w tym momencie zupełnie od kwestii wierności oryginalnemu tekstowi liturgii, a pozostając na płaszczyźnie językowej semantyki – są negatywne. Rodzi ona bowiem liczne problemy.

Po pierwsze wypaczono liturgiczne znaczenie terminu bracia, który ma swoje korzenie jeszcze w Piśmie Świętym. Dziś kobieta, słysząc w liturgii bracia mniej odnosi tekst do siebie, niż robiłaby to, gdyby nie było tego mylącego rozróżnienia.

Ale są i problemy bardzo, bardzo konkretne. Nieraz słyszałem na przykład podczas zamkniętych rekolekcji w męskim (lub chłopięcym) gronie, np. dla ministrantów czy lektorów, całkiem zasadne pytanie: po co mówić i wam [czyli tu obecnym] bracia i siostry, skoro na liturgii nie ma ani pół kobiety. Czy powinno się więc w takiej sytuacji być wiernym faktom i zmieniać tekst liturgii, czy pozostać wiernym tekstowi liturgii i mijać się z rzeczywistością (to samo dotyczy seminariów). Podobny problem może być na zamkniętych Mszach w kobiecym zakonie kontemplacyjnym, gdy jedynym mężczyzną podczas liturgii jest odprawiający Mszę ksiądz. Wówczas adekwatna byłaby forma i was, bracie i siostry, przy czym celebrans nie powinien wypowiadać wówczas słowa bracie. (A wszystko dlatego, że przez nieszczęśliwe rozróżnienie od roku 1969 liturgiczny termin bracia, który oznacza po prostu osobę wierzącą należącą do wspólnoty Kościoła, przestał być odnoszony do kobiet).

Absurd? Oczywiście, ale u jego podstaw stoją pewne decyzje pochodzące być może ze szlachetnych pobudek. W każdym razie piszę o tym wszystkim po to, by uważać na tego typu formuły, które mogą rodzić dość poważne kłopoty w stosowaniu i odbiorze.

Paweł Pomianek

Ten wpis został opublikowany w kategorii Odpowiedzi na pytania i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *