Małgorzata Kubicz: Słów kilka o wypracowaniu maturzysty i nie tylko

Umiejętność tworzenia własnego tekstu jest kompetencją równie ważną, jak umiejętność czytania ze zrozumieniem. Oba te elementy edukacji są celami, do których nauczyciel powinien dążyć w swojej pracy z uczniem już od najmłodszych lat nauki szkolnej.

Począwszy od klasy czwartej szkoły podstawowej dzieci uczą się pisać teksty kierowane do różnych adresatów i o różnych celach w różnorodnych prostych formach. Uczniowie powinni nauczyć się troszczyć się o kompozycję tekstu, poprawność ortograficzną i interpunkcyjną, ale także stylistyczną i gramatyczną. W starszych klasach i na kolejnych etapach edukacji szkolnej umiejętności te są coraz bardziej udoskonalane.

Jako nauczyciel języka polskiego miałam okazję pracować z zeszłorocznymi maturzystami. Naszą współpracę wspominam z sentymentem, gdyż są to bardzo sympatyczni, otwarci i pomysłowi ludzie. Jednak z ich pisaniem, a zwłaszcza z ich sposobem wypowiadania się podczas tak zwanego „odpytywania przy tablicy” nie było niestety najlepiej.

Język mówiony uczniów

Wypowiedzi maturzystów były pełne błędów logicznych i stylistycznych. Pojawiały się sformułowania typu „tego, yyy no”, co świadczyło o zupełnym braku wyczucia sytuacji, w której należałoby korzystać z innych wzorców językowych zachowań, niż wśród grona kolegów. Wiele razy zdarzało się tak, że gdybym chciała poprawić wszystkie błędy językowe, które popełniali uczniowie podczas odpowiedzi ustnej, to musiałabym przerywać im niemal bez przerwy i nie uzyskałabym odpowiedzi na zadane pytanie. W końcu dałam spokój, pozwalałam wypowiedzieć się do końca i pod koniec mogłam jedynie skomentować językową stronę wypowiedzi.

Uczniowie często nie potrafią też wypowiadać się pełnymi zdaniami, nie odpowiadają konkretnie na zadawane pytania. Ponadto mówią niewyraźnie i niedokładnie, wplatając w wypowiedzi liczne potocyzmy. Jednak to, co najbardziej mnie raziło i razi nadal, to fakt, że w wymowie wygłosowych „ę” czy „ą” nie tyle pomijają nosowość tych samogłosek – bo z punktu widzenia poprawności i staranności wymowy jest to akceptowalne – ile dopuszczają się tak zwanego rozszczepienia artykulacyjnego tychże samogłosek. A więc powstają słowa brzmiące „mówiom”, „robiom” czy „piszom”. Nic zresztą dziwnego, gdyż taką wymowę uczniowie słyszą nagminnie wśród rówieśników, na ulicy, w telewizji – i o zgrozo! – nierzadko wśród samych nauczycieli.

Wypracowanie maturzysty

Podczas dwugodzinnych zajęć lekcyjnych postanowiłam – w ramach przygotowania do matury – zorganizować uczniom taką maturę w wersji „mini”. Do tego celu wykorzystałam arkusz maturalny z języka polskiego z 2003 roku. Do pisemnej analizy i interpretacji wybrałam temat drugi: „Cezarego Baryki zmagania z polskością i Polską”. Temat wydawał mi się w miarę prosty, zwłaszcza, że dość dokładnie opracowaliśmy z uczniami lekturę Przedwiośnia. Tymczasem okazało się, iż niewielu maturzystów sprostało wymogom, które trzeba było spełnić, by – jak to się mówi – wpasować się w „klucz odpowiedzi” i uzyskać odpowiednią do zdania matury liczbę punktów.

Po pierwsze, pojawiły się kłopoty z podziałem wypowiedzi przynajmniej na trzy części: początek, rozwinięcie tematu czy próbę rozwiązania problemu oraz zakończenie. Niektórzy mieli problemy z ogólnym zastosowaniem akapitów, po to, by uporządkować swoje myśli. Po drugie, praktycznie w każdym wypracowaniu zdarzały się błędy językowe, stylistyczne czy frazeologiczne, co w niektórych przypadkach poważnie utrudniało zrozumienie tego „co autor miał na myśli”. Wreszcie po trzecie, w wielu przypadkach wypracowanie ograniczało się do przeanalizowania i skomentowania własnymi słowami każdego zdania danego fragmentu po kolei, co w rezultacie dało coś na kształt jego streszczenia. Brakło więc najważniejszego: kompleksowego odczytania fragmentu w kontekście całej lektury.

Ach ta ortografia…

Wszechobecne były też błędy ortograficzne różnego rodzaju. I co jest wręcz dołujące,gdy zapytałam innych polonistów, jak mam ocenić pracę, która pod względem rozwinięcia tematu jest w miarę dobra, ale nie mogę przyznać praktycznie żadnych punktów za walory językowe ze względu na te właśnie „ortografy” – poradzili mi, abym nie przejmowała się tym zbytnio i nie obniżała końcowej oceny.

Wychodzi więc na to, że prace maturalne – mimo że nie powinny – to jednak są „przepuszczane na siłę”. Efekt jest taki, że uczniowie mają zielone światło do niestosowania zasad pisowni, bo skoro nauczyciel nie zwraca na nie uwagi, to po co się starać. I choć potrafią pisać nawet niezłe teksty, to jednak ortografia polska – jak to się mówi potocznie – leży. I tak uczeń kończy szkołę średnią z niekorygowanymi złymi nawykami piśmienniczymi i potem na studiach już nawet się ich nie wstydzi.

Trochę optymizmu

Na szczęście zdarzyły się wypracowania bardzo dobre: spójna wewnętrznie i logicznie podporządkowana zmysłowi interpretacyjnemu kompozycja tekstu z jasnym, komunikatywnym językiem. Aż przyjemnie było takie prace czytać, podobnie jak przyjemnie jest wreszcie zobaczyć słońce po wielu deszczowych dniach.
I jeszcze jedna ważna uwaga: nie wiem, co stało się z pięknym, czystym i estetycznym pismem. Już dawno takiego nie widziałam. Uczniowie po prostu przestali starać się dbać również i o tę sferę wypracowań. Może warto wrócić do uczenia dzieci pisania zapomnianym już chyba atramentowym piórem?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teksty publicystyczne i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *