Jak NIE należy pisać informacji prasowej

Prezentujemy krótką notkę, która ukazała się jako… informacja prasowa. Piszę o tym z zażenowaniem, bo… chyba uczniowie szkół średnich (jeśli nie młodsi) są w stanie pisać bardziej poprawnie. Warto jednak przejrzeć ten tekst oraz komentarz zamieszczony poniżej nie tylko dlatego, że można się przy tym dobrze bawić, ale także dlatego, że Piotr Durak wskazuje bardzo szczegółowo błędy zawarte w tekście. Także takie, które popełniane są nader często (myślę tutaj przede wszystkim o błędach graficznych). Moim zdaniem, jeśli gazeta ma puszczać artykuły na takim poziomie, powinno się zaprzestać jej wydawania.

Tytułem wstępu dodam tylko, że Piotr Durak jest młodym pisarzem i poetą z Podkarpacia, a opisany wieczór autorski był promocją jego najnowszej książki Dzienniki rowerowe (PP)

artykul

Oto przykład na to, jak w najkrótszym z możliwych artykułów, można niemal wszystko popieprzyć. „Artykuł” z Tygodnika Regionalnego „Korso”. Uwzględniając fakt, że na promocji nikogo z redakcji nie było (były ważniejsze sprawy, nie jestem pępkiem świata, i o to nie mam żalu), można by przypuszczać, że materiał spłynął im z kosmosu. To by wiele wyjaśniało. Kosmici nie są zobligowani do przestrzegania poprawności językowej. Dziennikarze – niestety tak. Przejdźmy do analizy.

Już w nadtytule pojawia się błąd, tytuły publikacji zwartych piszemy bowiem kursywą.

W lidzie nietrudno zauważyć zbędną powtórkę słowa „spotkanie” (zresztą dalej autor też nie błyszczy znajomością synonimów do „wieczór autorski”). Słowo „zainspirowaNE” – myśli czytelnik – odnosi się do spotkania właśnie – a tu niespodzianka! – bo chodzi o autora książki, i o panią dyrektor Marię Błażków. Więc powinno być „zainspirowaNI” – typowo gimnazjalny błąd stylistyczny.

„Podczas spotkania o charakterze nieco naukowym” – to coś jak z tą kobietą, która jest „nieco w ciąży”? Stach Ożóg – kim jest Stach Ożóg, warto byłoby wyjaśnić w jednym choćby zdaniu, bo przeciętnemu czytelnikowi nic to nie mówi… A przecież to literaturoznawca, aktor, posiadacz złotej odznaki recytatora PWST w Krakowie, wykładowca uniwersytecki.

Dalej jest jeszcze lepiej: skrót „gr.” – chyba miało być „dr” – bo chodzi o panią doktor, skrótu „gr.” nie rozpoznaję… Pomijam fakt, że po dr nie stawia się kropki, może po gr. tak… Pani doktor nie nazywa się Jamrożek – Sowa, tylko Jamrozek-Sowa, pomijając już kropkę nad „z”, nazwiska dwuczłonowe piszemy z łącznikiem bez spacji, nie zaś z długą pauzą i spacjami. Tak można napisać co najwyżej: pociąg relacji Przemyśl – Świnoujście. Warto byłoby tu też wspomnieć w jednym zdaniu, kim jest pani doktor, bo czytelnik nie musi wiedzieć, że reprezentowała Uniwersytet Rzeszowski, że jest wykładowcą, literaturoznawcą i teatrologiem.

Kolejne zdanie (moje ulubione) jest mistrzostwem stylistycznym: „Piotr Durak (…) przy gitarowym akompaniamencie własnego autorstwa śpiewał”. Nawet nie wiem, jak to poprawić, bo nie do końca wiadomo, czy chodzi o własny akompaniament, czy o własne teksty – w końcu to promocja książki, tak? Zresztą, załóżmy, że chodzi o muzykę – „własnego”, czyli mojego autorstwa nie była ona na pewno, bo akordy zerżnąłem z internetu. Teksty piosenek też nie były moje… Rozumiem, że chodziło o to, że grałem na gitarze? Zagadka do rozwiązania przez CBŚ. Nie wspominając już o orzeczeniu, które wylądowało na końcu zdania…

Jedziemy dalej: tam, gdzie już zdecydowanie powinny być długie pauzy, pojawiają się – niespodzianka – łączniki, żeby było odwrotnie… I tutaj już, w przeciwieństwie do Stacha Ożoga, dr Anny Jamrozek-Sowy czy Doroty Kwoki, jakoś znalazło się miejsce, by pokrótce wyjaśnić, kto jest kim. Wszystko na odwrót!

Nasuwa się wspaniałe pytanie, które kiedyś w kontekście politycznym zadał sam Stefan Kisielewski: „Co by tu jeszcze spieprzyć?” Więcej się chyba nie dało. Gratuluję zarówno autorowi notki redakcyjnej (którego danych osobowych przez grzeczność nie ujawniam), jak i korektorowi Tygodnika. Wyznaczacie wspaniałe standardy dla prasy regionalnej na Podkarpaciu.

Piotr Durak

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teksty publicystyczne i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Jak NIE należy pisać informacji prasowej

  1. Piotr Durak pisze:

    Niestety, nic wspólnego. Nie znam książki Byrne’a, ale chętnie przeczytam. Moje „Dzienniki” to opis samotnej wyprawy rowerem z Rzeszowa na Rugię. Bardziej chodziło mi o analogie tytułową do „Dzienników motocyklowych” Ernesto Guevary.
    Widzę, że to popularny tytuł 🙂 Jak i sam rowerm, co mnie cieszy.

  2. wmichael pisze:

    Czy wspomniana w tekście książka ma coś wspólnego z „Dziennikami rowerowymi” Davida Byrne’a?
    http://kulturaonline.pl/na,rowerze,z,davidem,byrnem,tytul,artykul,10554.html

  3. Andź. pisze:

    Tylko proszę, błagam, zaklinam: odnośnie DO! Obrzydliwy rusycyzm, jak powiedziałaby na pewno moja pani profesor 😉
    A notatka jest cudowna 🙂 Niestety, błędy w prasie do rzadkości nie należą…

  4. polonista pisze:

    Witaj.
    Odnośnie Twoich uwag do moich uwag przedstawię z kolei moje uwagi 🙂
    Przyjęło się w języku potocznym nazywać artykułem tak wzmiankę prasową, jak i reportaż, esej czy felieton. Obecnie wszystko, zwłaszcza w redakcjach regionalnych periodyków, zwykło się zwać artykułem. Wiem, bo gdy pracowałem jako korektor, zawsze mówiono mi, żebym poprawiał „artykuł” nawet jak chodziło o czterozdaniowe sprawozdanie z meczu. Inną sprawą, czy godzi się podobne teksty artykułami w ogóle nazywać… Dlatego w kontekście ironicznym, w drugim zdaniu, gdy chodzi o konkretny tekst, użyłem cudzysłowu.
    Oczywiście, że dało się jeszcze krócej. Można na przykład napisać, że spotkanie było. A jakie było, każdy widział.

    Może i użycie cudzysłowu nie jest błędem ortograficznym, ale i nie zaliczam tego do złamania zasad ortografii. Na studiach uczono mnie, że tytuły książek pisze się kursywą, nie w cudzysłowie. Cudzysłów zarezerwowany jest dla tytułów gazet i czasopism. Zasad tych przestrzegałem zarówno w pracy magisterskiej, jak i przestrzegam w doktoracie na wzór innych poznanych przeze mnie prac.

    Jeżeli słowo „zainspirowane” ma poprawną końcówkę to mamy znaczenie: „spotkanie zainspirowane tytułem książki” – kompletnie bez sensu. Jak spotkanie może być tytułem zainspirowane? Wybitnie chodzi tam o autora i panią dyrektor, którzy zainspirowaNI przyjechali na rowerach.

    Moim zdaniem są zwroty mogące być „mistrzostwem stylistycznym”. Wiele zdań np. ze Stachury. Tu w kontekście rzecz jasna ironicznym.

    Mój tekst nie jest tekstem naukowym, raczej prześmiewczym, który Paweł, za moją zgodą, zaczerpnął z mojego bloga. Dlatego słów potocznych, pospolitych, bądź wulgarnych (zapewne chodzi o paskudne słowo „zerżnąłem” oraz o zacytowane z Kisiela słówko „spieprzyć”) użyłem w nim całkiem świadomie. Mój blog bynajmniej nie jest przeznaczony dla polonistów, naukowców, bądź purystów językowych. To raczej pisanina wszystkiego, co akurat do głowy przyjdzie. Są tam i „bardziej drastyczne” wyrażenia i cytaty. Myślę, że Paweł zamieścił tu ten tekst dlatego, że pomimo potocznego języka, jakim jest napisany, wskazuje na kilka istotnych błędów, jakich dziennikarz nie powinien popełniać, pisząc notkę prasową. Ot i cała jego wartość. Pozdrawiam.

  5. Agatka z IVa pisze:

    Parę uwag życzliwie krytycznych (o krytyce). Co do tekstu gazetowego – całkowita zgoda: jego miejsce jest w koszu. Podziwiać można jedynie, że w tak niewielu zdaniach udało się pomieścić tyle błędów. Ale do rzeczy.

    „najkrótszym z możliwych artykułów”
    Nie sądzę, żeby ta wzmianka zasługiwała na miano artykułu, a nawet gdyby, to możliwe jest jej skrócenie; chociażby przez odjęcie zdania o wjechaniu na rowerach. Nie był więc ten „artykuł” wcale najkrótszy z możliwych.

    „Już w nadtytule pojawia się błąd, tytuły publikacji zwartych piszemy bowiem kursywą”

    Kto pisze, ten pisze – na pewno użycie cudzysłowu nie jest błędem. Jeżeli są w tej sprawie jakieś wskazówki, to mają status zaleceń edycyjnych w ramach uczelni, wydawnictw itp. Nie są one normą ortograficzną.

    „Słowo „zainspirowaNE” – myśli czytelnik – odnosi się do spotkania właśnie – a tu niespodzianka! – bo chodzi o autora książki, i o panią dyrektor Marię Błażków. Więc powinno być „zainspirowaNI” – typowo gimnazjalny błąd stylistyczny.”

    Tu nie tyle moja krytyka, ile ukazanie słowa „zainspirowane” z innego punktu widzenia. Myślę, że jednak autorowi notki nie chodziło „o autora książki, i o panią dyrektor Marię Błażków”. Wydaje mi się, że chciał powiedzieć, że to tytuł książki wpłynął na organizatorów, żeby urządzić to spotkanie. Czy imiesłów „zainpirowane” w takim kontekście to błąd, nie jestem pewna – w każdym razie mnie się nie podoba – ja bym go nie użyła.

    Nawiasem mówiąc, jest tu jeszcze pewien szczególny błąd, którego Pan Piotr nie zauważył, a który nadaje temu fragmentowi dość humorystycze brzmienie. Proszę zwrócić uwagę, że autor przyjechał rowerem na spotkanie z autorem, czyli… z samym sobą.

    „Kolejne zdanie (moje ulubione) jest mistrzostwem stylistycznym”

    Nie sądzę, żeby jakiekolwiek zdanie mogło „być mistrzostwem”, niezależnie od tego, czy pisał je autor omówionej notki, czy np. Szekspir. Może być co najwyżej mistrzowskie. Skrót myślowy rozumiem, ale mi się nie podoba.

    Na koniec językowe grzechy nieco cięższe:

    W tekście, który dotyczy poprawności językowej, obok słów brzmiących uczenie, takich jak zobligowani, analiza, nadtytuł, publikacje zwarte użyte zostały słowa kwalifikowane przez słowniki jako potoczne (to pół biedy), pospolite (bynajmniej nie w znaczeniu „powszechne”), a nawet wulgarne. I użycie na końcu cytatu z Młynarskiego (Kisielewskiego? Hmm…) nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla własnej twórczości tego rodzaju.

    I jeszcze wisienka na tort – użycie „tak” zgodnie z szerzącą się ostatnio (już od jakiegoś czasu) zarazą językową. Choroba ta panuje zwłaszcza w języku mówionym; a tu, proszę, mamy i na piśmie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *